Wspomnienie majówki 2015r.

/ 9 zdjęć


Od dłuższego czasu planowałem spędzić pierwszy weekend maja 2015 roku w Szurpiłach - w miejscu, do którego mam ogromny sentyment. Z wielką ochotą wróciłem do Agropensjonatu Aga (LINK), który swoim położeniem, warunkami i gościnnością sprawia, iż jest to miejsce idealne zarówno na samotny wypad z wędką w głuszę, jak i rodzinny wyjazd połączony z wędkowaniem (jak było tym razem).

Na miejscu pojawiliśmy się w piątek wczesnym przedpołudniem; po pospiesznym rozpakowaniu i uspaniu malucha około południa usadowiłem się na pomoście z lekką spławikówką. Mimo wietrznej pogody przy trzcinkach fajnie brały płotki, ukleje, niewielkie wzdręgi i małe okonki. Popołudnie przeznaczyłem na naukę wędkowania z moim 2,5 rocznym pierworodnym. Już po kilku uklejkach załapał, że kiedy spławik chowa się pod wodę, trzeba mocno ciągnąć wędkę w górę - moja krew ;) Wieczorem przy lekkiej mżawce wypłynąłem, dostępną w pensjonacie łódką, w poszukiwaniu pierwszego szczupaka - niestety bezskutecznie. Wracając podnęciłem z nadzieją na poranne wędkowanie moje miejsce przy trzcinach, w którym próbowałem rano, zanętą z dodatkiem pszenicy gotowanej z anyżem.

Wczesnym rankiem około godziny 4 zasiadłem na pomoście rzucając w zanęcone miejsce. Z początku szalała drobnica, jednak po pewnym czasie pojawiły się ładniejsze, około 25-centymetrowe płocie i wzdręgi. Niestety ani niska temperatura, ani stan przyrody nie wskazywały na to, że tego weekendu mam szansę na szczupaka. Wszystko to potwierdzały relacje przepływających w pobliżu wędkarzy, którzy potwierdzali, że pływają tylko po to, żeby zacząć sezon, ale na pusto. Nie od dziś wiadomo, że są to tereny najzimniejsze w Polsce, a przyroda budzi się tu dużo później niż w innych miejscach naszego kraju. Dobra zabawa z białą rybą trwała do późnego śniadania, po którym udaliśmy się na zwiedzanie okolicznych atrakcji, których na suwalszczyźnie nie brakuje. Po drugiej stronie jeziora znajduje się Góra Zamkowa - siedlisko dawnego plemienia Jaświngów, zaraz obok góra Cisowa - jeden z najwyższych punktów w tym regionie, trochę dalej Stańczyki, gdzie można zobaczyć wyjątkowe ogromne carskie mosty kolejowe. Do ośrodka wróciliśmy wieczorem przez co ponowna zasiadka nie miała już większego sensu. W zamian zabrałem zanętę, pszenicę, wiadro i spinning z myślą o kilku rzutach wzdłuż trzcin, przy których chciałem donęcić. Na końcu zestawu wylądowała alga w rozmiarze 1, którą prowadziłem około metr od trzcin. O dziwo na branie nie musiałem długo czekać - po kilku rzutach na moją przynętę pokusił się około 35-centymetrowy pistolecik. Niby nic, a cieszy - choćby dlatego, że sądząc po frekwencji, to pewnie pierwszy szczupaczek w tym sezonie na tym jeziorze. Po odczekaniu chwili, aż młody przyjdzie po to żeby mógł zobaczyć jak ryba odpływa, szczupaczek wrócił do siebie rosnąć w siłę, Niestety więcej się nie udało, ale za to podnęciłem miejsce zanętą na lina.

Kolejnego dnia o świcie przywitała mnie mocno wietrzna pogoda. Po zejściu na pomost od razu wiedziałem, że ze spławikiem może być ciężko, jednak postanowiłem spróbować. Rzuciłem w to samo miejsce co poprzednio i czekałem, aż spławik schowa się pod bujającą taflę wody. Tym razem drobnicy było znacznie mniej, a na haczyku meldowały się znów ładne płocie i krasnopiórki. Podczas jednego z brań poczułem dużo większy niż przy innych opór. Czułem zdecydowany odjazd w dół. Niestety w tym miejscu pełno jest starych kikutów trzcin, w które ryba się wplątała. Z pierwszej i drugiej pułapki udało mi się ją wyprowadzić mimo delikatnego zestawu, niestety w trzeciej, już blisko brzegu ryba zblokowała zestaw na tyle skutecznie, że udało się jej go zerwać. Całe szczęście przed odpłynięciem niedoszła zdobycz ukazała swe oblicze w łaskawym wyplusku - był to piękny i dorodny lin. Niestety narobił takiego zamieszania, że o kolejnych braniach mogłem zapomnieć. W związku z tym, że spławik nie chciał już więcej drgnąć, wsiadłem na łódkę, którą postanowiłem opłynąć pobliskie zatoczki. Niestety końcówka wyjazdu nie darzyła w ryby, dlatego resztę czasu spędziliśmy z rodzinką na wspólnej zabawie.

Choć wyjazd nie był długi, to udało się naładować akumulatory, poprzebywać w spokoju z rodzinką w przepięknym miejscu i okolicznościach przyrody, a do tego wszystkiego jakieś rybki były - może bez szaleństwa, ale to przecież początek sezonu...

 


5
Oceń
(7 głosów)

 

Wspomnienie majówki 2015r. - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł