Jak dla mnie jedyne przysłowie które się sprawdza to " wiatr ze wschodu ryby chodu" Inne rzeczy typu pełnia , patelnia , skoki ciśnienia normalnie w świecie ignoruje bo teoria teorią a życie życiem. Byłem kiedyś na zawodach w spinie w miejscowości Drwały - to był listopad. Pogoda fatalna, zimno, siąpił deszcz, silny wiatr , temp może 2 -3 stopnie. Stanąłem na ostrodze razem z jednym kolegów - ja obławiałem napływ , on łowił na stojącej wodzie za ostrogą. Różnica polegała na tym że u mnie woda wolniutko płynęła i ładnie zakręcała przy ostrodze w stronę brzegu . Głębokość jakieś 2-3 metry .Do tego fajny dół wymyło przy "główce" . No miejsce wymarzone do obłowienia. Kolega mój natomiast miał płyciznę - woda miejscami sięgała mu kolan. Czego on tam szukał nie wiem - wszak pragnę przypomnieć mieliśmy listopad . Zbaraniałem po pierwszym wyjętym szczupaku a zamilkłem przy drugim. Mało tego potem spiął trzeciego . Z wody po kolana w listopadzie. !! A najlepsze było jeszcze jedno że największego szczupaka zawodów złapał mój brat cioteczny na mocno przeciążone kopyto na główce 18 g . Nie dość że rył dno , nie dość że zaczepiał ciągle o jakieś podwodne resztki roślinne i liście to prowadził chaotycznie przynętę i to dość szybko. Woda była mętna jak diabli a on złapał tego szczupaka na gumę w kolorze - motor oil. Od tego momentu nie wierze w żadne teorie. Pozdro
Dla mnie wszystkie te przysłowia, czy też kalendarze brań mają tyle wspólnego z rzeczywistością co nic... Prawda jest taka, że wiele razy w czasie gdy podawano w kalendarzach, przysłowiach itp. - miały być niewyobrażalne brania - wracałem z wypraw z niczym; a było też i tak, że w okresie, gdy wg. tych wszystkich porad miało brań nie być - nie miałem czasu spokojnie posiedzieć i nacieszyć się nadwodnym spokojem, bo było branie za braniem. Jednym słowem wszystko zależy tylko i wyłącznie od ryb i ich smaków i kaprysów; a tylko częściowo od wędkarzy i ich zachowania oraz oczywiście od warunków atmosferycznych czy też faz księżyca.
Chodzi głównie o to by namieszać młodemu wędkarzowi w głowie,bo ktoś łowi kilka lat że nie wspomnę o tych co dłużej nie zwraca uwagi na takie rzeczy. Mam ochotę połowić to jadę i żadna pogodynka mnie od tego nie odwiedzie-chyba że wpadnie do mnie do domu i zaproponuje atrakcyjny zamiennik:).
To nie tak Panowie, nie chodzi o "jakieś tam cisnienie czy pełnię" :-) ani o "mieszanie w głowach młodym wędkarzom". Nie wszystko rzecz jasna się do końca sprawdza, ale pewne reguły są - w zależności od gatunku ryb. Jedną regułą jest ciśnienie a sandacz - gdy skacze jak oszalałe odpuszczam sobie łowienie tego drapieżnika, jak jest przez pare dni proste jak drut - jadę. Tak jak pełnia dla węgorza - gdy jej nie ma, a noce są ciepłe i parne wędkarze łowiący tą rybę w domu nie usiedzą itd, itd.....
Trzeba umieć też tą wiedzę wykorzystać. Nie chodzi o to, jak pisze Hefeed8, żeby "odwodzić wedkarza od pójścia na ryby". Po prostu: jak ciśnienie stabilne - jechać na sandacza, jak rośnie w górę: na szczupaka, a jak skacze np. na białą rybę (z pełnią to samo). Ja też jadę na ryby zawsze wtedy gdy mogę, ale często sprawdzając pogodynkę wybieram na jaki gatunek chcę zapolować......
to oczywiste że są pewne kanony , które dotyczą pewnych gatunków ryb - choćby wspomniana pełnia , czy ciśnienie ale istnieje coś takiego jak prawo frajera, które też się sprawdza. Dlaczego? Bo przysłowiowy frajer łowi ryby wbrew przyjętym zasadom , jedzie na wspomnianego sandacza wtedy kiedy nie ma niego dobrej pogody, idzie na węgorza w pełnie i też łowi. Być może to wyjątki które potwierdzają regułę ale ... Przykład który opisałem wyżej o wspomnianych szczupakach na zawodach też mógł być jeden na tysiąc ale był więc coś w tym na pewno jest:)
Dyjes - jasne, że "prawo frajera" :-) istnieje, jak każdy i ja się niejednokrotnie z tym zetknąłem. Częściej jednak potwierdziły mi się zasady o których wspomniałem - coś w tym jednak jest. Ja w każdym razie często z nich korzystam. Ponadto myślę, że niektóre gatunki sa bardziej od innych wrażliwe na skoki ciśnienia czy pełnię. Szczupak raczej nalezy do mniej wybrednych :-) "pogodowo" ryb. Pzdr
ja też nie wierzę w żadne tam przesądy wyruszam na łowy jak mam ochotę i czas a ryby jak to rybki raz lepiej raz gorzej ale przyroda jest zawsze piękna i nawet dla niej warto być nad wodą pozdrawiam
Kalendarze Kłamią To Wszystko Zależy Od Rybek Jak Zechcą Zawisnąć Na Haczyku To Zawisną Ale Kalędarz Nikiedy Powie Prawdę Co Do Wędkowania Pozdrawiam Krzysiek
Mam takie samo zdanie, a przykład do tego? Podobno " wiatr od szweda leszcza nie da" a ja w trakcie północnych wiatrów wyciągałem swoje największe leszcze dlatego jak to mówi mój znajomy " chcesz wiedzieć czy ryba bierze to usiądz nad wodą i sprawdź"
Podobno jak jest jakies tam cisnienie to ryby biora albo cos albo jak jest pelnia...
o co z tym chodzi??
Jak dla mnie jedyne przysłowie które się sprawdza to " wiatr ze wschodu ryby chodu" Inne rzeczy typu pełnia , patelnia , skoki ciśnienia normalnie w świecie ignoruje bo teoria teorią a życie życiem.
Byłem kiedyś na zawodach w spinie w miejscowości Drwały - to był listopad. Pogoda fatalna, zimno, siąpił deszcz, silny wiatr , temp może 2 -3 stopnie. Stanąłem na ostrodze razem z jednym kolegów - ja obławiałem napływ , on łowił na stojącej wodzie za ostrogą. Różnica polegała na tym że u mnie woda wolniutko płynęła i ładnie zakręcała przy ostrodze w stronę brzegu . Głębokość jakieś 2-3 metry .Do tego fajny dół wymyło przy "główce" . No miejsce wymarzone do obłowienia.
Kolega mój natomiast miał płyciznę - woda miejscami sięgała mu kolan. Czego on tam szukał nie wiem - wszak pragnę przypomnieć mieliśmy listopad . Zbaraniałem po pierwszym wyjętym szczupaku a zamilkłem przy drugim. Mało tego potem spiął trzeciego . Z wody po kolana w listopadzie. !!
A najlepsze było jeszcze jedno że największego szczupaka zawodów złapał mój brat cioteczny na mocno przeciążone kopyto na główce 18 g . Nie dość że rył dno , nie dość że zaczepiał ciągle o jakieś podwodne resztki roślinne i liście to prowadził chaotycznie przynętę i to dość szybko. Woda była mętna jak diabli a on złapał tego szczupaka na gumę w kolorze - motor oil.
Od tego momentu nie wierze w żadne teorie.
Pozdro
To fakt patrząc z perspektywy czasu i własnych doświadczeń jedyną regółą jest brak regół.
O kurde ale byki wsadizłem z samego rana. Oczywiście miałem na myśli REGUŁY.
Dla mnie wszystkie te przysłowia, czy też kalendarze brań mają tyle wspólnego z rzeczywistością co nic...
Prawda jest taka, że wiele razy w czasie gdy podawano w kalendarzach, przysłowiach itp. - miały być niewyobrażalne brania - wracałem z wypraw z niczym; a było też i tak, że w okresie, gdy wg. tych wszystkich porad miało brań nie być - nie miałem czasu spokojnie posiedzieć i nacieszyć się nadwodnym spokojem, bo było branie za braniem.
Jednym słowem wszystko zależy tylko i wyłącznie od ryb i ich smaków i kaprysów; a tylko częściowo od wędkarzy i ich zachowania oraz oczywiście od warunków atmosferycznych czy też faz księżyca.
Pozdrawiam
Ja niewiem;(
Chodzi głównie o to by namieszać młodemu wędkarzowi w głowie,bo ktoś łowi kilka lat że nie wspomnę o tych co dłużej nie zwraca uwagi na takie rzeczy. Mam ochotę połowić to jadę i żadna pogodynka mnie od tego nie odwiedzie-chyba że wpadnie do mnie do domu i zaproponuje atrakcyjny zamiennik:).
To nie tak Panowie, nie chodzi o "jakieś tam cisnienie czy pełnię" :-) ani o "mieszanie w głowach młodym wędkarzom". Nie wszystko rzecz jasna się do końca sprawdza, ale pewne reguły są - w zależności od gatunku ryb. Jedną regułą jest ciśnienie a sandacz - gdy skacze jak oszalałe odpuszczam sobie łowienie tego drapieżnika, jak jest przez pare dni proste jak drut - jadę. Tak jak pełnia dla węgorza - gdy jej nie ma, a noce są ciepłe i parne wędkarze łowiący tą rybę w domu nie usiedzą itd, itd.....
Trzeba umieć też tą wiedzę wykorzystać. Nie chodzi o to, jak pisze Hefeed8, żeby "odwodzić wedkarza od pójścia na ryby". Po prostu: jak ciśnienie stabilne - jechać na sandacza, jak rośnie w górę: na szczupaka, a jak skacze np. na białą rybę (z pełnią to samo). Ja też jadę na ryby zawsze wtedy gdy mogę, ale często sprawdzając pogodynkę wybieram na jaki gatunek chcę zapolować......
to oczywiste że są pewne kanony , które dotyczą pewnych gatunków ryb - choćby wspomniana pełnia , czy ciśnienie ale istnieje coś takiego jak prawo frajera, które też się sprawdza. Dlaczego?
Bo przysłowiowy frajer łowi ryby wbrew przyjętym zasadom , jedzie na wspomnianego sandacza wtedy kiedy nie ma niego dobrej pogody, idzie na węgorza w pełnie i też łowi.
Być może to wyjątki które potwierdzają regułę ale ...
Przykład który opisałem wyżej o wspomnianych szczupakach na zawodach też mógł być jeden na tysiąc ale był więc coś w tym na pewno jest:)
Dyjes - jasne, że "prawo frajera" :-) istnieje, jak każdy i ja się niejednokrotnie z tym zetknąłem. Częściej jednak potwierdziły mi się zasady o których wspomniałem - coś w tym jednak jest. Ja w każdym razie często z nich korzystam. Ponadto myślę, że niektóre gatunki sa bardziej od innych wrażliwe na skoki ciśnienia czy pełnię. Szczupak raczej nalezy do mniej wybrednych :-) "pogodowo" ryb. Pzdr
ja też nie wierzę w żadne tam przesądy wyruszam na łowy jak mam ochotę i czas a ryby jak to rybki raz lepiej raz gorzej ale przyroda jest zawsze piękna i nawet dla niej warto być nad wodą pozdrawiam
Zgadzam się z kolegą Gruzinkiem. Na kalędarz nie warto patrzyć wszystko zależy od rybek. Pozdrawiam.
Kalendarze Kłamią To Wszystko Zależy Od Rybek Jak Zechcą Zawisnąć Na Haczyku To Zawisną
Ale Kalędarz Nikiedy Powie Prawdę Co Do Wędkowania
Pozdrawiam
Krzysiek
Mam takie samo zdanie, a przykład do tego? Podobno " wiatr od szweda leszcza nie da" a ja w trakcie północnych wiatrów wyciągałem swoje największe leszcze dlatego jak to mówi mój znajomy " chcesz wiedzieć czy ryba bierze to usiądz nad wodą i sprawdź"