no cóż na to poradzić że wszystko idzie w górę/wydatki/,a że ryb coraz mniej to wyłącznie wina czyja jak nie nasza /wędkarzy/oczywiście NIE WSZYSTKICH.Jest sporo tak zwanych "mięsiarzy"którzy nie zważają na żadne limity.Tak więc skąd ma być DUŻO RYB ?
Wina jest naszych możnowładców z Zarządów Okręgów (pseudo zarządów - darmozjady ) co rozdzielają rybę na poszczególne koła. Mam znajomych w Kaletach gdzie jest fajny zbiornik o sorry 2 zbiorniki o łącznej powierzchni ok 54 ha. Wiecie ile ryby ZA rząd im przydzielił w ubiegłym roku czy dwa lata temu już nie pamiętam. No zgadnijcie. Nie, Nie tonę czy dwie. Dostali ledwie kilkaset kilo na 54 ha. Ale oczywiście zbiorniki pod nosem ZA rządu zarybione po brzegi żeby nie musieli "działacze społeczni" daleko jeździć. Po co utrzymywać darmozjadów. Członkowie zarządów kół PZW działają społecznie. Z tego co wiem to jedynie pokrywa się im koszty dojazdów gdy udają się załatwiać sprawy do okręgu oraz koszty korespondencji. Nie pamiętam by kiedykolwiek taki PAJAC z ZO przyjechał gdy w kole działo się coś istotnego no chyba, że zbiornik był spuszczany przed czyszczeniem i trzeba go było wcześniej z ryby wyczyścić. Dlatego uważam że pieniędzmi ze składek powinno gospodarować koło macierzyste wędkarza "bo czasy wymysłu komuny kiedy obowiązywała opłata krajowa nie wrócą".
250 zł to płacę w tym roku.Przykre jest tylko to że na dziesięciu łowiących których spotkałem w tym roku tylko czterech miało kartę. Oczywiści to takie przybliżone wyliczenie bo nie mam uprawnień do kontroli.Trafił się jeszcze jeden kłusownik z psem ale na szczęście mój pies był większy i obaj uciekli.
pieniadze nikomu sie niemnoza ale jak kazdy bedzie myslal ze karta ma sie zwrocic to za pare lat niebedzie poco placic karty ja lapie dla przyjemnosci a nie zeby sie zwracalo afakt jest taki za karta niejest tania
Dokładnie. Gdybym opłacał składki tylko dla złowionych ryb to wolał bym pójść do rybnego i te rybki sobie kupić, ale dla mnie liczy się przede wszystkim przyjemność ze spędzonego czasu nad wodą.
No ok. Ja też łowię dla przyjemności, jednak czasami się zdarza, że się łowi, a nic się nie złowi. Wtedy pieniądze idą w błoto. Co mi z tego przyjdzie jak łowię dla przyjemności i tak naprawdę oddaje te pieniądze "siedzibie PZW". No i wychodzi na to, że idę by stracić pieniądze.
Koledzy jeśli chodzi o składki do pzw ja myślę że nie są wygórowane porównując je ze składkami do pzł gdzie należę również to jest pikuś tam płacisz skladki do pzł oraz do koła osobno więc wychodzi grubo ponad tysiąc rocznie w zależności od koła oraz ustrzeloną zwierzynę trzeba zapłacić od kilograma jak chcecie ją zatrzymać a za złowione ryby nie płacicie więc nie ma co narzekać.
Do PZW nie płaci się za ryby tylko za czas który można spędzić wypoczywając nad wodą, a przy okazji jakąś świeżą rybkę na grila położyć. Ja będę musiał w tym roku zapłacić prawie 350 zł, ale nie wyobrażam sobie całego roku bez wypoczynku nad wodą.
my w Toruniu musimy płacic 350 zł i co mamy powiedziec a łowic nie ma gdzie jeziora puste ,wisła zeszły rok cały czas wysoka i nie było jak połowic a PZW Torun za nic ma nas wedkarzy dla nich najwazniejsza jest kasa kasa kasa
250 zł to płacę w tym roku.Przykre jest tylko to że na dziesięciu łowiących których spotkałem w tym roku tylko czterech miało kartę. Oczywiści to takie przybliżone wyliczenie bo nie mam uprawnień do kontroli.Trafił się jeszcze jeden kłusownik z psem ale na szczęście mój pies był większy i obaj uciekli.
zastanawia mnie ile w takim łowieniu przyjemności a ile strachu, gdybym ja tak siedział to zamiast na wodę czy szczytówkę oglądał bym się za plecy kto idzie....ale też już spotkałem takich którzy bez uprawnień wpadają połowic.
Zgadza się tez nie rozumie co to za przyjemność z łowienia jak ktoś się cały czas rozgląda czy ktoś nie idzie.Niestety u mnie to większość może jednak to i tak lepiej że łowią na wędki a nie inny sprzęt kłusowniczy.Dlatego od ubiegłego roku chodzę na ryby z pieskiem bo nawet trzej wypici kłusownicy na jego widok uciekają,choć niepotrzebnie bo to siła spokoju a że waży ponad 40 kilo i czasem zaszczeka?:)
Witam kolegów po kiju, W Anglii opłatę uiszczasz na poczcie,koszt to tylko 25Łx4.40zł na rok.Z morza można zabrać każdą rybę. Z jezior i rzek wypuszczamy wszystkie po zakończeniu wędkowania.Są miejsca gdzie licencja na odcinek rzeki k/m.Sheepwash w hrabstwie Devon na połów pstrągów kosztuje 1000Ł!!!Doliczcie do tego hotel lub opłatę za kemping...zgroza jeżeli chodzi o finanse.Fani muchowego wędkowania kupują licencje na 2-3 tygodnie.NIE na naszą kieszeń.Szanujmy to co mamy i pomyślmy czasem o naszych dzieciach,które złapały bakcyla.Co i gdzie mogli będą łowić za parę lat jeżeli nie zmienią się zasady dystrybucji finansów z ZGPZW oraz nakłady na faktyczne, nie fikcyjne zarybianie zbiorników wodnych w Polsce?Tu zdecydowanie gospodarze wód powinni posilać się opiniami ichtiologów.Kto jest w temacie ,wie o czym piszę.Pozdrawiam.
Gratuluje apodejścia koledze Dawolf do swojego hobby. Jak doliczyłbym koszt sprzętu jaki posiadam to nie wiem przez jaki czaks musiałbym jeść te ryby jaby były no i oczywiście bym je złowił :)
Zastanawiam się czy jeśli ktoś interesuje się samochodami i wkłada grube pieniądze w swojego oldtimera płacąc przy tym składki za ubezpieczenie to też wychodzi z założenia zwroty z inwestycji ?
A opłaty i zawiązywane porozumienia są rzeczywiście dla mnie niezrozumiałe jak składki na ZUS :(
Jak to czytam to niestety płakać się chce. Nie popieram co prawda zabierania wszystkiego co się złapie do domu i haseł typu bo karta musi się zwrócić, ale jak złapię już jakąś smaczną (i oczywiście miarową) rybkę to czemu nie mam jej zabrać (nie mówię że 5 kg ryby naraz - zamrażarkę mam do innych celów). Ale porównywanie nas do Polskiego Związku Łowieckiego i ich opłat też mnie nie przekonuje. Rozumiem, że część kolegów chce aby wędkarstwo stało się sportem dla elit przy kasie i władzy. Dla mnie nigdy to nie był sport, tylko rekreacja, odpoczynek po stresach w pracy. Takie rozumowanie, to jak te wpisy na forach, niech benzyna kosztuje 10 zł, przynajmniej będzie luz na drogach i będę sobie mógł poszaleć. Jeśli wszyscy przestrzegali by limitów (można je nawet jeszcze ograniczyć - przynajmniej jeśli chodzi o drapieżniki), szanowali łowiska, ryby, nie walili ton zanęt i nie fascynowali się zapasłym karpiem to byłoby pięknie. Ale pięknie to się niestety tylko o tym pisze. A podwyższanie składek i "elitaryzacja" wędkarstwa wcale nie zmniejszy kłusownictwa. Odbierze tylko porządnym i niezamożnym wędkarzom możliwość cieszenia się z tego pięknego hobby. Pozdrawiam i mam nadzieję, że jeszcze połowimy w czystych i rybnych wodach.
Owszem, ja rybki mogę wypuścić, ale tylko gdy zwróci mi się kwota za nie. Ja jeszcze nie pracuje, a pieniądze mi się nie mnożą.
Nie wierze w to co czytam. !!! Powiedz mi po ilu kg miesa uznajesz ze karta sie zwrocila ?. I ile liczysz sobie za 1 kg. No bo skoro ktos ma Ci zwrocic kase za wypuszczone ryby to ciekaw jestem ile sa warte.
Panowie ja mam takie pytanko. Może mi ktoś wyjaśnić jak to jest z tymi rzekomymi zniżkami na składkę?? Jestem studentem i interesuje mnie to czy takie zniżki w ogóle istnieją.
I tu się z pawelz"em zgodzę !!! Policzę to przykladowo tak , rok 2008 - bolonka 550 pln , kołowrotek + osprzęt do bolonki 200 pln , bat Mikado Black Draft 600 - 220 pln , opłaty wędkarskie z łowiskami Koła - 320 pln ( zanęt , przynęt i drobiazgu nie liczę ) - razem wychodzi 1290 pln . Uśredniając cenę kg ryby na 10 pln , wychodzi na to , że aby ww koszt mi się zwrócił , musiałbym zagrać do domu 129 ( sto dwadzieścia dziewięć ) kg ryby !!! . Taki sposób myślenia , że karta i koszt sprzętu muszą mi się zwrócić do mnie nie dociera i mnie w żaden sposób nie przekonuje - niestety hobby kosztuje !!! Ps. Mnie pieniądze też się nie mnożą !!!
yyyyyyyy ciekawe, czy u mnie się chociaż robaki zwróciły ?? , o zanęcie nie wspomnę ;))
A tak poważnie, to współczuje osobą, którym się nie zwraca. U mnie to wygląda tak:-koszt sprzętu - zanęty - przynęty - paliwo + hol dużej rybki + relaks i wyciszenie + arenalina przy braniach +możliwość spożycia świeżej ryby + radość dzieci, gdy uda im się coś złowić = zawsze dużo powyżej zera
Współczuje osobą, które na to patrzą inaczej.pozdrawiam
Witam co z ciebie za wędkarz jak przeliczasz pieniądze wydane na sprzęt a ilość złowionych ryb.Popieram kolegę Jaro Daw,w tym hobby liczy się kontakt z naturą,wspólne wypady z rodziną i kolegami,ja wypuszczam większość złapanych ryb i cieszy mnie jak dokupie sobie nowy sprzęcik i nie moge sie doczekać aż go przetestuje.
co za gość!!! miesiarz i jeszcze sie afiszuje!! hahaha Mam nadzieje ze kiedyś zrozumiesz roznice pomiedzy wędkarstwem a harataniem wszystkiego co sie rusza. Pamietaj ze Wędkarz to nie to samo co "legalny kłusownik" Polamania kija. . . na kolanie.
moje pytanie brzmi jak to jest z opłatami bo co roku płacimy o 10 złotych więcej co to będzie za 7 lat karta będzie kosztowac 250zł
kiedyś płaciliśmy połowę taniej a ryb było co nie miara to były czasy a dzisiaj trzeba się nieźle nagimnastykowac żeby coś złowic
kolego ja teraz w starym tarnobrzeskim zapłaciłem składke 260zł.mamy tutaj kilka zbiorników na które sa dopłaty, niedaleko płynie sobie wisła, za wszystko chcą kasę
moje pytanie brzmi jak to jest z opłatami bo co roku płacimy o 10 złotych więcej co to będzie za 7 lat karta będzie kosztowac 250zł
kiedyś płaciliśmy połowę taniej a ryb było co nie miara to były czasy a dzisiaj trzeba się nieźle nagimnastykowac żeby coś złowic
Chłopie ciesz się że płacisz tylko tyle. My w Toruniu musimy zapłacić prawie 350 zł, i nie mamy podpisanych żadnych porozumień.
To macie dylemat koledzy.Nie łowić wogóle czy zapłacić i łowić.
no cóż na to poradzić że wszystko idzie w górę/wydatki/,a że ryb coraz mniej to wyłącznie wina czyja jak nie nasza /wędkarzy/oczywiście NIE WSZYSTKICH.Jest sporo tak zwanych "mięsiarzy"którzy nie zważają na żadne limity.Tak więc skąd ma być DUŻO RYB ?
Trzeba odżałować i zapłacić, bo nie wiem co bym robił w wolnym czasie jakbym nie mógł sobie na rybki pojechać. A z tymi opłatami to mocno przeginają.
Jaki problem. Łopata i trzeba kopać dziurę. Wodą napełnić, rybki wrzucić i jest zabawa koledzy :)
Wina jest naszych możnowładców z Zarządów Okręgów (pseudo zarządów - darmozjady ) co rozdzielają rybę na poszczególne koła. Mam znajomych w Kaletach gdzie jest fajny zbiornik o sorry 2 zbiorniki o łącznej powierzchni ok 54 ha. Wiecie ile ryby ZA rząd im przydzielił w ubiegłym roku czy dwa lata temu już nie pamiętam. No zgadnijcie. Nie, Nie tonę czy dwie. Dostali ledwie kilkaset kilo na 54 ha. Ale oczywiście zbiorniki pod nosem ZA rządu zarybione po brzegi żeby nie musieli "działacze społeczni" daleko jeździć. Po co utrzymywać darmozjadów. Członkowie zarządów kół PZW działają społecznie. Z tego co wiem to jedynie pokrywa się im koszty dojazdów gdy udają się załatwiać sprawy do okręgu oraz koszty korespondencji. Nie pamiętam by kiedykolwiek taki PAJAC z ZO przyjechał gdy w kole działo się coś istotnego no chyba, że zbiornik był spuszczany przed czyszczeniem i trzeba go było wcześniej z ryby wyczyścić. Dlatego uważam że pieniędzmi ze składek powinno gospodarować koło macierzyste wędkarza "bo czasy wymysłu komuny kiedy obowiązywała opłata krajowa nie wrócą".
ja wędkuję juz 3 lata i do domu niewziąłem żadnej ryby !! Oprcz kilku karasi na zywca :)
i jak nazrazie niemam zamiaru brac ryb!
250 zł to zapła
250 zł to płacę w tym roku.Przykre jest tylko to że na dziesięciu łowiących których spotkałem w tym roku tylko czterech miało kartę. Oczywiści to takie przybliżone wyliczenie bo nie mam uprawnień do kontroli.Trafił się jeszcze jeden kłusownik z psem ale na szczęście mój pies był większy i obaj uciekli.
Owszem, ja rybki mogę wypuścić, ale tylko gdy zwróci mi się kwota za nie. Ja jeszcze nie pracuje, a pieniądze mi się nie mnożą.
pieniadze nikomu sie niemnoza ale jak kazdy bedzie myslal ze karta ma sie zwrocic to za pare lat niebedzie poco placic karty ja lapie dla przyjemnosci a nie zeby sie zwracalo afakt jest taki za karta niejest tania
Dokładnie. Gdybym opłacał składki tylko dla złowionych ryb to wolał bym pójść do rybnego i te rybki sobie kupić, ale dla mnie liczy się przede wszystkim przyjemność ze spędzonego czasu nad wodą.
No ok. Ja też łowię dla przyjemności, jednak czasami się zdarza, że się łowi, a nic się nie złowi. Wtedy pieniądze idą w błoto. Co mi z tego przyjdzie jak łowię dla przyjemności i tak naprawdę oddaje te pieniądze "siedzibie PZW". No i wychodzi na to, że idę by stracić pieniądze.
Koledzy jeśli chodzi o składki do pzw ja myślę że nie są wygórowane porównując je ze składkami do pzł gdzie należę również to jest pikuś tam płacisz skladki do pzł oraz do koła osobno więc wychodzi grubo ponad tysiąc rocznie w zależności od koła oraz ustrzeloną zwierzynę trzeba zapłacić od kilograma jak chcecie ją zatrzymać a za złowione ryby nie płacicie więc nie ma co narzekać.
Dla mnie składki to grosze .Gdzie za te pieniądze spędzę zadowolony tysiące godzin?
Dla mnie składki to grosze .Gdzie za te pieniądze spędzę zadowolony tysiące godzin?
Zgadzam się w 100%
Do PZW nie płaci się za ryby tylko za czas który można spędzić wypoczywając nad wodą, a przy okazji jakąś świeżą rybkę na grila położyć. Ja będę musiał w tym roku zapłacić prawie 350 zł, ale nie wyobrażam sobie całego roku bez wypoczynku nad wodą.
my w Toruniu musimy płacic 350 zł i co mamy powiedziec a łowic nie ma gdzie jeziora puste ,wisła zeszły rok cały czas wysoka i nie było jak połowic a PZW Torun za nic ma nas wedkarzy dla nich najwazniejsza jest kasa kasa kasa
250 zł to płacę w tym roku.Przykre jest tylko to że na dziesięciu łowiących których spotkałem w tym roku tylko czterech miało kartę. Oczywiści to takie przybliżone wyliczenie bo nie mam uprawnień do kontroli.Trafił się jeszcze jeden kłusownik z psem ale na szczęście mój pies był większy i obaj uciekli.
zastanawia mnie ile w takim łowieniu przyjemności a ile strachu, gdybym ja tak siedział to zamiast na wodę czy szczytówkę oglądał bym się za plecy kto idzie....ale też już spotkałem takich którzy bez uprawnień wpadają połowic.
Zgadza się tez nie rozumie co to za przyjemność z łowienia jak ktoś się cały czas rozgląda czy ktoś nie idzie.Niestety u mnie to większość może jednak to i tak lepiej że łowią na wędki a nie inny sprzęt kłusowniczy.Dlatego od ubiegłego roku chodzę na ryby z pieskiem bo nawet trzej wypici kłusownicy na jego widok uciekają,choć niepotrzebnie bo to siła spokoju a że waży ponad 40 kilo i czasem zaszczeka?:)
Witam kolegów po kiju,
W Anglii opłatę uiszczasz na poczcie,koszt to tylko 25Łx4.40zł na rok.Z morza można zabrać każdą rybę. Z jezior i rzek wypuszczamy wszystkie po zakończeniu wędkowania.Są miejsca gdzie licencja na odcinek rzeki k/m.Sheepwash w hrabstwie Devon na połów pstrągów kosztuje 1000Ł!!!Doliczcie do tego hotel lub opłatę za kemping...zgroza jeżeli chodzi o finanse.Fani muchowego wędkowania kupują licencje na 2-3 tygodnie.NIE na naszą kieszeń.Szanujmy to co mamy i pomyślmy czasem o naszych dzieciach,które złapały bakcyla.Co i gdzie mogli będą łowić za parę lat jeżeli nie zmienią się zasady dystrybucji finansów z ZGPZW oraz nakłady na faktyczne, nie fikcyjne zarybianie zbiorników wodnych w Polsce?Tu zdecydowanie gospodarze wód powinni posilać się opiniami ichtiologów.Kto jest w temacie ,wie o czym piszę.Pozdrawiam.
Luźna myśl...
Gratuluje apodejścia koledze Dawolf do swojego hobby. Jak doliczyłbym koszt sprzętu jaki posiadam to nie wiem przez jaki czaks musiałbym jeść te ryby jaby były no i oczywiście bym je złowił :)
Zastanawiam się czy jeśli ktoś interesuje się samochodami i wkłada grube pieniądze w swojego oldtimera płacąc przy tym składki za ubezpieczenie to też wychodzi z założenia zwroty z inwestycji ?
A opłaty i zawiązywane porozumienia są rzeczywiście dla mnie niezrozumiałe jak składki na ZUS :(
Jak to czytam to niestety płakać się chce. Nie popieram co prawda zabierania wszystkiego co się złapie do domu i haseł typu bo karta musi się zwrócić, ale jak złapię już jakąś smaczną (i oczywiście miarową) rybkę to czemu nie mam jej zabrać (nie mówię że 5 kg ryby naraz - zamrażarkę mam do innych celów). Ale porównywanie nas do Polskiego Związku Łowieckiego i ich opłat też mnie nie przekonuje. Rozumiem, że część kolegów chce aby wędkarstwo stało się sportem dla elit przy kasie i władzy. Dla mnie nigdy to nie był sport, tylko rekreacja, odpoczynek po stresach w pracy. Takie rozumowanie, to jak te wpisy na forach, niech benzyna kosztuje 10 zł, przynajmniej będzie luz na drogach i będę sobie mógł poszaleć.
Jeśli wszyscy przestrzegali by limitów (można je nawet jeszcze ograniczyć - przynajmniej jeśli chodzi o drapieżniki), szanowali łowiska, ryby, nie walili ton zanęt i nie fascynowali się zapasłym karpiem to byłoby pięknie. Ale pięknie to się niestety tylko o tym pisze. A podwyższanie składek i "elitaryzacja" wędkarstwa wcale nie zmniejszy kłusownictwa. Odbierze tylko porządnym i niezamożnym wędkarzom możliwość cieszenia się z tego pięknego hobby.
Pozdrawiam i mam nadzieję, że jeszcze połowimy w czystych i rybnych wodach.
Owszem, ja rybki mogę wypuścić, ale tylko gdy zwróci mi się kwota za nie. Ja jeszcze nie pracuje, a pieniądze mi się nie mnożą.
Nie wierze w to co czytam. !!!
Powiedz mi po ilu kg miesa uznajesz ze karta sie zwrocila ?.
I ile liczysz sobie za 1 kg. No bo skoro ktos ma Ci zwrocic kase za wypuszczone ryby to ciekaw jestem ile sa warte.
Panowie ja mam takie pytanko. Może mi ktoś wyjaśnić jak to jest z tymi rzekomymi zniżkami na składkę?? Jestem studentem i interesuje mnie to czy takie zniżki w ogóle istnieją.
I tu się z pawelz"em zgodzę !!! Policzę to przykladowo tak , rok 2008 - bolonka 550 pln , kołowrotek + osprzęt do bolonki 200 pln , bat Mikado Black Draft 600 - 220 pln , opłaty wędkarskie z łowiskami Koła - 320 pln ( zanęt , przynęt i drobiazgu nie liczę ) - razem wychodzi 1290 pln . Uśredniając cenę kg ryby na 10 pln , wychodzi na to , że aby ww koszt mi się zwrócił , musiałbym zagrać do domu 129 ( sto dwadzieścia dziewięć ) kg ryby !!! . Taki sposób myślenia , że karta i koszt sprzętu muszą mi się zwrócić do mnie nie dociera i mnie w żaden sposób nie przekonuje - niestety hobby kosztuje !!! Ps. Mnie pieniądze też się nie mnożą !!!
Cześć Szamon .Jak tam jeździsz trochę na rybki ?
yyyyyyyy ciekawe, czy u mnie się chociaż robaki zwróciły ?? , o zanęcie nie wspomnę ;))
A tak poważnie, to współczuje osobą, którym się nie zwraca.
U mnie to wygląda tak:-koszt sprzętu - zanęty - przynęty - paliwo + hol dużej rybki + relaks i wyciszenie + arenalina przy braniach +możliwość spożycia świeżej ryby + radość dzieci, gdy uda im się coś złowić = zawsze dużo powyżej zera
Współczuje osobą, które na to patrzą inaczej.pozdrawiam
Witam co z ciebie za wędkarz jak przeliczasz pieniądze wydane na sprzęt a ilość złowionych ryb.Popieram kolegę Jaro Daw,w tym hobby liczy się kontakt z naturą,wspólne wypady z rodziną i kolegami,ja wypuszczam większość złapanych ryb i cieszy mnie jak dokupie sobie nowy sprzęcik i nie moge sie doczekać aż go przetestuje.
co za gość!!! miesiarz i jeszcze sie afiszuje!! hahaha Mam nadzieje ze kiedyś zrozumiesz roznice pomiedzy wędkarstwem a harataniem wszystkiego co sie rusza. Pamietaj ze Wędkarz to nie to samo co "legalny kłusownik" Polamania kija. . . na kolanie.
moje pytanie brzmi jak to jest z opłatami bo co roku płacimy o 10 złotych więcej co to będzie za 7 lat karta będzie kosztowac 250zł
kiedyś płaciliśmy połowę taniej a ryb było co nie miara to były czasy a dzisiaj trzeba się nieźle nagimnastykowac żeby coś złowic
kolego ja teraz w starym tarnobrzeskim zapłaciłem składke 260zł.mamy tutaj kilka zbiorników na które sa dopłaty, niedaleko płynie sobie wisła, za wszystko chcą kasę