Zachodniopomorskie wędkowanie. Łupawa dawniej i dziś.


Nad Łupawą-1990.
                Pierwsze informacje o rzece miałem już jako mały chłopiec. Wówczas Ojciec wspomniał o znajomym który przeprowadził się do Koszalina właśnie z miejscowości Łupawa nad Łupawą. Wtedy dowiedziałem się , że taka rzeka istnieje. Mało tego opowieści o dla mnie wówczas dziwnych rybach bardzo mnie podnieciły. Tymi rybami były lipienie, którymi według opowieści owego znajomego wybrukowane było dno Łupawy. U nas też były lipienie, ale charakter rzek jakże inny. Radew, Wieprza , Górna Parsęta , Grabowa to raczej głębokie rynny gdzie wśród krzaków swobodnie muchówką nie porzucasz. Wieczna męka i walka z krzakami, pokrzywami i latem komarami. Co innego Łupawa. Wchodzisz do rzeki i czujesz się jak w górskich rzekach Podhala czy Bieszczad. Może tylko brak jest widoku gór. Choć przy odrobinie wyobraźni dostrzec można pomorski Rowokół!!!!
                Ów kolega Ojca mówił, że łowił na sztuczną muchę, a że mieszkał nad samą rzeką to jak tylko widział zbiórki to wystarczyło zarzucić wędkę i łowić. Jednak by samemu pojechać na Łupawę musiałem jeszcze poczekać kilka dobrych lat. W 1988 roku zacząłem studia na WSP w Słupsku.  Według mnie dla wędkarza najlepsza uczelnia w Polsce. Mamy tu rzekę trociową pod samym nosem czyli Słupię. Jak nie było dużo czasu to wystarczyło łowić w centrum miasta i to z powodzeniem. Pozdrawiam tubylców którzy przy Sądzie w centrum Słupska krzyczeli do mnie – Nie puszczaj ku…. rwy bo cię za…….. biemy. A krzyczeli tak bo miałem na kiju trotkę pod 7-8 kg. Niestety pękła stara komunistyczna jeszcze kotwiczka i musiałem spieprzać z nad rzeki bo chciałem mieć pełne uzębienie.
Oprócz Słupi w promieniu 50 km mamy takie pstrągowo-lipieniowe perełki jak: Łupawa, Wieprza, Studnica, Pokrzywna, Skotawa i wiele innych. Jeśli chcemy połowić z brzegu morskiego to do Orzechowa jest bardzo blisko ( flądra, bellona , łosoś). Jeśli chcemy pokiwać z kutra to Ustaka czeka. Jeśli ktoś chce połowić na łowiskach przymorskich to blisko stąd na Gardno czy Łebsko. Jeśli wolimy łowiska jeziorowe to mamy tu dużo zaporówek np. Krzynia, Konradowo i jezior polodowcowych w głębi lądu np. Jasień, Bobięcińskie i wiele innych jezior Szwajcarii Kaszubskiej i nie tylko. Tak więc jak studiować drodzy młodzi wędkarze to tylko w Słupsku. A ile tu jeszcze łowisk do odkrycia ….?
                Wracając do Łupawy . Pojechałem tam pierwszy raz z moim kolegą ze studiów Adamem. To też osobny temat. Kaszub z Krokowej. Łowił łososiowate nad Łebą w okolicach Strzepcza i niejednego pstrąga i lipienia tam wycisął. Przybyliśmy nad Łupawę po uprzednim obczytaniu Informatora Okręgu Słupskiego. Młodszym kolegom trzeba wyjaśnić, że w tamtych latach Łupawa podzielona była na odcinki naprzemiennie wyłączone i dopuszczone do wędkowania. Krótko mówiąc część rzeki odpoczywała od wędkarzy przez trzy lata. Nawiasem mówiąc dla pstrągów to troszkę mało, ale dla lipieni w sam raz. Było to bardzo mądre rozwiązanie. Miało tylko jedną wadę. Wówczas nikt tak na poważnie tych odcinków nie kontrolował , a to jest podstawą takiego systemu.
Łowiliśmy na spinning i błystki obrotowe.  Brań było bez liku. Na osobę po ok 60-80. Niestety największe osiągały 27-29 cm. Adam zerwał wymiarowca, ja takiego nie miałem. Krótko mówiąc brania były ale wielkość niezadowalająca. Jednak jako młodzi ludzie myśleliśmy optymistycznie. Jest potencjał za kilka lat to dopiero tu połowimy. Niestety ani za rok ani za dwa nie połowiliśmy. Pstrągi jakby zatrzymały się w miejscu i konia z rzędem temu kto wyjaśni ten fenomen. Podczas tej wyprawy miały miejsce jeszcze trzy ciekawe wydarzenia około wędkarskie. W którymś momencie z krzaków wyłonił się prawdziwy „muszkarz”.  Spodniobuty, kapelusz, podbierak na plecach, koszyk na ryby no i oczywiście wędka muchowa lśniąca pięknym kołowrotkiem i sznurem koloru żółtego. Jak ja wtedy byłem tym zafascynowany. Takich to ja tylko widziałem w Wiadomościach Wędkarskich. Okazało się że facet jest z Krakowa. W koszyku miał 5 (ówczesny limit) ponad 40 centymetrowych lipieni. Okazał się miłym człowiekiem i ciekawym rozmówcą. Jako , że głowę miałem napakowaną informacjami z WW to myślałem, że w takim Dunajcu czy Popradzie to dopiero są ryby. Jakież było moje zdziwienia kiedy facet powiedział, że my tu mamy extra ryby. Bo jak ktoś złowi tam pstrąga 40+ to na drugi dzień cały Kraków o tym mówi. Przyglądałem się z wypiekami jak wędkarz zarzuca suchego chrusta i holuje lipienia za lipieniem. To wtedy postanowiłem zacząć łowić na sztuczną muchę. Jest w tym rodzaju wędkarskiego rzemiosła jakaś tajemnicza, szlachetność i finezja. Mój spinning wydał mi się jakimś tępym , topornym wręcz narzędziem zbrodni.
                Pożegnałem tego człowieka i powędrowałem dalej. Po kilku minutach spotkałem na drugim brzegu Adama ( nie było wtedy tel. kom.). Zmierzchało już jak doszliśmy do mostu w Poganicach. Niestety ostatni autobus już odjechał. Nie zatrzymywały się żadne okazje. Początek lat 90 nie sprzyjał zabieraniu przygodnych pasażerów.  Usiedliśmy na przystanku nie wiedząc co dalej robić. Od biedy można się przespać na przystanku wszak był to lipiec ale jednak…! Nagle Adam wpadł na genialny wydawało mu się pomysł. Wiesz ja mówię po kaszubsku , a tu jacyś Kaszubi muszą mieszkać to może nas przenocują.  Zapukaliśmy do pierwszej chaty nic. W drugiej przez okno wyjrzała jakaś starowinka. Kiedy Adam zaczął do niej przemawiać swoją piękną kaszubszczyzną  ona odpowiedziała całkiem po polsku  - Sp…….lać bo wezwę policję. Zrezygnowani potraktowani „koszubskim” dobrym słowem wróciliśmy na przystanek. Jednak szczęście się do nas uśmiechnęło. Po około 10 minutach koło przystanku pojawił się nieznajomy , który okazał się szefem upadającego PGR czy innego zakładu rolniczego. Zabrał nas do leżącego nieopodal pałacyku i tam dał nocleg i strawę.  Adam bał się zasnąć bo uznał, że jest to zwolennik tęczowego świata i mówił żebym nie prowokował gościa kładąc się tyłem. Myślę, że troszkę przesadziliśmy i traktowaliśmy to jako dobry żart. Jedno jest pewne człowiek ten podał nam pomocną dłoń i tak zakończyła się moja pierwsza wyprawa na Łupawę.
                Teraz nad Łupawą nie ma już łowisk naprzemiennych , ale jest słynny odcinek pod pieką Klubu Trzy Rzeki   naprawdę dopilnowany. Reszta Łupawy też jest niczego sobie. Dziś łowię tam tylko na sztuczną muchę i myślę, że to bardzo ciekawe, dobrze zagospodarowane i rybne łowisko.

 

 


5
Oceń
(7 głosów)

 

Zachodniopomorskie wędkowanie. Łupawa dawniej i dziś. - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł