Powiem Ci kolego tak, najlepszy uwalniacz jest wtedy, kiedy zdejmiesz spodnie, buty i skarpetki i wejdziesz do wody odchaczyć przynęte, miałem ten cały uwalniacz ale mi sie to nie spisywało i odsprzedałem koledze, u którego też to tylko leży w skrzynce i zajmuje miejsce... pozdrawiam..
Z tego co słyszałem (i czytałem) jest to dobre rozwiązanie, bo (zależy jaki uwalniacz) łapie za krętlik i tylko kotwica się rozgina (a ją można z powrotem zgiąć) więc jest to chyba dobre rozwiązanie. Sam myślę nad zakupem takiego czegoś. Ps. Taki temat już gdzieś był.
koledzy odczepiacze są skuteczne ale nie w 100% nie wszystko da się odzyskać mam odczepiacz i o wiele mniejsze są straty ale ja spininguje i to z łódki w tedy to ma sens , a z brzegu to zwykły chwyt reklamowy żeby towar dobrze z chodził łowiąc z grunty jakieś 30 40 m od brzegu jak to wypniesz ,łódką nad pływam na zaczep i po sprawie a z brzegu jest to nie realne
Ja kupiłem odczepiacz V-free i żałuję tylko że wczesniej tego nie zrobiłem Juz na pierwszej wyprawie dzięki niemu ocaliłem trzy przynęty Czasami zdarza się sytuacja że nawet odczepiacz nie da rady ale 90% zaczepów oddaje przynętę dzięki niemu Urwałem w poprzednim sezonie woblerów blach i gum (w tym chyba z 10sięć drogich Rapali po ok,30zł za sztukę) na kilkaset złotych jak jeszcze go nie miałem dlatego wydatek kilkunastu złotych na odczepiacz przesyłkę i linkę do niego to śmieszne pięniądze w porównaniu z tym co zostaje wodzie jak się go nie ma
Zgadzam się w 100% z wypowiedzią kolegi Dacdog.Użycie odczepiacza z łódki po napłynięciu nad zaczepioną przynętę ma sens ale z brzegu przy większych odległościach skuteczność zerowa (przynajmniej w moim przypadku) nawet przy sprawdzeniu kilku modeli ze sklepu i stworzonych przez tzw. złote rączki w domowych warsztatach (a w te najbardziej wierzyłem).
Zgadzam się w 100% z wypowiedzią kolegi Dacdog.Użycie odczepiacza z łódki po napłynięciu nad zaczepioną przynętę ma sens ale z brzegu przy większych odległościach skuteczność zerowa (przynajmniej w moim przypadku) nawet przy sprawdzeniu kilku modeli ze sklepu i stworzonych przez tzw. złote rączki w domowych warsztatach (a w te najbardziej wierzyłem).
Uważam ,że uwalniacz warto posiadać, zwłaszcza kiedy łowi się z łódki, głownie łowię z brzegu i przy bliskich zaczepach jest bardzo przydatny, przy dalszych już trudniej go wykorzystać , ale i tak koszt zakupu jest mniejszy niz wartość przynęt straconych blisko brzegu, a jeśli chodzi o wersję ze skakaniem do wody po przynętę, to raczej bym nie proponował np do dołka na Wiśle 6 m z zatopionym drzewem w nurciem blisko brzegu chyba ,że komuś nie działa wyobraźnia lub ma brak instynktu samozachowawczego, podobnie ma się sprawa z glniankami i innymi wyrobiskami
czy ktos z was uzywal uwalniacza przynet i czy oplaca sie to miec?
Powiem Ci kolego tak, najlepszy uwalniacz jest wtedy, kiedy zdejmiesz spodnie, buty i skarpetki i wejdziesz do wody odchaczyć przynęte, miałem ten cały uwalniacz ale mi sie to nie spisywało i odsprzedałem koledze, u którego też to tylko leży w skrzynce i zajmuje miejsce...
pozdrawiam..
Z tego co słyszałem (i czytałem) jest to dobre rozwiązanie, bo (zależy jaki uwalniacz) łapie za krętlik i tylko kotwica się rozgina (a ją można z powrotem zgiąć) więc jest to chyba dobre rozwiązanie. Sam myślę nad zakupem takiego czegoś.
Ps. Taki temat już gdzieś był.
faktycznie juz byl taki temat jeden gostek polecal odczepiacz grom zobaczymy
koledzy odczepiacze są skuteczne ale nie w 100% nie wszystko da się odzyskać mam odczepiacz i o wiele mniejsze są straty ale ja spininguje i to z łódki w tedy to ma sens , a z brzegu to zwykły chwyt reklamowy żeby towar dobrze z chodził łowiąc z grunty jakieś 30 40 m od brzegu jak to wypniesz ,łódką nad pływam na zaczep i po sprawie a z brzegu jest to nie realne
Ja kupiłem odczepiacz V-free i żałuję tylko że wczesniej tego nie zrobiłem Juz na pierwszej wyprawie dzięki niemu ocaliłem trzy przynęty Czasami zdarza się sytuacja że nawet odczepiacz nie da rady ale 90% zaczepów oddaje przynętę dzięki niemu Urwałem w poprzednim sezonie woblerów blach i gum (w tym chyba z 10sięć drogich Rapali po ok,30zł za sztukę) na kilkaset złotych jak jeszcze go nie miałem dlatego wydatek kilkunastu złotych na odczepiacz przesyłkę i linkę do niego to śmieszne pięniądze w porównaniu z tym co zostaje wodzie jak się go nie ma
Zgadzam się w 100% z wypowiedzią kolegi Dacdog.Użycie odczepiacza z łódki po napłynięciu nad zaczepioną przynętę ma sens ale z brzegu przy większych odległościach skuteczność zerowa (przynajmniej w moim przypadku) nawet przy sprawdzeniu kilku modeli ze sklepu i stworzonych przez tzw. złote rączki w domowych warsztatach (a w te najbardziej wierzyłem).
Zgadzam się w 100% z wypowiedzią kolegi Dacdog.Użycie odczepiacza z łódki po napłynięciu nad zaczepioną przynętę ma sens ale z brzegu przy większych odległościach skuteczność zerowa (przynajmniej w moim przypadku) nawet przy sprawdzeniu kilku modeli ze sklepu i stworzonych przez tzw. złote rączki w domowych warsztatach (a w te najbardziej wierzyłem).
to nie wiem gdzie kolega łowi, ja na odrze z brzegu mam około 90 % odzyskanych przynęt.proponuję zajrzeć tu http://forum.wedkuje.pl/f,odczepiacz-przynet-surfer,685503,25.html tam opisałem szerzej odczepiacz którego używam
Uważam ,że uwalniacz warto posiadać, zwłaszcza kiedy łowi się z łódki, głownie łowię z brzegu i przy bliskich zaczepach jest bardzo przydatny, przy dalszych już trudniej go wykorzystać , ale i tak koszt zakupu jest mniejszy niz wartość przynęt straconych blisko brzegu, a jeśli chodzi o wersję ze skakaniem do wody po przynętę, to raczej bym nie proponował np do dołka na Wiśle 6 m z zatopionym drzewem w nurciem blisko brzegu chyba ,że komuś nie działa wyobraźnia lub ma brak instynktu samozachowawczego, podobnie ma się sprawa z glniankami i innymi wyrobiskami