Zasiadka u Jarka.

/ 4 komentarzy / 18 zdjęć


Pierwszy raz na łowisku u Jarka byliśmy na początku lipca. Nie znając wody, nie znając realiów niestety nie odnotowaliśmy brań. Tylko Paweł złowił kilka karpików.
W tym miejscu wypada opisać wodę.
Jest to żwirownia położona niedlako Mławy o powierzchni 4,5 ha i głębokości średniej 5 m. Żwirownia ma 12 lat i przez większość czasu zostawiona była samopas. Korzystali z tego miejscowi „wędkarze” łupiąc dosłownie wodę na wszelkie możliwe sposoby. Dwa lata temu Jarek podjął decyzję i powiedział „dość” tego zachowania. Regularnie z łowiska wypraszał pseudo wędkarzy wyznających zasadę „ co na haku to w plecaku”. Zarybił wodę kroczkiem karpia i narybkiem lina. W tej chwili na żwirowni obowiązuje absolutny zakaz zabierania karpi oraz linów. Dla spragnionych rybiego mięsa pozostają karasie które dorastają tu do rozmiarów 2,5 kg choć wcale nie łatwo złowić je złowić.
Jadąc drugi raz po drodze omówiliśmy z Przemkiem taktykę. Czyli dwa kije kładziemy z prawej strony na głębokości około 2-3 metry. Jeden ustawimy z lewej bo zaraz z brzegu jest tam blat z głębokością również 2-3 metry. Jeden zestaw Przemek będzie wywoził pod drugi brzeg ponieważ opływając z echosondą wodę właśnie tam zaobserwował na echu dość duże ryby.
Po dojechaniu na miejsce rozstawiamy obozowisko, przygotowujemy zestawy oraz zanęty i przynęty. Łowimy na kulki kulane przez Rafała znanego z FB jako BoroBaits.
W końcu nasze obozowisko jest przygotowane, zestawy są w wodzie a nam pozostaje czekanie na brania. Nie będę się rozpisywał o dramaturgii czekania na brania i, że w końcu te brania się pojawiły bo dobrze typując miejsca i używając dobrze dobranych zanęt i przynęt przygotowanych przez Rafała brania się pojawiły. Najpierw były to niezbyt duże karpie a wręcz były to oseski. Jednak z biegiem czasu donęcając regularnie obrane miejsca zaczęły się pojawiać karpie w granicach 2-3 kilo. Po kilku godzinach pojawia się karp 5 kilo a po nim Przemek doznaje smaku porażki. Pod samymi nogami tuż przed podbierakiem spina się karp którego rozmiar w wodzie był dwa razy jak ten pięć kilo. Oglądamy zestaw. No wydaje się, że wszystko jest w porządku jednak Przemek podejmuje decyzję i postanawia założyć haczyk o rozmiarze 1 i będzie łowił na dwie kulki 18 mm na długim włosie. Od tego momentu meldują się regularnie karpie 5-6 kilo. Tylko od czasu do czasu po wywózce mamy małego oseska które z odległości około 170 m swoją obecność pokazuje tylko pikaniem. W tym czasie ja doławiam kilka ryb w granicach 5-6 kilo i karpia 7 kilo który okazał się największą rybą zasiadki. W pewnym momencie u Przemka znowu jest branie „pikanie” więc sądzimy, że to znowu malutki karpik. Przemek podnosi wędkę a jego mina zdaje się mówić „ jakiś dziwnie duży jest ten niby mały karpik”. Zaczyna holować a ryba postanawia płynąć w naszą stronę. Przemek nie daję się jednak oszukać i po chwili znowu widać, że kij się ugiął i że odzyskał kontrolę nad rybą. Ryba postanawia pokazać kto tu rządzi i odjeżdża raz i drugi. Przemek spokojnie opanowuje te odjazdy i znowu zaczyna spokojny hol . Po chwili ryba znowu rozpoczyna walkę i niestety w tym momencie się spina. Na brzegu po obejrzeniu zestawu okazuje się, że pękł sam grot haczyka. Haczyk jest tępy i nadaje się tylko do kosza. No jak to? Dlaczego ? Sprawdzamy drugi haczyk i ten nadal jest bardzo ostry. I wtedy Jarek, który był świadkiem tego holu mówi, że w wodzie są amury. Tak na oko ponad metrowe…Zaczyna to się układać w logiczną całość. Branie to był właśnie raczej taki amur, który ma bardzo twarde wargi i zdarza się, że w dość szczególnych przypadkach takie zdarzenia mogą mieć miejsce. Zakładamy nowy zestaw i zestaw jest wywożony pod drugi brzeg. Jeszcze dobrze nie wrócił i znowu jest karp 4-5 kilo. Pozostaje dylemat bo to ranek kiedy się pakujemy i będziemy wracać do domu. Jednak za namową Mariusza zestaw znowu ląduje w wodzie. I znowu po około pól godziny jest wyraźne branie i na macie ląduje karp. Teraz jednak już definitywnie zestaw z PVA jest postawiony tylko z rzutu.
Przez czas zasiadki to jest od wtorku do czwartku złowiliśmy ponad dwadzieścia karpi w przedziale 5 do 7 kilogramów. Kilka sztuk 2-3 kilowych i kilka maluszków po około 0,7 kg. Dobrze dobrane kulki oraz taktyka nęcenia oraz dobrze dobrane miejsca pozwoliły nam przez ten czas złowić te karpie.
Spakowani już jadąc do domu wybraliśmy miejsce na następną zasiadkę.
JKarp

 


5
Oceń
(5 głosów)

 

Zasiadka u Jarka. - opinie i komentarze

JKarpJKarp
0
https://www.facebook.com/lowiskoumateusza/ (2018-08-17 09:09)
erykomerykom
+3
Ciekaw co byście złowili gdyby nie wcześniej wytypowane miejsce przez echosondę :) Kiedyś nie było takich wynalazków i były ryby a reraz wręcz przeciwnie ale zawsze można sobie pomóc poprzeż takie gadżety jak np echo :) ***** (2018-08-18 15:14)
barrakuda81barrakuda81
+2
To wielki kapitał mieć dobrze pilnowaną i zadbaną wodę.Zawsze można wracać po pewne emocje z nadzieją na okazy tym bardziej realną że wiemy o ich w tej wodzie obecności*****. (2018-08-18 16:28)
JKarpJKarp
0
@erykom - pierwszym razem też mieliśmy echo ;-) I nie pomogło w niczym. (2018-08-19 07:37)

skomentuj ten artykuł