X Muchowy Puchar Koła PZW Nowa Huta im. Marka Jarzmika.

/ 17 zdjęć


GARNIZONOWE ZNOWU BIERZE PUCHAR
                W dniu 3 września 2017 r. odbyły się na Rabie zawody o X Muchowy Puchar Koła PZW Nowa Huta im. Marka Jarzmika. Zawody te są zaliczane do Krakowskiej Ligi Muchowej i dlatego uczestniczą w nich czołowi muszkarze Okręgu. Oczywiście nie zawsze występują najlepsi, ale ich reprezentacja bywa zawsze. Tym razem udział w imprezie brali aktualny i poprzedni mistrz okręgu, czołowe postaci trzyletniego rankingu i liczni uczestnicy ostatnich mistrzostw Polski. Między silnymi zaplątała się drużyna Koła Garnizonowego, która chociaż posiada już zdobyty w 2017 r.  puchar za I miejsca, to jednak dopiero szuka sobie trwałej pozycji w skomplikowanym, muszkarskim świecie krakowsko-myślenickim.
                Nie byłem świadkiem okoliczności łowienia przez innych i dlatego skoncentruję się na sobie i Piotrze Zamojskim, z którym tworzyłem parę. Zaczęliśmy od zlokalizowania ujścia z oczyszczalni ścieków, bo tam zaczynał się nasz sektor. Piotr wszedł nieco powyżej wpływającego do rzeki brudu i obławiał wyraźnie widoczne prądy. Ja zaś wszedłem w spływające brudy i rzucałem nimfą zwaną kasterem za granicę mieszania się wody z zapory i wody z oczyszczalni. Świadomie obławiałem kasterem, bowiem około miesiąca temu okazał się być w tym miejscu skutecznym. Badałem wodę stopa po stopie i po upływie niemal godziny udało się. Zapiąłem i wyholowałem chyba ten sam egzemplarz, co poprzednio. Zgadzały się wielkość i rodzaj przynęty, ale na Piotrze nie zrobiło to wrażenia. Intensywnie myślał o swoim sukcesie. Łowił na suchą muchę i był bardzo blisko sukcesu, bowiem gwałtownie i krótkimi słowami, ale siarczyście wykrzykiwał. Mając nadzieję na większe lipienie zmieniłem kilka nimf, ale żadna nie znalazła uznania w oczkach kardynałów. Sprawdziłem, co oczkuje pod nawisem skalnym i były to tylko klenie o wymiarze do 20 cm. Schodziłem w dół rzeki, a za mną Piotr. Z powodu niemal stojącej wody przyspieszyłem, a Piotr zatrzymał się i ponownie zaczął ćwiczyć z użyciem suchej muchy. Znowu dochodził do ryby, bo jak poprzednio rzucał siarczyście krótkimi słowami. Zatrzymałem się na początku nowej rynny, odstępując Piotrowi tradycyjnie prądziki. Piotr szybko je prześwietlił i zszedł poniżej mojego stanowiska. Nadal ja i on, nie zgłaszaliśmy ryby do mierzenia. Moje małe, lejowate brązki, fioletki i negrówki nie sprawdzały się. Może dlatego, że z powodu ciągle padającego deszczu woda zrobiła się bardziej niż trącona. Jako, że łowiłem pod drzewami, postanowiłem założyć coś zielonego z cięższą główką, żeby zmienić poziom prowadzenia przynęty. I to był strzał w przysłowiową dziesiątkę. Zapiąłem, wyholowałem i przedstawiłem do mierzenia, wypuściłem i znowu zarzuciłem, i jeszcze raz i znowu ryba, to już trzecia. Targały mną emocje, ale hamowałem je tłumacząc sobie głośno, że limit zerwanych ryb na zawodach w tym roku już wyczerpałem, że lepiej mieć w podbieraku chociaż jedną rybę w ciągu czterech godzin niż zaciąć kilka, holować kilka , ale do miary nic nie przedłożyć. Cieszyło mnie, że lipionki są piękne, że Piotr nie złowił jeszcze żadnej ryby wymagającej mierzenia, że zbliża się koniec zawodów. Może moje myśli nie wszystkie były grzeczne i dlatego Piotr wrócił do prądów i złowił rybę, a ja zaciąłem, holowałem, chciałem szybciej i wtedy się spięła. Zdążyłem rozpoznać, że to był chroniony już potokowiec i dlatego żal odpuściłem. Pozostał jedynie niedosyt z powodu błędu w taktyce holowania. To się nie powinno zdarzyć.
                W bazie zawodów, po podliczeniu punktów okazało się, że tego dnia Raba nie była zbyt łaskawa dla muszkarzy. Trafiły się nawet wyzerowania. Ale najważniejsze jest, że Garnizonowe po raz drugi w 2017 r. wzięło Puchar za zajęcie pierwszego miejsca drużynowo. Zespół wystąpił w tym samym, co na wiosnę składzie, tj. Piotr Buda, Paweł Bojanowski i Roman Dryk. Duży w tym sukcesie był mój udział, bowiem wygrałem klasyfikację indywidualną. A to już jest sensacja dużego kalibru, bowiem nie jestem utytułowanym uczestnikiem zawodów ligowych. Ale kiedyś trzeba zacząć i właśnie to zrobiłem.
                Z kronikarskiego obowiązku przekazuję kolejność pierwszej dziesiątki:
Roman Dryk                              -              Koło Garnizonowe,
Robert Kocioł                           -              Koła Nowa Huta II,
Marcin Obruśnik                     -              Koło Zwierzyniec,
Grzegorz Kołodziejczyk       -              Koło Nowa Huta I,
Kamil Opach                             -              Koło Stare Miasto,
Zbigniew Zasadzki                 -              Koło Kleparz,
Robert Stożko                          -              Koło Kleparz,
Piotr Zamojski                         -              Koło Nowa Huta I,
Marcin Pucułek                       -              Koło Nowa Huta II,
Mariusz Szlachetka                               -              Koło Myślenice,
10 Piotr Buda                                   -              Koło Garnizonowe.
                Z uznaniem należy odnotować wysoką pozycję Roberta Kocioła, który ma ambicję być tak poważnym muszkarzem jak Dyrektor Biura ZO PZW Krosno oraz trzecią pozycje pierwszego z wielkich, bo dzielnie bronił honoru środowiska najlepszych.
                Drużynowo sklasyfikowano:
Koło Garnizonowe,
Koło Nowa Huta II,
Koło Nowa Huta I,
Koło Kleparz.
Po zdjęciu kamizelki z niesmakiem stwierdziłem, że ściekowe pozostałości osadziły się na podbieraku i następnie odwzorowały na plecach. Kamizelka poszła do prania. To drugi efekt łowienia łososiowatych przy ujściu ścieków z chorej oczyszczalni. Jest to jednak Pikuś w porównaniu z moim życiowym sukcesem wędkarskim.
 
 

 


0
Oceń
(0 głosów)

 

X Muchowy Puchar Koła PZW Nowa Huta im. Marka Jarzmika. - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł