Zaloguj się do konta

Wypuść, aby móc później złowić

O zasadzie Złów i Wypuść, znanej na świecie jako Catch and Release, pisaliśmy już wielokrotnie. Postanowiliśmy jednak powrócić do tematu ponownie, by spytać o sens idei C&R i ewentualne dowody naukowe mówiące o korzyściach wypuszczania ryb. Specjalnie dla portalu wedkuje.pl odpowiedzi udziela Mateusz Baran – znany propagator zasady „Złów i Wypuść” oraz jeden z twórców portalu „Ratuj szczupaka”.



- Jakie korzyści może odnieść pojedynczy wędkarz stosujący zasadę C&R. Mówiąc prościej - dlaczego nam wędkarzom, wypuszczanie ryb się opłaca?

- Zanim zaczniemy mówić o korzyściach należy wyjaśnić jedną bardzo istotną rzecz. Catch & Release czyli złów i wypuść, nie powinna być traktowana jako idea sama w sobie. Jest to narzędzie służące lepszej ochronie populacji ryb w danym akwenie. Oczywiście z perspektywy panującej na naszych wodach sytuacji, gdzie pogłowie ryb zostało bardzo mocno przetrzebione, takie podejście jest często naturalnym odruchem wędkarzy, dla których dobro ulubionego łowiska jest cenniejsze niż pozyskane rybie mięso. Tym niemniej C&R powinno iść w parze z przemyślanymi i regularnymi zarybieniami, zdecydowanie lepszą ochroną czy zmianami w regulaminie. Dopiero wówczas stworzony zostanie system, który całościowo przełoży się na poprawę jakości naszych codziennych wędkarskich wypraw.
Wracając do korzyści, to chyba każdy z nas marzy o okazach. Wypuszczanie dużych ryb sprawia, że z łowiska nie ubywa tych najcenniejszych dużych egzemplarzy. Przekazują one swoje geny dalszym pokoleniom, w dalszym ciągu pełnią swoją często bezcenną funkcję w ekosystemie wodnym, aż w końcu wielokrotnie dają wiele radości kolejnym łowcom. W krajach, w których C&R jest praktykowane od wielu lat, są dobrze udokumentowane przypadki łowienia tych samych okazowych ryb kilkukrotnie w ciągu tego samego roku. Taka ryba przyczynia się do poszerzenia wiedzy o jej zachowaniu, zwyczajach, a nawet biologii danego gatunku. W Kanadzie łowione przez wędkarzy jesiotry są znakowane, mierzone, ważone. Kolejny łowca tej samej ryby, przesyłając wyniki do współpracujących z wędkarzami naukowców, przyczynia się do poznania tras wędrówek tych wielkich ryb anadromicznych, ich kondycji, stanu populacji, a w konsekwencji do ich lepszej ochrony.
Z ekonomicznego punktu widzenia, na świecie są całe regiony żyjące z turystyki wędkarskiej. W Holandii obliczono, że złowienie metrowego szczupaka kosztuje przeciętnego wędkarza przeszło 1000 Euro. Są to opłaty za licencje, paliwo, przynęty, noclegi, itp. Wędkarze żyją jako przewodnicy, specjalizując się w połowie danego gatunku lub zgłębiając tajniki konkretnego łowiska. Warunek jest jeden. W łowisku muszą być duże ryby, bo tylko one pobudzają wyobraźnię każdego wędkarza i skłonią go do pokonania największych nawet odległości w celu spotkania z rybą życia. Tylko walka z okazem może przyciągnąć młodzież, która w dobie wirtualnej rzeczywistości i sportów ekstremalnych szuka mocnych wrażeń, a za takie ciężko uznać hol ledwo wymiarowych leszczyków i płotek.

- Jak kształtuje się tendencja popularności i stosowania zasady C&R w Polsce - czy mówimy o tendencji spadkowej czy wzrostowej?

- Debata pomiędzy zwolennikami C&R czy No kill, a wędkarzami którzy mimo wszystko wolą widzieć złowione rybki na patelni, trwa i pewnie szybko się nie skończy. Musimy pamiętać, że mimo wszystko czerpiemy przyjemność z walki z żywym zwierzęciem, więc ideologiczne uwalnianie każdej złowionej ryby będzie bardzo wątpliwe etycznie. Techniki Złów i Wypuść mają przede wszystkim zachęcać do umiaru i do świadomego podejścia do wędkarstwa. Podejścia, w którym zdajemy sobie sprawę, że nasze interakcje z przedstawicielami wodnego świata nie pozostają obojętne na stan ekosystemu wodnego.
Po kilku latach propagowania technik C&R, śledząc prasę wędkarską i portale internetowe poświęcone naszemu hobby, obserwuje wiele pozytywnych zmian w nastawieniu i podejściu do wędkarstwa. Niestety przy tak masowej presji na mimo wszystko stosunkowo niewielką ilość wody w naszym kraju, potrzebujemy wciąż znacznie bardziej radykalnych działań i zmian, jeśli chcemy przywrócić dawną świetność większości naszych łowisk. Także ilość zwolenników C&R rośnie i będzie rosła, bo niestety szara codzienność nie pozostawia nam wyboru. Nie jest tajemnicą, że nie ma na świecie łowisk, które eksploatowane przez człowieka byłby w stanie samoistnie utrzymywać się na niezmienionym poziomie. Skoro "udało się" przełowić morza i oceany, jak mogą się oprzeć takiej presji skromne jeziora i rzeki?
Każdy z nas ponosi odpowiedzialność za stan swojego łowiska. Możemy być przykładem dla naszych młodszych kolegów, przekonywać tych bardziej upartych, że nie każda ryba musi skończyć na kuchennym stole, bądź o zgrozo w misce kota. Tylko tworząc silną grupę, świadomą ekologicznych problemów i swego wpływu na przyrodę, będziemy się liczyć w rozmowach o przyszłości naszego hobby.

- Czy istnieją wędkarze, co do których można z góry określić, że będą zwolennikami bądź przeciwnikami tej zasady? Mówi się, że dla wielu, zwłaszcza biedniejszych, łowienie jest wciąż sposobem na życie…

- Jestem zdania, że każdy z nas uczy się całe życie. Nigdy nie jest za późno na zmiany, choć niewątpliwie ciężko przełamać w sobie utarte przez wiele lat nawyki. Nie zmienia to jednak faktu, że warto próbować. W końcu wszystkim nam powinno zależeć na rybnych i atrakcyjnych łowiskach. Ja też jako młody chłopak zabierałem każdego złowionego okonka czy szczupaczka. Tak robił mój dziadek, wujek, kolega... Dopiero z czasem, obserwując zachodzące negatywne zmiany zrozumiałem, że bez zachowania umiaru coraz dalej będę musiał jeździć w poszukiwaniu wędkarskiego szczęścia. Dziś, mimo że bardzo lubię świeżo przyrządzoną rybkę, ograniczam się do ledwie kilku w roku. Tak przyznaje się do tego, bo wiem że jestem skutecznym wędkarzem. Wyposażony w super czułe wędki, w echosondy, GPSy, mocne linki jestem w stanie łowić nie jedną, ale kilka, kilkanaście, a w sprzyjających warunkach i kilkadziesiąt sporych ryb dziennie. Gdybym zabierał każdą rybę sam znacznie przyczyniłbym się do zubożenia stada ichtiofauny. Jeśli to zrozumiemy, jeśli przestaniemy szukać winnych jak najdalej od siebie, wówczas jest szansa na lepsze jutro.
Na szczęście coraz więcej młodych ludzi zaszczepia w sobie nawyki uwalniania przynajmniej części złowionych ryb. Naszym zadaniem jest sprawienie, aby robili to prawidłowo, aby uwalniane ryby przeżywały i miały szanse spotkać się z nami jak podrosną.

- Jakie szanse na przeżycie ma wypuszczona ryba - czy istnieje na to jakiś dowód naukowy?

- Przy zachowaniu należytej ostrożności i stosowaniu się do podstawowych zasad C&R, przeżywalność złowionych ryb dochodzi nawet do 95%. Problem tkwi w tym, że uwalniając rybę tracimy ją z oczu i nie wiemy jaki jest jej dalszy los. Prawda jest też taka, że mimo najszczerszych chęci, nie każda uwolniona ryba przeżyje przygodę z wędkarzem. Jednak na świecie są prowadzone badania, które mają na celu potwierdzenie współczynnika przeżywalności uwalnianych przez wędkarzy ryb. Zresztą nikt kto łowił na łowiskach objętych C&R nie ma chyba wątpliwości, że metoda ta jest niebywale skuteczna. W USA swego czasu prowadzono badania nad śmiertelnością wśród wypuszczanych po zawodach ryb. Wypuszczane ryby były odgrodzone od reszty zbiornika i bacznie obserwowane przez płetwonurków. Wyniki wyraźnie wskazują, że ryby dobrze znoszą taką "przygodę" pod warunkiem zachowania kilku reguł. I tak najwyższa przeżywalność, sięgająca wspomnianych 95% miała miejsce w chłodnych porach roku, gdzie wymęczona holem ryba trafiała do chłodnej, dobrze natlenionej wody. Ten procent był odpowiednio mniejszy w najgorętszych okresach i w sytuacjach, gdy ryby były przetrzymywane zbyt długo na powietrzu. Zatem podstawową zasadą jest skracanie do absolutnego minimum czasu przebywania ryby poza wodą. Powinno to mieć dla nas priorytetowe znaczenie szczególnie w okresie letnim, gdzie dodatkowo wysoka temperatura wody nie jest naszym sprzymierzeńcem. Stwierdzono również, że ryby całkiem dobrze znosiły drobne rany. Musimy pamiętać, że podczas swego życia nasi ulubieńcy przechodzą wiele mniejszych i większych urazów. Podczas tarła dochodzi do różnych obtarć, utraty śluzu, łusek, ryby przeżywają ataki rozmaitych drapieżników, choroby...
Największe szanse na przeżycie nasza zdobycz ma jednak w wodzie. Całe to rozważanie na temat C&R nie ma sensu, jeśli ryby nie wypuścimy. Wszelkie rany najlepiej goją się w wodzie, także nawet jeśli nie wszystko poszło zgodnie z planem, nawet jeśli ryba lekko krwawi, dajmy jej szansę...

- Jakiego sprzętu powinniśmy używać, aby zwiększyć szanse przeżycia ryby?

- To jest temat na oddzielny artykuł. Zapraszam do odwiedzenia strony Akcji Ratuj Szczupaka - www.szczupak.org. Znajdziecie tam dokładnie opisane techniki i zasady prawidłowego obchodzenia się ze zdobyczą i uwalniania ryb. Są one oczywiście przedstawione w kontekście szczupaka, ale zapewniam, że są to tak uniwersalne zagadnienia, że znajdą zastosowanie w przypadku wszystkich innych gatunków poławianych ryb. To do czego często namawiam to ćwiczenia. Warto ćwiczyć prawidłowe uchwyty czy posługiwanie się podbierakiem na mniejszych rybach. Nie czekajcie biernie na spotkanie z okazem. Bądźcie na nie przygotowani. Tego życzę wszystkim czytelnikom portalu wedkuje.pl.

rozmawiała Martyna Mikulska

Opinie (16)

użytkownik

Ładnie, pięknie opisane. Tylko że z bajeczna fantazją. Czy wy naprawdę nie dopuszczacie do siebie myśli że doskonała większość wędkarzy wypuszcza złowione ryby? Ja uchodze za mięsiarza, bo walcze z takimi jak wy demagogami. Sam zabieram kilka ryb w roku a resztę wypuszczam. Ale daleki jestem od upierdliwego brnięcia w temat i zmuszania doń innych. Metoda chwalebna, ale jeśli jest dobrowolna. Mamy swój regulamin i zasady w nim zawarte wystarczą, tylko trzeba ich przestrzegać, a z tym jest róznie. Edukacja moi mili moze wiele zdziałać w tej materii i wcale nie potrzeba waszych C&R, NO KILL i takich różnych wynalazków. Kto normalny zabiera metrowego karpia z łowiska? Czy myślicie, ze skoro uda wam sie przekonać innych do C&R, to poprawi sie sprawa kłusownictwa, nieudolności OKRĘGÓW i ZARZĄDU GŁÓWNEGO PZW? W kierunku poprawy działalności naszej organizacji nie robicie kompletnie nic, tylko non stop bijecie na trwogę i wciskacie koninę normalnym ludziom. Nikomu z was nie przyszło by do głowy zrobic cos pożytecznego dla PZW (może tylko oprócz zawodów). No w tej materii doskonała wiekszość "wyznawców" jest bardzo zaangazowana. Pytam po raz kolejny - kto jest gorszy: JA, bo jadąc na ryby łowię kilkanaście - kilkadziesiąt sztuk które wypuszczam od razu po zdjęciu z haczyka, a zabieram (czasami) ładnego leszcza, karpia, moze szczupaka? Czy moze wy, ze swymi zawodami, kiedy kilogramy drobnicy męczycie w siatach? Mozeci pisac o humanitaryźmie, metodach postępowania z wypuszczana rybą - nijak to się ma do rzeczywistości. Tylko czekać aż no killowcy dostana się na stołki w zarządach od okregu az po krajowy - wtedy wykończycie wdkarstwo na amen, bo nie bedziecie zwracac uwagi na nic, tylko na swoje wizje. Powalczcie lepiej o poprawe warunków zycia ludzi w Polsce. Powalczcie z bezrobociem, biedą, słabą złotówką. Uruchomcie jakis program polityczny który poprawi byt zwykłych ludzi, A ŚWIADOMOŚĆ PRZYJDZIE DO LUDZI SAMA. My nie żyjemy w Holandii, Szwecji, Anglii, Finlandii, Norwegii, my żyjemy w Polsce. Jesteśmy zbyt biednym społeczeństwem aby mieć takie poglądy jak ludzie z innych , mądrzej rządzonych krajów. Jeśli tego nie rozumiecie, to i o innych problemach nie macie pojęcia. Nic oprócz tej waszej religii do was nie dociera. Ktoś wpadł na pomysł bo przyjechał z zagranicy i mu sie przyśniła wizja, która nijak nie jest uprawniona do egzystowania w naszym kraju. Ja wam zycze, żeby wam sie otworzyły oczy. Jakie badania ichtiofauny w Polsce sie przeprowadza? Jakie to ekspertyzy stanu wód są u nas uskuteczniane i przez kogo? Tylko afery, oszustwa, szwindle - NAWET W PZW. Moze tym się zajmijmy? I tak 80% wędkarzy wypuszcza ryby - obserwuję moich znajomych. A z czarnymi owcami można walczyć i nie jest do tego potrzebna metoda C&R i inne cuda. Może się dziwicie że tak pojechałem? Mam prawo i z niego korzystam. A ta cała krucjata którą prowadzicie może odnieść odwrotny skutek do zamierzonego, bo za duzo jest tego w prasie wedkarskiej i internecie. Po prostu naciskacie zbyt mocno, przez co tracicie wiarygodność. Pozdrawiam, ładny artykuł, ale ja się z tezami w nim zawartymi nie zgadzam. Mozna zrobić o wiele wiecej niz tylko maglować non stop te same rzeczy. [2009-03-02 20:00]

kalmar

nie będę wypuszczał regulaminowo złowionej ryby jeśli mam ochotę ją zjeść, bo dlaczego miałbym kupować ją potem od rybaka, który łowi ją z narybku wpuszczanego również z moich pieniędzy. dodać można, iż rybacy często nie stosują ani wymiarów ochronnych (co widać na zjazdach z łowisk, gdzie ci rybacy raczą sprzedawać wędkarzom, którym się "nie powiodło" ryby z ich łowiska targane siecią nierzadko poniżej wymiarów ochronnych. przepraszam bardzo, ale tutaj coś nie gra. idea piękna, ale sens tylko dla tych, co ryb nie jadają. pozdrawiam [2009-03-02 20:30]

mikadus

Robicie to za bardzo nachalnie.I to jest najgorsze,bo przez takie "nawracanie " będziecie mieć więcej wrogów jak zwolenników.Resztę przedstawili przedmówcy,i ja się z nimi zgadzam.W sezonie biorę pare rybek i mi to wystarczy i daleko mi do limitu.I ciekawy jestem ilu z waszych "no killowców" tak naprawdę trzyma się tak do końca tej zasady. [2009-03-02 20:56]

Misiaczek

Ludzie zrozumcie jedno. NIKT WAM NICZEGO NIE NAKAZUJE. Przedstawia się tylko i wyłącznie konkretne argumenty. I to na pewno takie które naszym wodom nie zaszkodzą. I No killowcy naprawdę nie czepiają się że ktoś weźmie rybę. Tylko propagują taką zasadę. No chyba, że ktoś trochę za często bierze. Co z tego, że jesienią zarybią mi zalew jeśli w marcu i kwietniu ci przestrzegający regulaminu okupują wodę i zgodnie z regulaminem wyłapią wszystko. Dlatego chciałbym, żeby bardzo bardzo ostro zaostrzyć regulamin i wprowadzić lepsze kontrole. I nie zwalajcie wszystkiego na kłusowników. Zacznijmy od siebie. Każdy potrafi narzekać zamiast zacząć od siebie. Oto cała polska mentalność. Wędkarstwo jako hobby i urozmaicenie diety i wychlanie z kumplami zamiast czystego sportu. [2009-03-02 21:17]

Misiaczek

Bo alkohol to też poważna sprawa. Prowadzi do braku kultury na łowisku, niestety jest jakimś elementem kultury bez którego niektórzy nie mogą się obejść. Jednak w tym elemencie, jak i w każdym z dziedziny etyczności wędkarskiej zauważam zmiany na lepsze wraz z młodszym pokoleniem. Oczywiście generalizuję. Będąc z rówieśnikami na rybach nie zdażyła mi się nigdy sytuacja, żeby ktoś coś spożył, a w szczególności w nadmiarze, co zdarzyło się gdy zabrałem na ryby gości koło 50-60 lat. Raz ostrzegłem a drugi raz dmuchali kilka kilosów i jechali na dwie przesiadki PKS- ami. Tak więc do wszystkiego trzeba dorosnąć. Do C&R też. Do traktowania wędkarstwa tylko jako sportu też. I z tym mają problemy przede wszystkim starsi wędkarze. [2009-03-02 21:24]

loli_83

Świetny artykuł Martyna. Pozdrawiam. [2009-03-02 21:28]

loli_83

Misiaczek stuprocentowa racja! Pozdro [2009-03-02 21:34]

Misiaczek

Dzięki loli, chociaż jedną osobę mam ze społeczności forum, która zauważyła to co ja. [2009-03-02 21:44]

loli_83

Nie ma za co :), mamy po prostu dokładnie taki sam pogląd na ten temat i tyle. [2009-03-02 21:54]

użytkownik

Nie mam nic przeciwko krzewieniu wiedzy i namawianiu do umiarkowania. Mozna zabierać ryby z łowiska jednocześnie łowisku nie szkodząc. I do tego namawiam moich znajomych. Ale z sekciarstwem i święta wojną się nie zgadzam. Jak ktoś wnikliwie czyta artykuły podobne do powyższego, to znajdzie w nich tyle zakłamania i fałszu, że koparka opada. Dlatego juz niedługo też zamieszczę artykuł ale będzie sie troche różnił od tego tutaj. Pozdrawiam. [2009-03-03 11:39]

użytkownik

uuuuuuu- ale tu ruch [2009-03-04 12:13]

użytkownik

same bzdety a ja mam zasadę złów i zjedz pozdro rybaka [2009-09-19 22:16]

użytkownik

a ja mam propozycję aby wszyscy nokil przyczynili się z całym sercem do łapania kłusownikow zamiast propagować i oświecać swoimi hasłami a zapewniam ze tym sposobem napewno przyczyniom się z porzytkiem do zmniejszenia rybostanu i spokojniej bedą łowić okazy bo jak mi wiadomo najwiecej okazów to kłusownicy mają na koncie niema co propagować a się udzielać w zwalczaniu kłusowników dodam ze zmieniam opinię na trmast kolegów no kil a;le czy to kogoś opchodzi czy nie pozostawiam do dyskusji z szacunkiem dla no kil pozdrawiam [2009-09-30 18:28]

użytkownik

i tu kolega GHOSTMIR ma umnie dyche wpełni się z kolegą zgadzam [2009-09-30 18:34]

wichura75

Rubin44wr z całym szacunkiem do Ciebie co Ty myślisz że tego nie robimy!? można powiedzieć że bardziej nam na tym zależy niż Wam,mówię o kłusownikach.Obrażasz a dzięki takim jak my,jest więcej -mięsa dla Was- bo je wypuszczamy ? Dlaczego na nas tak naskakujecie??? dlatego bo dbamy o to żeby nasz rybostan się odrodził?,żeby można było częściej łowić okazy i każdy miał większe szanse niż teraz na złowienie rekordowej?? nie mogę tego zrozumieć po co ta wojna! jeśli nie robimy nic złego a przeciwnie. przyczyniom , porzytkiem,opchodzi -???? troszkę ortografii by się przydałoz poważaniem wichura [2009-12-04 17:27]

andrzpaw

Jesteśmy zbyt biedni, aby mieć poglądy złap i wypuść. Wędkarstwo jako hobby jeszcze długo nie da się zastosować do naszej biedy.Regulamin nie zakazuje zabierać ryb złowionych.Trzeba walczyć z kłusownictwem,to jest plaga w Polsce,z tym trzeba walczyć.Biedni niech sobie zabiorą złowione ryby do domu. Będą mieli coś do zjedzenia. Pozdrawiam Andrzej. [2009-12-31 11:19]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej