wspomnienie sezonu 2014

/ 4 komentarzy / 33 zdjęć


Wspomnienie sezonu 2014
I stało się … za oknem pogoda nie zachęca na wędkarskie eskapady, nastraja melancholijnie, nastał czas wspomnień, rozmów, oglądania zdjęć i filmów wędkarskich naszego autorstwa, czy też renomowanych producentów takich jak National Geographic, Discovery czy Animal Planet. Czas niekończących się rozmów przy kominku w gronie przyjaciół, wspominanie rekordowych ryb i zabawnych sytuacji, snucie planów na następny sezon, zbieranie ekipy na następne wyprawy wędkarskie, opowieści i planowanie zakupów nowości sprzętowych. Tak czy inaczej u mnie sezon definitywnie zakończony, sezon w którym ewoluowałem wędkarsko, sezon mega udany, sezon w którym pobiłem wiele personalnych rekordów wędkarskich, ale co najważniejsze, wiele się nauczyłem, poznałem wspaniałych ludzi jak i na kilku się zawiodłem… Dlatego postanowiłem podzielić się z Wami swoimi przeżyciami związanymi z sezonem 2014…
Sezon rozpocząłem dość wcześnie, bo gdzieś na przełomie lutego i marca zacząłem jeździć z Damianem i Michałem na Wartę. Wartę na którą jeżdżę odkąd pamiętam, to będzie bez mała ze 30 lat. Wartę zniszczoną przez kłusowników, wędkarzy-śmieciarzy, szarpakowców i „wyczynowców” zabijających każdą rybę w ilościach dowolnych, Wartę zapomnianą przez PSR i SSR, na której dzieją dziwne rzeczy ale to materiał na zupełnie inny artykuł… wracając do tematu, połowiliśmy tam piękne leszcze, jazie, klenie i płocie metodą zestawu skróconego i na feedery. Testowaliśmy też tam zanęty, wędki i kołowrotki marki Browning, ba nawet przeżyłem na którymś wyjeździe grypę jelitową, która każdy wie jaka jest, ale nie potrafiła złamać wędkarskiej pasji…
Pierwsza wyprawa na kilka dni to wypad na Mazury, krainę pięknych jezior, dzikich krajobrazów i wspaniałych, walecznych dzikich karpi i amurów. Wyjechaliśmy z Damianem 30.04 późnym popołudniem ale zestawy wylądowały w wodzie jeszcze przed północą. Pierwszą rybą jaka melduje się na zestawie z ananasową kulką Radical-a Yellow Zombie jest piękny metrowy amur. Następnie łowimy jeszcze kilka karpi o masie 10~16,5kg większość brań mamy na kulki Radical-a Rubby Dubby z miejscówki z powalonymi drzewami. Pogoda dała nam się mocno we znaki bo temperatury w nocy spadały mocno poniżej zera około -4*C. Ale nie chodzi tu głównie i wyłącznie o łowienie karpi, mam tu kilku wspaniałych kumpli, z którymi dość rzadko się spotykam, nad czym ubolewam, ale zawsze mogę na nich liczyć. Poznałem się z nimi nad wodą i powiem Wam, że z taką życzliwością i chęcią pomocy dawno się nie spotkałem, dzięki nim wiele się nauczyłem, pokazali mi takie rzeczy do których dochodziłbym latami jeżeli w ogóle bym to ogarnął, to dzięki Grześkowi i spółce zacząłem łowić te piękne ryby… Spędziliśmy tam wspaniałe 4 dni łowiąc piękne ryby i rozmawiając przy ognisku ze wspaniałymi ludźmi, prawdziwymi wędkarzami, pasjonatami i miłośnikami przyrody. Wrócę tam na pewno i to nie jeden raz…
W czerwcu nie mogąc doczekać się sezonu sumowego wykupiłem licencję w Spółdzielni „Rygalica” na „Dolną Odrę” gdzie można łowić sumy już od 1.06. Mimo dzielącego mnie dystansu prawie 500 km postanowiłem tam spróbować swoich sił. Ufny w swoje możliwości i nowo zakupiony sprzęt (ponton i silnik) postanowiłem połowić sumy na Odrze. Dwa wyjazdy nie zaowocowały interesującymi mnie rybami, wprawdzie było kilka szczupaczków i sandaczków ale nie po to tutaj przyjechałem. Do tego rozkładanie i składanie pontonu 3,6m i 500km w jedną stronę skutecznie zniechęciły mnie do kolejnych wypadów na Dolna Odrę i zaszczepiły w głowie myśl o zakupie łódki…
Nadszedł wreszcie długo oczekiwany lipiec i sezon sumowy ruszył pełną parą…niestety nie dla mnie… Uparty jak osioł jeździłem z Sebkiem i Damianem na Odrę. Po kilku nieudanych wyjazdach, gdzie wiodącą metodą był trolling, zacząłem próbować łowić na żywca stacjonarnie w nocy, a w dzień męczyliśmy verical i fireball. Niestety żadna metoda nie przynosiła wymiernych rezultatów…a ja nadal głupio uparty piłowałem tą Odrę, zawziąłem się, że złowię tam suma i koniec… niestety nic z tego, do tego jeszcze Damian zniechęcił się do wyjazdów ze mną na sumy i nie dziwię mu się bo swojej zawziętości nie widziałem nic poza SUMAMI, chciałem go złowić za wszelką cenę … ale nie tędy droga…W końcu i mnie to wykończyło, ciągłe wyjazdy po 200km w jedną stronę, zwijanie i rozwijanie pontonu, zakładanie i zdejmowanie silnika i oczywiście brak ryby za jaką się uganiałem doprowadził i mnie do frustracji, miałem dość…
Postanowiłem zamówić łódkę, wybór padł na River Fox-a, oczywiście po wielu konsultacjach z kolegami. Pojechałem do Grudziądza zobaczyć na żywo to co chciałem kupić. Tak poznałem Krzyśka, właściciela firmy, wspaniałego wędkarza i człowieka, dużo mi opowiedział i podpowiedział co i jak skonfigurować w łodzi, żeby było w miarę tanio i funkcjonalnie.
8 sierpnia odebrałem zamówioną łódź i niewiele myśląc pojechałem zaraz na sumy na Wisłę… i co i złowiłem 3 ryby w ciągu jednego dnia – NARESZCIE!!! Przełamałem złą pasę szczęśliwy i radosny zacząłem znowu uganiać się za sumami. Łowiąc dość często nie miałem pustych przelotów(na każdym wyjeździe miałem przynajmniej jednego suma). Pod koniec sierpnia, a może na początku września poznałem Jacka, poprzez naszego wspólnego kumpla. Zdzwoniliśmy się i zaplanowaliśmy wypad na Wisłę na sumy. Jacek, który jest właścicielem i twórcą firmy wędkarskiej produkującej woblery, zabrał na ryby nowy wobek, ponoć killer na sumy!!! Testowaliśmy go zawzięcie i złowiliśmy na niego kilka naprawdę dużych ryb, między innymi 193cm. Dzięki Jackowi wiele się nauczyłem, a co najważniejsze poznałem piękny odcinek Wisły, który swoimi krajobrazami nie jednemu wędkarzowi zawróciłby w głowie, ja po prostu zakochałem się w Wiśle…Nim się obejrzałem nadszedł październik, wiadomo czas dużych ryb. W między czasie Damian nabrał chęci na sumowanie w moim towarzystwie, no więc planujemy wyjazd na Wisełkę…trafiamy na piękną słoneczną pogodę a do tego ja trafiam rekordowego suma 220+!!! Jest to ryba sezonu i o innych nie ma co pisać, a przygodzie z królem rzeki napiszę jeszcze w innym artykule, może nawet uda się w tym roku…
Sezon kończymy na zalewie sulejowskim łowiąc szczupaki, sandacze i okonie na gumy z opadu. Nie złowiliśmy jakieś potworów ale kilka rybek dało mi wiele satysfakcji, tym bardziej, że są to moje pierwsze ryby złowione z opadu na gumę. Zabawa była przednia tylko trochę bolała mnie ręka, plecy i nogi, ale będę próbował i doskonalił się w tej metodzie
Reasumując - sezon bardzo udany, wiele wniósł do mojego wędkarskiego dossier, dał wiele do myślenia, pokazał mi jakie mam braki a jakie atuty. Nauczył mnie pokory, szczególnie Odra, uzmysłowił mi, że nic na siłę, owszem trzeba być wytrwałym i cierpliwym ale są pewne granice. Zobaczyłem piękne krajobrazy, przeżyłem wspaniałe przygody i doceniłem towarzyszy moich wędkarskich eskapad i przekonałem się komu można zaufać i na kogo można liczyć. Zobaczyłem wielu pseudo wędkarzy chełpiących się etyką i zasadą no kill a w rzeczywistości jest zupełnie inaczej…
Jeżdżąc niemal po całej Polsce, głównie dzięki moim kolegom, zobaczyłem wiele wspaniałych, pięknych i dzikich miejsc. Chciałbym aby pozostały one takie, dla naszych potomków i dawały wiele radości innym. Dlatego dbajmy o nasze środowisko naturalne, szanujmy ryby i przyrodę abyśmy nie tylko my mogli z tego korzystać, cieszyć się i bawić naszą wędkarską pasją

Z wędkarskim pozdrowieniem Marek Chmielewski

 


5
Oceń
(13 głosów)

 

wspomnienie sezonu 2014 - opinie i komentarze

halski021halski021
0
Jak widać , to w Polsce też można mieć wyniki :) (2014-12-08 20:14)
KkLukiKkLuki
0
I to piękne wyniki ;) Pozdrawiam i życzę Ci w nowym roku jeszcze większych okazów :) (2014-12-09 16:41)
pstrag222pstrag222
0
A czy sezon się kończy?? raczej to wędkarz decyduje kiedy robi przerwę. brawo za wyniki bo są naprawdę zacne... (2014-12-09 19:18)
użytkownik65213użytkownik65213
0
Ten piękny odcinek Wisły to zapewne Wyszogród i okolice!!! (2014-12-14 13:14)

skomentuj ten artykuł