Z wędką przez Europę do Caspe

/ 1 komentarzy / 13 zdjęć


Witam wszystkich forumowiczów, chcę opisać swój pierwszy wyjazd do Caspe .
Wraz z Krzychem z naszego forum i kumplami Karolem, Tomkiem , Michałem i Marcinem wybraliśmy się do Playas de Chacón.

Wyjazd z Polski o godz. 20-tej samochodem, przed nami 2300 kilometrów Zmeczony
Nikt z nas nie myśli o trudach podróży, każdy jest myślami już na miejscu i nie czuje zmęczenia, ale to tylko pozory po ok. 1200 km, widać jaką drogę pokonaliśmy i że drugie tyle przed nami.
Podróż mija spokojnie, nic złego się nie przytrafiło, dojechaliśmy szczęśliwie na miejsce po 22 godzinach jazdy.
Na miejscu wita nas Bill i od razu mówi, że śpimy w nowym lokum, które powstało niedawno, jesteśmy w lekkim szoku warunkami jakie zastajemy .
Oto parę fotek naszego lokum

To tyle na temat naszego lokum, jesteśmy trochę zmartwieni bo woda w Caspe, strasznie spadła i to o ok. 7 metrów zresztą widać na zdjęciach, ile wody brakuje.

Bill zawiózł nam łodzie trochę dalej, gdzie woda ma ok. 7 metrów głębokości, bo w miejsu gdzie znajduję się kwatera, można tylko pomarzyć o pływaniu.
Robimy mały wypad nad wodę z wędkami, bo za chwilę zrobi się ciemno. Krzychu jedzie z Billem zobaczyć, gdzie rano będą czekać na nas łodzie.
Wieczorem robimy plan na jutrzejszy dzień, trochę martwi nas pogoda, bo zaczyna grzmieć, ale na paru błyskach burza ustaje.
Rano wcześnie bierzemy wędki i bardzo szybko docieramy do przystani gdzie czekają na nas 2 łodzie, po trzech na łajbę.
Widok karpi skaczących nad wodę powaliłby niejednego łowcę karpi.
W ruch poszły gumy Relaxa nr5 pod nami ok 7 metrów wody na kiju czuje jak plecionka sunie po grzbietach ryb. Po chwili Karol łowi pierwszego sandacza, który dobrze wróży .
Mimo częstych kontaktów z rybami, tylko sandacze do południa meldują się regularnie.
Po godzinie 12-tej postanawiamy schować się trochę w cień pod skały i tam spróbować szczęścia w pogoni za wąsatym.

Słońce daje nam w kość i staramy jakoś sobie radzić, gdyby nie filtr przeciwsłoneczny Karola, to cieniutko nas widzę, cały dzień na łajbie.
Pod skałami mamy piękne półki skalne w których powinny wylegiwać się ryby i tak też było przez godzinę. Mamy trzy piękne brania suma, lecz żaden nie jest na tyle dobrze wpięty, żeby można było nawiązać kontakt z rybą.
Koledzy na drugiej łajbie też maja piękne branie lecz ryba tym razem pozostała poza naszym zasięgiem.
Do końca dnia łowimy ok 12 pięknych sandaczy i naładowani pozytywnie wracamy do domu na zasłużony odpoczynek.

Po powrocie do domu Billa jeden z Polaków, którzy przyjechali łowić karpi pyta się który to Fikaj.
Jestem trochę w szoku, bo skąd gość może mnie znać i po co mu to wiedzieć, jak okazuje się chwilę potem Janusz z naszego forum też był w tym miejscy na rybach i wiedział, że będę w Caspe.
Kurcze szkoda, że się nie spotkaliśmy Janusza, ale jeszcze kiedyś mam zamiar wpaść do Was i może wtedy będziemy mogli posiedzieć przy zimnym piwie i pogadać o rybach .
Wieczorem robimy kolacje i każdy opowiada jaki ma plan na jutrzejszy dzień.
Wieczorem dojechał do nas Siluro wraz z kolegami z Madrytu, opowieściom nie ma końca fajnie nam się wszystkim gada.
Ranek drugiego dnia jest bardzo słoneczny i od rana jako pierwsze melduje się sandacze, mimo tak dużych gum i woblerów.

Jesteśmy trochę zdziwieni taką populacją sandacza, ale wróćmy do tematu, po około godzinie pływania mamy pierwszy kontakt z sumem tym razem udaje się go podebrać do łodzi ma ok 90 cm, jest niewielki, ale cieszy.
Koledzy na drugiej łajbie łowią jeszcze dwa podobne .
Do wieczora słońce grzeje tak że aż trudno sobie wyobrazić co się dzieje latem na przełomie lipca i sierpnia .

Trzeci dzień mija nam podobnie jak drugi brań jest sporo ale sandacze podchodzą naprawdę duże, o ile dobrze pamiętam ten miał ok 96 cm i złowił go Marcin.
Słońce daje nam w kość, ja postanawiam następnego dnia odpocząć i nie płynę mimo, że reszta nie daję za wygraną, lepiej nieraz odpuścić, jak wiemy, ze słońcem nie ma żartów i nie miałem zamiary wrócić z udarem.
Rano postanawiam przejrzeć sprzęt i wyczyścić multik.
Koledzy tego dnia łowią trzy sumy ok 110 cm ale i tak wracają ok 14tej do domu, powodem jest niemiłosiernie grzejące słońce które daje nam wszystkim w kość.
Dopiero wieczorem postanawiamy wyskoczyć na zakupy do Caspe.
Po zakupach idziemy do baru na piwo i małe co nieco na

Jestem bardzo mile zaskoczony obsługą w tym barze . Jedzenie o jakim niejeden porządny lokal w Polsce mógłby pomarzyć .
Ale wróćmy na ziemię Haha
Następnego dnia jedziemy wypoczęci i tylko głowy jakoś dziwnie ciężkie, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.
O godzinie 8 jesteśmy przy łodziach, obok nas Anglicy łowią sumy na pelet, w momencie jak schodzimy na brzeg jeden z nich zacina suma.
Jestem pewien, że niejeden z nas oddałby w tym momencie wszystko za taką rybę na kiju, po akcji kija widać, że to jest ogromny sum zresztą oceńcie sami.

Anglik mówi, że łowią takich ok. siedmiu sztuk dziennie i waga ryb jest między 75 a 100kg i tu proszę uwierzcie mi na słowo takie ryby wyciągali.
Przez cały dzień na dwie łodzie łowimy ok. 25 sandaczy i parę małych sumków w miejscach, gdzie nie ma ludzi na brzegu i nie karmi się peletem, na powrocie widzimy jak wielkie sumy dosłownie płyną za pontonami Niemców, wygląda to tak jakby czekały na swoja dawkę protein i po podkarmieniu spławiały się przez ok. godzinę .
Widok niezapomniany

Po powrocie do domu postanawiamy spróbować szczęścia gdzieś dalej .
Sandacz Krzycha wraca na wolność i piękny sumek który uderza na gumę.
W ostatni dzień łowimy do godzimy 13-tej, gdyż musimy trochę pospać przed powrotem do Polski.
Koledzy na drugiej łodzi mają więcej szczęścia i udaje im się tego popołudnia wyjąć na woblerka suma też w granicach ok. 120 cm.

Myślę, że ten wyjazd dał mi dużo do myślenia jak i pokazał, że wędkarstwo wymaga dużej dozy pokory, jadąc do Caspe nie liczyłem na to, że uda mi się wyjąć suma giganta i dobrze, bo chcę tam jeszcze kiedyś wrócić i spróbować jeszcze raz swoich sił na wodach Hiszpanii Okok

Pozdrawiam wszystkich których spotkałem w Caspe, z Forum Sumowego, jak i innych kolegów których tam poznałem.
Do miłego spotkania wkrótce .

Fikaj < Robert >

 


5
Oceń
(9 głosów)

 

Z wędką przez Europę do Caspe - opinie i komentarze

Adam01Adam01
0
Wszystko piękne! Ośrodek, sandacze, sum i miastko! Normalnie żyć nie umierać! Wielkie gratki za tego wielkiego sandałka! Pozdrawiam.
(2011-10-10 17:59)

skomentuj ten artykuł