Ahh… to wędkarstwo. Choć nie mam jeszcze długiego stażu. Ba!! Nie mam go w ogóle - to mój pierwszy sezon z systematycznym połowem ryb, a w zasadzie z próbą ich łowienia. Ilu mam znajomych tylu przeciwników wędkowania. Bo to nudne, smętne, hobby dla ludzi na emeryturze, i takie tam blablabla, ale że znany jestem z tego, iż często robię na przekór wszystkim – tak było i tym razem. „Ja wam już pokaże jakie to „nudne”, gdy tylko złowię okaz, którego sam Santiago z opowieści Ernesta Hemingway’a, by się nie powstydził.”
Sporo musiałem się naczytać zanim zakupiłem zwykły haczyk, bowiem stawiałem od razu na szybki i duży okaz. Przez głowę przebiegała mi tylko jedna myśli: „Obojętnie co, to musi być coś dużego”. Nowa wędka, nowy kołowrotek, żyłki haczyki i zanęta. „Do boju” – pomyślałem, „nie jednemu coś tu muszę udowodnić”.
Jak nie trudno się domyślić, pierwsza łowienie, zakończyło się fiaskiem. Nic ! Nawet maluteńkiego skubnięcia. Podobnie było za drugim razem. Jak to jest możliwe by siedzieć dwie godziny i nie mieć nic w siatce. Już miałem przybić piątkę z tymi, którzy śmiali się z wędkowania i powiedzieć, że mieli rację – to nie dla mnie. Naszła mnie jednak refleksja, tak bardzo chciałem złowić rybę i pokazać wszystkim przeciwnikom jak bardzo się mylą co do swoich teorii, że zapomniałem o najważniejszym.
Przecież to MOJE HOBBY, to ja mam być z niego zadowolony i spędzać swój wolny czas tam gdzie lubię. W tym wyścigu, w którym brałem udział sam ze sobą zapomniałem, po co tak naprawdę zacząłem wędkować.
By mieć chwilę spokoju, aby móc odciąć się od Internetu, telewizji, uczelni, ciągłego wyścigu szczurów i walki o piedestał. Takie miałem założenia, zanim komukolwiek powiedziałem o swojej chęci wędkowania. Tym czasem coś co miało pozwolić mi wziąć głęboki oddech, stało się jednym z elementów codziennego konkurowania. „Tak nie mogło być, to moje hobby i moje „5 minut” dla siebie.
Po tych, krótkich przemyśleniach i policzku, wymierzonym samemu sobie szybko wycofałem się z chęci złowienia rekordowego okazu. Chce po prostu spędzić wolny czas na świeżym powietrzu. I mimo, że do tej pory nie złowiłem jeszcze ani jednej ryby, która byłaby większa niż mój palec wskazujący, nie zrażam się. Póki co nie o to mi chodzi. Choć nie ukrywam, że chętnie zrobiłbym sobie zdjęcie z ładną i obfitą sztuką J
Dla wielu wędkarstwo jest rywalizacją z samym sobą, a nauka i wyciąganie wniosków sprawia nam radość Wiele rzeczy próbujemy dzięki temu zrozumieć, tak jak np. poznawanie przyzwyczajeń ryb i czytanie wody...dzięki temu możemy też spędzić miło czas, zapominając często o trudach codzienności.Jest tak jak piszesz, wędkarstwo przez wielu jest źle kojarzone i nierozumiane, a to jest również sztuka i mam nadzieję, że zmieni się kiedyś wizerunek wędkarza w oczach tych, którzy nigdy nie próbowali tegonawet zrozumieć. Jednak jakoś szczególnie mi to nie przeszkadza, że jesteśmy dziwni :)))..dla pozostałych.Rób to co sprawia Ci przyjemność i nie szkodzi innym. Powodzenia... przyjdzie też czas na okazy.
Też tak miałem jak piszesz . Czasami się wkurzałem , że nic nie bierze , że pogoda nie ta , ale potem przychodziło opamiętanie , że w sumie trzeba się cieszyć , że się jest nad wodą . Nie ukrywam , że branie ryby to taka wisienka na torcie i po to wędkujemy , ale czasami życie daje w kość i nawet jak nic nie bierze to i tak jest o niebo lepiej niż np. w robocie .
Ahh… to wędkarstwo. Choć nie mam jeszcze długiego stażu. Ba!! Nie mam go w ogóle - to mój pierwszy sezon z systematycznym połowem ryb, a w zasadzie z próbą ich łowienia. Ilu mam znajomych tylu przeciwników wędkowania. Bo to nudne, smętne, hobby dla ludzi na emeryturze, i takie tam blablabla, ale że znany jestem z tego, iż często robię na przekór wszystkim – tak było i tym razem. „Ja wam już pokaże jakie to „nudne”, gdy tylko złowię okaz, którego sam Santiago z opowieści Ernesta Hemingway’a, by się nie powstydził.”
Sporo musiałem się naczytać zanim zakupiłem zwykły haczyk, bowiem stawiałem od razu na szybki i duży okaz. Przez głowę przebiegała mi tylko jedna myśli: „Obojętnie co, to musi być coś dużego”. Nowa wędka, nowy kołowrotek, żyłki haczyki i zanęta. „Do boju” – pomyślałem, „nie jednemu coś tu muszę udowodnić”.
Jak nie trudno się domyślić, pierwsza łowienie, zakończyło się fiaskiem. Nic ! Nawet maluteńkiego skubnięcia. Podobnie było za drugim razem. Jak to jest możliwe by siedzieć dwie godziny i nie mieć nic w siatce. Już miałem przybić piątkę z tymi, którzy śmiali się z wędkowania i powiedzieć, że mieli rację – to nie dla mnie. Naszła mnie jednak refleksja, tak bardzo chciałem złowić rybę i pokazać wszystkim przeciwnikom jak bardzo się mylą co do swoich teorii, że zapomniałem o najważniejszym.
Przecież to MOJE HOBBY, to ja mam być z niego zadowolony i spędzać swój wolny czas tam gdzie lubię. W tym wyścigu, w którym brałem udział sam ze sobą zapomniałem, po co tak naprawdę zacząłem wędkować.
By mieć chwilę spokoju, aby móc odciąć się od Internetu, telewizji, uczelni, ciągłego wyścigu szczurów i walki o piedestał. Takie miałem założenia, zanim komukolwiek powiedziałem o swojej chęci wędkowania. Tym czasem coś co miało pozwolić mi wziąć głęboki oddech, stało się jednym z elementów codziennego konkurowania. „Tak nie mogło być, to moje hobby i moje „5 minut” dla siebie.
Po tych, krótkich przemyśleniach i policzku, wymierzonym samemu sobie szybko wycofałem się z chęci złowienia rekordowego okazu. Chce po prostu spędzić wolny czas na świeżym powietrzu. I mimo, że do tej pory nie złowiłem jeszcze ani jednej ryby, która byłaby większa niż mój palec wskazujący, nie zrażam się. Póki co nie o to mi chodzi. Choć nie ukrywam, że chętnie zrobiłbym sobie zdjęcie z ładną i obfitą sztuką J
Dla wielu wędkarstwo jest rywalizacją z samym sobą, a nauka i wyciąganie wniosków sprawia nam radość Wiele rzeczy próbujemy dzięki temu zrozumieć, tak jak np. poznawanie przyzwyczajeń ryb i czytanie wody...dzięki temu możemy też spędzić miło czas, zapominając często o trudach codzienności.Jest tak jak piszesz, wędkarstwo przez wielu jest źle kojarzone i nierozumiane, a to jest również sztuka i mam nadzieję, że zmieni się kiedyś wizerunek wędkarza w oczach tych, którzy nigdy nie próbowali tegonawet zrozumieć. Jednak jakoś szczególnie mi to nie przeszkadza, że jesteśmy dziwni :)))..dla pozostałych.Rób to co sprawia Ci przyjemność i nie szkodzi innym. Powodzenia... przyjdzie też czas na okazy.
Też tak miałem jak piszesz . Czasami się wkurzałem , że nic nie bierze , że pogoda nie ta , ale potem przychodziło opamiętanie , że w sumie trzeba się cieszyć , że się jest nad wodą .
Nie ukrywam , że branie ryby to taka wisienka na torcie i po to wędkujemy , ale czasami życie daje w kość i nawet jak nic nie bierze to i tak jest o niebo lepiej niż np. w robocie .