Wrześniowe wędkowanie z przygodami

/ 5 komentarzy / 6 zdjęć


Wkońcu udało mi się znaleźć trochę wolnego czasu, żeby spędzić chociaż kilka godzin nad wodą...Sobota mineła na urodzinach mojego synka Huberta. Mały wędkarz obchodził czwarte urodziny... Od mojego brata dostał prezent, który ucieszył go najbardziej...bat 4m... nie jakiś firmowy, ale zwykly kij,lekki, żeby młody nie miał problemu z zarzucaniem. Uwierzcie mi... cały wieczór kręcił sie przy tej wędce... No ale dosyć o tym. 
     Budzik ustawiłem sobie na godzinę 5. Zapakowanie sprzętu do auta nie zajęło mi dużo czasu i juz o 6 byłem na d wodą. Chyba poranna niska temperatura wystraszyła wędkarzy bo na miejscu okazało się, że byłem jedynym- a miejscówek jest tam bez liku.. Ucieszyło mnie to, bo mogłem zasiąść na moim ulubionym miejscu. Tak szybko jak się spakowałem pod domem, tak szybko poszło mi na wypakowaniu ekwipunku. 
    Poranna mgła i temperatura w granicach 5 stopni powodowały,że kawa z termosu znikała w zastraszającym tempie :) Ale  myśl o spędzeniu czasu na łonie natury dodawała otuchy i już po kilku minutach w wodzie zainstalowałem podpórki, po czym przygotowałem wędki. Nie było w tym żadnej finezji- jedna wędka 6m bat będzie zarzucona zaraz za trzcinami, druga to zestaw gruntowy z koszyczkiem i przyponem o dłogości 25 cm...
          Wędki gotowe...czas na przygotowanie zanęty...rozglądam się dookoła stanowiska za miom zielonym wiaderkiem, w którym miałem wszystko czego potrzebowałem.... No i tu zaczynają się schody.... baaaaaaaardzo duże schody... otóż moje zielone wiaderko zostało sobie w domku ;( No jak nie siatka zostanie w domu, lub catering,to teraz krótko mówiąc, sedno całego wedkowania zostało w domu. Calą zanęta, kukurydza, ciasta, atraktory... no po prostu wszystko zostało w domu...Wracać nie chciałem. W plecaku z jedzeniem miałem chleb i to wlaśnie jego użyłem jak przynęty na haczyk. Małe kulki  lądowały ha haku... Efektów jednak nie było widać..pojedyńcze dzwięki sygnalizatora oraz puste zacięcia nie napawały optymizmem...
    Tak nieugięty wytrzymałem do godz. 10...postanowiłem wrócić do domu i po obiedzie udać się na to samo miejsce,ale już w pełnym rynsztunku :) Zabrałem ze sobą towarzysza- synka Huberta.. ze swoją nowa wedką he he.. 
    Na łowisku pojawiliśmy się około godz. 14... Słońce... bezwietrznie... idealnie na niedzielne popoludnie spedzone ze swoim  potomkiem.. Młody podniecony perspetywa samodzielnego wędkowania dzielnie wykonywał moje polecenia... Już nie wspomnę o tysiącu pytań "tata a czemu tak?" ..."tata a kiedy bedą brały rybki?".. itd..
     Przygotowanie zanęty nie zajęło mi dużo czasu....Bez zbędnych eksperymentów...zanęta MVDE super roach plus Minerał płoć wymieszana,więc można nęcić młodemu adeptowi jego miejsce...Zarzucił i... grzecznie wrócił na swoje krzesło... cierpliwy myślę sobie... to fajnie... Delikatny zestaw pokazywał każde najmniejsze skubnięcie... Po około 25 min Hubcio wyciąga pierwsza rybkę... okonek... hmm... zanęta na płoć a w lowisko weszły drapieżniki...Ale mlodemu to w ogóle nie przeszkadzało... ważne było dla niego to, że "coś się na wędce dzieje".A skoro On był zadowolony to ja też Jednaka nie do końca... Ale nie wchodziłem w szczegóły, bo najważniejsze dla mnie było to, żeby to Hubert dobrze się bawił. Jak się później okazało-tylko on się bawił... A ja wpatrzony w szczęsliwego swojego potomka wyczekiwałem na choćby najmniejszy, najkrótszy dzwięk sygnalizatora... A on milczał jak zaklęty. W tym czsie,wyobraźcie sobie Hubert złowił 5 okoni :D Każdy jednak zaraz wracał do wodyz powodu wymiaru. 
    Czas mijał,słoneczko powoli chowało się za horyzont co oznaczało,że nasz krótki wypad powoli zbliżał się do końca. Młody oczywiście nie chciał wracać do domu.. Ja szczerze mówiąc też bym został...Zwinąlem wędkę młodego. .Została tylko gruntówka... Widząc zapał do wędkowania u Huberta pozwoliłem mu zarzucić gruntówka...na haczyk założylismy po raz pierwszy tego popoludnia kuku... Uwierzcie mi, że jak na swoje 4 lata on ma naprawdę spore umiejętności....Ja w jego wieku to...hmm..niewiem co robiłem he he...napewno nie interesowałem się wędkarstwem.. .A on??? Ten błysk w oku...Zarzucił jak wytrawny wędkarz, bez najmniejszego zawahania... te sprytne dłonie otwierające kabłąk kołowrotka....zamach...i usmiech po dobrze wykonanym rzucie... bezcenne... Nie minęło 10 minut i wreszcie mój sygnalizator dał znak życia.. podbiegliśmy obaj do wędki... branie ustało na chwilę. Dosłownie na chwilę, bo po krótkim czsie następuje kolejne branie... zacinam... zwijam bez oporu,jednak czuję że coś jest... na brzegu melduje się płoteczka...taka 15 cm. Uzupełniam koszyczek, ziarno kuku i Hubcio ponownie zarzuca... zadziwiło mnie jedno... wykonał dwa rzuty i oba praktycznie w to samo miejsce.. układam wędkę na podpórkach, odwracam się a tu słyszę sygnalizator piszczy ja szalony. Szybko zacinam i zaskoczenie... opór...ryba ucieka w bok..Młody z podbierakiem przy brzegu  czeka... okazuje się ,że rybka ,która stawiała tak dzielnie opór okazuje się 30 cm płocią o wadze 0.31 kg.Kilka fotek w podbieraku (Hubert bał się wziąć"takiej dużej"wg niego). 
     Jak się okazało była to ostatnia rybka tego dnia. Obowiązki mlodego i moje zagnały nas do domu. 
     Edukacja i praca rozdzieliły nas na kilka godzin... Po pracy idę po synka do przedzkola. W drodze powrotnej odwiedzamy sklep wędkarski gdzie kupujemy koszyczki zanętowe. Obiecałem Hubertowi ze drugiego dnia naszego wędkowania ( poniedziałek) bedzie łowił tak jak tata, z gruntu...Przygotowałem mu wędkę spakowałem wszystko do auta( tym razem zabrałem zanętę) i w drogę. 
   Na miejscu powtórka z rozrywki... to samo miejsce...ten sam skład.. te same pytania :)...Zanęta gotowa, wędki też więc czas na nasze hobby... Zarzucamy. Każdy swoją wędkę...Sygnalizatory zapięte i czekamy... Czas umila nam nieodzowny zestaw pytań mojego syna... Wywiad przerywa nam dzwięk sygnałki mojego syna. Podbiega i swoim sposobem zacina. Zwija Zyłkę i co się okazuje na brzegu?? Ze ryba którą wyholował okazuje się najwiekszą  rybą złowioną tego dnia przez nas. Płoć wieksza niz ta złowiona w niedzelne popoludnie. Brawo mlody!!!! Już mu zapowiedziałem,że jak bedą w przyszłym roku zawody w moim kole to bierze udział w kat. junior. A jak :) 
   Tego dnia złowiliśmy jeszcze dwie płocie. Czyli o jedna lepiej niż dzień wczesniej.  Także dwudniowy wypad z mlodym uważam za bardzo owocny. Raz,że poniedziałkowa zanęta została zmodyfikowna co dało bardzo szybko pożądane efekty,,,a dwa ,że Hubert nabrał trochę doświadczenia i umiejętności , które mam nadzieje będą owocować z każdym następnym wędkowaniem. 
 
Pozdrawiam.
 

 


4.5
Oceń
(18 głosów)

 

Wedkuje.pl poleca

 

Wrześniowe wędkowanie z przygodami - opinie i komentarze

halski021halski021
0
Brawo TATA ! (2016-09-28 10:36)
kabankaban
+1
Kiedy moje dzieciaki były w tym wieku bacik i duża ilość nawet drobnych ryb była kwintesencją ich szczęścia. Teraz syniu woli spina i większe rybki a córa już tylko czasami da się namówić na jakiś spławiczek... . Lata lecą i zainteresowania się zmieniają, a ja na siłę z nich wędkarzy robił nie będę. Pozdrawiam. (2016-09-28 17:58)
seb255seb255
0
Dokładnie. Ja jestem otwarty na wszelkie propozycje mojego syna na spędzanie wolnego czasu... Jeśli będzie miał chęci to będzie łowił... jeśli piłka to piłka.. lepsze to niż godziny przed tabletem lub tv. pozdrawiam. (2016-09-28 19:15)
piotr 0206piotr 0206
+1
Moi wnukowie 11-15 lat początkowo przejawiali ochotę na wędkowanie.Teraz zdominowała ich piłka nożna i komputer. (2016-09-29 10:23)
użytkownik203529użytkownik203529
0
A ja czekam żeby córeczkę zarazic:) Eh jeszcze ze dwa lata... (2016-09-29 21:24)

skomentuj ten artykuł

 




Aplikacja