Wrześniowe drapieżniki na twardo.

/ 11 komentarzy / 7 zdjęć


Wrzesień jest dla wielu wędkarzy okresem przejściowym, gdzie grono spinningistów zostaje przebudzonych z letargu przez pierwsze chłodniejsze dni, tak samo jak nasze ospałe rodzime drapieżniki w pierwszych porywach jesieni zaczynają intensywniej żerować. Ja ze spinningiem nie rozstawałem się nawet w miesiącach letnich, gdzie w tym sezonie nawiązałem przyjemny romans z łowieniem białorybu na spinning. We wrześniu jednak przyszedł czas na ryby drapieżniki przez duże "D".

Nawiązując do tytułu, chciałbym dzisiaj napisać trochę o przynętach, które nie są pierwszym wyborem wśród spinningistów, bo jak wiadomo królują raczej te z miękkiego plastiku. W sytuacji gdy ryb jest coraz mniej, a wędkarze coraz bardziej przyczyniają się chcąc nie chcąc do zjawiska "przebłyszczenia wody", popularne gumki nawet te z kraju kwitnącej wiśni, często nie dają zadowalających rezultatów. Ma to ponadto też przełożenie na prezentację przynęty w ograniczonych partiach wody, bo jak wiadomo gumami większość osób łowi waląc o dno, z opadu, a często kluczem do sukcesu jest łowienie w toni, a wręcz z powierzchni. Ten tekst nie będzie kolejnym nudnym w stylu: "taka i taka wędka, taki kołowrotek, taka plecionka, tylko raczej podzieleniem się swoimi historiami wędkarskimi, które mają pomóc w późniejszym samodzielnym analizowaniu wniosków nad wodą i ułożeniu odpowiedniej taktyki.

Wszystko zaczęło się gdy w ostatnich dniach sierpnia wybrałem się nad Motławę na sandacze i kończąc wyprawę z jednym około wymiarowym sandaczykiem, chciałem sprawdzić za pomocą drop shota i opadu, czy ruszyły się jakieś okonie. Co ciekawe na moich okoniowych miejscówkach widziałem co rusz ataki garbusów ganiających ukleje, ale olewały moje przynęty. W końcu gdy zauważyłem jeden z ataków pod nogami, dyndałem sobie gumką tuż przy samej powierzchni. Nagle podpłynął do niej duży okoń i się jej przypatrywał. Gdy guma zniknęła, ja nieśmiało zaciąłem, jednakże za lekko, a przede wszystkim po łowieniu sandaczy nie wyregulowałem odpowiednio hamulca po łowieniu sandaczy, co skutkowały tym, że ryba raz bujnęła wędką i tyle ją widziałem. Zabolało, ale pozwoliło to mi potem opracować odpowiednią taktykę. 

Pierwszego września mając chwilę wolnego, już wiedziałem jak się do nich dobrać. Przede wszystkim odpuściłem sobie małe gumeczki, od których większość okoniarzy zaczyna. Druga sprawa, że okonie nie reagowały zbytnio na przynęty odbijane od dna, po pierwsze dlatego, że ryby na przełomie lata i jesieni, nie stoją jeszcze przymulone przy dnie jak np. w listopadzie, a po drugie wszyscy je tam tak łapią, co wydaję się już dla samych ryb dużo mniej atrakcyjne. 

Do wody poleciały zatem obrotówki, woblery. Łowię raczej na meppsy i to te w klasycznych barwach: czyli srebro i miedź, ewentualnie z dodatkiem jakiś kropek, pasków czy dowiązanym do kotwicy chwostem. Co do tych drugich, najlepiej sprawdziły mi się te do twichingu, jak i klasyczne poppery. Obławiałem wodę od powierzchni, do połowy toni w zależności od miejsca i przypuszczeń gdzie ryby mogły się znajdować i połowiłem naprawdę przyjemnych okonków, gdzie największy miał 38cm. Co ciekawe udało mi się nawet złowić dubla, czyli dwa okonie naraz, zaczepione po jednej z kotwic. Płynął za tym jeszcze jeden okoń, ale nie starczyło już miejsca. A co do miejsc, z uwagi na to, że były to wypady krótkie, to po prostu obławiałem 3-4 dobrze znane mi miejscówki, w których wcześniej się coś działo i tyle. Raczej nie było to szukanie ryb, a pójście po swoje. Z samego rana, najlepsze były miejsca płytsze sąsiadujące z głębszą wodą, gdzie ryby ganiały ukleje, a w późniejszych porach obławiałem toń w sąsiadujących miejscach głębszych.

Następnie kilka dni temu, mając chwilę wolnego czasu, a nie chcąc już łowić w mieście, wybrałem się na jezioro połowić z łódki. Napiszę Wam szczerze chłopaki, że męczy mnie ten street fishing.. Pełno ludzi, wędkarzy, śmieci. Zero spokoju i odetchnięcia pełną piersią, co dla mnie jako chłopaka, wychowanego nad dzikimi jeziorami, jest to średnio przyjemne. Jedyny plus to ten, że łowisko mam pod ręką i podjeżdżam tam nawet sobie tramwajem. Nie wiem, czemu to teraz takie modne, bo klimatu wędkarskiego dla mnie nie ma w tym żadnego. Wracając do tematu, pojechałem oczywiście na okonie i podszedłem do tematu tradycyjnie, czyli jedna delikatna wędka na klasyczne okoniowe cukiereczki, druga z dowiązanym zestawem drop shot. Nic się nie działo i zrezygnowany, wybrałem trzeci zestaw, którego używam rzadziej. Była to troszkę mocniejsza wędka Mikado Flash Perch, kołowrotek Dragona 3500 i plecionka 0,14 Mikado. Jest to mój zestaw do łowienia okoni trochę ciężej, z przyłowami szczupaczych pistoletów. Do przyponu wolframowego spinwala doczepiłem klasycznego meppsa aglia trójeczkę, ze srebrną paletką w czerwone kropki.

Po drugim, czy trzecim rzucie, prowadząc obrotówkę w toni, poczułem puknięcie i odruchowo zaciąłem do boku. Po pierwszym, poważnym odjeździe ryby wiedziałem, że mam już ładnego szczupaka. Walka ? Cóż była naprawdę piękna, ale też trudna z uwagi na delikatny zestaw. W pewnej chwili widząc jak ryba jest silna, przeszedł mi przez myśl nawet sum, ale w tym łowisku nigdy go jeszcze nie spotkałem. Nie mogłem nic robić siłowo i z początku ryba robiła co chciała, ale w krytycznych momentach udało mi się ją wyprowadzać jakoś z zielska. Oczywiście, chcąc mieć do czynienia z takimi rybami, łowiłbym na dużo mocniejszy sprzęt, co by było zdrowsze dla moich nerwów, jak i dla ryby, ale to był bardziej okoniowy przyłów, zabezpieczony żeby nie kolczykować małych szczupaczków.

Nie wiem ile trwał hol, ale w końcu udało mi się zmęczyć rybę na tyle, żeby pozwoliła się podebrać ręką (mój bardziej okoniowy podbierak, to raczej dla tej ryby jak paletka do ping-ponga). Fajnie, że na rybach byłem ze swoją drugą połówką, gdzie czułem się bardziej dumny, tym bardziej, że moja dziewczyna nie widziała nigdy tak dużej ryby. Ja w sumie też nie spotkałem się nigdy z tak dużym szczupakiem. Miarka pokazała 102 centymetry. Piękna, zdrowa, polska ryba, która została moją pierwszą metrówką.

Szczupak dostał idealnie w nożyczki, więc nie miał prawa się wypiąć, a raczej mógł zawieść, któryś z elementów zestawu. Na szczęście, mam trociarskie przyzwyczajenie i w obrotówkach dodaję kółko łącznikowe i wzmacniane ownery, które okraszam często chwostem, w tym wypadku czerwonym. Na szczęście wszystkie inne elementy zestawu wytrzymały, a dobrze wyregulowany hamulec w kołowrotku też działał jak powinien. Co ciekawe, większość dużych ryb łowię na zestawy nie za drogie, a nie wędki z pracowni, topowe blanki, jednoskłady na tytanowych przelotkach. Tego dnia leżały w łódce nie przydatne i tutaj też apel do wędkarzy, żeby nie kupować najdroższych zestawów bo ktoś tak pisze na forum. Pamiętajcie, że to nie łowi, a łowi wędkarz. Modnisie niech dalej debatują nad sprzętami, zamiast iść na ryby. Sam się zastanawiam czy tego wszystkiego nie sprzedać, a łowić na jakieś Mikado, Dragony, DAM"y. Prosty przykład, okonie na Motławie łowiłem teraz z sukcesami też na budżetowy kijek, a łowiąc wcześniej kijami z pracowni z wysokomodułowego węgla, miewałem więcej spadów, bo po prostu te kije są w większości przypadków bardzo szybkie i w połączeniu z plecionką gubią okonie. Czyni to je narzędziem mniej efektywnym, a droższym. Ale moda pozostanie modą.

Wrzesień w tym roku wędkarsko jest dla mnie naprawdę piękny.

"Artykuł zgłoszony do konkursu wedkuje .pl".


Serdeczności 

Bartek

 


4.6
Oceń
(27 głosów)

 

Wrześniowe drapieżniki na twardo. - opinie i komentarze

erykomerykom
+5
Częste przebywanie nad wodą i obserwacja to już połowa sukcesu.Dodać do tego wędkarski zapał to w końcu trafi się na "porządną" rybę jak Tobie sie udało.A co do sprzętu to całkowicie sie z Tobą zgadzam-nie sprzęt a umiejętności czynią wędkarza ! (2017-09-15 15:57)
Jakub WośJakub Woś
0
Piękne ryby, dobry tekst. Ale widzę konkurencja czuwa. Jeszcze nic nie napisali a tekst ocenili żebyś czasem oceny nie miał lepszej. Kolejny raz potwierdzają ze glupota ludzka i zazdrość granic nie znają (2017-09-15 16:24)
okoniowy_bartusokoniowy_bartus
+4
Odpornym trzeba na to być i pisać dla tych, którzy to doceniają ;) (2017-09-15 21:57)
pstrag222pstrag222
+1
Fajny tekst i piękne ryby (2017-09-16 17:06)
Pawelski13Pawelski13
+1
Dobry tekst i ta "mamuśka"! Byłem nad Motławą do tej pory tylko raz (z racji zawodów organizowanych przez pewien wędkarski portal). Ja również preferuję wędkarstwo gdziesz w dzikich terenach, jak na zbiorniku to najlepiej na łódce (gdzieś dalej od innych), wtedy to była zabawa i można było łowić w centrum miasta przy dużej liczbie osób (choć i tam poszliśmy gdzieś dalej). Ciężko wyobrazić sobie takie wędkowanie codziennie. Połamania!!! (2017-09-17 17:21)
okoniowy_bartusokoniowy_bartus
+4
@Pawelski13, dzięki bardzo. Co do łowienia w mieście, to łowię tam trochę z "przymusu", bo po prostu rzadko mam możliwość pojechania gdzieś dalej. A tak mogę tam sobie podjechać szybko tramwajem i lepsze to niż siedzenie w domu. Najbardziej mnie zastanawia to, że wśród lokalnych wędkarzy, którzy mają dużo lepsze możliwości czasowe i auto pod ręką, tak tą motławę okupują ;D od zawsze wędkarze łowili w miastach, ale teraz z tego się zrobił taki lans internetowy ;) Ogólnie fajna sprawa, sobie po szkole czy po pracy podjechać na godzinkę porzucać, ale jak ludzie sobie zakładają to łowisko za głowny cel przez cały sezon, to dla mnie dziwne. A firmy wędkarskie z tego się teraz cieszą, bo mogą sygnować sprzęt dopiskiem "street fishing" i mają zbyt. Ciekawą alternatywą są zbiorniki retencyjne, które są w mieście. Fajny białoryb łowiłem tam na spinning, ale Motława pod względem rybostanu jest ciekawsza, bo jest połączona z Martwą Wisłą i morzem, co przekłada się migrację ryb i sporo niespodzianek ;)   (2017-09-17 18:14)
Pawelski13Pawelski13
0
Zauważyłem, zauważyłem :) Liny na BT - fajna sprawa! (2017-09-17 21:16)
Rutra65Rutra65
+1
Super (2017-09-17 22:02)
SithSith
+1
No Bartku, świetny felietonik i super rybka ***** W Gdańsku dotychczas łowiłem raz, w ubiegłym roku 11 listopada, w tym roku powtórka. Może natrafię na tego Twojego... ;-) (2017-09-19 06:16)
SithSith
+3
PS Tymi debilami obniżającymi ocenę nie przejmuj się, nawet w najlepszym towarzystwie trafia się kretyn, nic się na to nie poradzi. (2017-09-19 06:18)
kabankaban
+4
Od kilku dobrych lat w zestawie moich wabików nr 1 to woblery, drugie miejsce zajmują obrotówki i wahadełka a na trzecim gumy i reszta dziwacznych przynęt. Po wielu latach startowania w zawodach znudziły mnie małe ryby łowine na silikon na zaliczenie tury. Owszem było to już dawno i rodzaj przynęt i ich dość skromny wybór dyktował priorytety. Ciągle widzę młodych spinningistów którzy mają w zestawie przynęt tylko gumy bo jak twierdzą są najtańsze i nie stać ich na nic innego. Znajomość danego łowiska to podstawa skutecznego łowienia i nie ma tu znaczenia czy to zbiornik czy rzeka. Zimą i wczesną wiosną mikro wahadełko jest killerem na moich rzeczułkach tylko trzeba dobrać kolor, wielkość i kształt a to już wymaga kilku lat pracy i doświadczenia czego jak mnimam wielu młodym się nie chce bo lepiej naklikać głupie pytanie i czekać na takie same odpowiedzi. Ot rozklikałem się i chyba bez potrzeby. Pozdrowionka z wiadomą oceną :))) (2017-09-19 19:50)

skomentuj ten artykuł