Zakończenie sezonu trociowego 2013.


Był 20. września 2013 roku. Przy niezłej pogodzie - słaby wiatr /nie wschodni/ niewielkie zachmurzenie - wybrałem się rano nad
INĘ myśląc o spotkaniu letniej troci. Mam na INIE kilka poznanych odcinków tym razem wybrałem tzw "park" czyli odcinek INY
tuż powyżej Goleniowa, gdzie rzekę otula mieszany las, brzegi doskonale dostępne, twarde, gdzie non stop się łowi, bez omijania
błotnistych, czy zakrzaczonych miejsc. Na tym odcinku zaliczyłem już kilka troci, więc tym bardziej mnie on interesował. Po pierwszych 2-3 godzinach biczowania bez najmniejszego kontaktu z jakąkolwiek rybą animuszu pozostało mi niewiele i tak się
złożyło, że około 11-tej dotarłem do słynnego źródełka, gdzie są solidne ławeczki /2/ więc zajadając kanapeczkę pod kawkę i
kontemplując pobliskie widoki - postanowiłem, że obłowię jeszcze to pobliskie wielkie zakole do miejsca, gdzie rzeka ponownie zbliża się do biegnącego lasem duktu i tam zakończę, by tym duktem wygodnie wrócić do auta zaparkowanego nieopodal kąpieliska. Tak
więc ponownie łowiąc doszedłem do centrum tego zakola, gdzie za rzeką rośnie szpaler wielkich świerków, rzeka jest wyjątkowo
szeroka, nurt mocno spowolniony a na dodatek widoczna była przykosa na środku koryta, za którą była ciemna głębinka. Widząc
to pomyślałem, że jeśli gdzieś tu trocie mogą się poczuć bezpiecznie i stać bez strachu na środku rzeki - to TYLKO TU !!! Z wielką
uwagą przygotowałem się do rozstrzygającego rzutu, tandemik /o nim na koniec/ spadł na wodę ze 2 metry powyżej tej przykosy
i kiedy zniknął za przykosą w tej ciemnej wodzie - poczułem to upragnione przytrzymanie z pociągnięciem...! Po zacięciu ryba nie
wyskakiwała jak to lubią robić silne srebrniaki, po paru młyńcach pokazała się pod powierzchnią, ale wydało mi się, że mam na kiju
wielkiego szczupala...! Dopiero po dłuższej chwili murowania przy dnie, kiedy wyszła pod samą powierzchnię i mogłem zobaczyć
całą, wraz z tym ciemnym ogonem obciętym jak na gilotynie - było jasne, że mam letnią troć i to okazałą...!!! Po następnych paru
minutach, gdy ryba coraz bardziej okazywała słabnięcie wypatrzyłem jedyne tam łagodne dojście do brzegu, zrzuciłem plecak i
po zejściu na sam brzeg usiadłem z nogami w wodzie i wprowadziwszy rybę w tą "uliczkę" między nogami za 2-gim, czy 3-cim razem
zdołałem ją utrzymać w lewej ręce chwytem pod pokrywę skrzelową i wynieść na górę, na właściwy poziom terenu nad rzeką. Tam stało się to co nieuniknione i jedynie przykre /.../ a potem już euforia i żal, że nie mam świadka tego sukcesu ! Urządziłem
stanowisko do pamiątkowej fotki i po dłuższym rozważaniu wymyśliłem sposób na transport ryby do auta. Wyciąłem gruby kij z
leszczyny trokami uwiązałem rybę do niego; za żuchwę i za ogon, trzymając kij poziomo wygodnie doniosłem rybę do auta. Już
w domu "komisyjnie" stwierdziliśmy, że ma 74 cm długości i waży ok. 4,5 kg /waga sprężynowa/. Tak zakończyłem sezon a ryba ta
była jedyna w sezonie i druga co do wielkości w życiu. Większą złowiłem na Grabowej tamta miała 82 cm i też bez niczyjej pomocy.
1.PS. ÓW "tandemik" to wykombinowany przeze mnie dublet dwóch obrotówek Meppsa aglia dekor; od góry nr 1 miedziana a za
nią, niżej nr 2 srebrna, podczepiona w miejsce zdjętej kotwiczki z jedynki... Proste a już wielokrotnie arcyłowne zestawienie.
2. PS. Mam trudności z przeniesieniem fotki z komórki... Jak mi się to uda dodam niezłe zdjęcie...!

 


0
Oceń
(0 głosów)

 

Zakończenie sezonu trociowego 2013. - opinie i komentarze

skomentuj ten artykuł