Zaloguj się do konta

XVII Memoriał Wiktora Wierzbickiego

Kuszenie srebrniaka to nie łatwa sprawa

Przygotowania
Memoriał Wiktora Wierzbickiego zbliżał się wielkimi krokami, jak co roku pierwsza niedziela marca jest dniem w którym trociarze zjeżdżają nad brzegi Parsęty, aby dowieść swojego kunsztu. Każdy wierzy w swoją technikę, każdy ufa swoim przynętom. No właśnie, przynęty. Może by tak zrobić własne? Zacząłem się zastanawiać, czy dam radę sam sobie zrobić "działające" obrotówki. Spróbuję! Poradniki przeczytane, filmiki z instrukcjami obejrzane, zakupy zrobione, nie pozostało nic innego jak wziąć się do roboty. W tym momencie zaczęły się schody. Odciski, skaleczenia i dziesiątki niecenzuralnych słów, które wykrzykiwane były przy robieniu tych przynęt to praktycznie normalność. Ale jak jest się upartym to nie ma innego wyjścia. Kumpel Roman z którym jeżdżę na ryby, profilaktycznie zakupił kilka wyrobów fabrycznych, "na wszelki wypadek". Dzień przed zawodami miałem zrobione 8 sztuk blaszek, zamiast planowanych 20. Byłem jednak szczęśliwy bo te zawody chciałem obłowić własnymi przynętami. Zwycięstwo albo śmierć.
Link to testów blaszek na rzece znajduje się poniżej.



Zawody

Nadszedł dzień zawodów. Tym razem bez kanapek i kawy, bo organizatorzy zapewnili uczestników, że na miejscu będzie śniadanie i obiad. Jednoznaczne hasło brzmiało "nie bierzcie kanapek", tak też zrobiliśmy i jak się później okazało, całkiem słusznie.
Na miejscu byliśmy około 06:30, na godz. 07:00 planowany był odbiór identyfikatorów. Minuty mijały, aż w końcu nadeszła godzina rozpoczęcia zawodów. Na swoją miejscówkę wybraliśmy Zieleniewo, oddalone o parę kilometrów od miejsca zbiórki. Na łowisku byliśmy pierwszymi wędkarzami, co w znaczący sposób podniosło nasze morale, słońce pięknie wychodziło zza chmur. Szybkie uzbrojenie sprzętu i zaczynamy. Nasz plan przewidywał łowienie na obrotówki, ja na miedź, a Roman na srebro, woblery i wahadła postanowiliśmy tym razem odpuściźć. Z biegiem czasu pogoda się zepsuła, zaczął wiać silny południowy wiatr i zaczęło spadać ciśnienie. Jak pech to pech, ale walczymy dalej. Kolejni mijani wędkarze tylko rozkładali ręce, wszyscy zgodnie mówili, że przy takim wietrze będzie ciężko o rybę. Rzut za rzutem, minuta za minutą zbliżaliśmy się do końca łowienia. Nie pomagały zmiany miejscówek i przynęt. Ryby po prostu nie chciały gryźć. W końcu nadszedł czas, aby wracać. Po przyjechaniu na miejsce zbiórki, okazało się, że na 257 wędkarzy trafiło się 5 ryb! Gdy na pięćdziesiąt osób przypada jedna ryba, to śmiało można powiedzieć, " nie brały ". Tym co trafili te sztuki, nie można odmówić kunsztu wędkarskiego, tym bardziej, że to byli doświadczeni łowcy. Na tym przykładzie najlepiej widać jak ciężką do złowienia rybą jest troć. Organizatorom mogę z czystym sumieniem wystawić ocenę 5, widać było, że włożyli w to serce. Jedzenie, oprawa i nagrody, naprawdę pierwsza klasa, tylko żeby jeszcze ryby brały.
Linik do wideo relacji z XXVII Memoriału Wiktora Wierzbickiego znajduje się poniżej.




Do zobaczenia nad wodą

Opinie (6)

zwir73

Super relacja ***** [2015-03-02 13:09]

Spear

Dzięki ;) [2015-03-02 13:53]

Artur z Ketrzyna

Też robiłem wirówki, mam nawet coś, czego nie pokazuję, gdyż ufam że kiedyś odsprzedam ten patent jakiejś firmie. Jeśli mogę coś podpowiedzieć to, proponuje odwrócić skrzydełka szerszą częścią do dołu. To powinno poprawić pracę. [2015-03-03 21:46]

Spear

Też się nad tym zastanawiałem. Kolejną partię zrobię właśnie w ten sposób. Dzięki za uwagi. [2015-03-04 10:21]

Artur z Ketrzyna

No i zrezygnuj z kółka łącznikowego miedzy kotwiczką a korpusem, To też czasami zakłóca pracę. Dłuższy rdzeń też wpływa na jego pracę... [2015-03-04 19:06]

SVT

Fajna relacja z zawodów. [2015-03-13 10:12]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej