Wydmuchana sześćdziesiątka

/ 22 komentarzy / 7 zdjęć


Wydmuchana sześćdziesiątka
Dosłownie od ponad tygodnia zachodziłem w głowę, gdzie wybrać się nad wodę ze spinningiem. Uwielbiałem jeździć na nadwarciański spinning, ale jak dobrze wiecie, spory odcinek Warty został tragicznie zatruty. Podjęcie decyzji było o tyle skomplikowane, że dodatkowo spora część wód PZW w moim rejonie, właśnie w tym okresie została zarybiona i powprowadzano znaczne ograniczenia nawet pod kątem spinningu. 
Przeprowadzane wcześniej rekonesanse wykazały, że na innych wodach, w miarę atrakcyjnych pod kątem spinningu było takie obsadzenie nawet w tygodniu, że nie szło dosłownie palca włożyć.
Od pewnego czasu, coraz większe moje zainteresowanie skupiało się na jeziorze Jerzyńskim (woda gospodarstwa rybackiego Bogucin, osada Jerzyn, gmina Pobiedziska). Jednak jak na złość prognozy pogody na sobotę były wręcz niepokojące. Silne opady i na dodatek prawie huraganowy wiatr wykluczył preferowane na tej wodzie wędkowanie z łodzi.
Kiedy wydawało się, że w końcu znalazłem odpowiedni wariant, w trakcie weryfikacji pewnej wody Kolega poinformował mnie, że jezioro, nad które się chcieliśmy wybrać właśnie zostało także zarybione z zakazem wędkowania do odwołania!
Bliski rezygnacji z wędkarskiego wypadu, wykonałem jeszcze jeden telefon z zapytaniem do znajomego, mojego imiennika, opiekuna ciekawej wody, zwłaszcza pod kątem karpiowania. Czy spinningujemy na Szachtach. Usłyszawszy w telefonie „…oczywiście, zapraszam od 7.00..”, aż podskoczyłem z radości. Łowisko w miarę znam. Dodatkowych kilometrów w nieprzewidywalną pogodę nie będzie trzeba robić, a w ostateczności zapewniony jest szybki powrót do domeczku.
Wykonuję więc tzw. telefon do Przyjaciela i w taki oto sposób, po uzgodnieniach o 7.30 dnia następnego spotykamy się na stacji benzynowej, w ustalonym punkcie kontaktowym. Z tego miejsca dojazd do łowiska zajmuje nam dosłownie 15 minut. Kto wybrał się nad wodę, to dobrze wie jak w to sobotnie przedpołudnie dmuchało i wiało, ale my pełni optymizmu jesteśmy na tak oczekiwanym spinningu. 
Po rozmowie z Markiem dowiadujemy się, że mamy praktycznie do obłowienia ¾ wody, gdyż na ostatnim odcinku wędkują od wczoraj i to z ładnymi sukcesami zatwardziali „karpiarze”. Ładnie mówię sobie, też by się pokarpiowało, ale na tak ciężkie warunki, trzeba mieć jeszcze odpowiednią wiedzę i stosowne wyposażenie. Jak mi obije całkowicie, to może w następnym sezonie także się o coś takiego pokuszę!

Wracamy do spinningu.
Cóż ta woda z człowieka potrafi zrobić? Nawet podczas uzbrajania wędzisk, każde spojrzenie na taflę wzburzonej szachty powoduje, iż oczyma wyobraźni widzę już te metrowe kaczodziobe i żarłoczne kilogramowe okonie.
Pierwszy odcinek w miarę spokojnej wody jest stosunkowo płytki. Dużym wyzwaniem jest pokonanie pasów wszechobecnego jeszcze zielska, zalegających przy dnie i przypominającego dywany zielonej waty, glonów nitkowatych. Masakra dla błystek wirówek, woblerów i każdej innej przynęty. Zapięcie takiego elementu chwilę po niewłaściwym opadnięciu przynęty, automatycznie wyklucza jej skuteczne prowadzenie. 
Mając powyższe na uwadze spokojnie obławiamy wspomniane miejsce przynętą Soft 4 play z ukrytym hakiem offsetowym. Pierwsze śliwki, robaczywi i po niespełna godzinie przemieszczamy się na nawietrzną stronę. Od tej chwili walczymy nie tylko kombinując różne warianty przynętowe, ale dokucza nam niemiłosiernie przenikliwy wiatr. Po półgodzinnej dosłownie jeździe bez trzymanki, na szczęście dotarliśmy do małego odcinka trzcinowiska, które dało nam odrobinę wytchnienia. Jest w końcu szansa rozgrzać się łykiem gorącej herbaty i zastanowić nad wyborem następnego stanowiska.
Po dwóch godzinach walki z przynętami i wiatrem docieramy na względnie zawietrzną część jeziorka. Jest znacznie lepiej. Po pierwsze dno jest bardziej urozmaicone i ku naszej radości nie spotykamy nitkowatych glonów. Możemy więc spokojnie wykorzystać w odpowiedniej kolejności pływające woblerki, wirówki i specjalnie na ten wypad zakupione rippery.
Kolejne pół godziny spędzone na różnych wariantach wędkowania, na dodatek przy tak obiecującym zwalonym drzewie i w tak obiecującej zatoce, zaczyna mnie trochę niepokoić. Cóż jeszcze można wymyślić? Przecież a miało być tak pięknie!!! 
Do dzisiaj nie wiem, czy to jakaś intuicja męska, czy zwykły przypadek. Przerzucając kolejną przynętę zakładam 8cm rippera Cannibal Shad z główką 5,5g, model White and Black, firmy Savage Gear na długi, delikatny przypon i posyłam go w niewielkiej odległości od trzcinowiska do lewej raz , drugi i trzeci. 
Może trochę znudzony, może też zmęczony staram się prowadzić przynętę przy uniesionym wędzisku, pracując tylko rotacyjnie korbką kołowrotka. W pewnym  momencie, około pięciu metrów od brzegu, następuje silne, aczkolwiek miękkie przygięcie zestawu. Skitowałem to płynnym odruchem polegającym na dynamicznym podniesieniu wędziska, w celu uwolnienia się z zaczepu tak przecież zakodowanego nitkowatego glonu.  Jednak w tym samym momencie mój glon ożył, co zdecydowanie zasygnalizowało wędzisko i szpula kołowrotka. Zamurowało mnie dosłownie, jednak zdrowy umysł zachował mój współtowarzysz wyprawy Wiesław, który w jednej chwili pochwycił leżący opodal podbierak, mobilizując mnie głosem do holu i międzyczasie zajmując dogodne stanowisko do podebrania ryby, na gliniastym brzegu.
Ładna sześćdziesiątka pięknie i głęboko uderzyła od tyłu w 8cm Cannibala Shad, który całkowicie zniknął w paszczy drapieżnika. Dzięki pomocy Kolegi udało się udokumentować moment bezpiecznego usuwania wabika i piękno całej spinningowej wyprawy. Zapomnieliśmy w tych emocjach o przenikliwym wietrze, o nadciągającym froncie atmosferycznym niosącym silny opad deszczu. Dopiero wracając na podstawy wyjściowe zdaliśmy sobie sprawę z tego, jak nas ten wiatr wydmuchał i wytarmosił, podczas kilkugodzinnego spinningowania.
 
Łauuu!!! Co w tym wędkowaniu jest, że takie jedno uderzenie, drgające wędzisko, krótki emocjonalny hol i możliwość zrobienia szybkiej fotki, daje tyle pozytywnej emocji i zadowolenia?
Mając na uwadze towarzyszące nam podczas całej wyprawy mocno jesienne warunki atmosferyczne, a zwłaszcza przenikliwy i porywisty wiatr, szczupaczek został nazwany jak w temacie wyprawy.
Wydmuchana sześćdziesiątka. 

WNIOSKI
Wędkowanie, to nie tylko łowienie i wyciąganie okazów ryb. Wędkowanie to cała filozofia osobistego przygotowania, filozofia przygotowania sprzętu, a przede wszystkim filozofia umiejętnego korzystania z dóbr natury, m.in. w wyniku możliwości pobytu nad wodą.
Wędkowanie powinno dać nam możliwość podziwiania i poznawania po raz kolejny piękna otaczającej nas przyrody.
Wszystko to powinno dosłownie wyłączyć nasze głowy od problemów dnia codziennego, spraw rodzinnych i zawodowych.
Wracając znad wody, powinniśmy zawsze być lepsi, silniejsi psychicznie,
a przede wszystkim bardziej pozytywnie nastawieni do życia.
Tak sobie to po prostu wymyśliłem na zakończenie materiału.
Pozdrawiam

 


4.5
Oceń
(28 głosów)

 

Wydmuchana sześćdziesiątka - opinie i komentarze

w6i6e6w6i6e6
0
Daję **** a jedną gwiazdkę odejmuję za sesję paszczy rozciągniętej rozwieraczem. (2015-11-16 20:00)
szuwarowobagiennyszuwarowobagienny
+1
***** "sześćdziesiątka" i liceum z przodu. "Wracając znad wody, powinniśmy zawsze być lepsi, silniejsi psychicznie, a przede wszystkim bardziej pozytywnie nastawieni do życia." Kurcze, dopiero po przeczytaniu tego artykułu dotarło do mnie, że to tak jest, że to tak działa, nawet jak nic się nie wydmucha to też tak działa. Małżonka też kiedyś mi powiedziała, że po rybobraniu jestem lepszy, bardziej uśmiechnięty, że do rany przyłóż. I ducie wiatru też ma swoje uroki. Rzeczywiście dmuchało ładnie w to sobotnie przedpołudnie i południe. W czasie jazdy auto spychało do rowu. (2015-11-16 21:17)
zurawinowyzurawinowy
0
obrzydliwe zdjęcia operacji po czym szczupak jest fotografowany i dalej ma coś w pysku (2015-11-17 00:07)
marek-debickimarek-debicki
0
Kolego żurawinowy! Podczas gdy ja, z wykorzystaniem stosownych akcesorii, uwalniałem szczupaka z przynęty, Kolega zrobił fotki. W taki oto sposób, pomimo głębokiego połknięcia, rybka szybko została uwolniona. Ani rozwieracz, ani szczypce nie wyrządziły rybie szkody. Jeżeli jeszcze dodam, że skaleczenie zostało zdezynfekowane odpowiednim środkiem, to może także czegoś się nauczysz i zrozumiesz pewne aspekty, które towarzyszą tej formie wędkarstywa. (2015-11-17 06:36)
zurawinowyzurawinowy
-1
Kogo chcesz oszukać? Nie jestem może doświadczony tak jak Ty ale ewidentnie widać że zdjęcia nie były robione podczas uwalniania a pozowałeś ze szczupakiem z roztwartą paszczą do zdjęcia. W dodatku na zdjęciu głównym jak trzymasz rybę już wyhaczoną widać w pysku końcówkę rozwieracza który wepchnąłeś przez skrzela i w ten sposób trzymasz rybę. (2015-11-17 07:51)
marek-debickimarek-debicki
0
Cóż Ci więcej mogę powiedzieć Kolego, jeżeli sam to wiesz najlepiej??? (2015-11-17 08:33)
majapmajap
0
Panie Marku szkoda zdrowia na dyletanta.To jest też jeden z powodów dlaczego przestałem na razie cokolwiek nowego pisac.Serdecznie pozdrawiam. (2015-11-17 09:55)
marek-debickimarek-debicki
0
Myślę, że pomimo wszystko zdrowia nie szkoda. Warto spokojnie dla celów edukacyjnych niektóre sprawy pokazać i wytłumaczyć. Na jeziorze Jerzyńskim spinningiści już są zobowiązani do posiadania na łodzi maty i środka dezynfekcyjnego. Natomiast jeżeli chodzi o rozwieracze do pysków drapieżników, to warto zwrócić chociażby uwagę na siłę sprężyny. Inaczej trzeba postępować w przypadku większego osobnika, który ma silną paszczę, a inaczej w przypadku typowego pistoleta. (2015-11-17 10:24)
marek-debickimarek-debicki
0
"....W dodatku na zdjęciu głównym jak trzymasz rybę już wyhaczoną widać w pysku końcówkę rozwieracza który wepchnąłeś przez skrzela i w ten sposób trzymasz rybę..." Do żurawinowny! Elementem, który mógł pozostać w paszczy szczupaka, może być jedynie miękkie zabezpieczenie końcówki rozwieracza i to wszystko. WNIOSKI Wędkowanie, to nie tylko łowienie i wyciąganie okazów ryb. Wędkowanie to cała filozofia osobistego przygotowania, filozofia przygotowania sprzętu, a przede wszystkim filozofia umiejętnego korzystania z dóbr natury, m.in. w wyniku możliwości pobytu nad wodą. Wędkowanie powinno dać nam możliwość podziwiania i poznawania po raz kolejny piękna otaczającej nas przyrody. Wszystko to powinno dosłownie wyłączyć nasze głowy od problemów dnia codziennego, spraw rodzinnych i zawodowych. Wracając znad wody, powinniśmy zawsze być lepsi, silniejsi psychicznie, a przede wszystkim bardziej pozytywnie nastawieni do życia. (2015-11-17 10:30)
troctroc
+3
"Wracając znad wody, powinniśmy zawsze być lepsi, silniejsi psychicznie, a przede wszystkim bardziej pozytywnie nastawieni do życia." Kurde, Marek, już współczuję Wiesiowi- na pewno jest silniejszy psychicznie. A na poważnie gratuluję udanej wyprawy, jak pojedziemy kolejny raz, już tak nie będzie...(zgodnie zresztą z normą). (2015-11-17 12:17)
marek-debickimarek-debicki
+1
Jednym słowem pozostały mi już jedynie tylko te dwie rzeczy tzn.: być lepszym i bardziej pozytywnie nastawionym do życia. Nie jest to proste zadanie, ale obiecuję, że będę się starał z cały sił!!! (2015-11-17 19:39)
wiekla42wiekla42
0
Pogoda w prawdzie była nie ciekawa ale frajda super. Jedna rybka ile może dać szczęścia. PS. Szkoda czasu i zdrowia na zurawinowego gnoma. Pozdrawiam ***** (2015-11-18 00:59)
wasyl 007wasyl 007
0
Szachty zawsze sprawiają frajdę. Ciesze się, że i Pan polubił tą wodę. Może następnym razem pogoda wynagrodzi bardziej. Te wody są trudne i trzeba mieć sporo cierpliwości, żeby mieć wyniki. Połamania. ***** (2015-11-18 18:00)
pstrag222pstrag222
0
*****:) (2015-11-18 18:13)
perwerperwer
+1
Tytuł sprawia wrażenie że artykuł będzie niebezpieczny i zakrawa o sprawy seksualne .Na szczęście nie ma tak źle ,ale dobrze też nie jest .Artytko (2015-11-20 10:49)
perwerperwer
0
Dokończę bo niestety opublikowałem wcześniej część .Artykuł w miare do poczytania- bez szału ,ale wnioski jak ocierają sie o filozofię ,do dla mnie pic na wodę .Za dużo kombinowania w pisaniu ,za mało prostoty i oddania klimatu. Zdjęcia beznadziejne ,tak delikatnie pisząc. (2015-11-20 10:56)
marek-debickimarek-debicki
0
Kolego prewer! Całe wędkarstwo jest pewna filozofią, sposobem na życie. Nie zawsze wnioski z wędkarskiego wypadu muszą zawierać to jak rybę i na na co złapać. Jeżeli natomiast chodzi o styl pisania. No cóż można by powiedzieć? Jedynie chyba to, że ciężko by było się go nauczyć od Ciebie, gdyż jak dotychczas nic nie zaprezentowałeś. Twojego kunsztu fotograficznego też nie miałem okazji poznać, więc trudno mi się do tego ustosunkować. Warto jednak umieć rozpoznać formę danego przekazu i zamiar autora. Jeżeli się nad tym nie pochylimy, często stajemy się zwykłymi malkontentami. Pomimo wszystko uwagi Szanownego Kolegi przyjmuję i obiecuję poprawę. Pragnę jednocześnie zauważyć, że samo słowo dmuchanie zawsze bardziej mi się kojarzyło z warunkami atmosferycznymi, gównie wiatrem, niekoniecznie seksem! Pozdrawiam (2015-11-20 13:36)
marek-debickimarek-debicki
0
korekta ".......głównie wiatrem, niekoniecznie seksem! Pozdrawiam" (2015-11-20 13:48)
perwerperwer
0
Wiesz Marku -jaki wiek ,takie skojarzenia -być może mi za 15 lub 20 lat skojarzenia i spostrzeżenia sie zmienią .Jednak wybacz -tytuł niestosowny - Wydmuchana sześćdziesiątka ....Piszesz o dmuchaniu - na kogoś dmuchać ,nadmuchać coś -to całkiem inaczej brzmi niż, wydmuchać kogoś ...ale mniejsza z tym . Co do mojego pisania - nie mam czasu na takie pierdoły Marek . Natomiast publikując artykuł publicznie ,musisz sie liczyć z komentowaniem go . (2015-11-20 17:59)
marek-debickimarek-debicki
0
Kolego prewer Za ten tytuł najbardziej mi się oberwało od Koleżanki w pracy, ale wynik poszedł już w świat! Jednak faktem niezaprzeczalnym jest, że w tym dniu naprawdę "dmuchało" niesamowicie. Pozdrawiam (2015-11-20 19:15)
Mati23Mati23
0
Panie Marku przede wszystkim gratuluje samozaparcia i olbrzymiej pasji,która nie zna przeszkód jak wiatr,czy inne załamania pogody!Cieszę się,że my młodsi wędkarze mamy się na kim wzorować i od kogo uczyć.Sam też nie raz wyjeżdżałem nad wodę w pogodę taką,że moi domownicy pukali się w głowę i wiem jaką satysfakcję wtedy sprawia każda ryba:)Co do uwag na temat rozwieracza itp-wędkarstwo to nie zabawa,zdarzają się połknięcia przynęty,nieszczęśliwe zacięcia itd,jednak na stałe jest to wpisane w wędkarstwo i trzeba sobie z tym jakoś radzić,a w szczególności oszczędzić rybie cierpień i obejść się z nią humanitarnie.Przez moje ręce przeszedł niejeden szczupak i wiem jak trudno nieraz go "wyhaczyć" z główki,nie mówiąc o kotwicy,wiem jak ostre ma zęby i wiem jak się goją skaleczenia nimi!Dlatego zastosowanie rozwieracza o odpowiedniej sile jest konieczne niekiedy i nie wyrządza rybie absolutnie żadnej krzywdy.Mimo kąśliwych komentarzy wędkarzy nad wodą oraz kilku linczów na różnych forach nie wstydzę się przyznać,że wypuszczam wszystkie złowione ryby do wody,dlatego tym bardziej staram się ich nie krzywdzić...Odhaczenie,szybka fotka i do wody. Wędkowanie bez zabijania to jeszcze piękniejsze hobby.Wracając jednak do tekstu bardzo mi się podobał i czekam na następne.Pozdrawiam serdecznie i życzę sukcesów!PS:Nie ma co się przejmować dziwnymi komentarzami pseudoznawców,trzeba robić swoje i tyle. (2015-11-25 09:00)
jurdabekjurdabek
0
Proszę robić swoje nie zwracać uwagi na złośliwych (2015-12-01 17:03)

skomentuj ten artykuł