Wspólne sekrety z policją...

/ 11 komentarzy / 2 zdjęć




  • konto usunięte




Niestety nie polską. Irlandzką. I nie policją tylko Gardą – tak bowiem nazywa się tutaj instytucja powołana do niesienia służby, ochrony i bezpieczeństwa obywateli. Przy okazji funkcjonariusze pełnią rolę informacji turystycznej i podatkowej, a niekiedy nawet funkcję nocnej taksówki. Niemal każdy Polak w Irlandii miał z nimi do czynienia. I nawet nie musiał nazywać się „prawo jazdy”. Ja ostatnio zresztą też, tyle że w aspekcie wędkarskim.
Otóż wracałem sobie do domu po nocnej zmianie w firmie, gdzie 95 procent załogi to nasi rodacy (pozostałe 5 to obywatele krajów Europy Wschodniej i krajów rozwijających się) i gdzie słowo „kurwa” stosowane jest zamiennie ze znakami interpunkcyjnymi. Jest parę minut po szóstej rano – zaczyna świtać. W zasadzie gdyby nie to, że jadę samochodem, to pewnie przewróciłbym się i spał – ale tak trzymam się kierownicy. Jedno oko mi sie zamyka – drugie trzymam palcem żeby widziało jeszcze czerwone i zielone sygnalizatory. Dojeżdżam do mojej dzielnicy z planem pójścia na poranny fitness, basen, saunę – wtedy może oprzytomnieję. Zresztą planowałem to już wieczorem i byłem nawet logistycznie do tego przygotowany. Niestety jak się okazało, ze względu na to, że właśnie zaczął się piątek mój fitness – klub czynny był od 7 rano. Wiadomo w tym kraju nie można popaść w rutynę i nie może być tu pełnej symetrii i logiki.
Uznałem wobec powyższego, że będzie to okazja na penetrację fajnego cieku wodnego, przepływającego na wskroś przez południowy Dublin, nad którym to, noc w noc przejeżdżałem po niepozornym mostku. Jak to się mówi: „Jaki kraj tacy terroryści...” – „Jaki mostek taki pod nim strumień”. Niemniej jednak z okien samochodu za dnia, jawiła się typowo górska – pstrągowa woda. Szeroka może na kilka metrów, ale nurt wyglądał dość obiecująco. Moim zadaniem zatem była ocena dojścia do wody i samej możliwości wędkowania oraz rozpoznanie wody pod katem obecności w niej pstrągów i innych gatunków ryb, jak również zawartości porzuconego sprzętu domowego użytku i innych śmieci utrudniających bądź uniemożliwiających wędkowanie. (Rzeka płynąca z gór przez gęsto zaludnioną część miasta).
Zaparkowałem więc ulicę dalej obok rzeczonego wcześniej mostku i udałem się w kierunku rzeki. Po drodze dostałem poranne wydanie Harald AM od czarnoskórego gazeciarza (nawet nie chcę wiedzieć czy miał pozwolenie na pracę), który gdyby nie jaskrawa kurtka hi-vis byłby kompletnie niewidoczny w tle budzącego się poranka. Tak uzbrojony udałem się kilkumetrową skarpą nad samą wodę. Zdążyłem zauważyć, że koryto jest wolne od jakichkolwiek zanieczyszczeń, urozmaicone kamieniami, kawałek w górę rzeki mniej więcej półmetrowy próg – ogólnie fajna, czysta woda. Zauważyłem też... Nie - to oczy mi się zamykają i mam jakieś halucynacje... Jednak nie chyba dobrze widzę – dwie postaci pod mostkiem? Mrok, odludne miejsce – pierwsza myśl – łepek dokonuje ze swoją koleżanką czynności powszechnie uważanych za seksualne, ale pomyślałem, że tu? O tej porze? W tym kraju każdy ma samochód i o ile nie ma do tego okazji w domu, to znam co najmniej setkę miejsc, gdzie można by to było zrobić dyskretniej i przyjemniej. Postaci dokonały ruchu jakby coś za siebie wyrzucały. Wydawało mi się, że było to czerwone i przypominało żar od papierosa. Co więcej postaci zaczęły iść w moim kierunku. Do ewentualnej obrony tylko gazeta. Uznałem, że o ile wrócę jeszcze kiedykolwiek do domu, to na piechotę – nie byłem pewny czy nie pobrudzę siedzenia w samochodzie. Postaci zaczęły nabierać coraz bardziej realnych kształtów. Myślę. Nie, nie myślę. Kurwa sam już nie wiem. Na głowie mają coś na kształt czapki policyjnej. Może kierowcy z autobusu poszli się odlać. Ale dwóch?..
W końcu postacie zbliżyły się na tyle że rozpoznałem w nich parkę „Gardziarzy”. Pan „Garda” i pani „Garda” na patrolu. Jednak stan mojej bielizny kwalifikował ją do dalszego użytku... Usłyszałem zrozumiałą angielszczyznę bez klusków w ustach: – Dzień dobry. Czy zgubił Pan drogę? Czy coś się stało? Czy jakoś możemy pomóc? – Popatrzyła na mnie twarz mężczyzny – idealnego kandydata na członka służb wywiadowczych – podobnego kompletnie do nikogo, a obok wesoła twarz młodej funkcjonariuszki. Wesoła i sympatyczna ale paskudna jak mistrz Joda. Krzywizna jej linii zębów była podobna do panoramy Tatr z Gubałówki, do tego ozdobiona błyszczącymi cekinami aparatu. Myślę sobie – „Uśmiechnięta - rzuciła żar za siebie. Pewnie się najarała jakiegoś zielska jak jest taka zadowolona. Nie wiadomo co ze mną zrobi...” W końcu sama przerwała moje rozważania: - Proszę pana, schowaliśmy się z kolegą pod mostkiem bo jesteśmy na patrolu już parę godzin a niewolno nam palić na służbie i zapaliliśmy sobie tylko po jednym papierosie. Mam nadzieję, że zachowa Pan to w tajemnicy przed naszymi przełożonymi? – Myślę sobie - chora. Władza mnie o coś prosi? Władza chce mieć ze mną wspólne sekrety? Do tej pory – przynajmniej w ojczyźnie – raczej łupili mi portfeli na dzień dobry pytali o nazwisko, a tutaj taka Francja? Faktycznie z Gardą do tej pory wszystko w trakcie tutejszej mojej kariery kończyło się na uprzejmych pouczeniach, bądź użyciu alkomatu, a tu normalnie pełen wersal.
Ponowiła pytanie – czy mogą mi w czymś pomóc. Władzy nie kłamałem i powiedziałem po co tu przyszedłem i wtedy się dopiero zaczęła polka. Jak się okazało obydwoje byli członkami Wędkarskiego Klubu Gardy i do tego zawodnikami w wędkarstwie morskim. Dowiedziałem się wszystkiego... A nawet chyba więcej. Shivonne (bo tak miała na imię „miss komisariatu”) i Paddy pokazali mi w tym strumieniu nad którym staliśmy niemal stuprocentowe miejscówki gdzie powinien być pstrąg. Poszliśmy kawałek dalej w dół rzeki gdzie znajdowała się piękna szeroka skalista płań. Tam niemal z geodezyjną precyzją określili mi gdzie rzucać, gdzie jest jaka głębokość i gdzie wpadł do wody dziadek Paddyego jak chciał w drodze powrotnej z pubu forsować rzekę.
Ciągnęli mnie po nadbrzeżnych krzakach paręnaście minut i na odcinku kilkuset metrów pokazali mi naprawde sporo miejsc, w których w życiu nie spodziewałbym się ryby. Do tego usłyszałem ostrzeżenia w rodzaju – Tam nie rzucaj przynęty bo tam stary Kieran o coś zaczepił i pozrywał... Rad i wskazówek dotyczących łapania pstrągów usłyszałem w pół godziny tyle, co przez całe moje życie i karierę wędkarską. Zacząłem się zastanawiać kiedy zaczną pałować, ale na to się nie zanosiło. Zaczęli nawet rozwijać temat wędkarstwa muchowego, a ja stałem jak skarcony uczniak bo musiałem się przyznać, że na ten ten temat nic nie wiem. Dostałem jeszcze trochę ciekawych informacji o samej rzece w jej szczytowym biegu w górach (20 minut jazdy samochodem od Dublina) i o okazach i metodach jakie tam się stosuje. Słuchałem tego wszystkiego z zapartym tchem a im obydwojgu oczy aż płonęły z radości, że swoją wiedzą mogą się podzielić. Na koniec dostałem wizytówki od obydwojga celem umówienia się na wspólną wędkarską wycieczkę, aczkolwiek posterunkowa Shivonne w zasadzie już teraz mogłaby rzucić mundur i jechać w góry pokazywać mi kolejne miejscówki gdzie jest jeszcze pełno pstrągów...
Popatrzyłem na ich rozpromienione twarze i iskry szczęścia w oczach i pomyślałem: - Może też powinienem zapalić sobie to co oni?..

 


4.4
Oceń
(35 głosów)

 

Wspólne sekrety z policją... - opinie i komentarze

rysiek38rysiek38
0
tak fajne ze az nieprawdopodobne - opisz potem relacje jesli oczywiscie wspolny wypad dojdzie do skutku pozdro (2009-03-07 14:37)
mieciu79mieciu79
0
Kiedyś wybrałem się na żużel,jezdziliśmy wtedy z Bydgoszczą.Na stadion dokulałem się autobusem.Próbując przejść przez ulicę w wyznaczonym miejscu,aby dostać się na stadion zostałem zatrzymany przez policję.Pytam się ładnie panów policjantów, czemu nie mogę przejść przez jezdnię skoro tu są pasy,odpowiedz którą uzyskałem od policji cytuję"Bo [ pi ] nie".A wystarczyło powiedzieć że przyjezdni po drugiej stronie bilety kupują.Co kraj to obyczaj.Pozdrawiam policję z Zielonej Góry. (2009-03-07 18:26)
użytkownik2494użytkownik2494
0
"Co kraj to obyczaj" jak widać funkcjonarjusze potrafią ciągle nas zaskakiwać oby zawsze w ten jakże miły sposób.Pozdrawiam
Ps.Moja siostra pomyka tam bez prawka ciekawe jak długo jeszcze?
Pozdrawiam (2009-03-07 19:16)
Ronald_Edward_McDonaldRonald_Edward_McDonald
0
To stary umawiaj się z nimi, umawiaj! A potem relacja. Ciekawe czy oni łowią ryby tak samo jak myślą? Może wybiorę się z wami? Pozdrawiam :) (2009-03-07 19:25)
użytkownik5460użytkownik5460
0
wujobroda... ściemniasz z tą czystością wody w DUBLIN-ie,mieszkałem u irysów widziałem w trakcie przypływów wody i po ich odpływie tak jak i u nas znajdziesz tam brudy ... dla twojej info byłem w kilkenny i w większości w cashel nad rz. suir wody mętne burzliwe faktycznie ale bez abordaży tylko poza dużymi agromelacjami.... (2009-03-07 20:00)
użytkownik8295użytkownik8295
0
Dyrektorze! Też byłem zaskoczony. Spodziewałem sie w wodzie wszelkiej maści złomu i sprzętu ze spalonymi samochodami włącznie a tu normalnie czysta woda. I to niemal prawie w centrum. (2009-03-08 00:52)
rysiek38rysiek38
0
moze poprostu ludzie tam doceniaja fakt ze maja mozliwosc polowic pstraga z przyslowiowego okna domu - ja bym chcial (2009-03-08 01:32)
mientus707mientus707
0
par lat temu lowilem w belgii na rzece meusse w miescie liege i to w centrum . pozwolenie na rok od -do 12i pol euro
lowilem przewaznie w nocy bo nie bylem tam na wczasach tylko na kontrakcie
razu pewnego oczywiscie pali sie ognisko podjezdza policja i mysle bedzie draka za ogien . oczywiscie grzecznie zapytali jak sie wypoczywa i czy rybka bierze potem porosili o paszport i pozwolenie . zapytalem sie czy chca swirzej rybki odp sa na sluzbie i ze nie moga
pozdrowiena ozywiscie milego lowienia iii ze przyjada rano sprawdzic czy posprzatane popiul i resztki ognia
rano panowie juz w cywilu podjezdzaja wyciagaja swoje kije i dwie skrzynki browca . po paru piwkach juz jestesmy po imieniu .

do czego daze to jest calkiem inna kultura i policja jest dla ludzi a nie odwrotnie
(2009-03-08 14:08)
użytkownik5460użytkownik5460
0
mientus707 i wujodobrarada,,, to właśnie jest to czym różnimy się od innych nacji, oni tam za granicami szanują się wzajemnie bez względu na pozycję(autopsja z irlandi) a my tu w polsce skaczemy sobie do gardeł ,udajemy na pozór dla innych jacy my jesteśmy gościnni lecz w rzeczywistości jesteśmy "kmiotami" . szanuję ludzi i tego oczekuję od innych wróciłem do polski bo jestem zbyt miękki na rozłąkę ale zazdroszczę tym obcym zycia w ich kraju.. tam wszystko zależy czy coś chcesz czy nie, twoja sprawa, twoje wybory, taki twój styl . miną lata ,lata koledzy nim my tu w kraju będziemy podobni choć w odrobinie do ich wartości.. a ziarnem tego lepszego jesteście wy tam za granicami to przez was to dobre zostanie zasiane kiedy (może nigdy-wielu znajomych pozostalo tam na stałe) powrócicie na te polskie "zacofane" ziemie... (2009-03-08 14:38)
mirek2979mirek2979
0
Sa ludzie i ludziska,tez mialem nie raz spotkanie z Garda,nieznajomy samochod na wsi,od razu mnie maja ,tylko zobaczyli ze wszystko ok i ze  jestem nowy sie wprowadzilem,do dzis mam spokoj.Nad woda tak samo,tylko zapytalem ,na co i jakie zezwolenie trzeba,powwidzielii codziennie spotykam Garde,Jeden drugiemu powiedzial ze jestem ok.Nie tak jak jest u nas wPolsce idziesz z wedka to odrazu trzepanienie,moze i dobre ,ALE NIECH PODCHODZA DO TEGO NORMALNIE A NIE JAK DO ZLODZIEJA . (2010-06-30 19:07)
użytkownik47983użytkownik47983
0
Świetny tekst Kolego! A zakończenie - pierwsza klasa, niczym u zawodowego pismaka. *****

(2010-09-08 06:45)

skomentuj ten artykuł