Żegnaj Jureczku

/ 5 komentarzy / 21 zdjęć


Żegnaj Jureczku

Ostatnie sześć godzin życia spędził Jurek ze mną. Tyle zajął nam powrót z Darłówka do domu.
Kiedy poprosiłem prezesa Darka o towarzystwo do samochodu na kosztowną podróż nad Bałtyk, to przydzielił mi sędziego Jurka. Fajnie, pomyślałem, przynajmniej nie potrzebuję radia. 

- Prezesie, a Jerzy, to chrapie? - Usiłowałem zebrać wywiad, bo przyjęło się, że towarzysze podróży zajmują wspólnie kwaterę.
- Jurek mało pije. Członku! - Uzyskałem enigmatyczną odpowiedź.
- Też dobrze - pomyślałem. Przecież Bolesław chrapie za dwóch i jest w tym lepszy nawet od naszego skarbnika.

W piątek, w samo południe stawiłem się na umówionym miejscu, na Żoliborzu i zapakowałem Jerzego z jego biurem na kółkach i dwoma plecakami. Ruszyliśmy na spotkanie z kolejną wędkarską przygodą. Kierunek nad morze.
Po drodze jeszcze po Michała "Szwagra" do Pyr i dalej już cały czas prosto.

Szczerze, to trochę obawiałem się jurkowego gadulstwa, zwłaszcza, że podróż długa i mogłem nie wytrzymać. Ponad sześćset kilometrów. Jakoś przeżyłem i muszę powiedzieć, że było bardzo przyjemnie. Znałem Sędziego od kilku dobrych lat, ale dopiero na tym wyjeździe poznałem go bardziej osobiście. Taka to chyba ironia losu.

To szczery do bólu i bardzo bezpośredni facet. Potrafił stworzyć klimat na każdej imprezie, którą sędziował. Nie wyobrażam sobie teraz wyjazdu na Ublik czy inny Zyzdrój bez Naszego Jurka. Trudno się będzie nam pozbierać. To nic, że opowiadał ciągle te same kawały. Zaśmiewaliśmy się zawsze tak samo szczerze. Miał duży dystans do siebie. Zwłaszcza wtedy, kiedy opowiadał anegdoty o sobie i swojej „szufladzie”.

Pomimo różnicy wieku pomiędzy nim, a znacznie młodszymi kolegami, zawsze kazał sobie mówić per ty. Nie przeszkadzało to w trzymaniu przezeń dyscypliny w grupie i nikt nigdy nie ośmielił się podważyć jego decyzji. To, co Jurek przyklepał, to było święte, pomimo, że zdarzało się nam mieć inne zdanie. W myślach, oczywiście. Był profesjonalistą, który na wędkowaniu i sędziowaniu zjadł zęby. Dosłownie!
Emeryt, ale pracujący, bo nie myślał tylko o sobie.

- Ale, co Jureczku doginasz, bo ci nie styka? – zagadałem w drodze.
- Nie, ja mam małe potrzeby. Mam dzieci i wnuki, którym chcę pomóc. – odpowiedział dumnie.

Dumny był z syna (najmłodszego sędziego okręgowego w Polsce), wnuczki Wiktorii, którą zabierał czasami ze sobą na zawody i z żony, z którą przeżył szczęśliwie 34 lata.
Dzwonił po drodze kilkakrotnie do domu i informował, gdzie się obecnie znajdujemy. Rozpytywał o domowników. Ostatni telefon wykonał do żony, by zapytać, czy aby nie zapomniała wyprasować mu białą koszulę do pracy.
Ciut po 23 zajechaliśmy pod Jurka dom, wypakowaliśmy jego biuro na kółkach i dwa plecaki. Podaliśmy sobie ręce i …

- … i dziękuję, i do następnego razu, Jureczku. 

Następnego razu już nie będzie! Jurek wszedł do domu i umarł, nagle.
Nagle, jak jego ojciec, o którym mi po drodze opowiadał i któremu takiej śmierci pozazdrościł.

- Wiesz co, Staszek, ja to bym nie chciał być na starość dla rodziny ciężarem. Rozumiesz, pampersy, te sprawy…
- Rozumiem, Jureczku, ja też boję się niepełnosprawności i … głodu.  

Momentami nadawaliśmy na jednej fali, a momentami się różniliśmy. Politykę omijaliśmy, bośmy wyczuli, że to niezbyt zgodny temat. Zgodnie żałowaliśmy, że nie mamy z czego strzelać do niemiluchów, którzy nie zjeżdżają do prawej. Zgodziliśmy się też, że zjawisko śmierci istnieje i nie jest to tylko sprawka niedouczonych lub leniwych doktorów, czy błędów pogotowia ratunkowego, jak twierdzi TVN. Czasami można sobie o niej porozmawiać, bo to element życia.
Tośmy se pogadali …


 


5
Oceń
(10 głosów)

 

Żegnaj Jureczku - opinie i komentarze

Da-beerDa-beer
0
Żegnaj... (2014-11-12 10:31)
dlugi82dlugi82
0
Jak to Stasiu jest widzieliśmy się jeszcze w niedzielę (ty jeszcze z Jurkiem wracałeś) pożegnaliśmy i rozjechaliśmy do domów. Dobrze sędziuj na górze Jureczku. Piotrek (2014-11-12 16:41)
yellow28yellow28
0
W sobotę wieczorem powiedziałeś do mnie: "człowiek się uczy całe życie'. Dziękuję za wszystko, czego mnie nauczyłeś. Ale kogo ja się będę teraz pytał: I jak robimy Jureczku? (2014-11-12 23:19)
Zbig28Zbig28
0
Cóż tu pisać? Nie znam osoby, która by Go nie lubiła. Podobno nie ma ludzi niezastąpionych. Jego będzie naprawdę trudno. Staszku. Pięknie opisałeś Jego sylwetkę. Bez częstego w takich przypadkach patosu i zadęcia. Prawdziwe. On właśnie taki był. Prawdziwy! (2014-11-14 10:15)
onufryonufry
0
przesympatyczny gość mimo że perfekcyjny, wymagający profesjonalista. Potrafił ze sportowej zabawy zrobić coś dużo, dużo większego i poważniejszego. Zachowamy Go długo w pamięci. Salut! ps."Panowie do cholery, zabraniam wrzucania petów do wody, to jest także moje morze i moja plaża ma być czysta" :) (2014-11-18 09:06)

skomentuj ten artykuł