Wiślane, śliskie grubaski

/ 10 komentarzy

Wisła w tym roku jest bardzo niespokojna. Wszystko za sprawą obfitych opadów powodujących drastyczne zmiany stanu wody. Po majowych i czerwcowych powodziach w końcu woda się trochę ustabilizowała i odkryła dotąd zalane ostrogi i miejscówki wędkarskie. Pełni obaw co będzie po zejściu wielkiej wody razem z moim kolegą Arkiem postanowiliśmy wybrać się na nockę nad królową polskich rzek.

Padło na okolicę mostu w Kiezmarku na trasie Elbląg – Gdańsk. Jest tam sporo główek, choć i wędkarzy nie brakuje ponieważ to zaledwie dwadzieścia kilometrów od Gdańska, zawsze się jednak znajdzie jakaś miejscówka. Przyjechaliśmy na miejsce wczesnym popołudniem wraz z suczką naszego kolegi, który podrzucił ją na dwa tygodnie Arkowi, gdyż sam wypoczywał w Szwajcarii.

Zośka – bo tak się zwie owa suczka to kudłate białe stworzenie o wyraźnie kanapowych zapędach i nienagannych manierach, nie wie jeszcze co ją czeka ale nie widać po niej zaniepokojenia i stresu. Czeka ją noc pod gołym niebem na wiślanej ostrodze wśród komarów i kleszczy. Oby tylko się nie opiła wody z Wisły, bo przyzwyczajona do mineralnej nam się przekręci i będzie afera. Żartowaliśmy sobie, że jeśli pies zejdzie – tfu – na psa urok – to będziemy mieli wkrótce na koncie mandat za mandatem, gdyż właścicielem Zośki jest kolega policjant.
Pies dostał więc miskę z wodą mineralną i wygodne posłanie, a my rozpoczęliśmy rozkładanie naszych wędek i po chwili rozpoczęliśmy wędkowanie.

Słońce chyliło się ku zachodowi, na horyzoncie widoczne były pojedyncze cumulusy, był piękny letni wieczór – wymarzone warunki na nocną zasiadkę. Bezwietrzna pogoda sprzyjała nie tylko wędkarzom, komary również były w swoim żywiole. Okoliczne łąki i krzaki jeszcze niedawno były zalane wodą więc miały insekty tu istne eldorado. Byłem nastawiony na drapieżnika, najbardziej liczyłem na węgorza więc sprzęt był przygotowany na walkę z wielkim śliskim potworem.
Udało nam się złowić kilka krąpi, mieliśmy również rosówki czas więc zarzucić coś na grubą rybę.
Jedna wędka z rosówką na haku powędrowała na napływ około czterech metrów od brzegu, blisko podstawy główki. Świetlik na spławiku miał wskazywać branie.

Drugą, solidnie obciążoną gruntówkę posłałem na spływ w okolice warkocza na znacznie głębszą wodę. Tam filet z krąpia swym zapachem miał zwabić węgorza lub suma. Kolega Arek vel Arulan miał swoje wędki na szczycie główki i rzucił na napływ. Nadszedł czas na kiełbaski i piwko. Rozpaliliśmy ognisko i delektowaliśmy się błogą ciszą popijając browara i zagryzając kiełbaski. Komary nadal nie dawały spokoju, było ich mnóstwo, pomyślałem, że przydałby się lekki wietrzyk który pogoniłby te wredne owady w dzikie ostępy zarośniętych brzegów Wisły. Mam nadzieję, że nie dopadną Zośki i nie wyssają z niej całej krwi, bo będziemy mieli psa na sumieniu i konflikt ze służbami mundurowymi.

Poza upierdliwymi owadami noc mijała spokojnie, brak księżyca napawał optymizmem i zwiększał prawdopodobieństwo spotkania z tajemniczym i fascynującym węgorzem. Rozkładam karimatę, kładę się przy ognisku i zawinięty w śpiwór jak naleśnik wyczekuję brań od czasu do czasu spoglądając na jaskrawozielony świetlik na moim spławiku. W lekkim półśnie słyszę dzwonek na wędce kolegi – on go jednak nie słyszy – śpi w najlepsze. Wołam go, ale kiedy się budzi już nie dzwoni. Pudło.

Wstajemy, przerzucamy wędki i znowu do śpiwora. Około północy słyszę jak coś puka, podnoszę głowę i co widzę? Moja spławikówka buja się na widełkach jak huśtawka uderzając blankiem w kamienistą ostrogę. Wstałem na równe nogi tak szybko, że aż mi się w głowie zakręciło. Zacinam i czuję, że coś wisi na haku. Następuje totalne przebudzenie i zaczynam holować przeciwnika. Stawia się ale hol nie jest długi bo przynęta nie była daleko zarzucona. Po chwili węgorz leży u moich stóp i wije się jak wąż – jest duży, naprawdę duży.

Zestaw cały poplątany ale to nic, ważne, że ryba złowiona. Mam drugą gruntówkę, więc nie tracąc czasu zarzucam kolejną tłustą rosówkę i czekamy dalej. Spać oczywiście mi się już nie chce więc leżę i liczę gwiazdy. Słyszałem, że kilka dni wcześniej w tych okolicach jakiś miejscowy złowił dziesięć węgorzy w jedną noc, ale nie wiem czy w to wierzyć, prawda jest taka, że ja mam jednego i już się cieszę jak dziecko. Tętno mam już w normie więc w spokoju leżę i nasłuchuję.

Chwilę po godzinie pierwszej rozlega się dźwięk sygnalizatora mojej wędki z filetem. Wolny bieg kołowrotka pozwala na wysnucie kilku metrów plecionki i cisza. Wyłączyłem wolny bieg i czekam aż ruszy. Zaciąłem gdy ryba ponownie ruszyła. Potężny opór wygina wędkę i ryba muruje do dna. Tym razem nie będzie tak łatwo jak z poprzednim. Wędka daleko zarzucona, woda głęboka i do tego silny nurt nie ułatwia mi zadania. Czuję na wędce mocne uderzenia ryby ale holuję siłowo bo wiem, że jest tam dużo kamieni i nie mogę dopuścić do kontaktu ryby z dnem. Napięta plecionka może nie wytrzymać konfrontacji z ostrymi kamieniami, a poza tym ryba może sobie znaleźć kryjówkę z której już jej nie wydostanę.

Po dłuższej chwili emocjonującego holu w świetle czołówki pojawia się piękny gruby węgorz. Zaraz potem jest już w moich rękach. W spojrzeniu kolegi widzę nutkę zazdrości, no cóż, czasami tak bywa. Szczęście się dzisiaj do mnie uśmiechnęło, następnym razem może być odwrotnie. Tak naprawdę Arek nie był tej nocy zbyt dobrze przygotowany sprzętowo, a poza tym był chyba zmęczony bo spał prawie całą noc, budząc się jedynie gdy go wołałem holując węgorze.

O świcie obudził mnie boleń uganiający się za uklejkami dookoła główki. Postanowiłem więc, że go złowię i chwyciłem za spinning. Obszedłem kilka okolicznych główek ale mój limit szczęścia się chyba wyczerpał i bolka nie złowiłem. Jeden z węgorzy miał osiemdziesiąt a drugi osiemdziesiąt dwa centymetry. Prezentowały się bardzo okazale. Były grube i pięknie wybarwione. Miały około siedem centymetrów srednicy, nie pamiętam kiedy złowiłem tak wypasione osobniki a kilkanaście dorodnych ryb tego gatunku złowiłem w swoim życiu.




 


4.1
Oceń
(40 głosów)

 

Wiślane, śliskie grubaski - opinie i komentarze

an2212an2212
0
Fajne opowiadanie,a węgorze to super-gratuluję.
(2010-09-13 11:59)
użytkownik37290użytkownik37290
0
ExtrA opowiadanie (2010-09-13 14:59)
przemucha30przemucha30
0

fajne opowiadanie słyszałem że Wisła w okolicy Kiezmarka w tym roku dała nacieszyć się wedkarzom szkoda że wiele okazałych ryb złowiono w okresie ochronnym.

(2010-09-13 20:19)
780528780528
0
Fajne opowiadanko ale kompan to chyba przyjechał sobie pospać .Łowiłem nie raz węgorzyki ale to były sznoróweczki  nie węgorze a konkretnej sztuki to nigdy nie złapałem.Bo i nie miałem ku temu okazji lecz może kiedyś się nadarzy natomiast wiem, że to smaczne rybki.Super rybki i za całokształt daję ***** piątala i pozdrowionka!
(2010-09-13 20:30)
użytkownik26041użytkownik26041
0
super wyprawa wedkarska gratuluje ladnych wegorzy milo spedzac takie nocki nad woda jak cos sie dzieje udanych nastepnych wypraw (2010-09-15 09:15)
Harry PotterHarry Potter
0
Dwa porządne kawały okrętowej liny. Okazały połów godny pozazdroszczenia. Mi się w tym sezonie nie poszczęściło, dwa sznurki to niezbyt imponujące osiągnięcie,,, Może brak mi wędkarskiego szczęścia... heh... Gratki i pozdrawiam
(2010-09-23 18:09)
bluehornetbluehornet
0
Super opowiadanko , napisane z dużym poczuciem humoru ( o to właśnie chodzi ) , widzę , że z Ciebie pieszczoch , jak na nockę bierzesz zestaw do biwakowania - ***** za artykuł . Połamania kija .
(2010-11-14 09:09)
minusminus
0
a cooooooooo lubię sobie komara strzelić po browarku
(2010-11-19 23:40)
ricardoricardo
0
Witam!!! Opowiadanie super z poczuciem dużej dozy wiedzy i optymizmu.Fajnie opisana jest jego wędrówka od narodzin do tarła.Fajny jest dodany wątek wychodzenia na groch i wędrówki po lądzie...Z mojej strony *****...Pozdrawiam...
(2011-05-16 19:56)
kamil997kamil997
0
Spoko opowiesc  hehehe ,Byle tak dalejjjjjjjjjjjj:) (2011-08-10 08:51)

skomentuj ten artykuł