XI MEMORIAŁ MISTRZA jARZMIKA

/ 24 zdjęć


XI MEMORIAŁ IM. MARKA JARZMIKA
Śnił mi się Muchowy Puchar Koła PZW Kraków – Nowa Huta – XI Memoriał im. Marka Jarzmika. Miałem powód do snów, bowiem broniłem tytułu zdobywcy trofeum w 2017 r. Mówiono wtedy, że poziom lotu muchy został zaniżony. Tym razem – w 2018 r. – wszystko wróciło do normy. Wygrał jeden z tych, którzy powinni wygrywać. Historycznie sprawę ujmując, było tak. Budziliśmy się i wchodziliśmy na obroty już od 4.00 rano. Wyjątki zostały przywiezione prosto z wesela. Zabrałem dwa kije, bo tak nakazywała doktryna. Much miałem pełne kieszenie, aż do utraty orientacji. Na pierwsze rzuty miały iść błyszczące czarnuszki z fioletowym lub niebieskim kołnierzykiem. Transportem na miejsce zbiórki zarządzał kolega Andrzej.
Pomiędzy gryzem kanapki i łykiem coca coli odbyło się losowanie stanowisk. Klucz preferował licznych i dlatego silnych. Garnizonowe w składzie dubletu czekało do końca. W takich sytuacjach odzyskuję spokój licząc na szczęście innych. Skoro nie mam swego, to podłączę się do cudzego. Zostały mi trzy mocno rozbieżne możliwości i wylosowałem stanowisko nr 2. Byłem zadowolony, gdyż o wodzie w tym miejscu mało wiedziałem, ale przynajmniej dojazd miałem prosty – koło mostu. Łowiliśmy przez cztery godziny i 15 minut. Podobała mi się taka ustawka. Mogłem przejść całe stanowisko i sprawdzić różne wersje łowienia. Po ostatnich porażkach zacząłem większą wagę przywiązywać do taktyki. Chodzi o to, żeby nie szukać ryby tam, gdzie ona oczywiście powinna bytować, tylko tam, gdzie jej nikt nie szukał. W tych oczywistych miejscach wszyscy szukają, kłują, depczą wodę i dlatego bardzo trudno o pozytywny efekt.
Po dwóch godzinach łowienia powiedziałem do siebie, że woda zawodzi i czarnulki nie są na dziś. Trzeba coś innego postanowić. Założyłem zająca i poszedłem 30 metrów wyżej. To był świetny wybór. Pierwszy rzut pod prąd i jest ryba. Teraz tylko muszę do niej dojść i absolutnie nie ciągnąć pod prąd. Żyłka jest zbyt cienka. Bez emocji, cierpliwie i powoli wprowadziłem do podbieraka i przywołałem kolegę Grześka, który uśmiechnął się do lipienia i zmierzył go oświadczając, że całe 32 cm. Teraz dopiero zdobyłem się na uniesienie. Wróciłem na szczęśliwe miejsce i szukam kolejnej ryby. Ale czy to jest to samo miejsce? Co rzut, to zaczep i tak ze cztery razy. Łaziłem i odczepiałem nimfy z podwodnych krzaków, gałęzi i badyli. Zdeptałem łowisko i po zawodach. Miałem jeszcze po lewej dziewiczy mały dołek. Spenetrowałem go kilka razy i wyłowiłem dwa krótkie lipienie i klenika. W tym dołku punktów nie było. Zeszliśmy z kolegą Grześkiem do rokującej rynny po lewej stronie, bowiem lepszych możliwości nie mieliśmy. Ja tę rynnę drugi raz penetrowałem i swą szansę widziałem głęboko pod gałęziami. Ale jak się tam dostać? Za którymś razem poszło doskonale. Zaciąłem rybę i wkrótce wyholowałem lipienia na 30,5 cm. To mi wystarczało do dobrego samopoczucia. Zszedłem niżej z nadzieją na dobre miejsce, ale bez powodzenia. Grzesiek sprawdzał tę rynnę po raz szósty i zapiął lipienia na 32,5 cm. Opłaciła się żelazna konsekwencja i wiara w tezę, że po południu zaczną się brania. Kolega Robert Kocioł także połowił pod koniec limitu czasu. W sumie rewelacji nie było. Na 300 metrach wody złowiliśmy 3 ryby. Innym, tj. kadrowcom, mistrzom i wschodzącym gwiazdom poszło lepiej. Najlepszym tropicielem i łowcą okazał się kolega Marcin Słomka z Koła PZW Myślenice. Złowił sześć wymiarowych ryb i tym wynikiem o 100% przebił konkurencję. Drugi był Mistrz Okręgu 2018 Zdzisław Opach z Koła PZW Kraków Stare Miasto– łowca trzech kardynałów. O ile wymienione wyżej nazwiska nie dziwią, to trzecie miejsce wschodzącej gwiazdy - Kamila Opacha – też z Koła Stare Miasto - jest miłą niespodzianką. Kamil przegrał z Mistrzem tylko 10 punktami. Na czwartym miejscu uplasował się Grzegorz Skurzyński z Koła Myślenice, a na piątym miejscu kolega Marcin Pucułek z Koła PZW Kraków Nowa Huta. Kolega Marcin otworzył koalicję łowców dwóch ryb. W tym przedziale różnice były centymetrowe. Szóste miejsce zajął kolega Robert Stoszko z Koła PZW Kraków Kleparz, a siódme kolega Mariusz Szlachetka z Koła Myślenice. Na ósmym miejscu zameldował się Piotr Buda z Koła Garnizonowego w Krakowie, a na dziewiątym miejscu z równym dorobkiem punktowym znaleźli się kolega Andrzej Zasadzki z Koła Kleparz i Roman Dryk z Koła Garnizonowego. Koalicje łowców dwóch ryb zamknęli z równym dorobkiem punktowym koledzy Robert Kocioł z Koła Nowa Huta i kolega Przemysław Bieniecki z Koła Stare Miasto.
Pogoda dopisała. Nie padało, nie wiało, a jedynie opalało. Każdy w zasadzie coś złowił. Obiad był super i w dobrym towarzystwie. Jedynym mankamentem były zamknięte sklepy z piwem, ale organizator nie miał na to wpływu. Brawa dla organizatorów, a w szczególności dla kolegów Roberta Kocioła, Grzegorza Jarzmika i Marcina Pucułka. Brawa dla wszystkich uczestników ligowej orientacji.
Â

 


1
Oceń
(1 głosów)

 

XI MEMORIAŁ MISTRZA jARZMIKA - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł