Zawodowcy

/ 36 komentarzy / 4 zdjęć


Kiedy w połowie zeszłego sezonu zaproponowano mi zasilenie drugiej drużyny reprezentującej moje macierzyste koło w spinningu na zawodach okręgowych, uznałem to za spore wyróżnienie i szczerze się ucieszyłem. Wprowadzającego mnie w arkana rywalizacji na wyższym poziomie, "Łysego Węża" słuchałem w skupieniu i z niedowierzaniem. Kamil opowiadał mi, że aby powalczyć, to poza umiejętnościami (pomijając nieodzowną dozę zwykłego fartu), trzeba się wykazać niezłą kondycją fizyczną w biegach przełajowych. Kto był na zawodach okręgowych , ten wie, że należy dopaść! dobrze rokującej miejscówki przed innymi. W przeciwnym razie pozostaje nam bezrybna woda, z nikłą szansą na kontakt z rybą.
Starzy bywalcy, czytaj zawodowcy, mają swój ekwipunek odchudzony do minimum, by możliwie szybko móc przedzierać się przez nadrzeczne krzaczory, sektory już przećwiczone i znają doskonale ścieżki oraz dojścia do poszczególnych łowisk.
Jest sobota 9 maja i pierwsze z pięciu eliminacyjne zawody, w rywalizacji o mistrzostwo Okręgu Mazowieckiego w spinningu. Wisła w Warszawie podzielona na cztery sektory, jeden dla juniorów, a pozostałe trzy, to sektory seniorskie. Wylosowałem stronę praską, okolice poniatowszczaka, z czego bardzo się ucieszyłem, bo na główce pod mostem kolejowym widziałem szansę na sukces.
Po odprawie sędziowskiej udaliśmy się w swoje sektory, by o 8:00 wystartować do biegu, który miał przesądzić o naszych, zawodników szansach w rywalizacji. Ruszyłem "z kopyta" i po niecałym kwadransie udało mi się zająć upragnione miejsce. Dumny i szczęśliwy rozlokowałem się na łowisku i z niekłamaną radością pozdrawiałem wyłaniające się z krzaków spocone głowy moich zakłopotanych rywali. Jeden z nich, ku mojemu zdumieniu, wszedł dalej na "moją" główkę i zapytał, czy jestem zawodnikiem. Odpowiedziałem, że tak i coraz bardziej zdezorientowany patrzyłem, jak przechodzi koło mnie i rozkłada klamoty.
-"..co ty robisz?" zapytałem, a on rozkładając swój sprzęt rzucił od niechcenia:
-" Będziesz zdyskwalifikowany, więc drugiej wędki możesz już nie rozkładać."
- "????..co ty pier.....lisz, gamoniu!?" odparowałem zdziwiony, ale za chwilę wszystko się wyjaśniło.
Była 8:15 - 8:20, a ja biegnąc na swoje łowisko, niedokrwiony obocznie, z wielkim długiem tlenowym w miejscu, gdzie powinienem mieć mózg, wykonałem 3 rzuty kontrolne...
Szczerze powiem, że byłem bardzo wyczerpany tym przełajem i teraz już nie wiem: czy testowałem woblera, czy w amoku rozpocząłem już właściwe wędkowanie, kwadrans za wcześnie? Przyszedł wezwany sędzia, potem drugi i ... zabrali Staśkowi kartę startową. Pomimo, że dochodzę pięćdziesiątki i powinienem zachowywać się, jak na ten wiek przystało, to powiem Wam, że zakręciły mi się łzy w oczach i poczułem się jak dziecko, któremu zabrano foremkę w piaskownicy. Cholera! Szkoda, bo tak czekałem na tę imprezę, a tu taka kiszka, znaczy się falstart. Pomyślałem sobie, że mój bardziej doświadczony przeciwnik mógł mnie po prostu upomnieć, abym nie rzucał przed czasem, bo ja bym przecież tak zrobił! Te pięć godzin biczowania, to i tak za dużo, jak dla mnie. Ja nudzę się już po godzinie, półtorej, więc nie była to próba przedłużenia wędkowania o 10 minut. Zrozumiałem wtedy, że trafiłem na zawodowca. On nie jest od upominania. Tacy jak on, to bukmacherzy mający we łbie te wszystkie tabelki, punkty, punkciki, sektory i lokaty zagrażających im rywali. Nawet wyeliminowanie takiego łosia, jak ja jest dla niego ważne, bo zawsze to chociaż jeden ograny, a to liczy się dla nich w końcowej klasyfikacji.
Zapytacie mnie, dlaczego skoro tak narzekasz na to towarzystwo, jeździsz z takimi? Otóż przez całe życie byłem, jak większość z nas, zwykłym urlopowym moczykijem. Odkąd wstąpiłem do koła na Ursynowie, zacząłem uczestniczyć w różnych imprezach, a po paru latach znudziło mnie oklaskiwanie zwycięzców naszych rywalizacji, więc zapragnąłem się sprawdzić i powalczyć. Czasami można wylosować do łódki partnera, który chcąc, nie chcąc pokaże ci patenty, do których sam dochodziłbyś latami. Nie chodzi mi broń Boże o kolorki modne na troka, którym mi się już od dwóch lat ulewa, ale o takie, tam różne myki…
Odprowadzający mnie ze stanowiska sędzia sektorowy (bardzo miły facet), podszedł ze zrozumieniem do mojego wybryku i opowiedział mi po drodze historię zawodnika, który miał większe niż ja powody do rozgoryczenia.
Jakiś czas temu sędziował on wysokiej rangi zawody spławikowe i po zgłoszeniu protestu przez sąsiada, musiał zdyskwalifikować pewnego już zwycięzcę zawodów. Pod koniec tury podszedł do niego znajomy i zapytał o wyniki, a szczery, szczęśliwy chłopaczyna uniósł siatkę i pokazał mu pięciokilowego karpiona. Nie wolno w czasie trwania tury siatki wyjmować, nie wolno moczyć rąk w łowisku, nie wolno dotykać kulą zanętową wiadra i nie wolno jeszcze wielu innych rzeczy, o których doskonale wiedzą zawodowcy i natychmiast to wychwycą! Prawda, że chore zawodowstwo? Jakąż może mieć satysfakcję podj….ący zawodnik, który wykiszkuje sąsiada i zajmie jego miejsce. Jak dla mnie wątpliwą, bo nie wygrał przecież w sportowej rywalizacji, ale za pomocą kruczków i wybiegów.
Odchodząc ze stanowiska postanowiłem, że więcej z takimi na ryby nie pojadę! Ale jak ochłonąłem, to zostałem do końca imprezy i jak zwykle oklaskiwałem zwycięzców, także i życzliwego, który zajął drugie miejsce. Potem obiecałem sobie, że wrócę do gry i dokopię niemiluchowi na następnej imprezie.
Poznam go na pewno, bo mój dobroczyńca , to taki bardziej wypasiony klon Danny-ego DeVito, któremu tusza i kaprawe nóżki nie pozwalają na żwawe bieganie, więc turla się bidny po brzegu i wypatruje okazji, kogo by tu wydymać.
Na szczęście, nie wszyscy zawodnicy są tacy i większość to przyzwoite chłopaki. Przy posiłku, po zawodach, kiedy sędziowie podliczali wyniki, opowiedzieli mi historyjkę sprzed roku: Na Zegrzu, na łódkach stoją i czekają na sygnał do łowienia, aż tu na sąsiednim statku gościu wystawia chorągiewkę…
Znaczy pojmał rybę i wzywa sędziego! Pomachali, pogwizdali i kiedy ten odwrócił się w ich stronę wytłumaczyli chłopakowi, żeby odpuścił, bo to za wcześnie.
Jak widać, nie tylko ja nie potrafię zachować zimnej krwi.




 


4.2
Oceń
(64 głosów)

 

Zawodowcy - opinie i komentarze

adleradler
0
Tak ja już też nauczyłem się że sztuką jest umieć przegrywać. Mało jest takich chwil , dni , ale są.Rzetelny , b.dobry opis, a za takie coś to już jest wielka wygrana. Powodzenia w dalszych zawodach.Za ciekawą publikację - Duża 5. (2009-05-15 11:18)
krollkroll
0
GŁOWA DO GÓRY!!!NIE OSTSTNIE TAKIE ZAWODY!!! ALE TEN PSEUDOZAWODOWIEC TO CZYSTY BÓRAK!!!!GŁODNY SUKCESU!!!ALE JEST TAKICH MAŁO NA NASZE SZCZĘSCIE!!!! ŻYCZE VABYŚ NASTĘPNYM RAZEM DAŁ MU UPNIA W POSTACI ZAJĘTEGO MIEJSCA!!!LEPSZEGO OD NIEGO!!!!POZDRAWIAM!!!! (2009-05-15 11:46)
YarpenYarpen
0
Dlatego osobiście nigdy nie wezmę udziału w zadnych zawodach. Jakieś dziwne zasady, choragiewki i inne magiczne ruchy to nie dla mnie. I do tego towarzystwo mało sympatycznych k.tasów. Spokój, odprężenie tak. Pedzenie na stanowisko i chora rywalizacja stanowczo nie. (2009-05-15 11:57)
łysy wążłysy wąż
0
Mi tez nie podoba sie podejscie "zawodowcow" do wedkarstwa - ja po prostu widze w tym cos innego niz wygrywanie za wszelka cene i czysta rywalizacje. Dla mnie wedkarstwo to odpoczynek polaczony z przyjemnoscia, mozliwosc zobaczenia wschodu slonca czy poobserwowania zwierzat. Jak co jakis czas uda sie utrzec jakiegos nochala ( " zawodowcowi " ) - to mam dodatkowa satysfakcje. Ale nie rozumiem checi zwyciezania poprzez celowa eliminacje konkurentow, badz poprzez drobne oszustwa - np z losowaniem lodek. Trzeba byc bardzo malym czlowieczkiem, zeby robic takie rzeczy. Stachu - bardzo dobry tekst. Jak zwykle zreszta....... Pozdr. (2009-05-15 13:49)
vwitiavwitia
0
Kiedyś próbowałem ale to nie dla mnie nudne to takie. Jeszcze na dodatek się kłócą o jakieś glizdy.He he (2009-05-15 14:24)
janglazik1947janglazik1947
0
Jeśli zawody wędkarskie mają polegac na takim?????wędkowaniu to ja nie biorę w tym udziału.To jest nie w porzadku-jeśli kolega podkłada Ci nogę,aby twoim kosztem zając jakieś tam miejsce.Najlepiej niech w ten sposób wyeliminuje wszystkich-to zajmie pierwsze miejsce.Dla mnie to nie zawodowcy,a wręcz chołota. (2009-05-15 16:37)
użytkownik7463użytkownik7463
0
I jak tu się odprężyć przy wędkowaniu? Wędkarstwo nie jest po to aby bić rekordy i przeciwników dla mnie to jest tylko i wyłącznie odpoczynek. Dlatego nigdy nie nazywam wędkarstwa sportem. (2009-05-15 17:49)
użytkownik9708użytkownik9708
0
Nie przejmuj się kolego następnym razem będzie lepiej! Taka "jaskółka" każdemu może sie przydarzyć, a taka (nie ubliżając nikomu) "zawodowa świnka" trafi się na każdej imprezie. Pozdrawiam (2009-05-15 19:25)
sachasacha
0
Stachu,tak bywa niestety,też słyszałem o takim podejściu co poniektórych egzemplarzy. Nie biorę udziału w zawodach chociaż ostatnio się wyłamałem i pojechałem na spławikowe zawody koła a to dlatego że zmieniłem okręg nie wyprowadzając się z W-wy i chciałem poznać ludzi z koła.Nie przypominało to w żadnym wypadku zawodów które kilka razy widziałem nad Wisłą czy na kanale żerańskim.Były to bardziej podobne do zawodów towarzyskich typu "maraton w Wiźnie" czy "Noc Traperów".I na takie zawody z dużą chęcią mogę się wybrać.Sektory mają po 100 czy 200m,chcesz to idziesz do sąsiada z lewej czy prawej,tu pogadasz,tam browarek,ktoś przyjdzie do Ciebie-jest super a atmosfera dzięki uczestnikom i organizatorom REWELKA!!! (2009-05-15 19:28)
szon21szon21
0
Witam! Na moje to taka perfidność ze strony współzawodników jest przesadzona, ale w sumie każdy chce wygrać. I wiem że gdyby mnie taka sytuacja spotkała jak pana napewno bym się wku...wił i czuł bym się zrezygnowany ale myślę że również tak samo jak pan zechciałbym przy najbliższej okazji odegrać się i pokazać klasę. Każdemu się zdarzają jakieś wpadki, szczególnie komuś kto styka się z czymś nowym. Życzę powodzenia na następnych zawodach! (2009-05-15 20:08)
GozdaGozda
0
Byłem kiedyś świadkiem, gdy na zawodach wszyscy wyśmiewali się z gościa, który miał przygotowanego pokaźnych rozmiarów woblera. Przestali się z niego śmiać, gdy wyciągnął z wody 57 kg suma. Niestety nie wliczono tego suma do rankingu ponieważ został podebrany z wody w trakcie trwania sygnału startowego (jak dla mnie - durnota). Mężczyzna stwierdził, że w takim razie pierdzieli takie zawody, zdał numer startowy itd i załadował suma do samochodu. Rywalizację wygrał dziadek, który pochwycił całe 4 okonie. (2009-05-15 22:26)
prezes74prezes74
0
Stachu nie przejmuj się , i tak jesteście wszyscy z 28 spoko i zawsze pogadamy, tylko zastanawialiśmy się w drodze powrotnej z jankesem i mariuszem ( młody uważnie się przysłuchiwał )jak z tego typu ludżmi postępować , wniosek nasunął się jeden trzeba im dobrze tyłki skopać na następnych zawodach i to chyba będzie najlepsze
pozdro dla pozostałych z drużny 28 i chłopaków z Marek (2009-05-15 22:28)
hubihubi
0
Niema tego złego co by na dobre nie wyszło następnym razem będzie lepiej głowa do góry pozdrawiam. (2009-05-16 05:09)
użytkownik10172użytkownik10172
0
Świetnie bardzo interesujące opowiadanie i zarazem przygoda. Oczywiście największa nota, pozdrawiam (2009-05-16 06:34)
użytkownik8030użytkownik8030
0
Za opowieść piąteczka! Choć niestety muszę powiedzieć, że takie rzeczy są wstrząsające! Ja nie mam o zawodnikach dobrego zdania, bo naoglądałem się w życiu tych etycznych ludzi dość, by sobie zdanie wyrobić. Nie uogólniam jednak, wiem, że są i porządni. Sprowadzanie wędkarstwa do rywalizacji, jest dla mnie najgorszą formą świadomości. Ale tekst super. Pozdrawiam. (2009-05-17 13:01)
jacuniojacunio
0
Właśnie dlatego nie uznaję żadnych wędkarskich zawodów, to nie dla mnie. Wędkarstwo to dla mnie relaks, spokój i kontakt z przyrodą, na ryby jadę po to żeby odpocząć i nie sądzę aby ktoś mnie kiedyś namówił na udział w zawodach. (2009-05-17 17:17)
StachuStachu
0
Dziękuję wszystkim za komentarze, słowa otuchy i zrozumienie. Zapomniałem podzielić się z Wami jeszcze jednym, ważnym spostrzeżeniem. Jak wygra ktoś nie brany pod uwagę, to jest to przypadek, również przypadkowa jest przegrana zawodowca i nie uświadczysz go wtedy na rozdaniu nagród. Ich (mistrzów) sukcesy są zaplanowane i zasłużone, nasze zaś, to najnormalniejsze w świecie fuksy. Słusznie Kamil zauważa, że utarcie nochala takiemu nadętemu gościowi, to fajne uczucie. pozdrawiam serdecznie (2009-05-18 00:54)
użytkownik8030użytkownik8030
0
No i szacun - osobiście chciał bym, by więcej zawodników podchodziło do sportu wędkarskiego w Twoim stylu. Niestety, różowo nie jest i nie będzie. (2009-05-18 14:47)
KaKa13KaKa13
0
Gratulację dla zwycięzców (2009-05-18 18:46)
chudy028chudy028
0
W regulaminach zawodów okręgowych PZW zawodnika traktuje się jak potencjalnego wędkarskiego kombinatora. W „epoce słusznie minionej” urzędy skarbowe podobnie oceniały podatnika, a niektóre inne służby - niedostatecznie pokornego obywatela. Nie można zatem wykluczyć, że dzisiejszy stan rzeczy, jak chodzi o wspomniane regulaminy PZW, wynika także z mentalności i doświadczeń niektórych współautorów tychże dokumentów.

Cóż, członkowie PZW w komentarzach sobie ponarzekali, a tymczasem jak chodzi o regulamin zawodów mistrzowskich ursynowskiego Koła Nr 28, to tenże dokument stanowi (cytuję): „W sprawach nieopisanych w niniejszym regulaminie maja zastosowanie zasady panujące na zawodach Klasy Okręgowej.”. I do tego właśnie zapisu odsyłał mnie ostatnio w pouczających tonach nikt inny, tylko sam prezes łubu dubu Kosiński.
Prezes, któremu jak widać nie starcza wyobraźni i woli, by np. zorganizować otwarte spotkanie z naszym delegatem na zjazd okręgowy Romanem Krzeszewskim i przegadać kwestie, które nasz człowiek zgłosiłby podczas obrad na Twardej – m.in. tę, która dotyczy regulaminów zawodów.

Natomiast ze swoich kompromitujących, cenzorskich zabiegów na stronie internetowej Koła Nr 28 (skasowanie części pakietów komentarzy czy blokada publikacji niektórych kolejnych) Tomasz Kosiński jest z pewnością bardzo dumny. T.K. nie może pojąć, że wolność słowa i swoboda przepływu informacji należą się internautom jak psu buda.
W swoim artykule dzielny Kapitan Staszek zwrócił uwagę na kolejny element funkcjonowania odpornego na zmiany systemu pt. PZW. Za to w tejże tematyce prezes Kosiński - względem władz - nadal milczy jak dojrzały PZW-owski karierowicz. Dlatego trochę szkoda Stacha Społecznika, że musi cierpieć przyduchę przy kunktatorskim prezesie.
(2009-05-18 19:26)
użytkownik8030użytkownik8030
0
O Jezu! Ale bracie pojechałeś!!!!!!!! Normalnie aż mi kopara opadła. No pięknie! Masz bracie gadane. (2009-05-19 17:16)
chudy028chudy028
0
Cóż, pojawiają się od czasu do czasu na naszej stronie komentatorzy na kształt i podobieństwo GHOSTMIRa. Zresztą nosi to znamiona seryjnej produkcji tychże z jednej fabryki, tyle poszczególne egzemplarze występują pod rozmaitymi pseudonimami.
Otóż tacy właśnie „recenzenci” ograniczają się w swych komentarzach jedynie do bardziej lub mniej uszczypliwych żarcików względem publikacji, bądź kpinek pod moim adresem jako autora.
Natomiast do meritum problemów, które sygnalizuję na okoliczność funkcjonowania Koła Nr 28 albo wręcz struktur całego PZW, taki jeden z drugim się nie odnosi.
Oczywiście na stronie Koła dla takich jałowych treściowo komentatorów jest przestrzeń. Zwłaszcza gdy na Walnym Zgromadzeniu w „odpowiednich” dla kołowej władzy momentach będą klaskać czy głosować po jej myśli. A w pozostałych chwilach milczeć lub mruczeć - co zresztą niejednokrotnie wynika z niezrozumienia istoty spraw, o których się dyskutuje.
Jednakże niech owi osobnicy (którzy zapewne są zapalonymi wędkarzami) nie narzekają potem po kątach, że na wodach PZW jest z rybą coraz gorzej albo że budżet kół jest dotkliwie oskubywany na rzecz jakże często pozorowanej lub fasadowej działalności szczebla okręgowego czy krajowego.
(2009-05-19 18:39)
Ronald_Edward_McDonaldRonald_Edward_McDonald
0
NWO jak w mordę strzelił!!! (2009-05-20 09:50)
chudy028chudy028
0
No chyba nie NWO, bo waniające absolutyzmem bączki wypuszczane na szczeblu władz Koła PZW Nr 28 czy na poziomach wyższych, odnoszą się tylko do przestrzeni ograniczonej strukturami związku wędkarskiego. A to przecież jakże niewielka kubatura.
Natomiast całe szczęście, że prawdziwą przestrzenią dla wędkarzy jest przyroda, która pomimo swego globalnego wymiaru ma naturalny, pełen uroku porządek rzeczy. I to ona właśnie będzie dla nas owym wędkarskim światem również po samorozwiązaniu lub likwidacji PZW. Dlatego postępki czy zaniechania niektórych działaczy związkowych mogą mnie co najwyżej drażnić czy mierzić, na więcej nie zasługują.
(2009-05-20 15:32)
użytkownik8030użytkownik8030
0
Ty komuś rękę podajesz, a on ci w pysk. Szkoda. (2009-05-20 17:04)
chudy028chudy028
0
O ile teza GHOSTMIRa pt. „ręka-pysk” wynika z mojej reakcji na jego komentarz „O Jezu! Ale bracie pojechałeś!!!...” – to oznaczałoby, że opacznie odczytałem intencje zawarte w słowach tego autora.
Więc jeśli rzeczywiście zbłądziłem, to szczere przepra i nadzieja, że GHOSTMIR mi tę pomyłkę wybaczy.
(2009-05-20 17:45)
spines21spines21
0
nie ma wątpliwości,że chcesz coś przekazać społeczności portalu,jesteś zaangażowany w prace koła,nie jesteś obojętny na "błędy i wypaczenia".
wspaniale!
ale pisz chłopie bardziej zrozumiale,trafisz do większej liczby ludzi.
i troche luzu-czemu to mieli by Cię nie lubić?
nie pamiętam Twoich postów,poczytam-napisze
serdecznie pozdrawiam (2009-05-20 18:33)
użytkownik8030użytkownik8030
0
Co nie zmienia faktu, jak mnie oceniasz. Ale na tym kończę. Jak pisałem, nie będę brnąć. Życzę wędkarskich sukcesów. (2009-05-20 18:33)
chudy028chudy028
0
Program "Kawa na ławę" zainauguruję po wakacjach, kiedy bedzie bliżej do corocznego, sprawozdawczego walnego zgromadzenia naszego Koła. Poza tym zobaczymy, co sie wydarzy na mazowieckim zjeździe okręgowym, a potem ogolnokrajowym. Że nie wspomnę o kolejnych dokonaniach władz i organów macierzystego Koła. A póki co mniej czasu, bo zacząłem spotkania z zębatymi i pasiastymi, wkrótce mam nadzieję na widzenie z sandałami... Oczywiście nie w ramach zawodów ! (2009-05-20 19:02)
chudy028chudy028
0
GARŚĆ FAKTÓW:
Mamy koniec maja, a budżet Koła Nr 28 na 2009 r. - nadal na stronie nieudostępniony.
Co do protokołów z posiedzeń zarządu z 3 i 17 kwietnia, to można zapoznać się tylko z ich tytułami – nie da się ich otworzyć.
Publikowane komentarze w części pokasowane, w innych przypadkach na komentowanie założona blokada.

PYTANIA:
Kto jest kołowym administratorem www. ? Prezio !
A kto w błyskawicznym tempie (po zawodach w Pogorzelcu) skrupulatnie uzupełnił i tak ładnie pokolorował (sorry : „przygotował i opracował”) tabelkę GPX Koła ? Prezio !

POINTA:
Apeluję do Prezia, by poszedł po rozum do głowy i zajął się wreszcie tylko tym, co mu w Kole wychodzi dobrze i ku pożytkowi ogółu : niech łowi , pisze poradniki, startuje w barwach Koła oraz redaguje tabelkę GPX. Tylko niech przestanie cokolwiek organizować !
Jego rezygnacja z udziału w pracach zarządu ma szansę sprawić, że w efekcie nasze Koło zamiast człapać od zawodów do zawodów i generować coraz poważniejsze konflikty, skandale czy żałosne kompromitacje, zacznie wreszcie wspólnie, zgodnie i równo maszerować.
Nie każdy skuteczny wędkarz to dobry materiał na prezesa, tak jak nie każdy słynny profesor nadaje się na ministra. Niestety nie każdy jest w stanie to pojąć.

PRZESŁANIE:
Wojciech Młynarski napisał kiedyś piosenkę pt. „Przedostatni walc”, zawierającą znamienne słowa: „…trzeba wiedzieć, kiedy wstać i wyjść…”. Cytat ten wypada zadedykować już dziś prezesowi Tomaszowi Kosińskiemu. Jak chodzi o mnie, to tęsknie za pisaniem entuzjastycznych komentarzy do poczynań kołowych władz. Prezio udowodnił, że nie jest w stanie dać na to szansy. Po prostu ten typ tak ma. (2009-05-21 20:55)
użytkownik7350użytkownik7350
0
Drodzy koledzy. Jak już pewnie się zorientowaliście kol. chudy028 pisze w tym wątku zupełnie nie na temat nie po to żeby brać udział w dyskusji ale po to by wyładować w niej swoje negatywne emocje. Jest to klasyczny przykład „Trolla” internetowego . Nie będę wyciągał tu żadnych wniosków ani dawał sugestii, tylko chcę członków naszego koła przestrzec przed takim zjawiskiem jak spam internetowy czy coraz bardziej mnożący się trolling. (2009-05-21 21:43)
użytkownik7350użytkownik7350
0
Trolling ( czysta definicja internetowa) to wysyłanie wrogich, obraźliwych lub kontrowersyjnych wiadomości na jedno z publicznych "miejsc" w Internecie w celu wzniecenia kłótni. Typowe cele ataków trolla to: - grupy i listy dyskusyjne, - fora internetowe, - czaty itp. Trolling jest złamaniem jednej z podstawowych zasad netykiety. Etymologia Termin "trolling" pochodzi od ang. Trolling for fish - metoda łowienia ryb, ponieważ troll "zarzuca haczyk", poruszając kontrowersyjny temat, często niepotrzebnie, aby wywołać kłótnię. Poprzez wsteczną etymologię uprawiających trolling nazwano trollami (od legendarno-baśniowych stworów z mitologii nordyckich). Zachowanie trolla Troll rozpoczyna dyskusję przede wszystkim po to, aby wywołać zamieszanie, wyładować w niej swoje negatywne emocje, oraz aby poczuć się ważnym i zauważonym (u trolli cechą charakterystyczną jest konfabulowanie dotyczące własnej pozycji społecznej, zawodu, wykształcenia, doświadczeń życiowych etc.). Rzadziej spotykanym powodem jest chęć popisania się elokwencją i sztuką erystyki. Troll zwykle reaguje wrogo zarówno na próby uspokojenia dyskusji, jak i agresywne reagowanie na jego zaczepki, zaś merytoryczna zawartość dyskusji ma dla niego znaczenie tylko o tyle, o ile rozpala w dyskutantach negatywne emocje i przyczynia się do kontynuowania sporu. Sprawia to zazwyczaj takie wrażenie, jakby troll "sycił" się nimi. Najczęściej im więcej osób wpadnie w jego sidła i odpowie na jego post, tym bardziej wydaje się zadowolony. Znużenie dyskutantów objawiające się kończeniem dyskusji lub też wrzuceniem go do killfile'a interpretuje jako odniesienie zwycięstwa. Nieraz też autor podaje linki do stron z obrzydliwą zawartością, najczęściej tak zamaskowane, że niczego nieświadomy użytkownik widzi nagle zdjęcia zmasakrowanych zwłok, wypróżniających się ludzi, itd. Inną metodą trollingu jest podawanie linków do screamerów bez ostrzeżenia. Część trolli rzadziej lub częściej zmienia swoje dane (np. adres poczty elektronicznej), aby znaleźć się poza killfile'ami innych osób. Trolling czasem bywa stosowany przez lamera - osobę, która podkreślając swoje doświadczenie i wiedzę w danym temacie (która w praktyce jest bardzo niewielka) próbuje wypowiedzieć się na temat wad czegoś/kogoś, próbuje "na siłę" pomóc komuś w problemie etc. Kiedy dochodzi do polemiki z osobami bardziej doświadczonymi w temacie, lamer może zareagować śmiesznymi i bezsensownymi argumentami. Wyśmiany i wyszydzony przez innych użytkowników, w wyniku złości zaczyna ich obrażać. Kończy się to w wielu przypadkach interwencją ze strony administratora lub moderatorów serwisu. Obrona przed trollingiem Najskuteczniejszą obroną przed trollingiem jest całkowite zignorowanie wszelkich zaczepek trolla, w momencie gdy się zorientujemy, że mamy z nim do czynienia. O ile istnieje taka możliwość, administratorzy lub moderatorzy powinni blokować możliwość publikowania wiadomości, które można uznać za trolling i odpowiadania na nie. Kasowanie wiadomości już opublikowanych zwykle roznieca kłótnię, gdyż dostarcza zarzutu cenzurowania wypowiedzi jako dodatkowego argumentu. Zazwyczaj konsekwentne ignorowanie trolla skutkuje jego zniechęceniem i przeniesieniem się w inne miejsce lub całkowitym zaprzestaniem działalności. W praktyce jednak rzadko do tego dochodzi, ponieważ na forum bardzo często znajdą się jakieś osoby, która będą jednak z trollem dyskutowały i tym samym zachęcały do kontynuacji działalności. Dodatkowo niektóre trolle potrafią stworzyć wokół siebie krąg osób, które ich wspierają, chronią przed oponentami, podsycają dyskusję z udziałem trolla etc. — na szczęście jest to zjawisko czasowe, bo trolle swoim pogardliwym i nacechowanym wyższością zachowaniem w stosunku do tych osób, szybko je do siebie zniechęcają. W slangu internetowym często mówi się, że trolla nie należy "karmić" - czyli że nie należy z nim w ogóle wchodzić w jakąkolwiek polemikę. Nie karmić trolli Charakterystyczne cechy trolla Trolle bardzo często posiadają co najmniej kilka z poniższych cech, co pozwala ich w wielu przypadkach zidentyfikować i zrezygnować z dyskusji z nimi: - bezgraniczne podporządkowanie się jakiejś idei (np. "Ten system operacyjny jest najlepszy!") i bronienie jej do końca (często wbrew rzeczywistości), - nieumiejętność przyznania się do błędu — typowy troll nie powie, że nie miał racji, a także wyjątkowo będzie tutaj milczał; najczęściej zacznie udowadniać, że od początku uważał inaczej, niż pisał, a tylko nie został zrozumiany, - chętne używanie argumentów "ad personam" — atakujących osoby lub ich cechy szczególne, jak wiek/zainteresowania/etc., bez związku z tematem dyskusji, a często przy użyciu słów wytrychów, w niektórych przypadkach troll posuwa się do wyzwisk i gróźb, - skrajny stosunek do netykiety lub ortografii — albo atakowanie wszystkich za najdrobniejsze "literówki" albo demonstracyjne łamanie zasad, - skrajna megalomania i pogardliwy stosunek do innych osób, - częste zadawanie tych samych pytań, na które odpowiedź została już udzielona; celem trolla jest w tym przypadku zapętlenie dyskusji i wprowadzenie dodatkowego zamieszania, zmyślanie np. na temat swego wykształcenia bądź pracy — często dość sugestywne, choć łatwo weryfikowalne, - próby utrudniania innym wypowiedzi w dyskusji, a przede wszystkim ignorowania trolla — np. zmiany własnych danych, żeby omijać filtry. (2009-05-21 21:44)
chudy028chudy028
0
W sprawie publikacji eksperta w dziedzinie internetowego trollingu - prof. dr hab. inż. Włodka

Z teorią zawartą w „trollowej” instrukcji jest profesor zapewne nieźle obznajmiony. Jednak diagnoza, jaką ten wybitny naukowiec postawił na okoliczność mojego przypadku, to: (1) ewidentny przykład braku umiejętności zastosowania owej teorii w praktyce i (2) dowód wątpliwych kwalifikacji w zakresie dostrzegania związków przyczynowo-skutkowych.

Ad 1)
Włodkowa instrukcja zawiera co najmniej kilkanaście cech charakteryzujących trolla. Tymczasem w swojej „opinii” ekspert Włodek zakwalifikował mnie do populacji wręcz klasycznych trolli już na podstawie rzekomo dostrzeżonej u mnie jednej tylko motywacji : że niby poprzez publikację rozładowuję swoje negatywne emocje. Paranoja - to tak jakby internista z jednego spojrzenia pacjenta zawyrokował, że ma do czynienia z przypadkiem zapalenia woreczka żółciowego i wziął do reki skalpel.
A niby skąd to nasz profesor Włodek miałby wiedzieć, jakie akurat rządzą mną emocje ? Ma papiery biegłego psychologa ? Bo ze stanów emocjonalnych swej duszy nie zwierzam się księdzu, nie mam wizyt u terapeuty - więc domorosły analityk Włodek nie miał szansy nawet niczego podsłuchać.
Rzecz jasna nie mam zamiaru w tym miejscu udowadniać, że nie jestem wielbłądem czyli wykazywać, że również kolejne wymienione w „instrukcji” cechy trolla mają się nijak do mojego funkcjonowania na stronie. Ale skoro profesor Włodek publicznie okrzyknął mnie internetowym trollem czyli szkodnikiem, to zapewne zdecyduję się, by tę swoją karkołomną tezę profesor spróbował klarownie i przekonywująco udowodnić przed sądem, przynajmniej koleżeńskim.

Ad 2)
Kłopoty z postrzeganiem i dedukcyjnym myśleniem profesora Włodka polegają na tym, że w swojej diagnozie zarzucił mi pisanie na temat, który nie odnosi się do kwestii dotyczących sprawy poruszonej w artykule „zawodowcy” i dotychczasowych komentarzach. Tymczasem łatwo stwierdzić, że w pierwszym komentarzu odniosłem się do funkcjonowania „zawodowców” w aspekcie "chorych" regulaminów zawodów. Potem niejaki „spines21” zachęcił mnie do formułowania kolejnych krytycznych przekazów w sposób bardziej konkretny i klarowny. Więc zapowiedziałem powakacyjną „Kawę na ławę”, po czym - w charakterze zwiastuna przyszłego cyklu - zamieściłem krótki raport o konkretnych, aktualnych zaniechaniach władz Koła. Jednocześnie zaapelowałem do Prezia, żeby podał się do dymisji, bo mam wrażenie, że jego mentalność i styl sprawowania urzędu m.in. niedostatecznie służą przeprowadzaniu kołowych zawodów w sposób przejrzysty, wolny od „zawodowstwa” i w atmosferze wzajemnego zaufania.

Niestety nic na to nie poradzę, że wyobraźnia profesora Włodka nie jest w stanie chocby dopuścić, że ktoś może mieć taki właśnie ciąg skojarzeniowy. I że komentarze nie mogą podlegać wojskowym czy aptekarskim regułom co do trzymania się zasadniczego tematu. Najbardziej martwi mnie jednak to, że profesor Włodek – taki niby stróż porządku i etyki w internecie, a zarazem członek zarządu Koła - należy do grona osób conajmniej przyzwalających na stosowanie, przez władze, cenzorskich praktyk na naszej kołowej stronie. Wstydź sie, profesorze, wstydź...
(2009-05-26 19:54)
użytkownik7350użytkownik7350
0
Kolego nie obrażaj przynajmniej i sądem nie strasz, pośmiewiska z koła i siebie nie rób. Troll (homo trollus)- ssak zaliczany do rodziny pasożytów z rzędu drapieżnych; polujący swobodnie w wirtualnej dżungli; charakteryzuje się haczykowatymi szponami przywartymi do klawiatury i gałami ocznymi wlepionymi w ekran. Żywi się ludzkim żalem i przykrością, które wywołuje przy pomocy agresywnego aparatu kąśliwo- złośliwego. Żeruje głównie w okolicach wątków personalnych, obrzucając inwektywami i obelgami upatrzoną ofiarę; wywołuje przy tym ferment, którym może zarażać zdrowe osobniki. Podgatunek z którym mamy do czynienia: Trollus Flameicus - świadomie, w sposób prowokacyjny porusza kontrowersyjne tematy, nieodmiennie prowadzące do awantury wśród dyskutantów. W trakcie trwania wymiany zdań, co jakiś czas wysyła wiadomość podgrzewającą atmosferę. Najczęściej spotykane odmiany tego podgatunku to: - var. Ortogtaphae- z braku argumentów nietaktownie publicznie wytyka innym błędy językowe. - var. Senecus - zarzuca innym niedojrzałość i niepoważny wiek - var. Phinansis -krytykuje każdy sposób wydawania pieniędzy niezgodny z jego własną filozofią - var. Academicus - notorycznie sugeruje niski poziom wykształcenia i inteligencji adwersarza oraz jego nieuctwo - var. Religiaceae - lubuje się we wpisach o tematyce związanej z religią Zapobieganie i zwalczanie. Niestety nie wynaleziono jeszcze skutecznej szczepionki. Próby ograniczenia pojawiania się Trolli w usenecie czy na forach przez stosowanie rejestracji albo regulaminu (dokładnego opisu) czy FAQ poniosły fiasko. Pozostaje tylko walka z Trollami. Trolle, dzięki naturalnej ewolucji zyskują coraz większą odporność na głodzenie. Jednak najskuteczniejszym i ogólnodostępnym sposobem na pozbycie się ich, jest ignorowanie (nie odpowiadanie na ich posty, nie reagowanie na zaczepki, umieszczanie ich w KF itp.). Odwrotny do zamierzonego skutek zawsze odnoszą działania mające na celu ich ośmieszenie, przekonanie do stosowania się do obowiązujących norm społecznych czy obrażenie. Dość skutecznym acz stosowanym w ostateczności i tylko przez niewielu administratorów sposobem jest tzw kick lub ban (czasowa lub trwała blokada dostępu do danego czatu, forum itd.). Za wszelką cenę Trolli należy unikać! Kolorowych snów smile DOBRANOC smile A ty adminie pozamiataj te wątki Bo szkoda je pokazywać. (2009-05-27 00:03)
chudy028chudy028
0
To niesłychane: mój zamiar skorzystania ze statutowego prawa członka PZW (tj. pozew do sądu i rozstrzygnięcie sporu w sposób cywilizowany przed niezawisłym organem) profesor Włodek kwalifikuje jako straszenie ! Widać czegoś się obawia, ale to już nie mój problem.
Przypadek profesora W. wskazuje, że jedną z podstaw funkcjonowania wirtualnego świata jest walka dobra ze złem. Przy czym ów wirtualny świat wydaje się być dla profesora porywającym bez reszty żywiołem (vide „naukowe” teksty i pasja stosowania „branżowego” języka także w komentarzach).
Chyba dlatego w moim funkcjonowaniu na stronie dostrzegł więc profesor W. swoją szansę na przyłożenie owych wirtualnych schematów do ziemskiej (tj. kołowej) rzeczywistości. Otóż profesor kreuje mnie na „Złego” po to, by samemu lansować się jako ten „Dobry”, a do tego wybitny ekspert i szlachetny autorytet. Dajmy jednak temu spokój, bo to schemat postępowania stary jak świat, stosowany w różnych dziedzinach ludzkiej aktywności.
Zwracam uwagę, że o ile ja we Włodku cały czas dostrzegam człowieka (ze wszystkimi walorami i słabościami), to profesor widzi we mnie tylko potencjalnego trolla z wyrokiem na nieistnienie. Trolla, z którym pozostaje tylko walczyć, zakładać mu blokady albo wręcz go się pozbyć, by wreszcie po nim pozamiatać – jak osobiście stwierdza wielki eliminator W., aspirujący jednocześnie do grona tych „Dobrych”. Kogos mi ten nasz W. to przypomina : a to przywódcę, dla którego istotą politycznego bytu jest permanentna walka, a to elokwentnego eleganta, któremu marzy się „dobicie watahy”.
„Dzięki” walce wyimaginowanego dobra z takimże złem funkcjonuje wiele gier komputerowych, że o bajkach dla dzieci nie wspomnę. To zapewne umiłowane rejony dorosłego profesora W., miłośnika nierzeczywistych przestrzeni. Jednak W. niepotrzebnie usiłuje tworzyć na kołowej stronie dodatkowe pola konfliktu inspirowane schematami z wirtualnego świata. Problemy Koła nr 28 są bardzo konkretne, zatem tylko zastosowanie realnych działań pozwoli je rozwiązać. Tutaj profesora nam nie potrzeba – jakby rzekł nasz premier.
A tak przy okazji dziękuję prof. Włodkowi za to, że wymienił m.in. taką oto cechę Trolla: „w sposób prowokacyjny porusza kontrowersyjne tematy”. Otóż na stronie poruszam (w formie komentarzy, może nawet i w sposób cokolwiek prowokujący) tematy będące przedmiotem działalności władz Koła. Więc jeśli wybitny ekspert i członek Zarządu Koła Nr 28 uznaje owe tematy za kontrowersyjne, to wielkie dzięki ! Bo taka ocena poczynań i zaniechań zarządu Koła Nr 28, to ze strony Włodka akt niebywałej odwagi i rzadki przejaw samokrytyki. Czyżby profesor W. poczuł, że zefirek kołowej historii wieje coraz mocniej, robi się duszno, więc i porteczki zaczęły cokolwiek furkotać…? Oby tylko nam się kolega raptem po raz drugi nie zhabilitował. I w tym momencie kończę dialog z człekiem uczonym, bo egzystując w różnych światach i mówiąc różnymi językami dogadać sie niesposób.
(2009-05-27 19:51)
BlueFishermanBlueFisherman
0
5 (2013-05-24 11:28)

skomentuj ten artykuł