Złe dobrego początki łowienie między deszczem a ulewą.

/ 7 komentarzy / 3 zdjęć


W czwartek dowiedziałem się, że moje plany weekendowe nie wypalą. Ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Zadzwoniłem do brata i umówiliśmy się na nocną wyprawę na ryby.
Prognozy pogody nie zachęcały ale przecież to lipiec i nie może być źle zwłaszcza, że do południa w sobotę było znośnie.
Na miejscu okazało się, że jednak może być źle.

Nad Wisłą byliśmy około godziny 17. Postawiliśmy samochód przed wałem i poszliśmy za wał zobaczyć czy nasze miejsce jest wolne. Zawsze ten moment sprawdzania czy miejsce jest wolne budzi we mnie niepokój. Tym razem okazało się, że mamy szczęście i łowisko jest puste. Wzięliśmy część rzeczy i zanieśliśmy na miejsce aby je zająć. Później objechałem wał aby dojechać jak najbliżej wody by w razie ulewy schować się w samochodzie. Wszystko szło zgodnie z planem. Na wypadek deszczu wzięliśmy nawet plandekę, która miała nas i nasz sprzęt chronić przed zmoknięciem. W trakcie stawiania dachu zerwał się mocny wiatr. Był tak silny, że z ledwością we dwóch mogliśmy utrzymać rozpostartą plandekę. W momencie kiedy zdaliśmy sobie sprawę z tego, że dach się nie utrzyma porwało mi czapkę i wrzuciło do Wisły. Na szczęście udało się ją wyłowić. To że była cała mokra nie miało znaczenia w kontekście późniejszych wydarzeń. Chwilę później zaczęło padać. Nasze rzeczy rozłożone po okolicy a tu deszcz. Szybko złożyliśmy wszystko w jedno miejsce przykryliśmy i obłożyliśmy kamieniami aby nic nie odfrunęło sami mokrzy uciekliśmy do samochodu.

Po pół godziny nudzenia się w aucie, deszcz zelżał i mogliśmy wrócić na łowisko. Tym razem udało nam się zmontować zestawy, zanęcić łowisko i zarzucić wędki. Teraz tylko oczekiwać na pierwsze branie. Brania się nie doczekaliśmy a znów zaczęło lać. Kolejna przebieżka do samochodu. Kolejne 20 min w samochodzie. Gdy tylko zaczęło się przejaśniać znów pełni nadziei zaczęliśmy łowić. Nawet udało nam się złowić parę drobnych krąpi i kleni. Zanim rozkręciliśmy się na dobre znów zaczęło padać. Po kolejnym pobycie w samochodzie stwierdziłem, że pora się posilić. Odkryłem plandekę i sięgnąłem po reklamówkę z jedzeniem. W momencie kiedy jej dotknąłem z reklamówki zaczęły uciekać myszy. Pierwszy wyjąłem chleb, był cały pogryziony, kiełbasa cała w mysich odchodach. Jedynie dwa batony zostały nienaruszone – cały nasz prowiant na nockę i pół kolejnego dnia. Jeszcze nie zdążyłem przetrawić tej sytuacji z myszami jak znów zaczęło padać. Straciłem nadzieję, już byłem gotowy wracać ale brat ciągle powtarzał, że jutro będzie lepiej. Dałem się namówić i przemoczeni poszliśmy spać.
O 3 zaczynała się rozwidniać. Spanie w samochodzie nie należy do najprzyjemniejszych i marzyłem o wyprostowaniu nóg. Ale najpierw musiałem się ubrać w mokre ubrania. Zarzuciliśmy wędki i mimo ciągle panujących ciemności zauważyłem pierwsze branie Po chwili pierwszy leszcz zameldował się na brzegu. Jeszcze nie zdążyłem pochwalić się bratu jak zauważyłem, że On również podbiera leszcza. Nie były to wielkie sztuki ale cieszyły. Od czwartej do 7 nie padało wcale. Leszcze brały coraz częściej w tym takie powyżej 50 cm. Już prawie zapomniałem o wczorajszym pechowym dniu. Nawet o głodzie zapomniałem. Niestety szczęście nie trwało długo. Powrócił deszcz i trwał do godziny 11. Stwierdziłem że pora się zmywać ale brat nalegał na to żebym jeszcze wytrzymał 15min. Przemoczony do suchej nitki, zmarznięty, głodny i niewyspany skoczyłem jak tygrys gdy wędka po raz kolejny się nagięła. Kolejny leszcz tym razem 58cm ląduje w podbieraku.

Do domu wróciłem zmarnowany jak nigdy ale jednak szczęśliwy. Już na początku sierpnia wyprawa kilkudniowa i jedno wiem na pewno nie może być gorzej niż w poprzedni weekend.

Sprzęt jakim łowię
Zestaw 1
Robinson Stinger Picker 300cm c/w 0-30g
Kołowrotek Robinson Dakota
Żyłka VDE- Robinson Team Pro Feeder  0,2
Koszyczek Robinson ECO 25g
Haczyk Robinson Titanium Kaizu 235 BN nr 8

Zestaw 2
Robinson Red Star Picker 300cm c/w up 35g
Kołowrotek FD Acustik Feeder
Żyłka VDE- Robinson Team Pro Feeder  0,2
Koszyczek Robinson ECO 25g
Haczyk Robinson Titanium Tango 130G nr 10

 


4.9
Oceń
(14 głosów)

 

Złe dobrego początki łowienie między deszczem a ulewą. - opinie i komentarze

barrakuda81barrakuda81
+2
Pięknie połowione.Jak widać są ryby którym zła pogoda niestraszna.W końcu pod wodą zawsze mają mokro:-)Jeszcze parę dni, skończą się upały... (2018-07-31 20:00)
erykomerykom
+3
Im gorsza pogoda dla nas tym lepsza dla ryb.Dziś rano wróciłem z nocki i pogoda zachęcała do nocnego wypadu na rybki ale z kolei ryby do żerowania to już nie.Swoje największe leszcze tj powyżej 60 cm zawsze łowiłem wtedy kiedy pogoda zbyt łaskawa nie była-deszcz,silny wiatr,burze z piorunami :)Jakubie chyba tak jak i ja musisz sie zaopatrzyć w jakiś parasol wędkarski z moskitierą :) ***** (2018-07-31 20:57)
Jakub WośJakub Woś
0
Od początku sezonu myślę o tym parasolu i na przyszły sezon chyba się zaopatrzę. Choć w taką pogodę jaka wtedy była byłby tylko utrapieniem bo deszcz leciał w poziomie. Co do pogody to nistety w lecie im gorsza tym lepsza. Ja kilka miesięcy temu ustawiłem się na ryby od jutra do soboty a tu taka patelnia :( (2018-07-31 21:09)
mateuszwosmateuszwos
0
"Pada deszczyk bierze leszczyk" - Stare ale aktualne:) (2018-08-05 21:27)
JulianJulian
0
Jakub przecież jesteś stary ,,wyjadacz" - ale i mnie takie numery się zdarzały , Tak się kończy zawsze wyprawa na ,,wariata" .Koledzy słusznie zauważyli że leszczyk i nie tylko lubi wodę z nieba. A najlepiej jak siąpi. Dostałem od zięcia w prezencie taki namiot wędkarski Trapera - mały .Wymiary 225x122x122cm Waga !!!! 1,25 kg. Do tego kupiłem dodatkowy komplet śledzi i folię malarską ( grubą) różne rozmiary. Rowerem jeżdziłem a to to woziłem ( rower wchodzi do środka) Folię ( zaznaczam w razie potrzeby ) zarzucam na wierzch a gdy to jest potrzebne z podpórek takich wzmocninych robię zobie ganek. W dwie osoby swobodnie się zmieszczą + graty , krzesełko lub fotelik - ba nawet materac brałem . Całe to ,,dziadostwo " możesz na stałe wozić w bagazniku zero wagi , zero zajmuje miejsca ja w swoim maxi wożę. Parasola na taką pogodę nie polecam zajmuje prawie tyle samo miejsca a przy wietrze fruwa. Noszę kapelusz z trokami albo na wędkarską czapkę zakładam kaptur oczywiscie od kurtki i ,,dociągam" Żona zawsze się drze po co ty tyle tego dziadostwa wozisz .Ale cytując jej śp. wujka mojego nestora wędkarstwa Kto z sobą nosi ten się nie prosi - i wyciągał taki składany plastikowy ,,kieliszek " około 200g wchodziło. Niestety teraz nie widzę w sprzedaży . A rzecz była przydatna i potrzebna. Może i truizmy Ci napisałem ale Namiocik mam już parę sezonów i nie narzekam . Wymieniam tylko od czasu do czasu folię. Na zdjęciu cały mój wędkarski dobytek na kilkudniowa wyprawe na mazury. To na zewnątrz fotelik + pokrowiec z podbierakiem i sztycami + folia owinęte w plandekę od skutera. Pozdrawiam i przysłowiowego ,, Połamania" Ps. Może kiedyś się spotkamy nad ta Naszą Wisełką (2018-08-15 08:46)
Jakub WośJakub Woś
0
Namiot mam i prawie zawsze ze sobą zabieram. Jednak to miejsce gdzie biorą leszcze jest specyficzne. To kamienne klatki. Namiotu na nierównych kamieniach nie rozbiję. Pozdrawiam, Być może się spotkamyi wtedy zobaczmy kto więcej klamotów taszczy :). (2018-08-15 19:55)
JulianJulian
0
Zwaracam honor. A co się tyczy spotkania to i alkomat jako rzecz Nieodzowną !!!! też wożę. Pozdrawiam . Ps. Zdjęcia nie udało mi się ,,wkleić" (2018-08-15 22:46)

skomentuj ten artykuł