A niech to..., poprzedni wątek, w którym od lat zamieszczaliśmy relacje ze swoich odrzańskich wypadów ze spinem, został zablokowany (drugi wątek, gdzie piszemy o swoich odrzańskich stacjonarkach z feeder"ami nie został zablokowany - jeszcze?).
No nic, nie będę robił burzy o to, tylko zakładam wątek o bardzo podobnym tytule: Odrzańskie spinningowanie - relacje z wypraw. "2"
Krótki wypad ze spinem, którego " nie czułem" (mowa o wypadzie) od samego początku. Było to bardziej chodzenie brzegiem rzeki, niż łowienie. Aczkolwiek udało skusić się do brania dwie ryby. Niestety, były to dwa "falstarty". Pierwsza ryba, to będący jeszcze w okresie ochronnym sum - tyle mojego, że zanotowałem przepiękny strzał w opadzie i w początkowej fazie holu, "widziałem" pięknego sandacza, co spowodowało, że przez chwilę były duże emocje. Gdyby to był faktycznie sandacz, to życiówka byłaby piękna - przeszło 100 cm. Natomiast druga ryba, to smakosz woblera - krótki szczupak. Potężne "kopnięcie" i cała guma w pysku - umów mnie na lato, z twoją mamą/babcią.
Skubaniec ganiał drobnicę i ganiał, a ja nie mogłem go zdjąć. Ale w końcu, po drugiej zmianie przynęty, przydoił. Nocny, lipcowy sześćdziesiątak. Później skusił się jeszcze ok. 50 cm sandacz.
No cóż, nie zawsze się wyjmuje te największe ryby. Czasami trzeba przełknąć gorycz porażki i... następnym razem złowić "gada".
Miał być sandacz i był, ale... spadł. To nie było pstryknięcie, czy nawet strzał. To było potężne łupnięcie/kopnięcie, następnie zacięcie i... beton. Kilka sekund i ryba spada. Byłem przekonany, że miałem do czynienia z ładnym sumem, jednak ślady na woblerze nie pozostawiają cienia wątpliwości. Po kilka dziur z obu stron (+ "zjedzony" kawałek wobka) świadczą o tym, że to mógł być tylko sandacz, a "beton", że nie był to malec, czy średniak...
Urodzinowy wypad (23.09.), uważam za udany. Co prawda okazów nie było, ale cały czas się coś działo. Dostałem sandacza siedemdziesiątkę (69 cm), bolenia sześćdziesiątkę (62 cm) i pięćdziesiątkę oraz kilka okoni w przedziale 20-25 cm. Jeden okoń, sandacz i boleń, to smakosze opadowej gumy, a drugi boleń i reszta okoni, to amatorzy boleniowego woblera. Poza tym, straciłem jednego bolasa (poszedł z wobkiem), drugi trzepnął w przynętę, ale nie trafił w kotwicę, a pozostałych kilka sztuk, odprowadziło wobler (a to pod samą szczytówkę, a to tylko przez kilka metrów).
Wszystkie "opadowe" ryby, łykały głęboko przynęty.
Październik otwarty. Niespodziewany, pierwszy przymrozek (w teorii +2, a w praktyce -4). Piękna, odpasiona ryba.
Ciekawostka: ktoś już miał go na kiju, gdyż z przełyku wystawał przypon z plecionki (3/4 długości ryby). Niestety haka/kotwiczki nie było widać, więc mogłem tylko odciąć wystający fragment linki.
Mariusz, Ty to chyba rzadko co wracasz do domu o kiju:) zawsze coś złowisz, gratulacje! koledzy, którzy większość czasu łowią na Odrze, powiedzcie mi kiedy rzeka wróci do swojego normalnego poziomu wody? ja na tej płyciźnie wydłubałem tylko dwa okonie oraz jaśka, gdzie te rybki? pozdrawiam
koledzy, którzy większość czasu łowią na Odrze, powiedzcie mi kiedy rzeka wróci do swojego normalnego poziomu wody? ja na tej płyciźnie wydłubałem tylko dwa okonie oraz jaśka, gdzie te rybki? pozdrawiam
Kolego, potrzebny jest deszcz, dużo deszczu. Najlepiej, żeby nie był on gwałtowny, lecz długotrwały. Ewentualnie biała zima i wtedy na wiosnę będzie większa woda. A czy tak się stanie? Mam nadzieję, że tak, ale czas pokaże.
Tym razem, boleniowo. Wyjęty co prawda tylko jeden (70 cm), ale trochę się działo. Po pięknym odjeździe, a następnie pokazaniu się na powierzchni, spadł jeszcze większy osobnik. Zaliczyłem także trzy brania oraz jedno odprowadzenie pod samą szczytówkę.
Wszystko to, działo się przez nie więcej, jak 3 godziny. Później siadło całkowicie.
Tym razem, 3 sztuki. Wielkość standardowa: 60-66 cm. Do tego jeden piękny strzał i odprowadzenie pod samą szczytówkę. Powoli zaczyna "wiać" monotonią. Ale te maluchy mobilizują do dalszych poszukiwać osiemdziesiątki. No i nie było lekko, bo dzień wcześniej powiało i liście (zarówno na powierzchni, jak i w toni) na tyle skutecznie utrudniały łowienie, że czasami ciężko było o czysty rzut. Tak więc, ryby cieszą trochę bardziej, gdyż były z tych liści, "wymęczone".
Dziś krótki wypad, boleniowo-sandaczowy. Na początek dwie godziny "rekonesansu", który okazał się jedną wielką klapą, z powodu beznadziejności wybranego odcinka rzeki, przy obecnym stanie wody. Następnie, na sam wieczór, szybkie "obskoczenie" sprawdzonych miejsc i to zaowocowało boleniem, który odpłynął z przynętą oraz odprowadzeniem. Dawno nie chodziłem za sandaczem, więc po zmroku udałem się na godzinne machanie za mętnookim i Odra dała osiemdziesiątkę - dokładnie, miarka pokazała 82 cm.
Dzięki Paweł - no boleni jest trochę, ale rozmiarami nie powalają.
Listopad, otwarty. Cel: sandacz. Ale zanim się zrobiło ciemno, machnąłem za boleniem i wyjechał... szczupak, bez mała siedemdziesiątka. Przyłów - falstart. Po zmroku dwa strzały, jeden wcięty: 81 cm. Przedostatni miesiąc w roku, otwarty bardzo pozytywnie.
Boleniowo-sandaczowy wypad, dał... bolenie i sandacza:P W ciągu dnia: dziewięć wyjść do przynęty (od bardzo krótkich, po nawrót pod nogami przy wyciąganiu woblera), dwa brania, jedna spinka (wygięta kotwica) i dwa wyjęte. W ciągu nocy: dwa wyjęte.
4 ryby na brzegu (3 bolenie i 1 sandacz), ale rozmiarowo, poniżej oczekiwań: rapy do 60+ cm, mętnooki "70".
No Panie, nie codziennie łowi się takie okonie w Odrze - gratuluję.
Uff, ale to się dłużyło - po tygodniowej przerwie, powrót nad wodę. Dni już krótkie, więc listopadowe wypady będą boleniowo-sandaczowe. Za dnia bolenie, po zmroku sandacze. Współpracowały wczoraj, ale brania bardzo delikatne. Standardowo kilka odprowadzeń, dwa brania (a raczej "trącenia") i trzy ryby na kiju. Niestety tylko jedna wyjęta. Te, które spadły, to sześćdziesiątka i "lokomotywa". 80? Nie wiem, bo go nie widziałem, ale pogonił wcześniej drobnicę i było widać, że to konkretna sztuka. Potwierdził to także dużą mocą na kiju, zanim zszedł. Po zmroku przerzuciłem się na sandacze i wyjechała "jazgarzowa" sześćdziesiątka i dwa klenie (do 40 cm).
Niby tylko 67 cm, ale w karku tak gruby, że nie mogłem go złapać.
W piątek strasznie marudziły, ale w sobotę, postanowiłem się zrewanżować i wyskoczyłem chociaż na krótki (3 h, z kawałkiem), popołudniowy wypad. Wiało niemiłosiernie, do tego ostatnie "partie"dębowych liści - warunki łatwe nie były. Celność podczas rzutów wynosiła niemal zero, a przeprowadzenie przynęty bez złapania liściatrawy, zdarzało się raz na kilka przeprowadzeń. Ale opłaciło się. Nie było żadnego grymaszenia ze strony ryb. Żadnych odprowadzeń, trąceń, itp. Jak już się zdecydował, to został podebrany. Trzy w standardowym przedziale (64-67 cm) i jeden poniżej (pięćdziesiątka).
Wyjmowałem już grube bolenie, ale takiego "spaślaka", złowiłem po raz pierwszy - zdjęcie nie odzwierciedla do końca rzeczywistości. Co ciekawe, dwa rzuty później wyjechała taka chudzina, że nawet w maju o taką ciężko.
W piątek strasznie marudziły, ale w sobotę, postanowiłem się zrewanżować i wyskoczyłem chociaż na krótki (3 h, z kawałkiem), popołudniowy wypad. Wiało niemiłosiernie, do tego ostatnie "partie"dębowych liści - warunki łatwe nie były. Celność podczas rzutów wynosiła niemal zero, a przeprowadzenie przynęty bez złapania liściatrawy, zdarzało się raz na kilka przeprowadzeń. Ale opłaciło się. Nie było żadnego grymaszenia ze strony ryb. Żadnych odprowadzeń, trąceń, itp. Jak już się zdecydował, to został podebrany. Trzy w standardowym przedziale (64-67 cm) i jeden poniżej (pięćdziesiątka).
Wyjmowałem już grube bolenie, ale takiego "spaślaka", złowiłem po raz pierwszy - zdjęcie nie odzwierciedla do końca rzeczywistości. Co ciekawe, dwa rzuty później wyjechała taka chudzina, że nawet w maju o taką ciężko.
U Ciebie jeszcze liście na drzewach zielenieją ? ;)
Zdecydowanie już nie zielenieją, ale na dębach jeszcze sporo brązowych liści się trzyma i silny wiatr "dorzuca" na wodę całkiem pokaźną ich ilość, która mocno utrudnia łowienie. Co prawda nie wszystkie baseny są zasyfione, ale większość tych "bankowych" była mocno "dostrojona" liśćmi.
A miało być tak pięknie. Bolenie, sandacze... Niestety, wypad, który i tak miał być krótki, został zakończony bardzo szybko i nie doszedłem nawet, do zaplanowanych wcześniej główek. Tyle, co zmierzając w ich kierunku, zdążyłem "upolować" niespełna 65 cm chudzinę.
Znowu przytrafiła się tygodniowa przerwa, ale wczoraj, w końcu wróciłem nad wodę. Na dzień dobry, 70 cm boleniowego szczęścia. Później wyjechał jeszcze taki pod 65 cm (na zdjęciu).
Często Ci strzelały? Bo mi się to przytrafiło pierwszy raz.
Na "konto" wpadają kolejne trzy bolenie. Dwa z serii "60+" i jeden pow. standardu, który w końcu nie spadł w trakcie holu. Grube 77 cm. Mimo kapryśnych przez cały dzień boleni, grudzień otwarty bardzo fajnie.
Na zdjęciu tego nie widać, ale był konkretnie spasiony.
Wczoraj, kolejne trzy sztuki. Największy miał 70 cm. W przeciwieństwie do poprzedniego wypadu, który miał miejsce dwa dni wcześniej, nie grymasiły. Łykały przynęty głęboko, ale na szczęście, za każdym razem, tylna kotwiczka "dyndała" luźno i nie było żadnych krwawień, ani wypinania ze skrzeli.
5.12.2015 nad wodą przed mikołajkowe czyszczenie rzeki Odry...... :) na haku dwa zestawy gruntowe i 1 prawie metrowy patyk... he he walczył niczym sum no i na koniec adrenalina na całego podbicie z opadu i ..... łup.... branie coś małego ale opór stawiał. a resztę zobaczcie sami.........:) kolega.......;)
Grudniowa zabawa, trwa. Dziś bardzo dłuuugo szły za przynętą. Nie wszystkie zdążały ją "zagryźć" (taki pod 70, już miał otwartą paszczę, ale woda się kończyła, byłem na końcówce "ręcznego dociągnięcia" i nie było szans, zdecydował się o ułamek sekundy za późno). Finalnie, udało się wyjąć trzy sztuki. "Śledź" pod 60 cm, siedemdziesiątka (72 cm) i osiemdziesiątka (79 cm).
Osiemdziesiątka zdążyła, "dociągałem" i wyłoniło się rybsko, otworzyło się "wiadro" i petarda...
Bardzo mi miło, że tak uważasz Jakub Woś, ale ja mam trochę inne zdanie na ten temat :P
Wczoraj bardzo krótki wypad. Starczyło czasu na dokładniejsze obłowienie tylko trzech basenów. Efekt, to boleń 70 cm (był tak silny, iż myślałem, że będzie coś lepszego) i mały, ok. 50 cm szczupak.
Planowo, ostatnie dwa tygodnie grudnia, miały "zaowocować" 6-7 wypadami na Odrę. Niestety, w to wszystko wplątała się grypa i przyszło mi posiedzieć dłuższy czas w domu. Z tego względu również, nie uda się zakończyć roku w Sylwestra. Ale zrobiłem sobie dziś krótką przerwę w kuracji i pojechałem dosłownie na chwilę, zamknąć "15. Obłowiłem dwie główki pod kontem bolenia. Efekt: "65" + dwa "skubnięcia".
To był piękny sezon. A co w przyszłym? Trzeba łowić, łowić i łowić...
Niestety, rok 2015, już zakończony. Małą rybą, ale chociaż trzepnięcie było z tych mega konkretnych.
A niech to..., poprzedni wątek, w którym od lat zamieszczaliśmy relacje ze swoich odrzańskich wypadów ze spinem, został zablokowany (drugi wątek, gdzie piszemy o swoich odrzańskich stacjonarkach z feeder"ami nie został zablokowany - jeszcze?).
No nic, nie będę robił burzy o to, tylko zakładam wątek o bardzo podobnym tytule: Odrzańskie spinningowanie - relacje z wypraw. "2"
Krótki wypad ze spinem, którego " nie czułem" (mowa o wypadzie) od samego początku. Było to bardziej chodzenie brzegiem rzeki, niż łowienie. Aczkolwiek udało skusić się do brania dwie ryby. Niestety, były to dwa "falstarty". Pierwsza ryba, to będący jeszcze w okresie ochronnym sum - tyle mojego, że zanotowałem przepiękny strzał w opadzie i w początkowej fazie holu, "widziałem" pięknego sandacza, co spowodowało, że przez chwilę były duże emocje. Gdyby to był faktycznie sandacz, to życiówka byłaby piękna - przeszło 100 cm. Natomiast druga ryba, to smakosz woblera - krótki szczupak.
Potężne "kopnięcie" i cała guma w pysku - umów mnie na lato, z twoją mamą/babcią.
Skubaniec ganiał drobnicę i ganiał, a ja nie mogłem go zdjąć. Ale w końcu, po drugiej zmianie przynęty, przydoił. Nocny, lipcowy sześćdziesiątak. Później skusił się jeszcze ok. 50 cm sandacz.
No cóż, nie zawsze się wyjmuje te największe ryby. Czasami trzeba przełknąć gorycz porażki i... następnym razem złowić "gada".
Miał być sandacz i był, ale... spadł. To nie było pstryknięcie, czy nawet strzał. To było potężne łupnięcie/kopnięcie, następnie zacięcie i... beton. Kilka sekund i ryba spada. Byłem przekonany, że miałem do czynienia z ładnym sumem, jednak ślady na woblerze nie pozostawiają cienia wątpliwości. Po kilka dziur z obu stron (+ "zjedzony" kawałek wobka) świadczą o tym, że to mógł być tylko sandacz, a "beton", że nie był to malec, czy średniak...
Wcześniej wyjechała "wyrośnięta ukleja".
Ciężko usiedzieć w tym upale, więc... warto wybrać się na nocne łowy - 76 cm.
Kolo zielonej gory odra ma w porywach metr glebokosci gdzie te ryby sa teraz?
Trzeba ich szukać :)
Urodzinowy wypad (23.09.), uważam za udany. Co prawda okazów nie było, ale cały czas się coś działo. Dostałem sandacza siedemdziesiątkę (69 cm), bolenia sześćdziesiątkę (62 cm) i pięćdziesiątkę oraz kilka okoni w przedziale 20-25 cm.
Jeden okoń, sandacz i boleń, to smakosze opadowej gumy, a drugi boleń i reszta okoni, to amatorzy boleniowego woblera.
Poza tym, straciłem jednego bolasa (poszedł z wobkiem), drugi trzepnął w przynętę, ale nie trafił w kotwicę, a pozostałych kilka sztuk, odprowadziło wobler (a to pod samą szczytówkę, a to tylko przez kilka metrów).
Wszystkie "opadowe" ryby, łykały głęboko przynęty.
Ostatni wypad na nocnego sandacza i... dwa małe mętnookie, a między nimi, odpasiony kleniuch.
Październik otwarty. Niespodziewany, pierwszy przymrozek (w teorii +2, a w praktyce -4). Piękna, odpasiona ryba.
Ciekawostka: ktoś już miał go na kiju, gdyż z przełyku wystawał przypon z plecionki (3/4 długości ryby). Niestety haka/kotwiczki nie było widać, więc mogłem tylko odciąć wystający fragment linki.
Mariusz, Ty to chyba rzadko co wracasz do domu o kiju:) zawsze coś złowisz, gratulacje!
koledzy, którzy większość czasu łowią na Odrze, powiedzcie mi kiedy rzeka wróci do swojego normalnego poziomu wody?
ja na tej płyciźnie wydłubałem tylko dwa okonie oraz jaśka, gdzie te rybki?
pozdrawiam
ja dziś na Odrze 3 pistoletki i parę okoni działo się coś :) odcinek między mostem Zwierzynieckim a Opatowicami
koledzy, którzy większość czasu łowią na Odrze, powiedzcie mi kiedy rzeka wróci do swojego normalnego poziomu wody?
ja na tej płyciźnie wydłubałem tylko dwa okonie oraz jaśka, gdzie te rybki?
pozdrawiam
Kolego, potrzebny jest deszcz, dużo deszczu. Najlepiej, żeby nie był on gwałtowny, lecz długotrwały. Ewentualnie biała zima i wtedy na wiosnę będzie większa woda.
A czy tak się stanie? Mam nadzieję, że tak, ale czas pokaże.
Nocny boleń, zamiast sandacza. Jest już siła (i masa) w tych jesiennych rapach. Nawet te poniżej "70", robią się bardzo fajne.
Dobra jesień, trwa.
Tym razem, boleniowo. Wyjęty co prawda tylko jeden (70 cm), ale trochę się działo. Po pięknym odjeździe, a następnie pokazaniu się na powierzchni, spadł jeszcze większy osobnik. Zaliczyłem także trzy brania oraz jedno odprowadzenie pod samą szczytówkę.
Wszystko to, działo się przez nie więcej, jak 3 godziny. Później siadło całkowicie.
Krótki, popołudniowy wypad. Efekt: 2 wyjęte, branie i odprowadzenie.
Drugi wypad z rzędu, melduje się siedemdziesiątka.
Dziś, dla odmiany, poranny wypad. Dwa wyjęte i jedno odprowadzenie. Tym razem bez siedemdziesiątki: 60 i 65 cm.
Oba "łyknęły" głęboko.
Tym razem, 5 boleni. Przedział: 60-72 cm.
Tym razem, dwie sztuki. Do tego kilka krótkich "odprowadzeń".
Tym razem, 3 sztuki. Wielkość standardowa: 60-66 cm. Do tego jeden piękny strzał i odprowadzenie pod samą szczytówkę.
Powoli zaczyna "wiać" monotonią. Ale te maluchy mobilizują do dalszych poszukiwać osiemdziesiątki. No i nie było lekko, bo dzień wcześniej powiało i liście (zarówno na powierzchni, jak i w toni) na tyle skutecznie utrudniały łowienie, że czasami ciężko było o czysty rzut. Tak więc, ryby cieszą trochę bardziej, gdyż były z tych liści, "wymęczone".
Niektóre są na prawdę odpasione.
Dziś krótki wypad, boleniowo-sandaczowy. Na początek dwie godziny "rekonesansu", który okazał się jedną wielką klapą, z powodu beznadziejności wybranego odcinka rzeki, przy obecnym stanie wody. Następnie, na sam wieczór, szybkie "obskoczenie" sprawdzonych miejsc i to zaowocowało boleniem, który odpłynął z przynętą oraz odprowadzeniem.
Dawno nie chodziłem za sandaczem, więc po zmroku udałem się na godzinne machanie za mętnookim i Odra dała osiemdziesiątkę - dokładnie, miarka pokazała 82 cm.
Łady okaz, gratki Mariusz, rapy też niczego sobie, konsekwentny jesteś w swoim działaniu i efekty są:)
Dzięki Paweł - no boleni jest trochę, ale rozmiarami nie powalają.
Listopad, otwarty. Cel: sandacz. Ale zanim się zrobiło ciemno, machnąłem za boleniem i wyjechał... szczupak, bez mała siedemdziesiątka. Przyłów - falstart. Po zmroku dwa strzały, jeden wcięty: 81 cm. Przedostatni miesiąc w roku, otwarty bardzo pozytywnie.
Najdelikatniejszy w tym roku, sandaczowy pstryk.
Dzisiejsza Odrzańska Mamusia , 2 cm brakło do magicznego metra
Ło rzesz Ty skubańcu! Piękna ryba, Gratulacje
Daniel, przepiękne rybsko - gratuluję!
Boleniowo-sandaczowy wypad, dał... bolenie i sandacza:P
W ciągu dnia: dziewięć wyjść do przynęty (od bardzo krótkich, po nawrót pod nogami przy wyciąganiu woblera), dwa brania, jedna spinka (wygięta kotwica) i dwa wyjęte.
W ciągu nocy: dwa wyjęte.
4 ryby na brzegu (3 bolenie i 1 sandacz), ale rozmiarowo, poniżej oczekiwań: rapy do 60+ cm, mętnooki "70".
Tym razem, strzały były bardzo mocne.
Piękny a raczej piękna ta szczupaczyca:) gratki dla łowcy!
Antek - przepiękna, wypasiona ryba. Szczere gratulacje (choć trochę zazdrości też);)
A Mariusz jest klasą sam dla siebie. Wymiata równo.
Rządzicie chłopcy.
Dzisiejszy wypad kończy się leszczem 50cm na spiryta;) oraz jednym magicznym pstryknięciem sandaczowym,ale na brzegu melduje się garbusik 40cm
No Panie, nie codziennie łowi się takie okonie w Odrze - gratuluję.
Uff, ale to się dłużyło - po tygodniowej przerwie, powrót nad wodę. Dni już krótkie, więc listopadowe wypady będą boleniowo-sandaczowe. Za dnia bolenie, po zmroku sandacze.
Współpracowały wczoraj, ale brania bardzo delikatne. Standardowo kilka odprowadzeń, dwa brania (a raczej "trącenia") i trzy ryby na kiju. Niestety tylko jedna wyjęta. Te, które spadły, to sześćdziesiątka i "lokomotywa". 80? Nie wiem, bo go nie widziałem, ale pogonił wcześniej drobnicę i było widać, że to konkretna sztuka. Potwierdził to także dużą mocą na kiju, zanim zszedł.
Po zmroku przerzuciłem się na sandacze i wyjechała "jazgarzowa" sześćdziesiątka i dwa klenie (do 40 cm).
Niby tylko 67 cm, ale w karku tak gruby, że nie mogłem go złapać.
Antek, gratulacje. Bardzo ładny, tylko byłby jeszcze ładniejszy, gdyby nie ten palec w pyszczku - znowu rozbolały mnie zęby... ;-(
W piątek strasznie marudziły, ale w sobotę, postanowiłem się zrewanżować i wyskoczyłem chociaż na krótki (3 h, z kawałkiem), popołudniowy wypad. Wiało niemiłosiernie, do tego ostatnie "partie"dębowych liści - warunki łatwe nie były. Celność podczas rzutów wynosiła niemal zero, a przeprowadzenie przynęty bez złapania liściatrawy, zdarzało się raz na kilka przeprowadzeń. Ale opłaciło się. Nie było żadnego grymaszenia ze strony ryb. Żadnych odprowadzeń, trąceń, itp. Jak już się zdecydował, to został podebrany. Trzy w standardowym przedziale (64-67 cm) i jeden poniżej (pięćdziesiątka).
Wyjmowałem już grube bolenie, ale takiego "spaślaka", złowiłem po raz pierwszy - zdjęcie nie odzwierciedla do końca rzeczywistości. Co ciekawe, dwa rzuty później wyjechała taka chudzina, że nawet w maju o taką ciężko.
W piątek strasznie marudziły, ale w sobotę, postanowiłem się zrewanżować i wyskoczyłem chociaż na krótki (3 h, z kawałkiem), popołudniowy wypad. Wiało niemiłosiernie, do tego ostatnie "partie"dębowych liści - warunki łatwe nie były. Celność podczas rzutów wynosiła niemal zero, a przeprowadzenie przynęty bez złapania liściatrawy, zdarzało się raz na kilka przeprowadzeń. Ale opłaciło się. Nie było żadnego grymaszenia ze strony ryb. Żadnych odprowadzeń, trąceń, itp. Jak już się zdecydował, to został podebrany. Trzy w standardowym przedziale (64-67 cm) i jeden poniżej (pięćdziesiątka).
Wyjmowałem już grube bolenie, ale takiego "spaślaka", złowiłem po raz pierwszy - zdjęcie nie odzwierciedla do końca rzeczywistości. Co ciekawe, dwa rzuty później wyjechała taka chudzina, że nawet w maju o taką ciężko.
U Ciebie jeszcze liście na drzewach zielenieją ? ;)
Zdecydowanie już nie zielenieją, ale na dębach jeszcze sporo brązowych liści się trzyma i silny wiatr "dorzuca" na wodę całkiem pokaźną ich ilość, która mocno utrudnia łowienie. Co prawda nie wszystkie baseny są zasyfione, ale większość tych "bankowych" była mocno "dostrojona" liśćmi.
A miało być tak pięknie. Bolenie, sandacze... Niestety, wypad, który i tak miał być krótki, został zakończony bardzo szybko i nie doszedłem nawet, do zaplanowanych wcześniej główek. Tyle, co zmierzając w ich kierunku, zdążyłem "upolować" niespełna 65 cm chudzinę.
Znowu przytrafiła się tygodniowa przerwa, ale wczoraj, w końcu wróciłem nad wodę. Na dzień dobry, 70 cm boleniowego szczęścia. Później wyjechał jeszcze taki pod 65 cm (na zdjęciu).
Pierwszy śnieg.
Dziś powtórka. Tym razem, 3 bolenie od 65 do 70 cm + nocna zębata osiemdziesiątka.
Jak duży musi być boleń, żeby strzelił grot w kotwicy, bardzo renomowanej firmy? Nie musi być wcale duży, wystarczy, że ma spasione 70 cm.
Dziś powtórka. Tym razem, 3 bolenie od 65 do 70 cm + nocna zębata osiemdziesiątka.
Jak duży musi być boleń, żeby strzelił grot w kotwicy, bardzo renomowanej firmy? Nie musi być wcale duży, wystarczy, że ma spasione 70 cm.
Też miałem z tym problem,teraz zbroję woblery w Owner stx 58-tn i dają radę,z chęcią użył bym st 66-tn ale niestety nie produkują małych rozmiarów.
Często Ci strzelały? Bo mi się to przytrafiło pierwszy raz.
Na "konto" wpadają kolejne trzy bolenie. Dwa z serii "60+" i jeden pow. standardu, który w końcu nie spadł w trakcie holu. Grube 77 cm. Mimo kapryśnych przez cały dzień boleni, grudzień otwarty bardzo fajnie.
Na zdjęciu tego nie widać, ale był konkretnie spasiony.
"Często Ci strzelały? Bo mi się to przytrafiło pierwszy raz."
Głównie rozginały się,ale 2-3 razy grot się ułamał.
Fajna rapka ;)
Wczoraj, kolejne trzy sztuki. Największy miał 70 cm. W przeciwieństwie do poprzedniego wypadu, który miał miejsce dwa dni wcześniej, nie grymasiły. Łykały przynęty głęboko, ale na szczęście, za każdym razem, tylna kotwiczka "dyndała" luźno i nie było żadnych krwawień, ani wypinania ze skrzeli.
Nawet krętlik nie wystawał.
5.12.2015 nad wodą przed mikołajkowe czyszczenie rzeki Odry...... :)
na haku dwa zestawy gruntowe i 1 prawie metrowy patyk... he he walczył niczym sum
no i na koniec adrenalina na całego podbicie z opadu i ..... łup.... branie coś małego ale opór stawiał.
a resztę zobaczcie sami.........:) kolega.......;)
Grudniowa zabawa, trwa. Dziś bardzo dłuuugo szły za przynętą. Nie wszystkie zdążały ją "zagryźć" (taki pod 70, już miał otwartą paszczę, ale woda się kończyła, byłem na końcówce "ręcznego dociągnięcia" i nie było szans, zdecydował się o ułamek sekundy za późno). Finalnie, udało się wyjąć trzy sztuki. "Śledź" pod 60 cm, siedemdziesiątka (72 cm) i osiemdziesiątka (79 cm).
Osiemdziesiątka zdążyła, "dociągałem" i wyłoniło się rybsko, otworzyło się "wiadro" i petarda...
Nie zawsze wyciąga się trzy bolenie - tym razem (wczoraj), tylko jeden. Ale za to gruby i silny. 72 cm.
Sztukę łowienia boleni już opanowałeś do perfekcji :)
Bardzo mi miło, że tak uważasz Jakub Woś, ale ja mam trochę inne zdanie na ten temat :P
Wczoraj bardzo krótki wypad. Starczyło czasu na dokładniejsze obłowienie tylko trzech basenów. Efekt, to boleń 70 cm (był tak silny, iż myślałem, że będzie coś lepszego) i mały, ok. 50 cm szczupak.
Siedział przy dnie.
Planowo, ostatnie dwa tygodnie grudnia, miały "zaowocować" 6-7 wypadami na Odrę. Niestety, w to wszystko wplątała się grypa i przyszło mi posiedzieć dłuższy czas w domu. Z tego względu również, nie uda się zakończyć roku w Sylwestra. Ale zrobiłem sobie dziś krótką przerwę w kuracji i pojechałem dosłownie na chwilę, zamknąć "15. Obłowiłem dwie główki pod kontem bolenia. Efekt: "65" + dwa "skubnięcia".
To był piękny sezon. A co w przyszłym? Trzeba łowić, łowić i łowić...
Niestety, rok 2015, już zakończony. Małą rybą, ale chociaż trzepnięcie było z tych mega konkretnych.