Zarybiać, czy nie zarybiać?

/ 31 komentarzy

Zarybienia -konieczność czy „owczy pęd”?
Od kiedy łowię zastanawiam się czy zarybienia naprawdę mają sens. Niestety z biegam lat przekonuję się, że raczej rzadko przynoszą oczekiwane korzyści. Chciałbym się podzielić moimi przemyśleniami na ten ciekawy temat. Nad wodami słyszymy wszak , że ryb brak bo nie zarybiają. Jak się rzecz ma naprawdę? Jeśli spojrzymy na przyrodę to okaże się, że radzi sobie ona często bardzo dobrze całkiem bez naszej ingerencji. Oczywiście jeśli woda nie została zdegradowana chemicznie bądź w jakiś inny prawie nieodwracalny sposób.  W wodach odwiedzanych przeze mnie bywa z tym różnie. W latach 90-tych zarybiano masowo jezioro Rosnowskie szczupakiem. Było widać te zarybienia, wędkarze cierpliwie czekali na obfitsze połowy. Mijały lata , a szczupaków dalej nie było. No nie całkiem nie było, ale były jakieś małe. Zaczęto się zastanawiać dlaczego nie rosną. Były najczęściej dwa wytłumaczenia. Albo wędkarze wyławiają małe niemądre ledwo wpuszczone pistolety albo….? Tak nie chce się wierzyć, ale drugie wyjaśnienie jest niestety gorsze. Pojawiła się hipoteza, że narybek ten pochodzi od ryb chorych, karłowatych lub wręcz genetycznie bardzo słabych. Oczywiście była i jest zawsze jakaś populacja ryb które dzielnie rosną, ale nie w takich ilościach jak oczekiwali tego wędkarze. I tu dochodzimy do kwestii jakości materiału zarybieniowego. Śmiem twierdzić, że hodowla ryb do zarybień jest w Polsce traktowana po partyzancku bez planów i należytej kontroli ichtiologicznej. Wiem o czym piszę bo 15 lat byłem dzierżawcą jeziora i oprócz kłusownictwa brak dobrej jakości materiału zarybieniowego był naszą zmorą. Piszę tu o województwie zachodniopomorskim. Jeśli gdzieś wygląda to lepiej to proszę o oświecenie w tym temacie. Nawet jeśli gdzieś pod Zieloną Górą jest taki materiał to tak daleka podróż nie sprzyja porządnemu zarybianiu i właściwej kondycji ryb. Problem tkwi w tym, że w każdym województwie ba powiecie powinny być akweny hodujące narybek dla danego obszaru. Jest to szalenie ważne albowiem, ryby z Pomorza mogą sobie nie radzić w terenach podgórskich i odwrotnie. Do chowu ryb można używać stawów, jednak lepszym sprawdzonym rozwiązaniem jest wytypowanie w danym okręgu naturalnego najczęściej płytkiego, żyznego akwenu służącego do takiej hodowli. Tak było przed wojną w okolicach Koszalina. Niemcy jako taki podchowalnik wytypowali Jezioro Lubiatowskie. Tam pilnowano rozrodu i chowu ryb wielu gatunków, które następnie rozwożono po okolicy. Można powiedzieć, że Lubiatowo jest matką dla ryb z wielu akwenów Pomorza Środkowego. Co dziś dzieje się z Jeziorem Lubiatowskim. Jest w gestii Gospodarstwa Rybackiego „Mielno”. Stworzono tam rezerwat łabędzia niemego i zakazano łowienia.  Może i słusznie, ale woda ta nie pracuje dla innych wód regionu, a warunki ku temu ma idealne. Płytka, żyzna łatwa do obłowienia woda nie przynosi żadnych ichtiologicznych korzyści dla okolicznych wód. Myślę, że mamy takich wybitnych naukowców którzy opracowali by operat godzący rezerwat z chowem naturalny ryb. A tak marnuje się potencjał znany jeszcze za Niemców.  Ktoś może powiedzieć i troszkę racji w tym jest, że jeśli ryby nie dostają nowej krwi to się wyradzają. Zaczynają chorować i karłowacieć. Jednak przeczy temu fakt opisany w monografii Jeziora Lubiatowskiego. Mianowicie mówi on, że już przeniesienie ryb do innego akwenu jest za wszech miar korzystne. Dowodzą tego na przykład (niestety dzikie zarybienia). Tak , tak są takie bez badań na własną rękę. Znam przykład z lat 70 kiedy jeden rolnik mający małe karasiowe, ale dość głębokie oczko koło Białego Boru postanowił nałowić na podrywkę płoci i leszczy na rzece Strzeżenicy koło Koszalina. Złowione ryby przetransportował do swojego oczka. Po roku umarł, a jeziorko zostało zapomniane. W latach 80 tych łowiliśmy tam karasie na ciasto. Oprócz karasi brały tam traszki (to nie było fajne) i płocie powyżej kilograma. Bardzo szerokie, wypasione i super smaczne. Nadmienię, że ryby z łowiska Jamno bo tam wpada rzeka Strzeżenica w latach 80 było całkowicie nie do jedzenia. Po zmianie akwenu rosły większe, straciły tasiemca i poprawiły smak. Jak widać takie zarybienia mogą być bardzo korzystne (oczywiście po badaniu). Niestety jeziorko w latach 90 wyschło i ryby się skończyły.  Kolejnym motywem skłaniającym do naturalnych zarybień jest fakt, że niektóre łowiska w wyniku nadmiernego zagęszczenia ryb powodują brak pokarmu i ryby po prostu nie rosną. Przechodzą w tak zwane stany głodowe. Jednak po przeniesieniu do większych jezior nagle następne pokolenia zaczynają być znacznie większe.  Jak widać, zarybienia i rozród sztuczny ma dużo wad nie do usunięcia. Zdarzają się oczywiście sytuacje, że musimy pomóc naturze. Tak było z restytucją  łososia w polskich rzekach. Niestety nasz łosoś (np. Drawski) wyginął i trzeba było sprowadzić ryby z Estonii. Jednak jeśli mówimy o rybach rodzimych i występujących dość licznie dajmy im szansę na samodzielne odrodzenie. Jest to o wiele zdrowsze i skuteczniejsze. Np. na dzierżawionym przeze mnie jeziorze zauważyliśmy, że szczupak autochton rośnie szybciej , jest większy i bardziej odporny na stan i temperaturę wody. Dlatego po kilku latach zrezygnowaliśmy z dorybiania szczupakiem i dając mu wytchnienie czekaliśmy aż się sam odrodzi. Co się stało i dziś jest go tam stosunkowo dużo.  Największym mankamentem naturalnego rozrodu ryb jest wolny czas tego procesu. By zaszły oczekiwane efekty potrzebujemy zależnie od gatunku ryb od 3 (np. szczupak-do 8(okoń) lat. Jednak warto poczekać. Takie łowisko będzie darzyć rybami przez wiele następnych lat. Receptą jest tu albo wyłączenie np. na 5 lat z łowienia, albo sprzedawanie bardzo ograniczonej liczby pozwoleń (bez szkody dla populacji), zakaz zabierania ryb i oczywiście mocniejsze pilnowanie takich jezior czy rzek.  Chociaż przykład rzeki Łupawy z lat 80-tych poprzedniego wieku raczej tego nie potwierdza. Starsi wędkarze pamiętają, że były tam sektory naprzemienne. Przez trzy lata w niektórych rewirach nie wolno było w ogóle łowić. A po trzech latach jedne dopuszczano do połowów inne zamykano. Na studiach łowiłem tam sporo, niestety z jakiś nieznanych mi przyczyn ryb nie było tam wcale więcej. No może więcej było ale ich wielkość nie przekraczała 25 cm.????? Może były słabo pilnowane!!
Inny przykład to dzisiejsza Łupawa odcinek pod opieką Koła Trzy Rzeki. Łowisko wzorowe. Można połowić do syta. Są pstrągi , lipienie. Moim zdaniem klucz leży w należytym dopilnowaniu i niewielkich zarybieniach. Gratuluję Panu Arturowi Wysockiemu i wielu innym pasjonatom z Pomorza takiego łowiska na miarę europejską. Oczywiście nie należy tylko zakazywać połowów. Bo wiemy skąd inąd , że jak nie ma wędkarzy to są panowie od „pup”, sieci i prądu. Dlatego rozwiązaniem jest wprowadzenie limitów (Łupawa), czasowego zakazu połowów z łodzi (Topiele), zakaz zabierania ryb itp. Jestem przeciwnikiem zarybiania gatunkami obcymi naszych wód. Oczywiście rozumiem np. karpiarzy, że chcą łowić te piękne waleczne ryby.
Jednak nie powinniśmy wpuszczać ich tam gdzie ich brak. Jak już są to trudno, ale nie zchwaszczajmy nowych łowisk. Każdy wie jak dla rzek fatalny było zarybienie tęczakiem czy źródlakiem. Po pierwszej euforii nasz rodzimy potokowiec został prawie wykończony. Mam żal do PZW Koszalin  , że nie przeciwstawiał się należycie budowie hodowli na górnej Radwi czy Grabowej. Dziś to już szkoda słów. Dobrze , że chociaż udało się zablokować hodowlę na pięknej pstrągowej Chocieli.  Bywają też zarybienia jak ja to nazywam romantyczne. Są fajne ryby na świecie więc zawleczmy je do naszych wód. W większości te romantyczne zarybienia kończą się fiaskiem. Warto tu podać zarybienie Gwdy głowacicą. Piękna historia ale nieskuteczna. Podobnie zarybienia okręgu PZW Koszalin sumem (Rosnowo, Hajka, Kamienne, Kwiecko). Oczywiście sporadycznie ktoś tam suma zahaczy, ale to nie jest skuteczne zarybienie. Może zabrakło pieniędzy i determinacji, a może po prostu był to błąd!!! Albo zarybienie Jeziora Rosnowskiego boleniem. Jako ciekawostka fajne, jednak ichtiologicznie fiasko. Niech balet boleni odbywa się na Wiśle jak w czasach Jerzego Putramenta. Była też idea zarybienia trocią jeziorową łowiska Rosnowo. Rozumiem piękny cel jak to pstrągarz łowi troć w górnej Radwi. Jednak dziś nie ma już po tym śladu. A szkody są i stracone pieniądze. Zmorą polskich rzek nie jest brak zarybień, ale kłusownictwo i brak skutecznych przepławek na wszystkich prawie rzekach.  Konkludując , chcę  zaapelować o naturalne zarybienia oparte o wiedzę ichtiologiczną , które kierują się zasadą naturalnego tarła, czasowego odpoczynku łowisk od wędkarzy i popierania zwiększania populacji ryb które są w akwenie i dobrze się tam rozwijają. Łowiska szczupakowe – szczupakiem, linowe- linem itd.

 


4.5
Oceń
(17 głosów)

 

Zarybiać, czy nie zarybiać? - opinie i komentarze

luk-krluk-kr
+2
Zarybianie danego łowiska ma sens jeżeli byłoby wyłączone z łowienia wiadomo wędkarze biorą co popadnie i kontrola takiego Łowiska inaczej się nie da w naszym pięknym kraju (2018-02-23 19:07)
barrakuda81barrakuda81
+3
Bardzo ciekawy temat...Nie będę udawał mądrzejszego niż jestem.Te sprawy powinni badac ichtiolodzy.Co do zarybień to uważam że są one całkowicie zbędne z wyjątkiem dopuszczania do niektórych wód drapieżnika podrośniętego i pod rygorem wyłączenia łowiska z "eksploatacji" na pewien czas. Białorybu jest w bród. Zarybienia karpiem ,tołpygą, amurem ( przepraszam Karpiarzy ale tak uważam ) to nie za moje pieniądze. To nie są gatunki rodzime a ich wpływ na ekosystem wodny nie jest jednoznacznie określony.Może nie szkodzą ale idąc tym tropem zaraz możemy sobie napuścić bassów czy innego draństwa ale te pewnie by nie przeżyły.Po co zarybiać wogóle skoro nie ma efektów? Zgadzam się autorem w całej rozciągłości w ocenie efektów zarybień szczupakiem. Mam pod nosem jezioro gdzie sypią tego ostatnio bez pojęcia a szczupaków dużych czy choćby wymiarowych brak. Może przyczyna jest bardziej złożona co nie ujmuje szlachetności intencji. Tak czy inaczej nędza jest faktem. Może niski poziom wód gruntowych ogranicza rybom dostęp do tarkisk, może nadmierne promieniowanie UV niszczy ikrę równie skutecznie jak niegdyś DDT jaja ptaków? Możliwe a nawet pewne jest że nie znamy wszystkich mechanizmów żądzących podwodnym światem więc może nie zarybiać lub robić to marginalnie? Zostawić sprawy naturze. A gdyby nie zabijać ryb, nie zarybiać a tylko pilnować? A gdyby nie trzeba nawet było pilnować bo wszyscy byliby tu jednomyślni? Ogromna oszczędność...To samo z boleniami.Też się zgadzam że boleń to Wisła - tu jest na miejscu a w jeziorach gdzie go w bród podżera ryby innym drapieżnikom.Nie wiem co za geniusz je tam wpuścił ale co ja tam mogę wiedzieć:) Uwielbiam te ryby żeby nie było - bez nich moje rzeczne łowienie straciłoby sens.Właśnie - rzeczne , nie jeziorowe...Natura poradzi sobie ZAWSZE sama byleby jej nie przeszkadzać ale skoro już w wodzie jest chemia której pozornie nie widać to można pewne ruchy wykonywać ale z rozsądkiem i pod kontrolą naukowców. (2018-02-23 19:14)
okonek1235okonek1235
0
Jak najbardziej. Po tylu latach łowienia i słabym zarybianiu,populacja ryb w naszych jeziorach spada a nie wzrasta. Przywrócić okresy ochronne i wymiary dla takich ryb jak płoć 15 cm + 2,5 kg dziennie, okoń 20 cm+5 sztuk dziennie i leszcz 30 cm + 5 sztuk dziennie. I wtedy na pewno po takich ograniczenia ilość ryb powinna wzrosnąć w naszych jeziorach. Ograniczenia powinne dotyczyć wszystkich gatunków ryb. Po co dwa szczupaki, może być jeden na dzień itp. (2018-02-23 19:40)
oldboyoldboy
+3
Wszelkie ograniczenia (ilość i wielkość ryb) mają sens jedynie wtedy, gdy są SKUTECZNIE KONTROLOWANE, a nie są jedynie martwą literą na papierze. Jeśli straż rybacka (wędkarska) będzie tak nieskuteczna, jaką jest obecnie, to nic z tego nie będzie. Obecnie strażnicy wolą "przy słoneczku" kontrolować niedzielnych wędkarzy, aby się nie narażać bezwzględnym, hurtowym kłusolom działającym w dni robocze, wczesnym rankiem lub nocą.  Po drugie - gdy nie będzie DRAKOŃSKICH kar za kłusownictwo. Wystarczy, aby wyrywkowo jakiemuś kłusownikowi "dowalić" te 5 tys. zł kary (nawet, gdy jest to jakiś "biedny",  wiejski dziadek złapany z kilkoma niewymiarowymi okonkami). Wieść się rozniesie i liczba amatorów nielegalnie wyłowionych rybek - znacząco spadnie. Tak tylko na początek - zamiast kosztów zarybień zwiększyć ilość patroli strażników, bo zarybienia pójdą jak para w gwizdek, jeśli nie zwiększy się pilnowanie już istniejącego pogłowia ryb. (2018-02-23 22:29)
SlawekNiktSlawekNikt
+2
Oczywiście, że zarybiać, ale rozsądnie ! O pozostałych czynnikach pisać nie zamierzam bo nie o tym ten wątek. (2018-02-23 23:42)
ryukon1975ryukon1975
+3
Zarybiać zabierać i jeść jak człowiek głodny. Człowiekjdł i jadł będzie. To się nazywa gospodarka a ryby czy inne mięso nawet to ze sklepu z nieba nie leci choć podobno kiedyś voś do jedzenia spadło. Jednak nie za darmo jak ktoś myśli bo do dziś przy niedzieli w odpowiednich miejscach za to biorą grubą kasę.:) (2018-02-24 06:09)
dendrobenadendrobena
+6
Zarybiać ale nie na zasadie łatwizny.Wpuszczono karpia i temat zarybienia odfajkowany przez ZO PZW. (2018-02-24 09:24)
FeederSTGFeederSTG
+4
Dosłownie opisałeś sytuację jednego jeziora z mojej okolicy. Jeszcze z 8 lat temu można było bardzo fajnie połapać kilku kilogramowe leszcze i liny. Potem pokazały się drapieżniki. Szczupaki i sandacze w okolicach metra nie były żadkością do momentu jak poszła fama, że na jeziorze Sumińskim (bo o nim mowa) bierze ładny drapieżnik. Od tego momentu jak tylko kończą się poszczególne okresy ochronne niemożliwością jest znalezienie wolnej luki w trzcinach. Na domiar złego nieliczny % złapanego drapieżnika wraca do wody. Doprowadziło to do masywnego rozrostu populacji drobnej ryby takiej jak płocie, uklejki i krąpie. Na chwile obecna sztuki białorybu jakie tam można złowić oscylują w wadze 0.1-0.5kg no i masa uklei. Kilogramowy leszcz to żadkośćnawet na nocnej zasiadce. Niestety koło i okręg nie robią całkowicie nic z tą sytuacją. jak tak dalej będzie to głupota ludzka zniszczy bardzo dobrą wodę. (2018-02-24 10:07)
erykomerykom
+1
Co z tego że coś tam nieraz zarybiają jak ma to się jak gówno do wiatraka... (2018-02-24 12:42)
pstrag222pstrag222
+2
Raczej nigdy nie doczekamy sie czasoe madrych zarybien pod kontrola ichtiologa jak i rzeczywistych zarybien a nie na papierze. A czy zabuerac ryby owszem ale z wydzielonych na to wod gdzie mozemy brac ryby . (2018-02-24 17:33)
patagoniapatagonia
+2
Jeziora i rzeki muszą czasem odpocząć. Jak okręg ma 100 jezior i wyłączy 5 rocznie to żadna krzywda się nie stanie. (2018-02-24 21:15)
MARCIN CKMARCIN CK
+1
A tak z ciekawości spytam ilu z panów uczestniczyło w zarybieniach? (2018-02-24 22:12)
ryukon1975ryukon1975
+4
Wszyscy uczestniczymy bo a to płacimy. (2018-02-25 05:39)
patagoniapatagonia
+4
Brałem udział w wielu zarybieniach. Jedak nie widząc wielkich efektów kilka lat temu przestałem. Pozostaje jeszcze jedno pytanie co to znaczy dużo ryb. Są takie łowiska nazywamy je mało żyznym, że dużo ryb tam nigdy nie będzie. Chocby przyszło tysiąc zarybiaczy i każdy wpuscił by 1000 ryb to mne tam nie wyżyją lub nie urosną. Dlatego należy badać wodę, rośliny i ryby. (2018-02-25 13:53)
kabankaban
+3
Zbiorniki odwiedzam rzadko i tu się wypowiadał nie będę, ale pojawiające się coraz częściej odcinki no kill na rzekach bardzo mi odpowiadają. Wszystko w tym wypadku zależy od kontroli. Nie widzę sensu w całkowitym zamykaniu jakiegoś zbiornika czy odcinka rzeki bo staje się pokusą dla kłusoli, a to, że można łowić a nie zabierać ryb może i dla wielu jeszcze niezrozumiałe ale coraz bardziej popularne w pewien sposób choć trochę odstrasza typowych mięsiarzy. Naturalne tarło będzie zawsze najlepsze. (2018-02-25 18:00)
MARCIN CKMARCIN CK
+2
Z tym uczestniczeniem przy zarybieniach to chyba żart .Bo taka jest prawda że większości się nie chce a po drugie okręgi nie chcą aby postronne osoby widziały co sie wpuszcza i ile (w wiekszości przypadków nie zgadza się ani ilość ani gatunki ) (2018-02-25 19:41)
piotr 0206piotr 0206
+5
W pewnym kole kilku krzykaczy zarzucilo zarządowi koła że podczas zarybiania są pewne niedociągnięcia /machlojki/.Wybrano więc komisję d/s kontroli zarybienia w składzie 4 osób.Okazało się że podczas dokonywania zarybień byłem sam.Dobrze że  uczestniczyli w tym członowie zarządu. Z zebraniowych krzykaczy nie pojawił się żaden podczas 3 krotnej akcji zarybieniowej.  (2018-02-27 13:41)
marcin-szmarcin-sz
+1
Według mnie trzeba zarybiać. (2018-02-28 18:07)
19661966
+2
Zarybiać tak ale z głową, odblokować rzeki dla migracji ryb. A co do straży zawodowej, to moje zdanie jest takie "skórka lub nawet dwie za wyprawkę". Wędkować lubię, bo cenię ciszę i relaks. Ryby też lubię jeść bo mi smakują ale mam zasadę; jak biorą małe niewymiarowe szproty (pstrąg, lipień ) to zmieniam miejsce albo złażem z wody a nie pastwiem się nad nimi jak inni wędkarze. Lipień jest rybą wyjątkowo delikatną a zasada złów i wypuść to nic innego jak znęcanie się na rybie dla przyjemności. Teoretycznie ryba powinna być bo złowiona i wypuszczona, praktycznie ryby brak bo wędkarze łapię dla relaksu ale ryba zdycha bo zamęczona. Mowa jest okłusownikach. A kłusol złapie jedą lub dwie i to małe, weżnie i zje. i to mu starcza. Co do zmniejszającej się popojacji ryb, to jescze to; ilość jętki, babki, chruścika - zmalała, naturalni kłusownicy; wydry, czaple, kormorany coraz więcej. I jecze to, na co w ogóle nie mamy wpływu to szybkie duże wezbrania wody w rzekach i nagłe spadki a ryba w trawie, krzakach lub na brzegu. Zastanawia mnie jedno. Jak to jest że na filmach przyrodniczych pokazują różne stwory (niedźwiedzie, orły a nawet ludzi) polujące na ryby i można by rzec że hurtem a ryby jak były tak są. (2018-03-01 22:19)
JulianJulian
+2
Teraz to pewnie mandat by mi wlepili ale był czas kiedy ten mój  kanałek zupełnie spasyfikowano ( chociaż teraz też nie jest dużo lepiej )  jezdziłem do kolegi na działkę  tam na  ,, chlopskich dołkach"  karasie wyłapywaliśmy. Po czym wpuszczałem je do  kanału żeranskiego  w ,,swoich miejscach" . Parę linków też wpuściłem. Tak więc po mojemu zarybiać - byle by mądrze. Dlaczego w okolicach Szczytna  płoć skarlała  i zatrzęsienie wzdręgi  oraz ulkei . Ano dlatego że szczupaka i okonia np. w takim Brajnickim czy Rekowym Wymordowaliśmy!!!!.    (2018-03-03 13:01)
Artur z KetrzynaArtur z Ketrzyna
+3
Leszek, powiedz czym różni się sztuczne tarło od naturalnego. Że twierdzisz że ze sztucznego rośną mniejsze ryby. W PZW ryby do sztucznego tarła pozyskuje się z jezior, tak więc dokładnie ten sam materiał idzie. To czy ryba karłowaciej to głównie dowodzi i pokarm i tlen w wodzie. Czyli jak jest jej za dużo, rośnie wolniej bo nie ma co jeść :-) Drapieżnik reguluje tą rzecz. Jak byłem mały to mówili karłowacieje bo drapieżnik nie gania ;-) Ale ruch ryby za bardzo nie ma nic wspólnego z wzrostem. Bo kalorie są zużywane na ruch lub budowę masy ciała :-) Fąkt jak wspominasz podchowalnie inaczej zwane szkółki. Tylko że znikają gdyż nikt ich upilnować nie może. No i obecnie ryb jest tak mało że jak nawet wpuścimy wielką ilość do akwenu naturalnego to nie przegęścimy rybostanu i mają gdzie się rozwijać :-) Najgorszą zmorą to są zarybienia wprowadzające inne gatunki ryb do ekosystemu. I to tak naprawdę jest wina wędkarzy, to ich ego i zachciewajki do tego doprowadzają. Krzyczą że to nie szkodnik, nie robią nic złego rybom rodzimym. Nawet jak drastycznie spada populacja tych ryb, to i tak zwalają na kormorany, czy rybaków których na wielu innych wodach nie ma a borykają się z tym samym problemem. Tak wiem ze woda brudna i zanieczyszczana, ale znam takie nie zanieczyszczane bo z dal od aglomeracji i to samo się dzieje, po takich zarybieniach. :-D (2018-03-03 15:36)
patagoniapatagonia
+1
Wiesz Artur chodzi mi o rozróżnienie typu: w naturalnym rozrodzie pomagamy np. przez umieszczanie krześlisk, okresy ochronne, pilnowanie tarlisk. A zarybianie może być faktycznie pochodzące z wcześniej odłowionych dzikich tarlaków albo z ryb hodowanych specjalnie w celach rozrodczych. I wtedy właśnie pojawiają sie osobniki, chore, karłowate czy z innymi ułomnościami. Niestety tych drugich jest coraz więcej. Jednak bedę się upierał, że naturalna ewolucja w danym jeziorze ukształtowała pewne typy ryb najlepiej predystynowane do przeżycia i rozrodu w okreslonych specyficznych warunkach. Nie w kazdym łowisku będą duże ryby i bedzie ich dużo dlatego potrzebna jest bonitacja i inne badania ryb, wody itd. (2018-03-04 15:49)
JurantJurant
0
Wpierw trzeba zmelirowac rzek (2018-03-07 13:00)
JurantJurant
0
Trzeba wpierw pogłębić rzeki (zamulone przez powodzie)a potem zarybiać (2018-03-07 13:02)
okruszek3okruszek3
0
Lepszym rozwiązaniem było by utworzenie miejsc do tarła,takie miejsca powinno się wyłaczyć z użytkowania ryba mogła by spokojnie odbyć tarło. Wiadomo nie od dziś że znikomy procent narybku przeżywa,łatwiej by było dorybić ,jak natura nie pomoże to samo zarybianie to za mało. (2018-03-08 07:24)
janglazik1947janglazik1947
+2
ZARYBIAĆ I JESZCZE RAZ ZARYBIAĆ , ALE POD KONTROLĄ ICHTIOLOGA. Kazde dzikie i nie przemyślane zarybienie to porażka !! (2018-03-08 16:55)
Manolo8Manolo8
+2
Zarybienia mają sens jeżeli robią to ludzie znajacy wodę oraz zachowanie ryb. Znam przypadek gdzie pod kontrolą ichtiologa zarybiono sumem jezioro (strefa ciszy) połączone rzeką. Od kilku lat można złowić na nim tylko ukleje i krąpie. Sum wybił szczupaka ,sandacza, okonie, leszcze, płć. Najgorsze jest to że dostał się na sąsiednie jezioro połączone małą strugą gdzie równierz wybił ryby. Wszystko przez to że okoliczni wędkarze rządali od gospodzrza wody (Zarząd Koła) zarybień sumem. Dzisiaj są bezradni, a ichtiolog umywa rece. Pozostają tylko wspomnienia o zasobnym w ryby jeziorze. (2018-03-11 22:18)
Jakub WośJakub Woś
0
Jurant Tobie zalecam pogłębić wiedzę na temat zagrożeń jaki niesie melioracja rzek. (2018-03-12 09:36)
grzegorz notgrzegorz not
+1
Zarybiać jak najbardziej ale przede wszystkim dbać i pilnować. (2018-03-19 20:14)
StanisławStanisław
+2
Problem melioracji rzek jest prawie nie poruszony, albo jeśli już to bez znajomości problemu/wyczyścić, pogłębić/ a to wg. mnie główna przyczyna obecnego stanu naszych rzek i większości jezior/głównie połączonych z rzekami , czyli większości/ Żyję już dostatecznie długo i pamiętam małe rzeczki, różne rowy, strumyki, a w nich ogrom narybku, które można było łapać w dłonie, w niewielkich dołkach ogrom małego szczupaczka i innych drapieżników.Co się stało począwszy od lat sześćdziesiątch. Podmokłe tereny zmeliorowano czyli osuszono, małe cieki, naturalne tarło i odchowalnie narybku całkowicie zniknęły lub stały się ciekami okresowymi wypełnione wodami tylko na wiosmę , lub po obfitych opadach.Średnie, a nawet większe rzeki poddane zostały tzw regulacji czyli wyprostowaniu, umocnieniu brzegów, a nawet betonowaniu , o przegradzaniu bez żadnej możliwości wędrówki ryb nie wspominając.Niestety proces ten trwa nadal ,choć wolniej.Jednak po każdej powodzi znów przyśpiesza pogłębianie ,prostowanie ,aby woda jak najszybciej spłynęła bo człowiek zagospodarował prawie wszystkie tereny położone bezpośrednio nad wodą na terenach kiedyś systematycznie zalewowych.Procesu tego nie odwrócimy ,choć od czasu podejmuje się temat tzw renaturyzacji.Skutek : mamy najniższe zasoby wód w Europie, a nie jest to tylko sprawa klimatu , ale i gospodarowaniu wodą. Wspomnienia są piękne, ale musimy sobie uświadomić, że czasu nie zawrócimy.Musimy gospodarować tym co mamy, w tym i mądrze wspomagać ryby , a nawet uprawiać nasze hobby. O chemizacji wód, kłusownictwie , błędach w zarybianiu nie ma co wspominać, większość porusza te sprawy.Nauczmy się żyć w stale zmieniającym świecie , a nieunknione straty rozumieć i nie wszystkim obciążać administrację i tzw aktyw pzw chociaż naprawiać i tu jest dużo. (2018-03-20 18:09)
patagoniapatagonia
0
Bardzo mądry głos Staszku. Jednak mam też tak jak ty problemy z rzekami poprawiać czy nie poprawiać! Są za i przeciw. Powodzie są u nas na Pomorzu rzadkie a też rzeki betonują i prostują na potegę zabierając miejsca do podchowu i tarła. (2018-03-20 22:02)

skomentuj ten artykuł