Ileż to razy już wybierałem się na szczupaki i wracałem o kiju. Setki... A w lipcu to od lat zapominam o tej rybie, wychodząc z założenia, że jak w wodzie gotuje się od rybek, to raczej trudno zwabić szczupłego na haczyk. Zbiornik retencyjny w Środzie Wielkopolskiej jest jednak akwenem nieco osobliwym. Dziwne tu panują w wodzie zwyczaje, może dlatego, że jezioro jest sztuczne, a natura nie lubi oszustw. Wczorajsze popołudnie należało do upalnych. Kombinowałem z przynętami i zanętami bo jak zawsze - nic nie brało. Wreszcie założyłem koszyczki, do których napakowałem zanęty linowej i po dwie rosówki na haczyki obu wędek. Ostre branie. Ryba chodzi gwałtownie na boki, szarpie, szaleje... Ze zdumieniem wyciągam szczupaka. Przykładam miarę - 58 cm. Taki sobie fuks - przypadek. Ale nie. Za pół godziny sytuacja powtarza się. Tym razem szczupły ma 54 cm. A rzecz dzieje się daleko od brzegu, w miejscu gdzie nie ma trzcin... Są rzeczy na niebie i ziemi o których się filozofom nie śniło...
Faktycznie dość dziwne zachowanie ale wytłumaczalne. :)Jeśli można wiedzieć gdzie dokładnie leży ten zbiornik?, ponieważ mieszkam niedaleko środy wlkp. i chętnie odwiedze to miejsce :)
Zbiornik leży na rogatkach miasta Środa, w kierunku Nekli. Rozciąga się do wsi Mączniki, przez Janowo (a raczej odwrotnie). Powstał poprzez sztuczne spiętrzenie rzeczki Moskawy, chyba w 1972 roku.
A wytłumaczenie jest proste, na haczyk złapała się mała rybka w którą uderzył szczupak...
Na dwie rosówki to raczej mała rybka (potencjalny żywiec) miała by problem się zachaczyć ale szczupaki dla urozmaicenia menu - jak najbardziej zwłaszcza, że rosówki leżąc na dnie zapewne poruszały się i w ten sposób zwabiły drapieżnika.
A wytłumaczenie jest proste, na haczyk złapała się mała rybka w którą uderzył szczupak...
Na dwie rosówki to raczej mała rybka (potencjalny żywiec) miała by problem się zachaczyć ale szczupaki dla urozmaicenia menu - jak najbardziej zwłaszcza, że rosówki leżąc na dnie zapewne poruszały się i w ten sposób zwabiły drapieżnika.
W tym okresie szczupak schodzi w dno uciekając od nadmiernego upału, więc miejsce brania jak najbardziej odpowiednie na tą porę roku:), jednak rosóweczka i gruncik, miłe zaskoczenie :) Pozdrawiam.
Na rasówy nie skusiła się żadna rybka, w którą następnie uderzył szczupak. W obu przypadkach dżdżownice były dogłębnie pożarte i miałem sporo problemów z wyciąganiem haczyków.
Według mnie to nie bardzo dziwnie bo teraz szczupak przeniósł się z płycizny na głębsza wodę i tam należy go szukać dostały pod nos wijące się rosówki więc zaatakowały
Ja nie widzę tu nic dziwnego.Niejednokrotnie zdarzało mi się złowić szczupaka na czerwone robaki czy rosówki.Muszę jednak przyznać że były to zawsze pojedyńcze przypadki a nie dwa z rzędu.
Zgodzę się z kolegą. W tym przypadku lepiej używać określenia: - "dżdżownice". Bo były kupne i z założenia raczej tylko "rosówki" (od rosy, a więc przez "o"). Do tych wyciąganych z ziemi po deszczu, tym kupnym brakuje - długości czyli wielkości przede wszystkim. A tak przy okazji... Wiem, że prawdziwi wędkarze mnie wyśmieją, bo wszystko robi się własnoręcznie, gdy naprawdę ma się geny rybołapa... Ale mnie się zdarza z braku czasu i niekiedy lenistwa dokonywanie zakupów. I tak właśnie wczoraj, oprócz nieco małych rosówek, miałem groch, który doskonale trzymał się na haku, gdyż był nie do zgryzienia, nawet chyba przez bobra; oraz pęczak, który wprost rozpływałby się w gębie ryby, gdyby nie to, że nie miał szans nigdzie dolecieć, bo spadał z haczyka... Przez litość nie wymienię nazwy producenta tych atrakcji.
Błąd!!! Nie lituj się nad producentem bubli,zlituj się nad kieszeniami kolegów z forum i ostrzeż by nie wydali kasy na darmo.Może wtedy przemyśli to i nie będzie oszczędzał na gazie przy gotowaniu grochu.
Zgodzę się z kolegą. W tym przypadku lepiej używać określenia: - "dżdżownice". Bo były kupne i z założenia raczej tylko "rosówki" (od rosy, a więc przez "o"). Do tych wyciąganych z ziemi po deszczu, tym kupnym brakuje - długości czyli wielkości przede wszystkim. A tak przy okazji... Wiem, że prawdziwi wędkarze mnie wyśmieją, bo wszystko robi się własnoręcznie, gdy naprawdę ma się geny rybołapa... Ale mnie się zdarza z braku czasu i niekiedy lenistwa dokonywanie zakupów. I tak właśnie wczoraj, oprócz nieco małych rosówek, miałem groch, który doskonale trzymał się na haku, gdyż był nie do zgryzienia, nawet chyba przez bobra; oraz pęczak, który wprost rozpływałby się w gębie ryby, gdyby nie to, że nie miał szans nigdzie dolecieć, bo spadał z haczyka... Przez litość nie wymienię nazwy producenta tych atrakcji.
Dziękuje Ci bardzo za sprostowanie, od razu lepiej sie czyta.
Ileż to razy już wybierałem się na szczupaki i wracałem o kiju. Setki... A w lipcu to od lat zapominam o tej rybie, wychodząc z założenia, że jak w wodzie gotuje się od rybek, to raczej trudno zwabić szczupłego na haczyk.
Zbiornik retencyjny w Środzie Wielkopolskiej jest jednak akwenem nieco osobliwym. Dziwne tu panują w wodzie zwyczaje, może dlatego, że jezioro jest sztuczne, a natura nie lubi oszustw.
Wczorajsze popołudnie należało do upalnych. Kombinowałem z przynętami i zanętami bo jak zawsze - nic nie brało. Wreszcie założyłem koszyczki, do których napakowałem zanęty linowej i po dwie rosówki na haczyki obu wędek.
Ostre branie. Ryba chodzi gwałtownie na boki, szarpie, szaleje... Ze zdumieniem wyciągam szczupaka. Przykładam miarę - 58 cm.
Taki sobie fuks - przypadek. Ale nie. Za pół godziny sytuacja powtarza się. Tym razem szczupły ma 54 cm.
A rzecz dzieje się daleko od brzegu, w miejscu gdzie nie ma trzcin...
Są rzeczy na niebie i ziemi o których się filozofom nie śniło...
Miały już dość ryb i ości. Złapały apetyt na czerwone mięsko.
Faktycznie dość dziwne zachowanie ale wytłumaczalne. :)Jeśli można wiedzieć gdzie dokładnie leży ten zbiornik?, ponieważ mieszkam niedaleko środy wlkp. i chętnie odwiedze to miejsce :)
Zbiornik leży na rogatkach miasta Środa, w kierunku Nekli. Rozciąga się do wsi Mączniki, przez Janowo (a raczej odwrotnie). Powstał poprzez sztuczne spiętrzenie rzeczki Moskawy, chyba w 1972 roku.
A wytłumaczenie jest proste, na haczyk złapała się mała rybka w którą uderzył szczupak...
A wytłumaczenie jest proste, na haczyk złapała się mała rybka w którą uderzył szczupak...
wątpie...
A wytłumaczenie jest proste, na haczyk złapała się mała rybka w którą uderzył szczupak...
Na dwie rosówki to raczej mała rybka (potencjalny żywiec) miała by problem się zachaczyć ale szczupaki dla urozmaicenia menu - jak najbardziej zwłaszcza, że rosówki leżąc na dnie zapewne poruszały się i w ten sposób zwabiły drapieżnika.
A wytłumaczenie jest proste, na haczyk złapała się mała rybka w którą uderzył szczupak...
Na dwie rosówki to raczej mała rybka (potencjalny żywiec) miała by problem się zachaczyć ale szczupaki dla urozmaicenia menu - jak najbardziej zwłaszcza, że rosówki leżąc na dnie zapewne poruszały się i w ten sposób zwabiły drapieżnika.
Na splawik z rasowa tez biora.
W tym okresie szczupak schodzi w dno uciekając od nadmiernego upału, więc miejsce brania jak najbardziej odpowiednie na tą porę roku:), jednak rosóweczka i gruncik, miłe zaskoczenie :) Pozdrawiam.
Mniemam, że w tym Rasowie to jakieś specjalne spławiki produkują m. in. model na szczupaki?
Na rasówy nie skusiła się żadna rybka, w którą następnie uderzył szczupak. W obu przypadkach dżdżownice były dogłębnie pożarte i miałem sporo problemów z wyciąganiem haczyków.
Może jednak lepiej trzymajmy sie wersji, że to były dżdżownice a nie "rasówki"
Może jednak lepiej trzymajmy sie wersji, że to były dżdżownice a nie "rasówki"
lub rOsówki
Według mnie to nie bardzo dziwnie bo teraz szczupak przeniósł się z płycizny na głębsza wodę i tam należy go szukać dostały pod nos wijące się rosówki więc zaatakowały
Ja nie widzę tu nic dziwnego.Niejednokrotnie zdarzało mi się złowić szczupaka na czerwone robaki czy rosówki.Muszę jednak przyznać że były to zawsze pojedyńcze przypadki a nie dwa z rzędu.
Zgodzę się z kolegą. W tym przypadku lepiej używać określenia: - "dżdżownice". Bo były kupne i z założenia raczej tylko "rosówki" (od rosy, a więc przez "o"). Do tych wyciąganych z ziemi po deszczu, tym kupnym brakuje - długości czyli wielkości przede wszystkim.
A tak przy okazji... Wiem, że prawdziwi wędkarze mnie wyśmieją, bo wszystko robi się własnoręcznie, gdy naprawdę ma się geny rybołapa... Ale mnie się zdarza z braku czasu i niekiedy lenistwa dokonywanie zakupów. I tak właśnie wczoraj, oprócz nieco małych rosówek, miałem groch, który doskonale trzymał się na haku, gdyż był nie do zgryzienia, nawet chyba przez bobra; oraz pęczak, który wprost rozpływałby się w gębie ryby, gdyby nie to, że nie miał szans nigdzie dolecieć, bo spadał z haczyka...
Przez litość nie wymienię nazwy producenta tych atrakcji.
Błąd!!!
Nie lituj się nad producentem bubli,zlituj się nad kieszeniami kolegów z forum i ostrzeż by nie wydali kasy na darmo.Może wtedy przemyśli to i nie będzie oszczędzał na gazie przy gotowaniu grochu.
Zgodzę się z kolegą. W tym przypadku lepiej używać określenia: - "dżdżownice". Bo były kupne i z założenia raczej tylko "rosówki" (od rosy, a więc przez "o"). Do tych wyciąganych z ziemi po deszczu, tym kupnym brakuje - długości czyli wielkości przede wszystkim.
A tak przy okazji... Wiem, że prawdziwi wędkarze mnie wyśmieją, bo wszystko robi się własnoręcznie, gdy naprawdę ma się geny rybołapa... Ale mnie się zdarza z braku czasu i niekiedy lenistwa dokonywanie zakupów. I tak właśnie wczoraj, oprócz nieco małych rosówek, miałem groch, który doskonale trzymał się na haku, gdyż był nie do zgryzienia, nawet chyba przez bobra; oraz pęczak, który wprost rozpływałby się w gębie ryby, gdyby nie to, że nie miał szans nigdzie dolecieć, bo spadał z haczyka...
Przez litość nie wymienię nazwy producenta tych atrakcji.
Dziękuje Ci bardzo za sprostowanie, od razu lepiej sie czyta.
Pozdrawiam.