Z wędką przez Gdańsk

/ 8 komentarzy / 11 zdjęć


Rzeka Motława i pozwolenia

Na początek parę szybkich faktów na temat Motławy: jest to rzeka w województwie pomorskim, która swoje źródło ma w Jeziorze Rokickim a ujście w Martwej Wiśle. Przepływa przez trzy powiaty i miasto Gdańsk. Jej całkowita długość to 64.7 km. Aby móc swobodnie wędkować w Motławie na całej jej długości trzeba mieć dwa pozwolenia: lwia część rzeki (od 50-ciu metrów poniżej jej wypływu z Jeziora Rokickiego aż do linii wyznaczonej przez Most Zielony i Most Stągiewny w Gdańsku) podlega Spółdzielni Rybołówstwa i Przetwórstwa „TROĆ” z Tczewa, pozostała część Motławy od wyżej wspomnianych mostów aż do jej ujścia do Martwej Wisły wymaga pozwolenia na wody morskie. O ile pozwolenie na wody morskie kosztuje 7 zł/11 zł/42 zł na tydzień/miesiąc/rok, o tyle już pozwolenie w Spółdzielni „TROĆ” kosztuje 35 zł/50 zł/120 zł na tydzień/miesiąc/rok i dodatkowo jednorazowe 15 zł. Ponieważ pełna roczna składka w moim (gdańskim) okręgu PZW oraz roczne pozwolenie na wody morskie to wydatek ponad 380 zł, płacenie za jedno łowisko 120 zł nie wchodzi absolutnie w rachubę.


Miejskie Łowy i zajawka

W zeszłym roku po raz pierwszy wziąłem udział w Miejskich Łowach, zawodach spinningowych organizowanych przez Pomorski Przewodnik Wędkarski właśnie na Motławie. We wpisowym zawierały się opłaty na obydwie części rzeki, więc miałem możliwość „pozwiedzać” z wędką w ręku. No i zaraziłem się. Oczywiście kompletnie nie znałem łowiska, co przełożyło się na mierne efekty. Ponieważ w bieżącym roku termin Miejskich Łowów przesunął się z 13 czerwca na 12 września z powodu histerii związanej z wirusem, postanowiłem wybrać się samodzielnie nad Motławę, oczywiście na cześć będącą wodą morską, w poszukiwaniu głównie sandacza, ale także szczupaka i okonia, i przy okazji poznać łowisko. No i stało się: teraz praktycznie codziennie przez parę godzin maszeruję ze spinningiem po nabrzeżu i biczuję wodę. Póki co efekty nie są zadowalające, ale coś się dzieje: w ciągu ostatnich trzech dni i części nocy wzięły mi trzy małe sandacze, z czego dwa spadły i zaatakował mały szczupak. Inni wędkarze, a sporo ich się kręci, z którymi rozmawiałem, także nie mieli się czym pochwalić. Oczywiście słyszałem od jednego czy drugiego o pięknym sandaczu czy szczupaku, ale nie miałem jak tego zweryfikować, ponieważ nie widziałem sytuacji na własne oczy. Efekty dostrzegłem tylko u tych, którzy wędkowali na spławik: wyciągali całkiem przyzwoite płocie i okonie. Podczas wędrówki widziałem także w wodzie Motławy i uchodzącego do niej Kanału Raduni majestatycznie pływające bolenie sporych rozmiarów, ale nie były zupełnie zainteresowane żadną z serwowanych im przynęt (w ten właśnie sposób straciłem jeden z boleniowych woblerów Sieka: kiedy znienacka powiał silniejszy wiatr przynęta została zniesiona ostro w bok i wylądowała na gałęzi kasztanowca; okazała się nie tyle co nie do uratowania, ale w ogóle nie do namierzenia wśród gęstego listowia!)


Street Fishing

Teraz opiszę swoją zwyczajową trasę, może komuś się przyda, jeśli zawita w Trójmieście czy w samym Gdańsku i będzie chciał powędkować za niewielkie pieniądze, w dodatku w samym sercu miasta. Oczywiście jeśli jest zwolennikiem tzw. street fishingu, a ja jestem (pewnie głównie z braku samochodu i, co za tym idzie, ograniczeń związanych z przemieszczaniem się komunikacją miejską). Z tym street fishingiem jest trochę tak, że trzeba być przede wszystkim odpornym, moim skromnym zdaniem, na częste zaczepki ludzi i masę głupich pytań (nie znam się, to się wypowiem, jak mawia często moja koleżanka). Można również ignorować wszystko i wszystkich, w zależności od nastroju. Jak kto woli...


Trasa dla odpornych

Przyjeżdżam kolejką miejską SKM z Sopotu, więc najwygodniej jest mi wysiąść na stacji Gdańsk Stocznia. W mniej więcej 15 minut pokonuję przez teren stoczni odległość dzieląca mnie od Martwej Wisły i Motławy. Za budynkiem WL4 (taka kolonia artystów) szykuję sprzęt i zaczynam swoją wędrówkę. Przemieszczam się nieśpiesznie ulicą Wiosny Ludów aż dochodzę do ujścia Kanału Raduni do Motławy i Mostu Wapienniczego. Na Kanale Raduni również można wędkować, chociaż jest bardzo płytki i zarośnięty, mając na uwadze że ta woda podlega już PZW. Dalej przechodzę przez zwodzoną kładkę na Ołowiankę (kładka podnosi się kilka razy dziennie wg harmonogramu i na życzenie większych jednostek i ruch pieszy jest wstrzymany każdorazowo równo na 30 minut), czyli wyspę położoną na Motławie i Kanale na Stępce. Na Ołowiance znajduje się parę ciekawych miejscówek (od strony Motławy nabrzeże jest wyższe niż w innych miejscach), ale Kanał na Stępce jest dostępny tylko w niewielkiej części (do mostku). Ulicą Sienna Grobla przemieszczam się niemal do Polskiego Haka. Niemal ponieważ nabrzeże jest świeżo po remoncie oprócz ostatniego odcinka. Trudno, trzeba będzie poczekać. Po drodze mijam przystań policji wodnej (niedaleko znajduje się komisariat). Panowie są sympatyczni, większość z nich to w życiu prywatnym wędkarze... Wracam ta samą trasą wzdłuż Kanału na Stępce, potem ulicą Szafarnia wzdłuż Mariny Gdańsk aż do Mostu Stągiewnego. Przy marinie kiepsko jest niestety z rzucaniem ze względu na wysokie nabrzeże plus dodatkowo ogrodzenie. Szkoda zachodu, a na samą marinę nie można wejść. Przechodzę przez Most Stągiewny i idę w kierunku Mostu Zielonego, a przed nim schodzę na drewnianą przystań, z której można fajnie porzucać. Tutaj trzeba być przygotowanym na tłumy ludzi, ale zabawa jest przednia... Wracam w kierunku zwodzonej kładki na Ołowiankę drugą stroną nabrzeża po przekroczeniu Mostu Zielonego. Tutaj również kiepsko się rzuca, chociaż po drodze przy ulicy Wartkiej znajduje się przystanek tramwaju wodnego linii F5 i jeśli jest akurat wolny, bez skrępowania korzystam z okazji. Później ponownie Most Wapienniczy i ulica Wiosny Ludów z przystankami na ulubionych miejscówkach...


Uwagi końcowe

I to już w zasadzie wszystko. Sam będąc na etapie poszukiwań i odkrywania nieznanej sobie dotąd wody, nie zamierzam popisywać się wyssaną z palca wiedzą. Rozmawiam z napotkanymi kolegami po kiju i chłonę wiedzę, jaką dysponują: niektórzy wędkują na Motławie od dziecka, inni od kilkunastu lat. Każda wskazówka jest cenna. Sukcesy przyjdą na pewno z czasem, a będę o nich informował we wpisach znad wody...
Do artykułu oprócz zdjęć rzeki załączam również fragment mapy Gdańska z dokładnie zaznaczonym obszarem Motławy, o którym tu napisałem, w dwóch wersjach: standardowej i satelitarnej.
Byłbym zapomniał: wyprawiając się nad Motławę trzeba pamiętać o podbieraku na długiej sztycy. Okonia czy małego sandacza to można jeszcze dźwignąć na kiju, ale z większą rybą będzie nie lada kłopot... No i koniecznie środek na owady, bo robactwo żre wędkarzy jak batony.
Jeśli dobrnęliście do końca mojej opowieści, jest mi niezmiernie miło, bo to znaczy że was zaciekawiła.
Pozdrawiam serdecznie!

 


5
Oceń
(12 głosów)

 

Z wędką przez Gdańsk - opinie i komentarze

kabankaban
+2
Tę wodę znam tylko z małych obserwacji przy okazji wycieczek ale zawsze mnie kusiło żeby tam połowić a przy okazji w Bałtyku -:) (2020-06-10 12:20)
majapmajap
+2
Dzięki za bardzo dokładny i fachowy opis.Już samo to kusi do spróbowania swoich sił na tej rzece.Serdecznie pozdrawiam. (2020-06-11 14:38)
Rutra65Rutra65
+1
fajnie napisane (2020-06-11 21:40)
arasshaterarasshater
0
Bardzo dziękuję wszystkim za miłe słowa dotyczące tego tekstu. W przyszły weekend planuję grubszą wyprawę i jeśli dojdzie do skutku i wszystko pójdzie zgodnie z planem: nie utopię się, nie połamię i nie nie zeżre mnie dzika zwierzyna, zdam również obszerną relację. Obym tylko ładnie połowił. Pozdrawiam! (2020-06-12 00:40)
ryukon1975ryukon1975
+1
Dobry, ciekawy tekst. Zawiera sporo informacji przydatnych w praktyce ludziom który zechcą łowić w opisanych terenach. Szczerze powiedziawszy po przeczytaniu sam bym chętnie spróbował jednak z województwa podkarpackiego długa wycieczka. :) (2020-06-12 05:35)
SithSith
+1
Bardzo ciekawy i rzeczowy opis łowiska. Dwukrotnie uczestniczyłem w zawodach organizowanych przez PPW, 11 listopada2016 i 2017 r., w znacznej mierze mogę potwierdzić spostrzeżenia Arkadiusza. Za tekst *****, dodałbym jeszcze + gdybyś napisał kilka słów o sprzęcie. (2020-06-15 07:28)
Jakub WośJakub Woś
+1
Byłem raz na zawodach tam, akurat wtedy ścieki poszły do Motławy. Ogólnie wyniki u wszystkich były wtedy słabe. ja nawet nie zapunktowałem. Spostrzeżenia miałem podobne. (2020-06-15 22:13)
arasshaterarasshater
0
Nie używam jakiegoś szczególnie wyrafinowanego sprzętu, ale jak wszyscy dobrze wiemy, nie sprzęt łowi a wędkarz... Jeśli chodzi o metodę spinningową, to jestem przywiązany od lat do produktów firmy Robinson. Używam głównie wysłużonego kija Robinson Red Star o c.w. 10-30 g (wykluczając połowy w Bałtyku), do którego jestem bardzo przyzwyczajony. W tym roku zmieniłem kołowrotek na Robinson Carmine RD, bo byłem go bardzo ciekaw. Może się to niektórym wydać dziwne, ale w spinningu zdecydowanie preferuję hamulec tylny. Nie przekonałem się również nigdy do plecionki, używam żyłki Jaxon Carat Spinning 0.22 mm, wcześniej długo łowiłem na 0.18 mm. Ma to swoje minusy, ale nie mam problemów z holem większej ryby i bardzo rzadko zrywam przynęty. Ot, kwestia przyzwyczajenia. Od tego sezonu przerzuciłem się na cieniutkie wolframowe przypony z upierdliwą agrafką, która jednak daje mi pewność, że się nie odkształci itp. Najciekawsza jest jednak dla mnie sprawa przynęt, jeśli o Motławę konkretnie chodzi i w ogóle o sandacza. Zwyczajowo targam ze sobą 4 pudełka/pudła przynęt: gum i blaszek. Najwięsze zawiera mnóstwo przynęt dedykowanych sandaczowi właśnie. Jest w nim cała gama firm, kolorów i kszatałtów, a co się okazuje? Najskuteczniejsze są klasyczne kopyta firmy Relax, konkretnie dwa warianty: białe z czerwonym ogonkiem i perłowe z niebeskim grzbietem i ciemnoczerwonym ogonkiem... Są atrakcyjne zarówno dla sandacza, szczupaka i okonia, tak samo na Motławie, jak i na Martwej Wiśle. Gramatura główek jakie używam to 5 g, 6 g i 7.5 g (ostatnie najczęściej). Na Motławę w zupełności wystarczy. (2020-06-16 01:42)

skomentuj ten artykuł