Reklama
  • Forum wedkuje.pl2009-10-18 09:33:52

    Mam psa jamnika .Mówią że psy dzielą się na jamniki i tę resztę.Pies wędkarza musi się jakoś nazywać,nazwałem go MEPS,to taka blaszka spinningowa,wiecznie w ruchu,taka mała zadziora.Meps to towarzysz niektórych wypraw wędkarskich.To on rano tupie żeby go wyprowadzić na spacer,on uderza nosem w miskę chcąc jeść i to on wita mnie ze skowytem radości jak wracam z pracy.... Już nie wita ,leży w swoim kojcu i czeka na śmierć.Diagnoza weterynarza była jak wyrok ,nerki przestały pracować,najwyżej miesiąc życia,nie do uratowania(nie...................!!!)jutro prawdopodobnie go uśpię,cholera jak ciężko.. w gardle coś ściska.Przecież to tylko pies,a jednak boli.

  • gg003 2009-10-18 10:00:39

    Oj kolego skąd ja to znam, sam miałem swego czasu pieska, zwykłego kundelka-suczkę a jaka była to cwana i mądra towarzyszka moich wędkarskich wypraw.Po prawie 16 latach , niestety stało się , choroba i niestety trzeba było zwierzątko uśpić.Bardzo byłem z psiakiem zrzyty, czułem się wtedy bardzo paskudnie , gdy lekarz usypiał mojego psiaka, wiem jak bardzo to boli, stracić towarzysza.

  • nerwus40 2009-10-18 12:29:49

    to przykre, też to przeszedłem i wiem jak to boli zwierzaki stają się członkami rodziny.

  • Forum wedkuje.pl 2009-10-18 12:36:56

    I ja Was doskonale rozumiem. Nie będę opisywał swojego przypadku i mojej zażyłości ze swoim psim przyjacielem. Mogę tylko powiedzieć, że bardzo mi przykro i życzę Wam kolejnego (kolejnej) równe udanego (udanej) towarzysza (towarzyszki) wypraw wędkarskich.

    Pozdrawiam.

  • Reklama
  • łysy wąż 2009-10-18 12:40:00

    Bardzo Ci kolego współczuję.... Domyślam się, jak Ci musi być ciężko. Sam mam psiaka - Toro ma 14 miesięcy i jest ze mną od roku. Nie wyobrażam sobie, że musiałbym się z nim rozstać....
    Naprawdę, bardzo Ci współczuję i życzę dużo siły.

    pozdrawiam

  • Forum wedkuje.pl 2009-10-18 16:22:10

    współczuje

  • Forum wedkuje.pl 2009-10-18 21:53:39

    Miałem to samo. Ten moment, kiedy położy człowiekowi głowę na ramieniu... żal. Współczuję.

  • Forum wedkuje.pl 2009-10-19 18:09:59

    Przeszedłem przez to na początku roku. Diagnoza weterynarza rak wątroby w listopadzie ubiegłego roku. Odszedł w styczniu tego roku jak mogłem ratowałem psisko! Przedłużyłem życie o dwa miesiące. Ale do dzisiaj jest mi smutno. Też był jamnikiem. Nazywał się może trochę pretensjonalnie bo Filip! Współczuję.!!Myślę, że on nie wiedział że jest psem, ale wiedział że jest członkiem mojej rodziny!

  • Reklama
  • Blacha 2009-10-20 06:46:21

    Jamniki to inny gatunek to nie sa poprostu psy, kto mial ten wie. Moja suczka miala raka nic nie pomogly dwie operacje, byly przeżuty. najlepszym lekarstwem na ten żal jest kupno lub przygarnięcie kolejnego jamnika albo jamnikopodobnego, oczywiscie wszystko w swoim czasie kazdemu innego czasu na to potrzeba. Ja tak zrobilem i wiem juz teraz ze jamniki ponad wszystko i kiedy przyjdzie znowu ta smutna chwila, to gdy minie znowu bede miał jamnika. Tak juz mam nie potrafie zyc bez jamnika. Pozdrawiam

  • Forum wedkuje.pl 2009-10-20 10:04:02

    Muszę poczekać, bo zrobię krzywdę następnemu jamnikowi porównując go do poprzednika. Ale,że będzie to pewne! Oczywiście jajnik!

  • Forum wedkuje.pl 2009-10-20 10:59:45

    A jaki był to można obejrzeć na moim blogu.

  • Kiris 2009-10-23 21:51:10

    A ja niestety nie mogę brać mojego pieska nad wodę. Robi tyle zamieszania i tak mąci wodę, że o jakimkolwiek łowieniu nie może być mowy. Dlatego często mam rozterkę co brac nad wodę psa czy kija.......

  • Reklama
  • Forum wedkuje.pl 2009-10-23 23:08:57

    A już myślałem że wątek o psie pójdzie w zapomnienie. Brawo że zdecydowałeś się choć słówko o naszych mniejszych braciach! Winni jesteśmy mim to! Wszak kochają bezinteresownie!

  • pisaq 2009-10-24 00:04:58

    Jak to czytam, to aż mnie ściska w dołku. Jestem uczulony na to. Jeżeli człowiekowi dzieje się krzywda to nie rusza mnie to - wszak człowiek jest zaradny, komunikatywny - powie co mu jest, co mu nie pasuje. Ale krzywda zwierzęca... taki zwierzak jest bezbronny, nie powie co go boli, nie poradzi sobie sam.

    Też mam jamnika, ma już 12lat, wabi się Dyzio (mama tak wymyśliła...), ale dla mnie jest Morda i Szczur i Nornik i Dydek. Miał już problemy z chodzeniem, ale udało się to powstrzymać i chodzi normalnie, ale po schodach trzeba go wnosić. Generalnie jest już "emerytem" i "kombatantem", ale nie wyobrażam sobie, żebym wstał rano i nie zobaczył jak się przeciąga i sam nieco zdegustowany patrzył na mnie, jakby chciał powiedzieć "a czego ty chłopie nie śpisz?".
    Jest naszym oczkiem w głowie, jak tylko coś z nim nie tak to lecimy do weterynarza, którego on po prostu nienawidzi, a sam weterynarz zalicza Dydka do niewielkiej grupy psich pacjentów, których się szczerze boi :p
    Bo jamniki waleczne są.

    Pies to prawdziwy przyjaciel, oddany, bezinteresowny...
    "Tylko" pies.
    Kolego MAVER61, przykro mi. Tu się nie da nic powiedzieć.
    Trzymaj się.

  • Forum wedkuje.pl 2009-10-24 00:16:56

    Widzę, że klub posiadaczy, lub byłych posiadaczy jamników poszerza się. Mój jak wstawałem na ryby o trzeciej nad ranem patrzyl na mnie z wielkim politowaniem, a nie raz miałem wrażenie że popuka się po głowie, dając do zrozumienia że nie aprobuje pory wstawania. Skwapliwie korzystając z okazji, rozwalał sie na moim miejscu w łóżku z wielkim zadowoleniem.

  • łysy wąż 2009-10-24 20:17:54

    Jak ja wstaję na ryby, to " mijam " się z moją gadziną. Ja z łóżka, to on do łóżka.
    Nad wodę zabieram albo wędki, albo psa. Tak jak u kolegi Kiris"a, nie ma łowienia. Otwieram drzwi samochodu i zanim powiem " nie wolno ", Toro już pływa w miejscu gdzie chciałem wędkować...
    Tyle tylko że to nie jamnik, a amstaff. Ale też kopie, pływa i poluje....

  • Forum wedkuje.pl 2009-10-25 07:22:15

    Mój jamnik przez całe życie raz splamił się wyjazdem na ryby. Zupełnie mu to nie odpowiadało! Obszedł kawał brzegu, obsikał co się dało, chwilę posiedział obok wędek,a że nic się nie działo to wskoczył do samochodu i co jakiś czas szczekaniem dawał znać: czas do domu. Absolutnie należał do rodzaju kanapowców!

  • Reklama
  • Forum wedkuje.pl 2009-10-25 20:28:38

    Współczuje Ci kolego sytuacji oraz decyzji którą musisz podjąć a która w tej sytuacji uwolni twojego przyjaciela od niepotrzebnych męczarni, żeby jednak rozładować smutną atmosferę spróbuje napisać kilka słów być może będą one antystresowe. Jamniczki są fajne i złośliwe i to w nich jest zabawne, swego czasu w miejscowości turystycznej Kamień nie daleko Rucianego Nida spotkałem starsze małżeństwo wraz ze swym starszym jamnikiem jakież było zdziwienie gdy zobaczyłem jak ten pies patrzy na spławik wraz ze swym Panem i cichym skomleniem informuje przeżywając każde drgnięcie tegoż spławika, to było piękne. Pies nigdzie się nie oddalał nie biegał po okolicy i przy okazji innym wędkarzom po wędkach a takie obrazki widuje często, siedział przy swoim Panu wiernie mu towarzysząc. Zapytałem tego człowieka jakie jest lekarstwo/metoda wychowawcza stosowana w przypadku tego egzemplarza, usłyszałem że ciężka praca począwszy od szczeniaka woda, pies, wędki- woda, pies, wędki itd. Choć podziwiam tego psa oraz jego właściciela wyznaje jednak zasadę "Dla Każdego Coś Innego Dobrego" ja osobiście podobnie jak Kolega Kamil uważam amstafa za rasę bliższą memu sercu miałem dwa z czego ten drugi który obecnie żyje z moimi teściami na wsi jest mądrym egzemplarzem uczyłem go kulturalnego zachowania nad woda oraz wśród otaczających nas wędkarzy i nie powiem osiągaliśmy w tej dziedzinie coraz większe sukcesy. Nie zapomnę jak łowiąc na dopływie zasilających stawy w wodę wskoczył w rosnące opodal trzciny łączące brzeg z nurtem i wyniósł trzymając w zębach ruszającego się kroczka kładąc mi go na ziemi i szczęśliwie szczekając to było nie zapomniane przeżycie, tego dnia tylko Haps bo tak ma na imię złowił rybę :)

  • hubi 2009-10-25 20:46:37

    Pies lepszy nikiedy jest od człowieka ja dostałem malutkiego amstawa od córki był u mnie 3 miesiace i sasiedzi mi go otruli bo mysleli ze wyrosnie bandyta ale nie zwieże jest bandytą tylko ten co go do tego nauczy.

  • łysy wąż 2009-10-25 21:24:40

    Popieram wypowiedź kolegi hubi. To od człowieka w dużej mierze zależy, jaki będzie charakter psa. Mój amstaff ma 14 miesięcy, więc powoli dorasta - chociaż nadal jest szczeniakiem. Tyle że wizualnie nie wygląda już jak szczeniaczek. Ale jedyne na co narażony jest przypadkowy przechodzień to to, że Toro będzie chciał mu się wdrapać na kolanka - do głaskania. A wygląda jak pies - morderca.... Co najwyżej może zalizać na śmierć...
    Wielu ludzi natomiast po prostu boi się psów. Mam sąsiada, chłop około 40-45 lat. I jak wysiadam z psem z windy, to gość piszczy ( !!! ) ze strachu. Nie przesadzam - staje pod ścianą, ręce za siebie i piszczy !!! I nie ważne, że psiak jest na smyczy i merda ogonem... Ma jakiś uraz do psów i tyle.
    A szkoda, bo Toro pewnie chętnie by mu wskoczył na kolanka...

    Hubi - przykro mi z powodu Twojego pieska...

  • hubi 2009-10-25 21:30:35

    Dzieki najgorzej to przezył mój Hubek po Ksena to była jego kolezanka to była suka ale nic sie nie poradzi takie jest zycie pozdrawiam.

  • Forum wedkuje.pl 2009-10-26 00:19:33

    Pies, to dziwne stworzenie. Najlepszy przyjaciel, na codzień często kłopot-bo szczeka, bo gryzie, bo molestuje, żeby z nim wyjść,bo brudzi, a jak go zabraknie...
    Ja za każdym razem obiecuję sobie, że nie będzie następnego, tyle że one jakoś tak same się znajdują ;) Mojego obecnego łobuza(jeśli dobrze pamiętam jest siódmy) z konieczności dzielę z bratem (często mnie nie ma), zwie się Rockers i ma już swoje latka. Często wracając z podróży łapię się na tym, że zamiast biec do mamy mnie najpierw interesuje, czy ktoś wybiegnie mi na powitanie...

  • uklejka 2009-10-26 11:27:32

    Na wielu ludziach się zawiodłem , na psie nigdy.
    Też miałem psa, sunie Myszkę była z nami , to nie przesada 20 lat i 3 tygodnie, udokumentowane jest to książeczkę zdrowia od urodzenia aż do jej naturalnej śmierci.
    Po jej śmierci padła decyzja żaden inny pies w domu nie będzie .
    Wytrzymaliśmy tak trzy miesiące, i jest jednak inny, czarny labrador Kama.

  • Irkoni 2009-10-26 14:24:27

    Tak tak pierwszy mój pies też jamnik,płacz smutek,żal.Powiedziałem wtedy żadnego psa więcej,no ale się nie dało.Teraz jest owczarko podobne,suczka Bizi.
    Ten pies ma ADHD,ma prawie 7 lat a bawi się jak szczeniak.Nawet nie próbuję sobie wyobrazić jak to będzie kiedy go zabraknie.Przez pewien czas w domu to miałem wojnę z żonką,cały czas słuchałem ;;tak ty bardziej kochasz tego psa niż mnie,no ale jak nie kochać kiedy wiesz że pies kocha cię za to że jesteś a nie za to jak wyglądasz czy ile masz kaski.......Pozdrawiam

  • Reklama
  • Forum wedkuje.pl 2009-10-27 16:22:25

    Z całego serca dziękuję wszystkim za te słowa otuchy.Mój Meps przeszedł już po tęczowym moście na drugą stronę i biega radośnie po łąkach.Napewno będzie znowu jamnik w domu inaczej być nie może.Fajnie piszecie o swoich psach,widać ,że je kochacie lub kochaliście,po prostu jesteście dobrymi ludżmi.Serdecznie wszystkich pozdrawiam i piszcie dalej.

  • łysy wąż 2009-10-27 16:36:31

    Na pewno biega, bawi się z innymi pieskami i jest szczęśliwy. Jeszcze raz szczerze współczuję i życzę, aby kolejny " przegubowiec " dostarczał Ci tyle przeżyć co Meps.
    Pozdrawiam

  • Forum wedkuje.pl 2009-10-27 21:59:39

    A ja regularnie palę znicza na Filipa grobie. Mam nadzieję,że jest w krainie szczęśliwości i w pieskowym raju. Czeka na mnie, bo kiedyś znowu będziemy razem!

  • karpik19777 2009-10-31 19:45:26

    Ja ze swoim owczarkiem niemieckim"BASKO" rozstałem się dwa lata temu .miał raka.Wiem jaka to strata. Dziewiędz lat ze mną wędkował. trzymaj się.

  • Forum wedkuje.pl 2009-10-31 19:50:07

    Własnie jutro jest 1 - szy listopada,może to głupie bo na wielu grobach ludzi nikt nie zapali świeczki. Ale jemu zapalę. Wart jest tego!

  • karpik19777 2009-10-31 19:52:43

    tak trzymać

  • Forum wedkuje.pl 2009-11-01 11:29:11

    No i znicz mu się pali! U nas dziś choć ładny dzień można nad grobami chwilkę postać.

  • pisaq 2009-12-06 12:04:43

    No i stało się.
    Po wielu wizytach u weterynarza - związanych z inną chorobą - piesek miał być zdrowy, już biegał, skakał, merdał ogonem, a tu w nocy go sparaliżowało.
    Nie może chodzić - tylne łapki odmówiły posłuszeństwa, nie może się załatwić...
    Okropnie cierpiał, dałem mu Scanodyl który był stosowany przy jego poprzednich problemach z chodzeniem no i lek przeciwbólowy, ale nic to nie dało.
    Cała noc nieprzespana.
    Dzisiejsza wizyta u weterynarza nie podniosła mnie na duchu.
    Jeżeli zaaplikowane lekarstwa do jutra nie pomogą to trzeba będzie go uśpić.
    Tak też dzisiejszej nocy myślałem. Skoro aż wyje z bólu to nie ma sensu go dalej męczyć.
    Teraz leży i odpoczywa, lek przeciwbólowy podany przez weterynarza działa, ale jak długo...w domu grobowa atmosfera.
    Nawet ojciec - który udawał że go nie lubi i wszelkie przejawy "kumpelstwa" ukrywał, a "potajemnie" uwielbiał psiaka - nic nie mówi.
    12lat to kupa czasu...

  • Forum wedkuje.pl 2009-12-06 14:47:05

    Przykro mi Pisaq

  • Forum wedkuje.pl 2009-12-06 19:43:16

    12 lat - kupę czasu, mi też jest bardzo przykro

  • Forum wedkuje.pl 2009-12-07 12:42:43

    Przeszedłem przez to w styczniu. Był z nami 14 lat! To szmat czasu. Na jego grób chodzę co jakiś czas i palę mu świeczkę mając nadzieję ,że biega gdzieś po Polach Elizejskich w psim raju. I jest mu dobrze! Mam jego zdj. na blogu i bardzo często zaglądam do niego! Współczuję!

  • Forum wedkuje.pl 2009-12-07 13:41:12

    Witam.Jest to smutne,aczkolwiek nieuchronne.Ja mam labradorkę którą zawsze zabieram ze sobą na wyprawy,tak je lubi i ryby że jest w stanie się obrazić gdybym ją zostawił w domu.

  • pisaq 2009-12-08 20:52:34

    No i stało się...
    Dzisiaj podjęliśmy wspólnie decyzję o uśpieniu pieska.
    Niestety, nie dało się już nic więcej dla niego zrobić, stadium choroby i wiek zrobiły swoje.
    Momenty usypiania to jeden z najgorszych, o ile nie najgorszy moment w moim życiu...
    Dobrze, że szwagier ze mną pojechał, bo nie byłbym w stanie wrócić samochodem do domu.
    Cała rodzina chodzi struta...
    Leży w pudełku, na swojej poduszce, przykryty swoim kocykiem...jutro będzie pochowany.

    "Przecież to tylko pies..." a może i nie.
    Jak dla mnie Dyzio był członkiem rodziny i to aktywnym.
    Zawsze cieszył się z mojego powrotu do domu, jak już wjeżdżałem samochodem na plac to merdał ogonem i czekał pod drzwiami. Spał ze mną, nawet jedzenie podawałem mu "z ust do ust".
    Uwielbiał się bawić, wręcz domagał się głaskania i drapania.
    Teraz tutaj jest tak jakoś pusto....
    Najgorsze jest, że człowiek nie dopuszczał do siebie myśl o śmierci pupila, a napewno nie przypuszczał, że będzie musiał jechać go uśpić...
    Ciężko się pozbierać...
    Dzięki chłopaki.

  • łysy wąż 2009-12-08 21:11:47

    Bardzo Ci współczuję kolego..... Nie wyobrażam sobie być w Twojej sytuacji.... Jednak trzymam kciuki, żebyś był twardy i przeszedł przez to...
    Współczuję

  • Forum wedkuje.pl 2009-12-08 21:24:09

                                                                                                                                    :(

  • Forum wedkuje.pl 2009-12-08 21:26:25

    przykre :(

  • Forum wedkuje.pl 2009-12-08 22:42:50

    :( mi tez przykro

  • pisaq 2009-12-09 18:14:47

    No i dzisiaj pochowałem swojego przyjaciela...
    Ciężka sprawa, naprawdę...
    Leży niedaleko naszej suni - Perełki, kundelka którego uśpiliśmy w wieku 20(!)lat.
    Zakopałem go wszystkimi jego rzeczami (poduszka, kocyk, kosteczka, książeczka zdrowia - może tam mu się przydadzą, może będą pytać o jakieś dokumenty), resztę wyrzuciłem(smycz, kaganiec, miski - to mu się tam nie przyda).

    Wracam do domu i nie słyszę radosnego popiskiwania zza drzwi, gdy je otwieram nikt się nie cieszy, nie domaga się żeby go głaskać...
    Odruchowo co jakiś czas sprawdzam czy miski są pełne.
    Gdy wchodzę do łazienki to uważnie patrzę pod nogi aby nie wejść na "minę"... przyzwyczajenie.

    Na pocieszenie tym, którzy znajdują się w podobnej sytuacji jak ja powiem:

    Trzeba wspominać wszystkie te dobre chwile, które się razem przeżyło. A i te nie najlepsze też. Z takim wiernym przyjacielem każde wspomnienie jest miłe.
    Trzeba sobie powtarzać, że trafił w inne, lepsze miejsce i tam sobie na nas czeka.
    Bo tak jest, jestem tego pewien.
    Wiem, że rozłąka z przyjacielem jest bolesna, ale nadszedł jego czas i powinniśmy się cieszyć,
    że piesek miał dobre, udane życie, daliśmy mu wszystko co mogliśmy, on wniósł wiele do naszego życia.

    Dzisiaj (dzień po uśpieniu pieska) potrafiłem już śmiać się z mamą wspominając niektóre wydarzenia:
    Atak na niespodziewającego się niczego weterynarza, zniszczenie "tapicerki" na drzwiach wejściowych, obsikanie łóżka, zamordowanie kury sąsiada na wsi, chowanie zabawek i naukę aportowania. Tzn on uczył nas - najpierw chował zabawkę w jakiś kąt, później szczekał i domagał się, aby ją wyciągnąć i mu oddać - i tak w kółko :)

    Najlepszym motywowaniem uśpienia jest fakt, że pozwoliliśmy pieskowi odejść bezboleśnie i pozwoliliśmy mu zapamiętać życie lepszym - żeby pamiętał wspólne zabawy, spacery, wszystkie te radosne chwile, a nie cierpienie w samotności i czekanie na ulgę w postaci śmierci.

    Natomiast nie rozumiem ludzi, którzy za wszelką cenę chcą zatrzymać pieska przy sobie.
    Nie mają odwagi go uśpić - to rozumiem, ale mogą poprosić kogoś innego.
    Nie liczy się dla nich to, że pies nie cieszy się życiem, a po prostu się męczy i każda minuta przysparza mu coraz więcej cierpienia. Najczęściej trzymają takiego psiaka w domu i nie patrzą na jego cierpienie bo ich to "boli"...
    Według mnie jest to szczyt egoizmu, sadyzmu i znieczulicy. Później taki człowiek płacze bo ile to on musiał wycierpieć...A ile ta biedna gadzina musiała się wycierpieć przez niego?!
    Sam poszedłem i uśpiłem. Okropne chwile z mojego życia, będę się starał zapomnieć o tym co widziałem i nie życzę tego nikomu! To nie jest jak wizyta u dentysty, że człowiek się boi, ale nie ma czego, ale w gruncie rzeczy musi! Jasne, człowiek musi, ale to boli jak cholera.
    Nie mam sobie nic do zarzucenia, bo wyczerpaliśmy wszelkie możliwości leczenia i to był jedyny sposób aby przyjacielowi pomóc.


    Przepraszam za przydługi i nudnawy post, ale - oprócz tego, że musiałem się wygadać - chciałem pomóc wszystkim tym, którzy mieli, mają albo będą mieli taki problem.

    Pozdrawiam,
    Marcin.

  • Forum wedkuje.pl 2009-12-09 18:44:46

    Widzisz Marcinie, oprócz miłych chwil spędzonych z naszymi pupilami przychodzą też te gorsze. Pamiętam jak miałem ładnych parę lat czarnego kocura. Był to kot po strasznych przejściach jakie zafundował mu poprzedni właściciel. Minęło 3 lata zanim zaczął mi i mojej rodzinie ufać i wtedy dopiero potrafił okazać swoją wdzięczność za to że ma godne życie. Po kilku latach wspaniałej przyjaźni przyszła właśnie ta zła chwila. Kot zaczął chorować, przestał jeść i miał problemy z oddawaniem moczu. Badania wykazały że ma mocznice, jest to poważna choroba nerek, która wręcz uniemożliwia funkcjonowanie zwierzęcia. Dowiedziałem się od weterynarza że można mu przedłużyć życie o 2 może 3 lata. Oczywiście było to związane z częstymi wizytami które miały na celu ściągania strzykawkami jakiś płynów z nerek które to właśnie utrudniały kotu oddawanie moczu. Zabiegi częste i bolesne, które i tak nie dawały gwarancji że będzie dobrze. W ciągu tygodnia musiałem podjąć decyzje, i to zrobiłem. Był smutek, przykrość, ale z drugiej strony motywacja... że pupil nie będzie się męczył. Przykro mi z powodu twojego psiaka. Teraz najważniejsze są miłe wspomnienia dzięki którym nie da o sobie zapomnieć. pozdrawiam Krzysiek 

  • pisaq 2009-12-09 19:19:15

    Widzisz, jak dla mnie to nie są złe wspomnienia. Złymi momentami mogą być te negatywne, które sami spowodowaliśmy. Wszelkiego rodzaju znęcanie się, ignorowanie cierpienia, niezaspokajanie tych podstawowych potrzeb, bicie itp.
    Jak dla mnie to zachowałeś się jak "wzorowy" pan.
    Podarowałeś mu życie lepsze od tego, które miał wcześniej. Byłeś cierpliwy i w końcu kot Ci zaufał. Podarowałeś mu kilka lat wspaniałej przyjaźni i pozwoliłeś mu odejść.

    Jak myślisz co zapamiętał z życia? Ten horror u poprzedniego właściciela? A może ból związany z tymi zabiegami?
    Nie. Nie pozwoliłeś mu doświadczyć tego bólu.
    Miał przed kocimi oczami obraz kilku lat spędzonych z przyjacielem.

    Chodzi o to, aby nie dopuścić do tego, żeby zwierze samo chciało śmierci i żeby mu życie "obrzydło".

    Korzystając z okazji powiem jeszcze, że wcale nie propaguje "masowego" usypiania pupili.
    To powinno być miejsce tylko i wyłącznie wtedy, kiedy wszystkie inne możliwości zostały wyczerpane.

    Znam przypadki usypiania zwierząt bo np brudziły dywany - a to brudnymi łapkami wszedł na dywan, a to się zesikał (bo nikt z nim nie wyszedł, po co wychodzić z psem na noc, kiedy nikt nie widzi...), a to gdzieś z jakimś innym psem się skontaktował i miał pchły.
    Niektórzy uważają psy za ozdoby, zasada "zastaw się a postaw się" ma tutaj miejsce.
    Ludzie kupują psy aby nimi "szpanować".
    Znajoma z byłej pracy chwaliła się, że kupiła psa za 1200zł, wszystkie akcesoria potrzebne mu do szczęścia kosztowały prawie 500zł, jedzenie dla niego to też "wyższa półka".
    Po paru miesiącach uśpiła go. Bo "srał, niszczył wszystko, piszczał, a kto by się nim zajmował".
    Miała takie wyobrażenie wielkiej damy z pieskiem, zawsze posłusznym i nie wymagającym.
    A zwierze to nie zabawka, to żywe stworzenie. Gdy decydujemy się na wzięcie takiego pod opiekę musimy być świadomi, że to nie tylko radość, ale też obowiązek i ogromna odpowiedzialność.
    Nie jestem zwolennikiem oddawania zwierząt. Według mnie zasady "widziały gały co brały" i "jak sobie pościelisz tak się wyśpisz" są tutaj na miejscu.
    Choć lepiej oddać w dobre ręce niż uśpić bo się znudził, albo nie dajemy sobie z nim rady.
    Lepiej oddać znajomemu czy nawet nieznajomemu niż wywieźć do lasu.

    Właśnie takim sposobem trafiła do nas Perełka, miała już 2lata. Człowiek, który był starszy i samotny chciał ją oddać, bo nie dawał sobie z nią rady, a szkoda było mu oddawać do schroniska czy usypiać.
    Przeżyła z nami 18lat, była grzeczna, mądra, wdzięczna i wierna.

     

  • pisaq 2009-12-09 19:21:23

    Dodam tylko, że ta "znajoma" uśpiła pieska bo nikt nie chciał go od niej odkupić, z tego co wiem nawet nie chciała go oddać.

    Pozdrawiam,
    Marcin.

  • łysy wąż 2009-12-09 20:09:18

    ja takich właśnie ludzi też bym usypiał.... Jeżeli ktoś nie ma szacunku do zwierząt, dla mnie jest z góry przegrany. Kocham Przyrodę, zwierzęta, wodę, niebo ..... Nie mogę patrzeć jak ktoś robi krzywdę zwierzakom.... Same mi się piąchy zaciskają...

  • pisaq 2009-12-09 20:41:46

    Jeżeli bierzemy coś pod swoją opiekę i ów coś jest skazane na naszą łaskę to powinniśmy się kierować dobrem tego cosia. On sam sobie nie poradzi. Wiadomo, że może być kłopotliwe, trzeba będzie zmienić kilka rzeczy w naszym życiu, ale chyba o to chodzi... Ma to swoje plusy.
    Jeżeli ktoś tego nie pojmuje to polecam mu obrazek albo tamagotchi...

    Jakby nie ten jamnik i jego potrzeby (nie tylko fizjologiczne) to prawdopodobnie... źle bym skończył.
    Ale wiedziałem, że tam w domu czeka zwierzak, który chce wyjść na dwór, chce sobie pojeść, pobawić się, wskoczyć pod kołderkę, przytulić się i iść spać.

    Kumpel mi powiedział "wyluzuj! to tylko pies! coś się tak przywiązał?!", ale to bzdura.
    Jak człowiek miał się nie przywiązać, gdy praktycznie dorastał razem z tym futrzakiem?
    I kiedy człowiek dorósł (przynajmniej fizycznie) to na psiaka przyszła pora...
    I to jest przykre...

  • Forum wedkuje.pl 2009-12-09 20:50:56

    Życzę Ci ,żebyś zapomniał tę jego ostatnią podróż. Choć ja nie mogę! Cały czas mam wrażenie On wiedział,że to podróż w jedną stronę! Miał raka wątroby! Nie było ratunku! Cały czas widzę Jego smutne oczy. I polizał mnie po dłoni! Koniec!!

  • pisaq 2009-12-09 21:05:15

    Jeżeli wiedział i żałował, to moim zdaniem to dobrze.
    Bo jeżeli żałował to znaczy, że miał czego żałować, dobrze mu się żyło i tak życie zapamiętał.
    I w pieskowym raju tak to będzie wspominał.
    Jeżeli śmierć traktował jako wybawienie od bólu i cierpienia to też dobrze, bo mamy świadomość, że nie pozwoliliśmy się mu męczyć. I w tym pieskowym raju będzie nam za to wdzięczny.

    Ja już na tym kończę.
    Dzięki za rozmowę, trzymajcie się ciepło!
    Pozdrawiam.



Reklama
Reklama