Zaloguj się do konta

Żegnaj Wiesiu. Wspomnienie twórcy najciekawszego pisma wędkarskiego w III RP.

14 sierpnia 2020 roku odszedł do „krainy wiecznych łowów” Wiesław Dębicki. Ceremonia pogrzebowa odbyła się we Wrocławiu 21 sierpnia 2020 r.
Kim był Wiesiu wie każdy lekko starszy miłośnik wędkarstwa w Polsce. My wszyscy wędkujący jesteśmy Mu winni to wspomnienie. A młodzi adepci wędkarstwa dobrze, żeby wiedzieli kto tworzył nasze hobby w latach 90-tych i 2000 -ych.
Wiesław Dębicki był człowiekiem instytucją, wizjonerem i prawdziwym demokratom. Mieszkał we Wrocławiu i pracował w wielu redakcjach, był nawet ważnym fotoreporterem czasów komunizmu. W nowych czasach po 1989 roku postanowił spełnić swoje marzenie i założył pismo wędkarskie „Wędkarz Polski”. Pamiętam jak wielki był głód publikacji wędkarskich na początku lat 90 tych XX w. Mieliśmy tylko Wiadomości Wędkarskie i sporadyczne publikacje książkowe, internet jeszcze nie istniał. I wtedy dostrzegłem w kiosku pierwszy numer nowego periodyku wędkarskiego „Wędkarz Polski”. Był rok 1990 grudzień. To było pismo na jakie czekałem. Wszystkie metody wędkarskie, piękne naturalne zdjęcia i co najważniejsze artykuły które tworzyli sami wędkarze. Nie jacyś guru redaktorscy z Warszawy tylko praktycy z miejscowości w całej Polsce. Twórcy rękodzieła wędkarskiego , specjaliści od konkretnej rzeki, jeziora czy metody. To była prawda o nas samych i dlatego to się dobrze czytało i czekało z wypiekami na każdy numer. Wiesiu to stworzył dla nas wędkarzy bo miał czujne oko i serce do naszego hobby. Jeździł po Polsce , poznawał nowe łowiska, ludzi i pięknie to przedstawiał. Tak trafił do moich rodziców do Koszalina by zaprezentować ich sposób na połowy polodowcowych płoci. Zrobił reportaż z kwietniowych połowów na jeziorze Rosnowo. To on zaprezentował pasjonatów z całej Polski, Bogdana Bortona, Jarka Gusmana, Józefa Sendala i wielu innych których nie wymienię bo zajęło by to wiele stron maszynopisu. W pewnym momencie redakcja wraz z Wiesiem zajęła się organizacją zawodów pod nazwą „Puchar Wędkarza Polskiego”. Jak mawiał Wiesiu miało to na celu nie tylko integrację i9 promocję pisma. Przede wszystkim celem było ukazanie nowych łowisk, wymiana nowych metod i opowieści wędkarskich. To Wiesiu powiedział kiedyś, że dobry wędkarz to nie ten co łowi jak bierze, dobry wędkarz to ten co potrafi złowić wtedy kiedy nie bierze, warunki są ciężkie, pada deszcz lub z nieba leje się żar. Byłem na Pucharach w Ostródzie, Kwidzynie i Darłowie. Wiele się tam nauczyłem i poznałem ciekawych wędkarzy z całej Polski. Mam jeszcze wędkę uzbrojoną przez Kawalca, którą dostałem za 8 miejsce. To na tych zawodach widziałem jak gość bodaj Stępkowski złowił w 3 godziny ok 180 okoni i szczupaka. Byłem w szoku. Tam poznałem też Antoniego Hołuba z Darłowa , którego żona do dziś sprzedaje zezwolenia na połów ryb w jeziorze Bobięcińskim Wielkim.
W piśmie Wiesia były oczywiście rekordy, oraz rekordy których nie uznano kiedyś w Wiadomościach Wędkarskich (słynny pstrąg potokowy 5,5 kg uznany za troć). To Wiesiu zaprosił do współpracy prawnika Wojciecha Radeckiego by udzielał porad prawnych wędkarzom. Owocem tego jest kilka książek zbierających zagadnienia prawne związane z wędkarstwem. Dopiero później inne pisma wędkarskie wprowadziły podobne rubryki na swoich łamach.
Jeśli był opis łowiska to zrobiony na spółkę z autochtonem , który znał łowisko z autopsji nie z opowiadań. Wszystko to Wiesiek robił ze swoją redakcją. Krótko mówiąc szkoda, że takie pismo upadło (podobno pieniądze na drukowanie numerów zdefraudowała pracownica wydawnictwa). Po upadku pismo już się nie podniosła, a i Wiesio bardzo się tym wszystkim zdołował (co nie dziwi bo Wędkarz Polski to jego ukochane dziecko). W tamtym roku przyszedł wylew i mimo doskonałej pomocy rodziny i przyjaciół Wiesia organizm już nie dał rady. Dziękuję Ci Wiesiu za cudowne lata z Tobą i Twoim pismem. Wiem, że Tam po drugiej stronie łowi Wiesiek w najlepszych niebiańskich rzekach i jeziorach. Żegnaj.
 

Opinie (7)

superzander

Legendarny miesięcznik wędkarski, na którym jako małolat wychowywałem się. Wędkarz Polski jak chyba żadna gazeta wczesniej i później uczył łowienia sandaczy w wodach stojących. Szkoda, że już nie istnieje. [2020-09-01 19:31]

kaban

To był mój ulubiony periodyk wędkarski z naszego rynku. Było tam opisane mnóstwo fajnych rzeczy dotyczących naszych wód i pomysłów wędkarzy stosujących różne metody łowienia. [2020-09-03 08:19]

patagonia

No te pomysły były najlepsze, fakt. To se ne wrati. [2020-09-03 14:16]

ryukon1975

Nie ma że się nie wrati. To cały czas jest. Tylko nie w głowach tych którzy nagrywaą durne filmiki po kilkanaście minut i piszą opisując pierdołę "lepsze jak nowe" czy "niezniszczalne". :) [2020-09-03 17:00]

patagonia

Wiesiu opierał się na praktykach i zawcach , a nie na picerach i cieniarzach. [2020-09-03 22:37]

SpinerZbok

"Wędkarz Polski" to od zawsze było moje ukochane czasopismo. Kiedy upadło przestałem czytac w ogóle wędkarską prasę, bo inne periodyki nawet nie zbliżały się poziomem do "dziecka" Wiesława Dębickiego. Od lat marzyłem, że jeszcze ten zacny tytuł powróci, niestety to już nie bedzie możliwe :/ [2020-09-08 17:23]

patagonia

Wiesiu maił pasję i był dobry warsztatowo więc czytało się to bardzo dobrze. [2020-09-09 11:17]

Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów.

Czytaj więcej

Smoczyca

Smoczyca, czyli jak stać się bohaterem własnych marzeń.Z zamiarem opisa…