Wyprawa wędkarska

/ 3 komentarzy

Któz z Nas nie pamieta jakiejś ze swoich wypraw wędkarskich szczególnie? Ja też nie należę do wyjatków...
Będąc jeszcze bezdzietnym kawalerem, do tego studentem, posiadałem aż nadto czasu a i chęci było co niemiara. Wybrałem się więc pewnego letniego (koniec sierpnia) południa na Wisłę w okolicy Stężycy na kilkudniowe spiningowanie. Ze względu, że niczego tak sobie nie cenię w wędkarstwie jak spokoju, braku pośpiechu i kontaktu z naturą wyprawa taka była przeze mnie specyficznie przygotowywana. Zaczynałem od pakowania starego i wysłużonego płóciennego plecaka harcerskiego. Z racji jego pojemności musiałem bardzo rozważnie zapełniać go ekwipunkiem...

Na pierwszy ogień szły wszystkie akcesoria wędkarskie nastepnie wielofunkcyjny ostry i solidny nóż. Następnie z racji czasu wyprawy (2 doby) dobierałem picie. Czas letni i panujace upały kazały mi rozsądnie zabrać 4 pety wody gazowanej po 1,5 l oraz trochę jedzenia (pęto kiełbasy i tyrolska, bochen chleba i kilka ogórków. Już to (szczególnie woda) nieżle dociążyło mój plecak a należało jeszcze spakować sweter na noc, cienki płaszcz przeciwdeszczowy i niewielki koc (zrolowałem go i przytroczyłem na wierzchu). Do tego stary i sprawdzony spinning, kapelusz z szerokim rondem i okulary wędkarskie przeciwsłoneczne...I niestety 2 paki papierosów z podwójną zapalniczką. Dlaczego dwie zapalniczki? Niech Was w głuszy zaskoczy awaria zapalarki to będziecie wiedzieć...W rozpaczy będziecie krzesać ogień kamieniem o kamień, żeby tylko zapalić papierosa.

Tak przygotowany wyjechałem autobusem do Stężycy. PKS jeczchał jakąś dziwną okrężną drogą, jadąc zresztą 40 na godzinę. Mnie jednak nigdzie się nie spieszyło. Następnie jeszcze 5 kilometrowy marsz w mało uczęszczany odcinek Wisły i...już byłem w swoim żywiole. Łowiłem nieśpiesznie na obrotówki i woblery do wieczora. Brania były chimeryczne. Złowiłem kilka niedużych kleni i niewymiarowego bolenia. Jednak i tak byłem zadowolony.

Pierwszy zmrok zastał mnie na środku Wisły na łasze piachu połączonej z lądem wąskim przesmykiem. Tam postanowiłem przenocować. Wiem, że to trochę niebezpieczne (nagły przybór wody może narobić kłopotów) ja jednak przed wyruszeniem na ryby sprawdziłem, że woda jest stabilna. Dodatkowo z dala od przybrzeżnych łozin komarów jest mniej a to jest naprawde ważny argument:)). Jeszcze kolacja i spoczynek. Zauważyliście brak namiotu, karimaty i śpiwora. No niestety i tak miałem na plecach dostatecznie dużo kilogramów. Więc na ciepły piach płaszcz, pod głowę plecak, na siebie sweter i koc i... spać.

W środku nocy obudził mnie jakiś dziwny hałas. W świetle księżyca poznałem młodego lisa, który wyraźnie skuszony zapachem mojego prowiantu (kiełbasa) podszedł na 2 metry. Kilkukrotne próby odstraszenia intruza nic nie dały (cholera może to zreszta ja powinienem siebie nazwać intruzem). W końcu podzieliłem się z rudzielcem kiełbasą oddajac mu jakiś 10- centymetrowy kawałek...dał mi później spokój.

Drugiego dnia brania były równiez sporadyczne, niemniej złowiłem ładnego klenia, 2 lub 3 niezłe okonie i ponad 1,5 kilogramowego szczupaka, do tego kilka zerwań i cała masa puknięć.
Wieczorem zaś znowu na środek Wisły, tym razem na wysepkę. Było bezwietrznie i parno...Spałem do 1 w nocy kiedy to obudziły mnie błyskawice. Były nade mną. Musiałem przegapić zbliżanie się burzy (całodzienne wędkowanie trochę mnie umęczyło). Zdążyłem tylko zebrać koc, usiąść na plecaku i przykryć płaszczem kiedy rozpętała się wichura połaczona z ulewą i piorunami...Wędkę odniosłem jak najdalej od siebie (po cholerę był mi piorunochron między nogami:)) i...przesiedziałem do rana w kucki. Na szczęście miałem jeszcze kilka papierosów.

Rano burzy już nie było, ale deszcz padał nadal i wyglądało, że zaciągnęło się na dobre. Połowiłem jeszcze ze 3 godziny bez większych efektów poza wymiarowym jaziem i zebrałem się w drogę powrotną. Zmęczony, ale zadowolony. Takie mam kolejne wspomnienie sprzed 15 lat...
Yarpen
Ps. Wtedy właśnie po raz pierwszy i jedyny widziałem około 12 CZARNYCH bocianów na raz. Chyba był to ich sejmik przed odlotem. Widok niezapomniany. Pzdr.

 


4.8
Oceń
(21 głosów)

 

Wyprawa wędkarska - opinie i komentarze

swiezyswiezy
0
Traperka niesamowita ale czego nie robi się dla wędkarstwa . Symbioza z naturą przede wszystkim ja też bym tak chciał ale gdzie znaleźć takie klimaty ? Pozdrawiam pięć . (2009-05-09 15:59)
karoltsu1karoltsu1
0
Także miałem dwu i trzydniówki wędkarskie-te z burzami(przed którymi komary gryzły zajadle),na odkrytych terenach-nie wspominam szczególnie wdzięcznie.Przemoczone i stęchłe wiktuały spożywcze zawsze skracały wyprawę.Daje pełne 5*****.       
(2010-02-12 19:37)
BlueFishermanBlueFisherman
0
5 (2013-05-24 11:35)

skomentuj ten artykuł