Zaloguj się do konta

Wiślane jazgarze

We wtorek 20 kwietnia ponownie zawitałem na Bagry. Tym razem postawiłem na starego wysłużonego bacika, z którym związanych jest mnóstwo wspomnień. To była moja pierwsza wędka. Zaliczyliśmy razem wiele wspólnych wypraw. Może nie wiązały się one z jakimiś okazami, ale adrenaliny i świetnej zabawy nie brakowało. Najbardziej w pamięć zapadła mi pewna zasiadka na Przeczycach kiedy wyciągnąłem około 20 leszczyków w stosunkowo niedługim czasie. Z tym samym bacikiem zajmowałem niejednokrotnie miejsca na podium w zawodach organizowanych przez moje koło. Na jeziorze Żywieckim kiedy nic innego nie brało, a trzeba było powalczyć o jak najwyższe miejsce, wyciągnąłem przy jego pomocy 0,5 kg uklejek. Ah te wspomnienia!

Tym razem nauczony poprzednimi doświadczeniami z wymienionym łowiskiem nie oczekiwałem dobrego wyniku. Liczył się czas spędzony nad wodą z wędką w ręku. Zająłem stanowisko w okolicy torów kolejowych, gdzie woda jest stosunkowo głęboka. Po wygruntowaniu okazało się, że do dna jest około dwóch metrów. Do wody powędrowała spora, jak na moje oszczędne usposobienie ilość zanęty leszczowej marki Robinson z domieszką pinki. Ta sama przynęta znalazła się na haczyku. Po paru godzinach licznych kombinacji okazało się, że jedyną moją zdobyczą tego dnia był okonek 6 cm. Ładny maluszek, ale nie tego oczekiwałem. Miałem jeszcze jedno branie, ale nie udało mi się zaciąć. Prawdopodobnie mój mikroskopijny haczyk okazał się jednak za mały w tym wypadku. Jedyne co warte jest odnotowania, to karpik, który w pewnej chwili wyskoczył ponad taflę wody. Podejrzewam, że odrobinę brakowało mu do wymiaru, ale to znak, że coś tu jednak pływa.

Następna zasiadka przypadła na 27 kwietnia. Dzień był słoneczny i upalny jak na tę porę roku. Tym razem nogi poniosły mnie nad Wisłę przy ujsciu rzeczki Wilgi, a więc w niedalekim sąsiedztwie Wawelu. Z wcześniejszego wywiadu jaki przeprowadziłem w sklepie wędkarskim dowiedziałem się, że jest to bardzo dobra miejscówka, szczególnie jeśli chodzi o połów jazi. Problemem miały być tylko (albo aż) liczne w tym miejscu kamienie pokrywające dno. Na łowisko wybrałem się około godziny 12:00. Niestety nie mogłem wcześniej i może stąd te moje mizerne wyniki w tym sezonie. Ale nie ma co narzekać, trzeba walczyć. Przed rozpoczęciem zabawy odwiedziłem jeszcze sklep, żeby kupić pudełeczko czerwonych robali i... zapomniałem pieniędzy!!! Tyle 'człapania' na darmo! Na szczęście solidarność wędkarska nie zawiodła i dostałem robaki 'na krechę'. Około godziny 13:00 zestaw powędrował do wody. Pierwszy raz wędkowałem na rzece więc musiałem zapłacić frycowe. Na początek moje delikatne wędzisko z drgającą szczytówką i ciężki (jak na tą wędkę zdecydowanie za ciężki), typowo rzeczny koszyczek. Męczyłem się ponad godzinę, ale co rzut to zestaw zerwany. W końcu zrezygnowałem z gruntu i przeszedłem na spławik. Lekko podnęciłem i łowiłem metodą przepływanki. Nie wziąłem ze sobą jedzenia, ani picia, ale jestem uparty chłopak i siedziałem tak do 18:00. Efekt? Tradycyjnie w tym roku - NIC.

Ponownie 'zaciągnąłem języka' wśród wędkarskiej braci i polecili mi przesunąć się o kilkadziesiąt metrów w stronę Wawelu, bo tam kamieni jest zdecydowanie mniej. Dwa dni później, a więc 29 kwietnia przy identycznej pogodzie i o tej samej godzinie zakupiłem czerwone robaki (tym razem pamiętałem o pieniądzach). Uzupełniłem też braki spowodowane zerwaniem paru zestawów i udałem się we wspomniane miejsce. Zmontowałem zestaw i koszyczek poleciał do wody. Miałem resztkę zanety Lin, Karaś oraz Leszczową, więc zmieszałem je ze sobą i dorzuciłem pinki. Już w pierwszym rzucie miałem zaczep, więc zaczęło się kiepsko, ale na szczęścię straciłem tylko śrucinkę. Potem było juz technicznie coraz lepiej. Zebrane poprzednio doświadczenie zaczęło procentować. Około godziny 14:00 miałem pierwsze branie! Zacinam! Ściągam zestaw. Przy tak ciężkich koszyczkach, stawiających taki opór nie za bardzo czuć czy jest coś na wędce czy też nie.

Po chwili na brzegu wylądował... jazgarz 15 cm. Ryba to ryba ale mogłoby mi w końcu dopisać więcej szczęścia. Postanowiłem, że do wieczora pozostane przy tej metodzie połowu. Miałem jeszcze pare skubnięć. Widać, że mój robaczek budził zainteresowanie, ale chyba była to drobnica bo na skubnięciach się kończyło. Wreszcie o 18:20 szczytówka pożądnie się ugina, zacinam i holuję rybę albo sam koszyk bo znowu nie widzę różnicy. Wreszcie przy brzegu widzę, że jednak coś tam jest. Wyciągam... jazgarza 12 cm. Zdjęcię (a co!) i do wody. Wędkowałem jeszcze z godzinkę i zakończyłem moją wyprawę z nadzieją na lepszą przyszłość.

Opinie (11)

użytkownik

Tylko pogratulowac ! :) [2010-05-05 10:16]

Arci70

Nie pocieszacie mnie kolego :/ Już jutro mam wyjazd na kilkudniową zasiadkę nad Narew. Zobaczymy jak to będzie   [2010-05-05 10:16]

smyku

Miło że są jeszcze gdzieś jazgarze bo łowiąc na J. Międzybrodzkim dawno się z nimi nie spotkałem. Za czasów mojego dzieciństwa nie dało się ich nie złowić. Skoro brakuje tego jak go kiedyś nazywano "chwastu" to co mówić o innych gatunkach.Po za tym mniej mi wstyd z powodu tych wszystkich spławików i koszyków zostawionych w wodzie ....... skoro nie tylko ja ;)Oczywiście 5. [2010-05-05 10:56]

musiek93

U nas na pewnym łowisku jest ich tak duzo, że wystarczy załozyć czerwonego robaka na haczyk, a po chwili juz jest branie. Dziennie mozna ich złowić kilkadziesiąt. A co do artykułu to oczywiście daje 5 ***** :) pozdrawiam i połamania kija... [2010-05-05 11:33]

cheeatos

koledzy ta ryba zaczyna byc plagą szczególnie wiosna. W każdej rzece tej ryby jest pełno. Bardzo mnie to denerwuje. Zarzucam i juz cos bierze. Człowiek mysli ze to cos większego, bo bardzo agresywnie rzuca sie ta ryba na robaka.  [2010-05-05 12:03]

cisy10

Szczescie cos nie dopisywalo ale licza sie checi a i tak 2 jazgarze to nie tak zle wiec tylko pogratulowac i zyczyc dalszych sukcesow. polamania wedki. pozdrawiam [2010-05-05 12:42]

użytkownik

ja tam jazgarza spotykam rzadko ale mam inna plagę        sumiki karłowate [2010-05-05 13:04]

dobry wedkarz

No to Ci się kolego połów udał . Choć ryby mizerne , to nie narzekajcie na nie bo szkodnik to jak każda inna ale za to zupa "UCHA" wyśmienita .  [2010-05-05 14:29]

minus

fajne opowiadanko... osobiście zmieniam miejscówkę po złowieniu jazgarza ale czasami lepsze to niż nic. piąteczka za opowiadanko i fajne fotki. [2010-05-05 17:26]

jacenty75

Wydaje mi się, że koledzy którzy piszą o zanikaniu jazgarza w ich łowiskach nie mieli okazji wędkować zimą z pod lodu. Wówczas ta rybka potrafi być prawdziwą zmorą wędkarzy.

[2010-05-06 08:44]

tukamil

Ha ale dużo komentarzy! Dziękuję koledzy. Mam nadzieje, że kiedyś w końcu się pochwalę taaaką rybą :D [2010-05-07 11:50]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej