Zanęta Browning Fishing Champions Choice

/ 3 komentarzy / 7 zdjęć


Wakacyjne rozdanie dla posiadaczy kont VIP - TEST

atraktor zapachowy Marcel Van Den Eynde + zanęta BROWNING FISHING Champions Choice M7 - paawel1
Witam
Na początku jeszcze raz serdecznie dziękuję za podarowanie mi do testów zanęty i traktora.
Postanowiłem że bardzo sumiennie wykonam „pracę domową” i naprawdę opiszę to co zauważyłem. A fakt że pierwszy raz coś w ogóle dostałem dyscyplinuje mnie jeszcze bardziej.
19-09-2013r, znalazłem chwile czasu i postanawiam wybrać się na swoje ulubione łowisko i testować zanęty. Wcześniej jednak postanowiłem zakupić bazę i aby nie łączyć zanęt innych firm zakupiłem DS. FEEDER-a i „ukręciłem” zanętę. W tym miejscu muszę dodać że „spławik” i „grunt” to nie moje dziedziny wędkarskie choć nie zaprzeczę że czasem lubię sobie bezczynnie posiedzieć ;). Moja dziedzina to spinning ale nie o tym mam zamiar pisać.
Jeśli to ma być test to należy z czymś porównać rzecz testowaną więc zabieram ze sobą dwa zestawy feederowe na pierwszym koszyczek z Van Den Eynde-m, na drugim inna często stosowana przeze mnie zanęta.
Po drodze na swoją miejscówkę spotykam znajomego z którym rozmawiam o swoim zamiarze. Stwierdzenie kolegi nie napawa mnie optymizmem gdyż stwierdził że jest to zbyt intensywny zapach na tę porę roku i że od dawna ryba przestała żerować i nikt nie ma żadnych wyników w łowieniu. Trudno, myślę sobie i tak postanowiłem już że przetestuję tę zanętę.
Testy czas zacząć. Tak więc zabrałem się do zbrojenia zestawów. Na początek oczywiście po dziesięć rzutów w celu nęcenia, kukurydza na haczyk i po kilku minutach koszyczki lądują w wodzie, zaczyna się czas oczekiwania i bezczynnego siedzenia .
Mija pierwsze piętnaście minut i nic…. Półgodziny i… nic, szczytówki Fedderów nie wskazują zainteresowania rybek. Czas na przerzut koszyków. Ponowne załadowanie i do wody. I znów oczekiwanie. Kolega z którym rozmawiałem w drodze na miejscówkę przychodzi do mnie i z lekko szyderczym uśmiechem na twarzy pyta jak moje testy.
- Co lipa? Mówiłem że za mocny zapach, nie ma szans na branie.
- Lipa, lipa ale mam czas poczekam, a u ciebie jak?
- Nic się nie dzieje, zaraz będę się zwijał bo nie ma co siedzieć.
Porozmawialiśmy jeszcze kilka minut o „pszczołach pierdołach”, ponowne ładowanie koszyków i oczekiwanie.
Po jakiś półtorej godziny jest pierwsze drgnięcie szczytówki i co ciekawe na mistralu gdzie załadowany był Van Den… A konger ani drgnie.
Drgnięcie dokładnie. Pierwsza myśl. Przepłynęła i zawadziła o żyłkę. Ale…. NIE!!!!!
Jeden strzał dość mocny, drugi i mocne ciągnięcie. Zacięcie… Kijek ładnie się ugina, hol trwa jakieś trzy, cztery metry i … luz… K..A M…Ć!!!!!!!!! Tak głośne że „szyderca” obok zwijający swój „Mandżur” przybiega do mnie z dość idiotyczną miną.
- Co miałeś coś????
- No, coś miałem.
I żeby mu przyciąć dodałem że to ta mocno pachnąca przynęta zwabiła karpiki na moją miejscówkę. Ponownie napełniony koszyk ląduje dokładnie w miejsce w którym było branie. Jeszcze nie skończyłem swojego wywodu jak nastąpiło ponowne branie. Znów zacięcie i siedzi. Kilka dość mocnych odejść lecz tym razem nie udaje się rybce mnie przechytrzyć, ląduje w podbieraku a następnie na brzegu. (mina kolegi – bezcenna).
Ponowne zarzucenie kończy się dokładnie tak samo – następny karpik ląduje na brzegu, czas w jakim je wyciągnąłem to około dziesięć minut, a „szyderca” nawet słowa nie wypowiada. To jest to co kocham najbardziej, kiedy tacy mądrale zamykają buźki i robią głupie miny, a kiedy po mierzeniu i fotkach ryby wracają do wody to już jest nie do opisania, tym bardziej że są w wymiarach 36 i 38cm co oznacza że można je spokojnie zabrać.
- I co zbyt intensywna?
- No chyba nie?
Następne branie pokazuje mi że mam bardzo słabe umiejętności w łowieniu gruntowym, ten karp robi sobie ze mnie śmiech bo nie mogłem go podciągnąć nawet kawałka do siebie. Zakończył porwaniem zestawu i odpłynął.
Drugi zestaw stał jak zaczarowany bez najmniejszego drgnięcia. Więc co? Trzeba go zwijać i zapakować koszyczek Van-em, poszło i… branie niemal natychmiast.
Tym razem udaje mi się dociągnąć „gościa” do brzegu ale jak wkładałem podbierak po niego udało mu się wypiąć i odpłynął, może i dobrze bo nie wyglądał na zbyt okazałego.
Tak intensywne brania były jeszcze przez jakiś czas, aż urwałem zestaw w czasie zacięcia, musiał być duży bo poczułem mocny opór na końcu zestawu.
Ogólnie moja ocena (szydercy też) tej zanęty jest niesamowicie pozytywna, a w czasie jej testowania odkryłem w moim wędkowaniu gruntowym wiele niedociągnięć, ale na tyle co ja wędkuje gruntowo-spławikowo mogę sobie wybaczyć 
Zanęta okazała się tak zwanym „strzałem w dziesiątkę” na tym zbiorniku. Zostało mi jej jeszcze (dodatków) więc pewnie spróbuję powtórzyć ten wyczyn jeszcze raz, zobaczymy co się będzie działo. Na koniec jeszcze raz bardzo dziękuję redakcji za podarowanie mi dodatków do zanęt f-my Van Den Eynda.
Byłem, Spróbowałem, Złowiłem.
Testowałem.




 


4.5
Oceń
(24 głosów)

 

Zanęta Browning Fishing Champions Choice - opinie i komentarze

RumcojsRumcojs
0
Wszystko ładnie pięknie ale ostatnia fotka niszczy cały efekt. Proszę jak wypuszczasz ryby to nigdy ich tak nie waż za pokrywy skrzelowe!:C (2013-10-06 13:19)
Pawelski13Pawelski13
0
Kolego czy Ty aby naprawdę nie masz zamiaru przestawić się na białoryb:) (2013-10-06 19:22)
bocznytrokbocznytrok
0
Artykuł mi się podobał, nawet fajnie go opisałeś. Za wpis oczywiście 5 *****. Pozdrawiam Boczny trok (2014-07-13 23:42)

skomentuj ten artykuł