napiszcie proszę bo naprawdę nie wiem czy ktoś spróbował bolenia, jakie ma walory smakowe, nigdy nie złowiłem tej ryby a słyszy się że jest oścista i nie da się jej smażyć. mit czy prawda, z góry dzięki.
Nigdy nie jadłem bolka ale znajomy wędkarz słusznej daty opowiadał mi kiedyś przepisie na bolenia, którego głownym składnikiem (prócz bolka:) był boczek. Jednak szczegółów nie pamiętam.
Jest z nim jak z każdą rybą. Jak przyrządzi go ktoś kto umie zjesz ze smakiem. Jak ja go przyrządzę nie zjesz wcale.:)
Ostatnio jedli moi znajomi. Tak z ciekawości na reakcje powiedziałem im że to ryba która uchodzi za jedną z najgorszych smakowo w naszych wodach. Większość powiedziała stanowczo że opinie te wydali za pewno ludzie którzy nigdy jej nie jedli.
Jednak z drugiej strony na pewno są smaczniejsze gatunki.:)
napiszcie proszę bo naprawdę nie wiem czy ktoś spróbował bolenia, jakie ma walory smakowe, nigdy nie złowiłem tej ryby a słyszy się że jest oścista i nie da się jej smażyć. mit czy prawda, z góry dzięki.
…tak, to prawda, jest” jałowy” w smaku i ościsty. Jednak jak każdą rybkę, można ją przyprawić. Najpierw proponuję oddzielić mięsko od kości i pokroić w cienkie paski (w ten sposób podczas smażenia drobne ości wytopią się). Następnie, surowe jęszcze mięska należy poprzekładać drobno zsiekanym porem, pietruszką i marchewką. Całość przykryć i wstawić do lodówki, na co najmniej 6 godzin przed smażeniem. Smażyć na głębokim tłuszczu. Jeżeli lubisz „kucharzyć” i lubisz nowe smaki to życzę smacznego. Jeżeli nie, to daj jej buziaka i wypuść na wolność, tak będzie lepiej dla jednego i drugiego. Pozdrawiam i połamania!
Jadłem i powiem, że nie ma smaku jakiegoś szczególnego, ale żeby niesmaczny to na pewno nie. Dużo gorszy jest moim zdaniem amur, a tołpyga to paskudztwo.
Ponoć o gustach się nie dyskutuje. Z pewnością na smak bolenia będą psioczyć ci co jedzą dużo ryb (lubią jeść ryby), pozostali, jedzący okazjonalnie świeżą rybkę, będą chwalić. Ja, ponieważ prawie nie jadam ryb (wyjątek smażone okonie i tatar z pstrąga), ponieważ nie lubię ich smaku i zapachu podczas smażenia, zabijam to wszystko przyprawami. Najczęściej używam "Prymat do ryb", którą wspomagam czosnkiem granulowanym. Wiem, wiem, smakosze mięsa rybiego mnie ukrzyżują, ale ja zjem rybę tylko wtedy, gdy nie będę czuł jej specyficznego smaku i zapachu. Kwintesencją tego jest dorsz, gdy żona czasami go smaży, ja wychodzę z domu.
Zbyszku, zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie jesteśmy spokrewnieni :))) Ponieważ nie tylko gust muzyczny mamy podobny, ale również smakowy oraz zapachowy.... Ja też jem rybkę sporadycznie, ponieważ nie znoszę zapachu smażonej ryby (i to jest główny powód) i przypraw musi być ogromna ilość. Dość dobrze neutralizuje zielona pietruszka. Bolenia nigdy nie jadłam.
Warto przed przyrządzeniem ryby przetrzeć ją spirytusem i zostawić na parę godzin.Taki zabieg znacznie poprawia walory smakowe,zwłaszcza ryb gorszej jakości.
Zdarzylo mi sie jesc bolenia. Niejadalny !!!. Nigdy wiecej tego bledu nie popelnie i nie zabije tej ryby dla celow kulinarnych. Owszem, mozna przyprawic, doprawic, posypac i robic co tam sie jeszcze chce i w koncu zabije sie smak jego miesa. Tylko jaki ma to cel ?. Wielokrotnie to pisalem. Jak sie odpowiednio przyprawi, to i tekture da sie zjesc. Dla mnie wazne jest aby wydobyc naturalny smak ryby a nie zabijac go kilogramami przypraw. Poza tym osci toto ma ogromna ilosc.
Mam kilku ciekawych znajomych z dziwnymi gustami kulinarnymi.
Jasio nie zje węgorza za żadne skarby a już do ręki go wziąć broń Boże.
Czesiek za Chiny Ludowe nie zje okonia, a każdą inną rybę owszem.
Aneta nie trawi karpia pod żadną postacią.
Krzysztof jak widzi że piekę lina to po prostu idzie w krzaki w celach zwrotu wchłoniętego pokarmu.
Ja nie lubię wzdręgi.
Słyszałem różne bzdury na temat różnych ryb i mogę to podsumować tylko w jeden sposób.
Nikt nie powie - nie smakuje mi boleń, czy brzana, czy lin...etc, tylko każdy napisze że to świństwo, że siano, że niejadalne, że paskudne itd.
Kilku kolegom demonstrowałem już pewne przepisy na rybkę i po degustacji stwierdzili, że żyli do tej pory w przerażającej niewiedzy. Ryba jest materiałem kulinarnym wymagającym od kucharza podejścia z uczuciem i pietyzmem! Nie wystarczy oczyścić, natrzeć solą, dorzucić garść pietruchy i załatwione. Każda ryba wymaga oddzielnej, wysublimowanej metody tak przy połowie, jak i w kuchni.
Bolenia jadłem - mnie smakował. Podobnie zresztą z kleniem. Tylko trzeba wiedzieć, jak dana rybę "opracować".
CześćJa myślę, że każda ryba jak i inne jedzenie ma swój specyficzny smak i aromat. Zadaniem kucharza jest te smaki i aromaty wydobyć dodając odpowiednich przypraw. Są jakieś kanony przygotowywania tych potraw. Obojętne czy to jest śledź ala łosoś czy karp po żydowsku, schab ze śliwką czy wędzony leszcz. Nawet zwykłą sałatę można zrobić na słodko lub z musztardą. Pozostaje tylko pytanie : co na to nasze podniebienie i czy po prostu ta potrawa będzie nam smakować.Niejadalne są ponoć tylko pordzewiałe gwoździe i brudne gacie ;-))Reszta to rzecz gustu i upodobań kulinarnych. JK
Nie miałem okazji kosztować tej rybki ,ale przedmówca wie co mówi.Szwagier jest kucharzem i to samo mi powtarza jak mówię że nie jadam i nie przynoszę białorybu bo mi nie smakuje. Są wyjątki lin i karpik ale niezmiernie rzadko.
Baranina dla niektórych też jest "niejadalna" a nie znaczy to, że jest niedobra.
Boleń jak baranina,według niektórych niejadalny. Jednak w Tesco czy innych marketach są w sprzedaży,ludziska kupują i jedzą. Więc może jednak jadalny,przynajmniej dla wybranych. Dla mnie niejadalne są flaki dla innych to przysmak.:)
Chyba dopytam o ten przepis na bolenia z boczkiem:) CześćŻeby nie było jak w kawale:Bardzo dobry jest ponoć pasztet z zająca trzeba tylko dodać troszkę końskiego mięsa w proporcji:jeden zając = jeden koń :-)JK
Dla mnie jedyną rybą którą tylko pierwszy i ostatni raz spróbowałem i nawet nie dokończyłem była tołpyga. Reszta to kwestia gustu. Kiedyś słyszałem od pewnego starszego wędkarza z nad Wisły, że bolenia jeżeli mamy zamiar zabrać do konsumpcji to należy od razu po złapaniu uśmiercić i spuścić krew podcinając skrzela ale ile w tym prawdy to nie wiem bo nie praktykowałem.
P.S. Ostatnio z ciekawości zabrałem jazia (podobne opinie jak w przypadku bolenia) i gdyby nie to, że ości faktycznie bardzo dużo i bardzo drobne to smakowo bardzo dobry mi się wydał.
Duzo tez zalezy od wody w jakiej zlowimy rybe. Czasami (bardzo rzadko) zabieram z Pilicy do domu jednego jazia dla zony. Przy okazji i ja skubne kawaleczek. Jaz nie jest najgorszy smakowo gdyby nie osci. Ale pewnego razu zlowilem sporego jazia w Wisle kolo Modlina i zabralem do domu. Syf jakich malo. Niewatpliwie na smak miesa miala wplyw woda. Wisla w tych okolicach nie jest najczystsza.
Dla mnie jedyną rybą którą tylko pierwszy i ostatni raz spróbowałem i nawet nie dokończyłem była tołpyga. Reszta to kwestia gustu. Kiedyś słyszałem od pewnego starszego wędkarza z nad Wisły, że bolenia jeżeli mamy zamiar zabrać do konsumpcji to należy od razu po złapaniu uśmiercić i spuścić krew podcinając skrzela ale ile w tym prawdy to nie wiem bo nie praktykowałem.
P.S. Ostatnio z ciekawości zabrałem jazia (podobne opinie jak w przypadku bolenia) i gdyby nie to, że ości faktycznie bardzo dużo i bardzo drobne to smakowo bardzo dobry mi się wydał.
Jeśli chodzi o natychmiastowe zabicie bolenia (którego mam zamiar zabrać) dla mnie jest to oczywiste. Boleń bardzo źle znosi nawet długi hol i ospałe odhaczanie przed uwolnieniem,szczególnie w czasie upałów. Wszelkie próby przechowywania żywego bolenia w siatce nawet w szybkim nurcie i super natlenionej wodzie kończyły się jego męką. Więc praktyka mnie nauczyła: Boleń-uwolnij lub zabij -nigdy nie trzymaj żywego w siatce.
Ciekawy temat rozwinął się. Za młodu jadłem, to co matka na talerz nałożyła, czyli małe płotki, leszczyki, czy krąpie i jakoś to się jadło. Jak zacząłem łowić sam, to brzany np. zamieniałem na pierogi z jagodami. Przy wódeczce kolega smażył okonki i płotki tylko w mące i też wcinaliśmy. Zależy z kim się je, w jakich okolicznościach i naszego nastawienia. Duży leszcz jest wyborny z ziemniakami i mizerią jako danie na obiad, to samo sandacz. Są gatunki, których w życiu nie tknę, choć ludzie jedzą i jelce i ukleje i wzdręgi. No, ale skoro Francuzi jedzą żaby i ślimaki...
W tamtym tygodniu złapałem bolka w zaporówce syn mnie namówił żeby go zabrać był smaczny, pare lat temu wziełem bolka z Odry-tego się nie dało zjeść. Co do ości do u bolka ok 60cm są grube jak palce u rąk małego dziecka nie przeszkadzają.
Zander. Jeśli los nas kiedyś skieruje w jedno miejsce, to ja ci pokażę jaką smakowitą i delikatną rybą jest ukleja. Zapewniam cię, że zjesz i pomlaskasz z podziwem.
Ola - oczywiście da Bóg, to zrobię Ci smacznego rybiszona i nie będziesz miała oporów.
Jak w temacie. W płycie o wymiarach 160 x 90 x 20 mm trzeba wyfrezować prosty kształt o objętości 25 cm3. Potrzebuje 4 takie płyty. Przy dobrej cenie taka sama forma o innych wymiarach. Posiadam model 3D w STL i konwersje do Art Cama, Solidworka i Solid Edge. Plik oryginalny 3DS Max. Oferyt proszę słać na rhplus@poczta.onet.pl
napisałem ten post o boleniu, nie spodziewałem się takiego rozwinięcia, wyciągam wniosek: jak złowię bolenia od razu go uśmiercę, potem usmażę w warunkach polowych, dodam troszkę przypraw, strzelę kielicha i ocenię. powiem jedno ryba rybie nie równa smakowo a składają się na to przede wszystkim zanieczyszczenie wody, moim zdaniem okres złowienia rybki (mam na myśli okres tarła płoć, leszcz) pora roku, a na ten przykład : jadłem kiedyś klenia ze skawy dopływ wisły mięso oceniłem na 3+ minęło parę lat i po nocnej zasiadce nad dunajcem usmażyliśmy też klenia (40cm.) dzieciom ocena 5 jeszcze szwagier usmażył wątrobę z tej rybki bardzo smaczna (koniecznie posolić).
Generalnie nie lubię ryb , a zwłaszcza słodkowodnych ale miałem okazję kilka razy jeść wędzonego bolenia.Muszę powiedzieć ,że gdyby nie te ości to całkiem smaczna ryba.
Amatorzy boleniowego,kleniowego,jaziowego mięsa,co byście powiedzieli po skonsumowaniu tatara z pstrąga dzikiego lub sandacza faszerowanego szyjkami rakowymi,ewentualnie miętusa w białym winie? Pewnie orgazm murowany :-)))Jak wam smakują takie ryby jak boleń to szczerze współczuję.Dyktę lub stary but też się da zjeśc,nawet wędlinę z hipermarketu tylko potrzeba dużo musztardy, która została wymyślona właśnie by można było zjeśc podobne "specjały"
Kolego JOPEK - spokojnie, w pełni rozumiem Twoje przesłanie ale nie każdy ma okazje złapać sandacza czy miętusa (ja osobiście miętusa w życiu nie złapałem a sandacze jak złapie to uczta dla podniebienia - wybaczcie C&R) tak więc myśle, że polega to na tym, że "gdy się nie złapie co sie lubi - to sie lubi co się złapie" po małych poprawkach tekstowych oczywiście.
Najohydniejszą rybą jaką jadłem był karp. Śmierdzi mułem, ości sporo ogólnie nawet pies by zwrócił posiłek. Bolenia nie jadłem bo do rzeki mam dobre 100km :D
Kolego Martino. Tatar to potrawa z surowej ryby. Jeśli ktoś powie że jest inaczej to myli się i to bardzo. Zwędzonej ryby można zrobić wiele potraw, np. pastę z różnymi dodatkami, ale TATAR to coś specjalnego i wyłącznie z surowej ryby.
Jest kilka gatunków ryb z których można zrobić świetny tatar, ale jestem przekonany, że najwięcej zwolenników będą miały w tej materii ryby łososiowate. Każda z tych ryb wymaga odrębnego potraktowania ( według mnie) choć pewnie istnieje jakiś przepis uniwersalny na tatar z każdej ryby łososiowatej.
Tatar to połączenie trzech, góra pięciu składników, bo to potrawa która ma wydobyć całą finezję smaku ryby, a nie zabijać ten smak. Potrawa prosta, bez ceregieli, ale z pietyzmem i wysublimowanym gustem.
Ja, jeśli już biorę się za taki tatar, skrobię mięso odpowiednim nożem. Tak uzyskana masa jest doskonała. Żadne mielenie maszynkami czy rozcieranie nie da takiego efektu.
Mięsny tatar też lubię, ale tutaj już mięso może być zmielone odpowiednim sprzętem. Ale jeśli chodzi o rybę - TYLKO SKROBANIE!
Kilka razy jadlem tatar z lipienia. Z pstraga nigdy. Moj przepis to ryba plus odrobina czosnku, jajko, troche piprzu i soli wg uznania. Pycha. Ja w domu nie mialem czasu a i nie wiedzialem, ze nie powinno sie mielic ryby. Raz na zlocie znajomy z gor przygotowal nam tatara. Mieso rozrywal palcami. Zupelnie inny smak - lepszy. Niestety lipienia w naszych wodach jest juz tak malo, ze nie zabralem zadnego od ladnych kilku lat. To i smak tatara powoli zapomina :(.
Mięsny tatar też lubię, ale tutaj już mięso może być zmielone odpowiednim sprzętem. Ale jeśli chodzi o rybę - TYLKO SKROBANIE!
Jeżeli chodzi o tatar (pseldo-oryginal to mieso z konia)to mozna zrobic z wiekszosci dobrych ryb przykladowo robie z karasia 30 -40 cm przy filetowaniu wycinam poldwiczki same jeden dzien leża w roztworze lub mówiac po chlopsku nasolone w lodówce na drugi dzien trzeba przeplukac wodą i wysuszyc na siatce pózniej suchy skrobie widelcem wdluz wlókien wiadomo wszystkie przyprawy i warzywa w misce lezy do nastepnego dnia jak sie wszystko ze soba zlasuje- palce lizac. Robilem z szczupaka suchego wiecej oleju i masla trzeba dac z leszcza tez dobry i z smika tez jest dobry ale wiekszy bo duzo roboty(I to sa nasze owoce moza w polskim wydaniu tylko ze nie z moza a naszych biednych wód sródladowych) Tak jak" pawelz" pisal kup w polsce w przecietnym sklepie HALIBUTA a marzyl by mi sie tatar z tej wspanialej rybki??
ja osobiście tatara z żadnego mięsa nie zjem;)za to w pełni zgadzam się że sandał podobnie jak dziki pstrąś to rarytas w porównaniu do bolka i może dajmy im pływać jak żyją?:)
Dzisiaj w Odrze złowiłem swojego pierwszego bolenia, ale za to chyba był niemały - 74cm. Po dwóch (całe szczęście) szybkich fotkach, trafił tam skąd przyszedł. Rzeczywiście kilku natępnych minut bez wody mógłby nie przeżyć...Z całą pewnością jest mnóstwo ryb smaczniejszych niż boleń, jaź, czy kleń,dlatego jakoś nie miałem ochoty testować boleniowego mięsa.
Co do bolka. Mój ojciec zabrał w tamtym roku jednego, matka przygotowała, po czym ryba trafiła do śmietnika, a ojciec dostał ode mnie opier..al za jego zabranie.
Jednak ostatnio znajomy powiedział mi, że bolek wędzony to przysmak. Nie wiem, nie smakowałem, ale powiem szczerze, że jeśli trafi mi się okazja na uwędzenie delikwenta, spróbuje.
Jest taki owad pod tytułem "biedronka". I na serio chodzi o owada a nie sieć sklepów.Młode ptaszyska ciekawe świata żrą wszystko, więc po jakimś czasie zażerają i biedroneczkę.Po prześwietnych doznaniach smakowych okazuje się, że więcej biedroneczek nie konsumują....P przypadku ludzi i boleni bywa inaczej. Jadalne jest wszystko bez względu na smak*, masę** i miejsce pochodzenia*** --------------------------* boleń, tołpyga, amur** płotki itp poniżej 15 cm*** np Wisła w okolicach Nowej Huty i bez komentarza smacznego życzę.... ;)T.
tez ostatnio ktos mi mowil, ze uwedzil bolenia i ryba smakowala rewelacyjnie.
"Bolek" ma rzadkie i suche mięso, więc wędzenie go bez obłożenia boczkiem ( cieńkie plastry)jest bez sensu -a i tak wychodzi słaby kulinarnie.Jedyna rada - jak ptaki - nie słuchaj - sprawdź sam !Gwarantuję, że w 90% przypadków będzie jak z biedronką.Pozostałe 10% przemilczę bo o gustach się nie dyskutuje ;)T.
A mi się wydaje, że wszystko co uwędzimy zwłaszcza samemu będzie smakować. Sam smak "wędzonki" robi swoje. A wracając do ryb, belone usmażyłem tylko raz i od tamtej pory cały limit wrzucam do wędzarki i jest O.K. albo jeszcze lepiej.
napiszcie proszę bo naprawdę nie wiem czy ktoś spróbował bolenia, jakie ma walory smakowe, nigdy nie złowiłem tej ryby a słyszy się że jest oścista i nie da się jej smażyć. mit czy prawda, z góry dzięki.
Da się smażyć. Ale jest sucha i niesmaczna. Wziąłem raz i już nie wezmę.
Nigdy nie jadłem bolka ale znajomy wędkarz słusznej daty opowiadał mi kiedyś przepisie na bolenia, którego głownym składnikiem (prócz bolka:) był boczek. Jednak szczegółów nie pamiętam.
Jest z nim jak z każdą rybą.
Jak przyrządzi go ktoś kto umie zjesz ze smakiem.
Jak ja go przyrządzę nie zjesz wcale.:)
Ostatnio jedli moi znajomi.
Tak z ciekawości na reakcje powiedziałem im że to ryba która uchodzi za jedną z najgorszych smakowo w naszych wodach.
Większość powiedziała stanowczo że opinie te wydali za pewno ludzie którzy nigdy jej nie jedli.
Jednak z drugiej strony na pewno są smaczniejsze gatunki.:)
no to moi drodzy jednak muszę się sam przekonać
napiszcie proszę bo naprawdę nie wiem czy ktoś spróbował bolenia, jakie ma walory smakowe, nigdy nie złowiłem tej ryby a słyszy się że jest oścista i nie da się jej smażyć. mit czy prawda, z góry dzięki.
…tak, to prawda, jest” jałowy” w smaku i ościsty.
Jednak jak każdą rybkę, można ją przyprawić.
Najpierw proponuję oddzielić mięsko od kości i pokroić w cienkie paski (w ten sposób podczas smażenia drobne ości wytopią się).
Następnie, surowe jęszcze mięska należy poprzekładać drobno zsiekanym porem, pietruszką i marchewką. Całość przykryć i wstawić do lodówki, na co najmniej 6 godzin przed smażeniem.
Smażyć na głębokim tłuszczu.
Jeżeli lubisz „kucharzyć” i lubisz nowe smaki to życzę smacznego.
Jeżeli nie, to daj jej buziaka i wypuść na wolność, tak będzie lepiej dla jednego i drugiego.
Pozdrawiam i połamania!
Jadłem i powiem, że nie ma smaku jakiegoś szczególnego, ale żeby niesmaczny to na pewno nie. Dużo gorszy jest moim zdaniem amur, a tołpyga to paskudztwo.
Ponoć o gustach się nie dyskutuje. Z pewnością na smak bolenia będą psioczyć ci co jedzą dużo ryb (lubią jeść ryby), pozostali, jedzący okazjonalnie świeżą rybkę, będą chwalić. Ja, ponieważ prawie nie jadam ryb (wyjątek smażone okonie i tatar z pstrąga), ponieważ nie lubię ich smaku i zapachu podczas smażenia, zabijam to wszystko przyprawami. Najczęściej używam "Prymat do ryb", którą wspomagam czosnkiem granulowanym. Wiem, wiem, smakosze mięsa rybiego mnie ukrzyżują, ale ja zjem rybę tylko wtedy, gdy nie będę czuł jej specyficznego smaku i zapachu. Kwintesencją tego jest dorsz, gdy żona czasami go smaży, ja wychodzę z domu.
a ja lubie lina szczupaka leszcza i sandacza reszte sporadycznie
Zbyszku, zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie jesteśmy spokrewnieni :)))
Ponieważ nie tylko gust muzyczny mamy podobny, ale również smakowy oraz zapachowy....
Ja też jem rybkę sporadycznie, ponieważ nie znoszę zapachu smażonej ryby (i to jest główny powód)
i przypraw musi być ogromna ilość. Dość dobrze neutralizuje zielona pietruszka. Bolenia nigdy nie jadłam.
Jadłem bolenia i podobnie jak świnka według mnie jest zupełnie niejadalny.
Warto przed przyrządzeniem ryby przetrzeć ją spirytusem i zostawić na parę godzin.Taki zabieg znacznie poprawia walory smakowe,zwłaszcza ryb gorszej jakości.
Zdarzylo mi sie jesc bolenia. Niejadalny !!!.
Nigdy wiecej tego bledu nie popelnie i nie zabije tej ryby dla celow kulinarnych.
Owszem, mozna przyprawic, doprawic, posypac i robic co tam sie jeszcze chce i w koncu zabije sie smak jego miesa. Tylko jaki ma to cel ?. Wielokrotnie to pisalem. Jak sie odpowiednio przyprawi, to i tekture da sie zjesc.
Dla mnie wazne jest aby wydobyc naturalny smak ryby a nie zabijac go kilogramami przypraw.
Poza tym osci toto ma ogromna ilosc.
Mam kilku ciekawych znajomych z dziwnymi gustami kulinarnymi.
Jasio nie zje węgorza za żadne skarby a już do ręki go wziąć broń Boże.
Czesiek za Chiny Ludowe nie zje okonia, a każdą inną rybę owszem.
Aneta nie trawi karpia pod żadną postacią.
Krzysztof jak widzi że piekę lina to po prostu idzie w krzaki w celach zwrotu wchłoniętego pokarmu.
Ja nie lubię wzdręgi.
Słyszałem różne bzdury na temat różnych ryb i mogę to podsumować tylko w jeden sposób.
Nikt nie powie - nie smakuje mi boleń, czy brzana, czy lin...etc, tylko każdy napisze że to świństwo, że siano, że niejadalne, że paskudne itd.
Kilku kolegom demonstrowałem już pewne przepisy na rybkę i po degustacji stwierdzili, że żyli do tej pory w przerażającej niewiedzy. Ryba jest materiałem kulinarnym wymagającym od kucharza podejścia z uczuciem i pietyzmem! Nie wystarczy oczyścić, natrzeć solą, dorzucić garść pietruchy i załatwione. Każda ryba wymaga oddzielnej, wysublimowanej metody tak przy połowie, jak i w kuchni.
Bolenia jadłem - mnie smakował. Podobnie zresztą z kleniem. Tylko trzeba wiedzieć, jak dana rybę "opracować".
To rzekłem ja - Naczelny Mięsiarz RP.
Jak spotkamy się kiedyś na rybach, to z przyjemnością skosztuję rybkę przez Ciebie przyrządzoną :)
Obojętnie jakiego innego gatunku niż karp, ponieważ wielu próbowało mnie do tego mięsa przekonać
i skosztowałam jedynie z grzeczności.
To powiedziałam ja, nie mięsiarz i nie no killowiec ....ale wybredna kulinarnie Ola :)
CześćJa myślę, że każda ryba jak i inne jedzenie ma swój specyficzny smak i aromat. Zadaniem kucharza jest te smaki i aromaty wydobyć dodając odpowiednich przypraw. Są jakieś kanony przygotowywania tych potraw. Obojętne czy to jest śledź ala łosoś czy karp po żydowsku, schab ze śliwką czy wędzony leszcz. Nawet zwykłą sałatę można zrobić na słodko lub z musztardą. Pozostaje tylko pytanie : co na to nasze podniebienie i czy po prostu ta potrawa będzie nam smakować.Niejadalne są ponoć tylko pordzewiałe gwoździe i brudne gacie ;-))Reszta to rzecz gustu i upodobań kulinarnych. JK
Nie miałem okazji kosztować tej rybki ,ale przedmówca wie co mówi.Szwagier jest kucharzem i to samo mi powtarza jak mówię że nie jadam i nie przynoszę białorybu bo mi nie smakuje. Są wyjątki lin i karpik ale niezmiernie rzadko.
Amen Panie Karp. :)
Baranina dla niektórych też jest "niejadalna" a nie znaczy to, że jest niedobra.
Baranina dla niektórych też jest "niejadalna" a nie znaczy to, że jest niedobra.
Boleń jak baranina,według niektórych niejadalny.
Jednak w Tesco czy innych marketach są w sprzedaży,ludziska kupują i jedzą.
Więc może jednak jadalny,przynajmniej dla wybranych.
Dla mnie niejadalne są flaki dla innych to przysmak.:)
Baranina dla niektórych też jest "niejadalna" a nie znaczy to, że jest niedobra.
Ale jezeli ktos uwaza ze karp jest przysmakiem to baranina jest rarytasem dla podniebienia umiejetnie zrobiona
Niejadalne są ponoć tylko pordzewiałe gwoździe i brudne gacie ;-))Reszta to rzecz gustu i upodobań kulinarnych. JK
Kiolbasa swojska jest tez zaleznie od regionu wspaniala dla tubylców bo dla innych regionów swinstwo malo zjadliwe
Chyba dopytam o ten przepis na bolenia z boczkiem:)
Chyba dopytam o ten przepis na bolenia z boczkiem:)
CześćŻeby nie było jak w kawale:Bardzo dobry jest ponoć pasztet z zająca trzeba tylko dodać troszkę końskiego mięsa w proporcji:jeden zając = jeden koń :-)JK
Dla mnie jedyną rybą którą tylko pierwszy i ostatni raz spróbowałem i nawet nie dokończyłem była tołpyga. Reszta to kwestia gustu. Kiedyś słyszałem od pewnego starszego wędkarza z nad Wisły, że bolenia jeżeli mamy zamiar zabrać do konsumpcji to należy od razu po złapaniu uśmiercić i spuścić krew podcinając skrzela ale ile w tym prawdy to nie wiem bo nie praktykowałem.
P.S. Ostatnio z ciekawości zabrałem jazia (podobne opinie jak w przypadku bolenia) i gdyby nie to, że ości faktycznie bardzo dużo i bardzo drobne to smakowo bardzo dobry mi się wydał.
Duzo tez zalezy od wody w jakiej zlowimy rybe.
Czasami (bardzo rzadko) zabieram z Pilicy do domu jednego jazia dla zony. Przy okazji i ja skubne kawaleczek. Jaz nie jest najgorszy smakowo gdyby nie osci.
Ale pewnego razu zlowilem sporego jazia w Wisle kolo Modlina i zabralem do domu. Syf jakich malo. Niewatpliwie na smak miesa miala wplyw woda. Wisla w tych okolicach nie jest najczystsza.
Dla mnie jedyną rybą którą tylko pierwszy i ostatni raz spróbowałem i nawet nie dokończyłem była tołpyga. Reszta to kwestia gustu. Kiedyś słyszałem od pewnego starszego wędkarza z nad Wisły, że bolenia jeżeli mamy zamiar zabrać do konsumpcji to należy od razu po złapaniu uśmiercić i spuścić krew podcinając skrzela ale ile w tym prawdy to nie wiem bo nie praktykowałem.
P.S. Ostatnio z ciekawości zabrałem jazia (podobne opinie jak w przypadku bolenia) i gdyby nie to, że ości faktycznie bardzo dużo i bardzo drobne to smakowo bardzo dobry mi się wydał.
Jeśli chodzi o natychmiastowe zabicie bolenia (którego mam zamiar zabrać) dla mnie jest to oczywiste.
Boleń bardzo źle znosi nawet długi hol i ospałe odhaczanie przed uwolnieniem,szczególnie w czasie upałów.
Wszelkie próby przechowywania żywego bolenia w siatce nawet w szybkim nurcie i super natlenionej wodzie kończyły się jego męką.
Więc praktyka mnie nauczyła:
Boleń-uwolnij lub zabij -nigdy nie trzymaj żywego w siatce.
Ciekawy temat rozwinął się. Za młodu jadłem, to co matka na talerz nałożyła, czyli małe płotki, leszczyki, czy krąpie i jakoś to się jadło. Jak zacząłem łowić sam, to brzany np. zamieniałem na pierogi z jagodami. Przy wódeczce kolega smażył okonki i płotki tylko w mące i też wcinaliśmy. Zależy z kim się je, w jakich okolicznościach i naszego nastawienia. Duży leszcz jest wyborny z ziemniakami i mizerią jako danie na obiad, to samo sandacz. Są gatunki, których w życiu nie tknę, choć ludzie jedzą i jelce i ukleje i wzdręgi. No, ale skoro Francuzi jedzą żaby i ślimaki...
W tamtym tygodniu złapałem bolka w zaporówce syn mnie namówił żeby go zabrać był smaczny,
pare lat temu wziełem bolka z Odry-tego się nie dało zjeść. Co do ości do u bolka ok 60cm są grube jak palce u rąk małego dziecka nie przeszkadzają.
Zander. Jeśli los nas kiedyś skieruje w jedno miejsce, to ja ci pokażę jaką smakowitą i delikatną rybą jest ukleja. Zapewniam cię, że zjesz i pomlaskasz z podziwem.
Ola - oczywiście da Bóg, to zrobię Ci smacznego rybiszona i nie będziesz miała oporów.
:)
Jak w temacie. W płycie o wymiarach 160 x 90 x 20 mm trzeba wyfrezować prosty kształt o objętości 25 cm3. Potrzebuje 4 takie płyty. Przy dobrej cenie taka sama forma o innych wymiarach. Posiadam model 3D w STL i konwersje do Art Cama, Solidworka i Solid Edge. Plik oryginalny 3DS Max. Oferyt proszę słać na rhplus@poczta.onet.pl
napisałem ten post o boleniu, nie spodziewałem się takiego rozwinięcia, wyciągam wniosek: jak złowię bolenia od razu go uśmiercę, potem usmażę w warunkach polowych, dodam troszkę przypraw, strzelę kielicha i ocenię. powiem jedno ryba rybie nie równa smakowo a składają się na to przede wszystkim zanieczyszczenie wody, moim zdaniem okres złowienia rybki (mam na myśli okres tarła płoć, leszcz) pora roku, a na ten przykład : jadłem kiedyś klenia ze skawy dopływ wisły mięso oceniłem na 3+ minęło parę lat i po nocnej zasiadce nad dunajcem usmażyliśmy też klenia (40cm.) dzieciom ocena 5 jeszcze szwagier usmażył wątrobę z tej rybki bardzo smaczna (koniecznie posolić).
Generalnie nie lubię ryb , a zwłaszcza słodkowodnych ale miałem okazję kilka razy jeść wędzonego bolenia.Muszę powiedzieć ,że gdyby nie te ości to całkiem smaczna ryba.
Nie !!!
Amatorzy boleniowego,kleniowego,jaziowego mięsa,co byście powiedzieli po skonsumowaniu tatara z pstrąga dzikiego lub sandacza faszerowanego szyjkami rakowymi,ewentualnie miętusa w białym winie? Pewnie orgazm murowany :-)))Jak wam smakują takie ryby jak boleń to szczerze współczuję.Dyktę lub stary but też się da zjeśc,nawet wędlinę z hipermarketu tylko potrzeba dużo musztardy, która została wymyślona właśnie by można było zjeśc podobne "specjały"
Kolego JOPEK - spokojnie, w pełni rozumiem Twoje przesłanie ale nie każdy ma okazje złapać sandacza czy miętusa (ja osobiście miętusa w życiu nie złapałem a sandacze jak złapie to uczta dla podniebienia - wybaczcie C&R) tak więc myśle, że polega to na tym, że "gdy się nie złapie co sie lubi - to sie lubi co się złapie" po małych poprawkach tekstowych oczywiście.
Najohydniejszą rybą jaką jadłem był karp. Śmierdzi mułem, ości sporo ogólnie nawet pies by zwrócił posiłek. Bolenia nie jadłem bo do rzeki mam dobre 100km :D
możesz napisać czy ten tatar z pstrąga robisz z wędzonego czy surowego strzelam że z surowego
Kolego Martino. Tatar to potrawa z surowej ryby. Jeśli ktoś powie że jest inaczej to myli się i to bardzo. Zwędzonej ryby można zrobić wiele potraw, np. pastę z różnymi dodatkami, ale TATAR to coś specjalnego i wyłącznie z surowej ryby.
Jest kilka gatunków ryb z których można zrobić świetny tatar, ale jestem przekonany, że najwięcej zwolenników będą miały w tej materii ryby łososiowate. Każda z tych ryb wymaga odrębnego potraktowania ( według mnie) choć pewnie istnieje jakiś przepis uniwersalny na tatar z każdej ryby łososiowatej.
Tatar to połączenie trzech, góra pięciu składników, bo to potrawa która ma wydobyć całą finezję smaku ryby, a nie zabijać ten smak. Potrawa prosta, bez ceregieli, ale z pietyzmem i wysublimowanym gustem.
Ja, jeśli już biorę się za taki tatar, skrobię mięso odpowiednim nożem. Tak uzyskana masa jest doskonała. Żadne mielenie maszynkami czy rozcieranie nie da takiego efektu.
Mięsny tatar też lubię, ale tutaj już mięso może być zmielone odpowiednim sprzętem. Ale jeśli chodzi o rybę - TYLKO SKROBANIE!
Ale sobie cholerka smaczek podpuściłem! O żesz!
Kilka razy jadlem tatar z lipienia. Z pstraga nigdy. Moj przepis to ryba plus odrobina czosnku, jajko, troche piprzu i soli wg uznania. Pycha. Ja w domu nie mialem czasu a i nie wiedzialem, ze nie powinno sie mielic ryby. Raz na zlocie znajomy z gor przygotowal nam tatara. Mieso rozrywal palcami. Zupelnie inny smak - lepszy.
Niestety lipienia w naszych wodach jest juz tak malo, ze nie zabralem zadnego od ladnych kilku lat. To i smak tatara powoli zapomina :(.
Mięsny tatar też lubię, ale tutaj już mięso może być zmielone odpowiednim sprzętem. Ale jeśli chodzi o rybę - TYLKO SKROBANIE!
Jeżeli chodzi o tatar (pseldo-oryginal to mieso z konia)to mozna zrobic z wiekszosci dobrych ryb
przykladowo robie z karasia 30 -40 cm przy filetowaniu wycinam poldwiczki same jeden dzien leża w roztworze lub mówiac po chlopsku nasolone w lodówce na drugi dzien trzeba przeplukac wodą i wysuszyc na siatce pózniej suchy skrobie widelcem wdluz wlókien wiadomo wszystkie przyprawy i warzywa w misce lezy do nastepnego dnia jak sie wszystko ze soba zlasuje- palce lizac. Robilem z szczupaka suchego wiecej oleju i masla trzeba dac z leszcza tez dobry
i z smika tez jest dobry ale wiekszy bo duzo roboty(I to sa nasze owoce moza w polskim wydaniu tylko ze nie z moza a naszych biednych wód sródladowych)
Tak jak" pawelz" pisal kup w polsce w przecietnym sklepie HALIBUTA a marzyl by mi sie tatar z tej wspanialej rybki??
Nad Bałtykiem niejednokrotnie proponowali mi tatar z dorsza więc chyba też się nadaje.
ja osobiście tatara z żadnego mięsa nie zjem;)za to w pełni zgadzam się że sandał podobnie jak dziki pstrąś to rarytas w porównaniu do bolka i może dajmy im pływać jak żyją?:)
Dzisiaj w Odrze złowiłem swojego pierwszego bolenia, ale za to chyba był niemały - 74cm. Po dwóch (całe szczęście) szybkich fotkach, trafił tam skąd przyszedł. Rzeczywiście kilku natępnych minut bez wody mógłby nie przeżyć...Z całą pewnością jest mnóstwo ryb smaczniejszych niż boleń, jaź, czy kleń,dlatego jakoś nie miałem ochoty testować boleniowego mięsa.
Nad Bałtykiem niejednokrotnie proponowali mi tatar z dorsza więc chyba też się nadaje.
Jadłem,niezły.Ale tatar z "piegusa" o wiele lepszy.
Co do bolka. Mój ojciec zabrał w tamtym roku jednego, matka przygotowała, po czym ryba trafiła do śmietnika, a ojciec dostał ode mnie opier..al za jego zabranie.
Jednak ostatnio znajomy powiedział mi, że bolek wędzony to przysmak. Nie wiem, nie smakowałem, ale powiem szczerze, że jeśli trafi mi się okazja na uwędzenie delikwenta, spróbuje.
tez ostatnio ktos mi mowil, ze uwedzil bolenia i ryba smakowala rewelacyjnie.
w sobotę jadłem jazia z grila jeżeli tak smakuje boleń to zawsze będę go wypuszczał ale po fotce.
Jest taki owad pod tytułem "biedronka". I na serio chodzi o owada a nie sieć sklepów.Młode ptaszyska ciekawe świata żrą wszystko, więc po jakimś czasie zażerają i biedroneczkę.Po prześwietnych doznaniach smakowych okazuje się, że więcej biedroneczek nie konsumują....P przypadku ludzi i boleni bywa inaczej. Jadalne jest wszystko bez względu na smak*, masę** i miejsce pochodzenia***
--------------------------* boleń, tołpyga, amur** płotki itp poniżej 15 cm*** np Wisła w okolicach Nowej Huty
i bez komentarza smacznego życzę.... ;)T.
albo skawinka koło tęczynka
tez ostatnio ktos mi mowil, ze uwedzil bolenia i ryba smakowala rewelacyjnie.
"Bolek" ma rzadkie i suche mięso, więc wędzenie go bez obłożenia boczkiem ( cieńkie plastry)jest bez sensu -a i tak wychodzi słaby kulinarnie.Jedyna rada - jak ptaki - nie słuchaj - sprawdź sam !Gwarantuję, że w 90% przypadków będzie jak z biedronką.Pozostałe 10% przemilczę bo o gustach się nie dyskutuje ;)T.
A mi się wydaje, że wszystko co uwędzimy zwłaszcza samemu będzie smakować. Sam smak "wędzonki" robi swoje. A wracając do ryb, belone usmażyłem tylko raz i od tamtej pory cały limit wrzucam do wędzarki i jest O.K. albo jeszcze lepiej.