Złoto w zielonej wodzie

/ 9 komentarzy

ZŁOTO W ZIELONEJ WODZIE

To będzie historia prawdziwa którą przeżyłem i z której wyciągnięte wnioski pamiętam do dnia dzisiejszego ,ale bowiem przydają się niejednokrotnie w niecodziennych sytuacjach nad jakąkolwiek wodą o której można by rzec „STUDNIA”.
Był lipiec,pogoda sprzyjała ,czasu pod dostatkiem więc wsiadłem na rower i udałem się w stronę lasu oddalonego od wsi o jakiś kilometr.
Las ten wydawał się dla mnie bez tajemnic ponieważ krążąc całymi dniami znałem każdą ścieżkę w promieniu pięciu kilometrów napotykając dotąd mi znane w tym lesie bajorka ,a było ich sześć.
Stawy te miały swoje nazwy używane przez miejscowych wędkarzy, każdy z miejscowych kto choć trochę interesował się wędkarstwem znał położenie każdego stawu i gatunki ryb jakie tam pływają do dnia dzisiejszego.
Pewnego dnia trochę zmęczony postanowiłem sobie skrócić drogę i zboczyłem z dotąd znanych mi ścieżek ,stało się najgorsze ,zabłądziłem szukając drogi do domu.
Miotałem się ze dwie godziny pomiędzy drzewami wsiadając na rower jak tylko topografia terenu na to pozwalała korzystając z każdej dróżki po której dało się jechać
Szukając drogi do domu natrafiłem na mały zbiornik około dziesięciu arów, na pierwszy rzut oka z metr głębokości o którym nigdy nie słyszałem,po krótkim odpoczynku w końcu odnalazłem drogę do domu.
Minęło może ze dwa dni i wtem przypomniałem sobie o małym stawku ukrytym gdzieś tam z dala od wszystkiego,nikt o nim nie słyszał,nikt go nie widział,nazwy swej nie miał.
Nazwałem tą wodę zieloną, pomimo usilnych starań nie mogłem trafić w to miejsce szukając trzy dni pod rząd, ale że uparty jestem czwartego dnia stanąłem ponownie nad zieloną wodą.
Zapamiętałem dokładnie zagmatwaną trasę i dokonałem oględzin zbiornika, ot zwykła kałuża , ale coś w niej było i to nie byle co, a przynajmniej takie miałem przeczucie .
Idąc za głosem serca zabrałem dwie wędki i w drogę ku zielonej wodzie,siedziałem nad wodą o świcie na próżno wypatrując jakiegokolwiek drgnięcia na spławiku z gęsiego pióra.
Pomyślałem ,że spróbuję szczęścia wieczorem i siedząc tak aż do zmierzchu najedzony strachu pognałem do domu z wynikiem zerowym,ani jedno branie „studnia”,tu nie ma ryb pomyślałem.
Na drugi dzień rano około godziny szóstej trzydzieści wychodząc z domu spotkałem jednego z miejscowych, nazywał się Sylwek świętej pamięci, był to bowiem najbardziej skromy wędkarz jakiego znałem,nigdy nie chwalił się ile ryb złowił a tym bardziej gdzie wędkował ale tego dnia zauważyłem że trzyma w ręku torbę pełna ryb która starał się ukryć .
Biorąc pod uwagę dość wczesną godzinę zdałem sobie sprawę że był na rybach bardzo wcześnie a mianowicie musiał wędkować w nocy tuż przed świtem. Następnego dnia postanowiłem udać się na ryby około godziny drugiej w nocy, mając do wyboru sześć stawów uparłem się na „zieloną wodę”
Na sześciu stawach znanych mi dotąd na pewno nie można było liczyć na to co Sylwek świętej pamięci miał w torbie.
Decyzja zapadła,jadę rowerem o drugiej w nocy jakieś cztery kilometry przez las nad zieloną wodę, najgorsze to przełamać strach bo jadę sam. Wyjaśnię wam później dlaczego sam pomimo że miał być to środek nocy .
Na miejscu jestem około godziny drugiej trzydzieści,trzęsąc się ze strachu rozkładam wędki i do roboty, napotykam na mały problem,nie widzę swoich gęsich piór na wodzie,hmmmmmmmm wiem jednak że miejsce i pora odpowiednia.
Zarzuciłem zestaw jakieś trzy metry od brzegu i tak trzymając jedna wędkę w reku przestaje myśleć o strachu choć serce mi wali jakby wyskoczyć chciało, ale z innego powodu niż ciemność i szelest w niziutkich świerkach dwa metry za moimi plecami, powód ten był oczywisty, zaciąłem niechcący jakąś rybę i tak zupełnie w ciemno usiłuje podholować bliżej brzegu.
Z uwagi na to iż wędkarz był wtedy zemnie żaden nie byłem przygotowany na taką sytuacje z tak pięknie walczącą rybą która po krótkiej chwili zostawiła sobie na pamiątkę mój haczyk.
Pomyślałem wracam,przecież na drugiej wędce jest ten sam przypon i znowu będzie porażka.
A niech tam pomyślałem, druga wędka dokładnie trzy metry od brzegu,po pięciu minutach czuje opór.
Opór dość spory ale do opanowania,po chwili na brzegu leży piękny złoty karaś, ryba jak się później okazało miała ok kilograma jak i pozostałe trzy sztuki bo niestety czwarty urwał hak.
Od tej pory kombinowałem z zestawami aby były jak najcieńsze ale wytrzymałe,bo na przykład na przypon 0,18 było zero brań ale to już inna historia.
Wniosek taki,idealna cisza dlatego byłem sam słysząc bicie swego serca,rada świętej pamięci Sylwka.
Zestawy niewyczuwalne dla ryb (złotych Karasi o wadze od 0,70dk do 1,5kg)czyli cienko bez żadnych świetlików,latarek i innych nowości.
A co najważniejsze pora łowienia,kiedy zrobiło się na tyle widno abym mógł podziwiać przeciwległy brzeg równie dobrze mogłem zbierać się do domu.
Wiem doskonale że można z powodzeniem łowić duże karasie w ciągu dnia ale tylko parę przypadkowych sztuk a zazwyczaj tylko jedną :-) i to podróbkę bo mowa o „Japońcach”.
W tym artykule mowa o prawdziwych naszych złotych karasiach których jest coraz mniej,takich o wadze nawet do 2kg i to nawet do 10szt z takiej zasiadki w miejscu o które się potykamy czasem nie zdając sobie sprawy z walorów wędkarskich jakie posiadają zwykłe kałuże pod osłoną nocy.

M. Rokita

 


4.9
Oceń
(39 głosów)

 

Złoto w zielonej wodzie - opinie i komentarze

heniek54heniek54
0
Masz racje w takich kalurzach kryja sie wspaniale zlote karasie,zeby je zlowic trzeba sie dobrze na nieprzygotowac.Rzycze powodzenia i polamania kija,daje *****.5.
(2011-03-15 12:47)
cobra1122cobra1122
0
Fajna historia pozdrawiam daję 5***** (2011-03-15 18:38)
rafall193rafall193
0
Bardzo fajna przygoda. Ale też przyznam ja jeszcze nie złowiłem złocistego karasia ponieważ koło mnie nie ma. oczywiście daję 5 i pozdrawiam
(2011-03-15 18:43)
CEJN58CEJN58
0
Kolego artykuł jak powieść kryminalna ale fajnie napisane. A co do nocy w lesie to sama przyjemność nie ma co się bać to zwierzyna pilnuje ciebie i jest daleko od ludzkiego zapachu chyba ,że u was grasują wampiry ??? Las w nocy jest bardziej ciekawy jak w dzień radzę zaobserwować . A za odwagę 5 !!
(2011-03-15 20:21)
arden75arden75
0
Fajnie się czytało oczywiście ***** (2011-03-15 20:37)
zdzich1zdzich1
0
Masz kolego talent literacki.Bardzo ciekawie i kolorystycznie napisany artykuł.Stawiam oczywiście piątkę i życzę dalszych sukcesów w wędkarstwie oraz literackich.
(2011-03-15 22:54)
karpik15karpik15
0
Fajna historia sam mialem podobną ale to inna sprawa i nie chce mi sie o tym pisać. Pozdrawiam i polamania kija życzę, oby więcej takich okazów>

(2011-03-16 18:50)
darek671darek671
0
Kolego fajna historia.Daje 5.Czekam na następną.Połamania..... (2011-03-20 08:44)
slawekpasekslawekpasek
0
Super napisane. Stawiam 5. (2011-06-08 05:33)

skomentuj ten artykuł