Koledzy! pomóżcie posprzątac jezioro Szczuka. Tego nikt inny tego nie zrobił, to My wędkarze tak zaśmiecamy. Zarząd Koła ,,Miejskiego" dnia 1 czerwca pragnie to jezioro oczyścic z tego bałaganu.
w dniu 1 czerwca wędkarze z Koła Miejskiego PZW w
Brodnicy przeprowadzili na Jez. Szczuka akcję sprzątania brzegów i
strefy przybrzeżnej tego akwenu, jednocześnie dokonali również
zarybienia jeziora małym węgorzykiem w ilości 3 kg (ok 300 szt. ).
Wędkarze - chyba zbyt szumnie powiedziane, była to raptem garstka ludzi z
Zarządu i Komisji Rewizyjnej Koła - razem 13 osób. To wstyd dla rzeszy
wędkujących, że nikt poza aktywem nie zainteresował się wzięciem udziału
w tej akcji, a były przecież publikowane komunikaty o sprzątaniu,
nawet ci, którzy akurat tam wędkowali - patrzyli na nasze wysiłki z
obojętnością. W całym powiecie brodnickim zarejestrowanych jest ponad
1600 wędkarzy, w samej Brodnicy ponad 1200, ale od wielu lat powtarza
się ten sam scenariusz, oni wszyscy nie istnieją w momencie, kiedy jest
potrzeba zrobienia po sobie porządku na łowiskach. W ciągu niespełna 1,5
godz. zebranych zostało ok. 500 kg śmieci, najczęściej były to butelki
plastikowe po napojach, puszki po piwie ( bo jakże wędkarz bez piwa nad
wodą by wytrzymał?), pudełka po robakach, słoiczki i puszki po
przynętach, worki po zanętach, a zdarzały się także dosyć często butelki
po wódkach, te pół litrowe i tzw "małpki", a nawet znalazły się dwie
zużyte opony samochodowe i kilka worków po nawozach sztucznych -
widocznie pobliscy rolnicy dokarmiają rybki?
Zastanawiające w tym
wszystkim jest to, czy ma jakikolwiek sens zarybianie jeziora takiego,
jak Szczuka - niemiłosiernie i sukcesywnie zaśmiecanego, jako że w
brudnej i skażonej wodzie ryby najczęściej giną, a nawet jeśli przeżyją,
to z pewnością nafaszerowane są całą gamą wszelkich chemikaliów i
śmierdzą, a nierozsądnie śmiecący i najczęściej pazerni ludzie to jedzą.
Należy pamiętać o tym, że wszelkie zalegające w brzegach jezior śmieci
ulegają powolnemu procesowi rozkładu, w czasie którego absorbowany jest
tlen, a w wodzie ze zbyt małą zawartością tlenu powoli zanikają
wszelkie formy życia. A co robią wędkarze? Zbyt trudne i kłopotliwe to
dla nich, żeby zabrać ze sobą puste opakowania po wypitych napojach,
zjedzonych kanapkach, wypalonych papierosach, zużytych przynętach i
zanętach, lepiej zostawić to nad wodą, a jeszcze lepiej wrzucić do wody,
bo tak mocno nie widać, no bo po co to wszystko z powrotem dźwigać?
Żeby koledzy się z tego śmiali? Chciało by się w tym miejscu
powiedzieć: "Szanowny wędkarzu, jeśli zostawiłeś po sobie śmieci na
łowisku, to jesteś skończonym idiotą, bo sam sobie podnosisz składkę na
wędkowanie, a łowić będziesz coraz mniej i coraz mniejsze! Jeśli tego
nie rozumiesz, to faktycznie jesteś durniem!"
Trzeba pamiętać, że
wszelkie akcje sprzątania łowisk również pociągają za sobą koszty i to
wcale nie takie małe. Wpuszczony 1 czerwca do Szczuki węgorzyk, choć w
tak małej ilości - kosztował niemal 700 złotych, a w następnych latach
będzie zapewne jeszcze droższy. Jeśli te dane nie rozjaśnią umysłów
ogółu wędkarzy, to może bardziej skuteczny będzie drenaż kieszeni, jako
że w Regulaminie Amatorskiego Połowu Ryb, rozdział III pkt 6 wyraźnie
pisze, że: Wędkarz zobowiązany jest utrzymać w czystości
stanowisko wędkarskie w promieniu minimum 5 metrów, bez względu na stan,
jaki zastał przed rozpoczęciem połowu. Wydaje się, że chyba najwyższy czas wprowadzić w życie ten zapis, który jak do tej pory nie miał większego zastosowania.
Za te zalegające śmieci nie można winić wyłącznie wędkarzy, bo śmiecą również i inni, np; spacerowicze, turyści, biwakowicze, młodzież robiąca sobie imprezę nad wodą z okazji nadejścia wakacji, czy też zdania egzaminów, itp...jednak wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że największymi szkodnikami dla środowiska naturalnego są ci, którzy o to środowisko powinni dbać najbardziej, czyli wędkarze, a to świadczy o głębokiej nieświadomości w tej grupie społeczeństwa.
w dniu 1 czerwca wędkarze z Koła Miejskiego PZW w
Brodnicy przeprowadzili na Jez. Szczuka akcję sprzątania brzegów i
strefy przybrzeżnej tego akwenu, jednocześnie dokonali również
zarybienia jeziora małym węgorzykiem w ilości 3 kg (ok 300 szt. ).
Wędkarze - chyba zbyt szumnie powiedziane, była to raptem garstka ludzi z
Zarządu i Komisji Rewizyjnej Koła - razem 13 osób. To wstyd dla rzeszy
wędkujących, że nikt poza aktywem nie zainteresował się wzięciem udziału
w tej akcji, a były przecież publikowane komunikaty o sprzątaniu,
nawet ci, którzy akurat tam wędkowali - patrzyli na nasze wysiłki z
obojętnością. W całym powiecie brodnickim zarejestrowanych jest ponad
1600 wędkarzy, w samej Brodnicy ponad 1200, ale od wielu lat powtarza
się ten sam scenariusz, oni wszyscy nie istnieją w momencie, kiedy jest
potrzeba zrobienia po sobie porządku na łowiskach. W ciągu niespełna 1,5
godz. zebranych zostało ok. 500 kg śmieci, najczęściej były to butelki
plastikowe po napojach, puszki po piwie ( bo jakże wędkarz bez piwa nad
wodą by wytrzymał?), pudełka po robakach, słoiczki i puszki po
przynętach, worki po zanętach, a zdarzały się także dosyć często butelki
po wódkach, te pół litrowe i tzw "małpki", a nawet znalazły się dwie
zużyte opony samochodowe i kilka worków po nawozach sztucznych -
widocznie pobliscy rolnicy dokarmiają rybki?
Zastanawiające w tym
wszystkim jest to, czy ma jakikolwiek sens zarybianie jeziora takiego,
jak Szczuka - niemiłosiernie i sukcesywnie zaśmiecanego, jako że w
brudnej i skażonej wodzie ryby najczęściej giną, a nawet jeśli przeżyją,
to z pewnością nafaszerowane są całą gamą wszelkich chemikaliów i
śmierdzą, a nierozsądnie śmiecący i najczęściej pazerni ludzie to jedzą.
Należy pamiętać o tym, że wszelkie zalegające w brzegach jezior śmieci
ulegają powolnemu procesowi rozkładu, w czasie którego absorbowany jest
tlen, a w wodzie ze zbyt małą zawartością tlenu powoli zanikają
wszelkie formy życia. A co robią wędkarze? Zbyt trudne i kłopotliwe to
dla nich, żeby zabrać ze sobą puste opakowania po wypitych napojach,
zjedzonych kanapkach, wypalonych papierosach, zużytych przynętach i
zanętach, lepiej zostawić to nad wodą, a jeszcze lepiej wrzucić do wody,
bo tak mocno nie widać, no bo po co to wszystko z powrotem dźwigać?
Żeby koledzy się z tego śmiali? Chciało by się w tym miejscu
powiedzieć: "Szanowny wędkarzu, jeśli zostawiłeś po sobie śmieci na
łowisku, to jesteś skończonym idiotą, bo sam sobie podnosisz składkę na
wędkowanie, a łowić będziesz coraz mniej i coraz mniejsze! Jeśli tego
nie rozumiesz, to faktycznie jesteś durniem!"
Trzeba pamiętać, że
wszelkie akcje sprzątania łowisk również pociągają za sobą koszty i to
wcale nie takie małe. Wpuszczony 1 czerwca do Szczuki węgorzyk, choć w
tak małej ilości - kosztował niemal 700 złotych, a w następnych latach
będzie zapewne jeszcze droższy. Jeśli te dane nie rozjaśnią umysłów
ogółu wędkarzy, to może bardziej skuteczny będzie drenaż kieszeni, jako
że w Regulaminie Amatorskiego Połowu Ryb, rozdział III pkt 6 wyraźnie
pisze, że: Wędkarz zobowiązany jest utrzymać w czystości
stanowisko wędkarskie w promieniu minimum 5 metrów, bez względu na stan,
jaki zastał przed rozpoczęciem połowu. Wydaje się, że chyba najwyższy czas wprowadzić w życie ten zapis, który jak do tej pory nie miał większego zastosowania.
To nie tylko wędkarze są winni, śmiecą też i inni; turyści, spacerowicze, biwakowicze, młodzież urządzająca sobie imprezki nad wodą, itp... jednak wszelkie znaki na niebie i ziemi wyraźnie wskazują na to, że największymi wrogami naszych łowisk są właśnie ci, którzy powinni o te łowiska dbać najbardziej, a to świadczy tylko o tym, jak niska jest świadomość w tej grupie społecznej.
Do łowienia i narzekania, że nic nie bierze są wszyscy ale żeby posprzątac niema nikogo.
Ja chętnie wziął bym udział w takiej akcji i posprzątał po flejach, jednak nie mam zadnej informacji, że taka akcja bedzie oraganizowana, a żeby jeździć i się pytac jest mi nie po drodze.
Koledzy! pomóżcie posprzątac jezioro Szczuka. Tego nikt inny tego nie zrobił, to My wędkarze tak zaśmiecamy. Zarząd Koła ,,Miejskiego" dnia 1 czerwca pragnie to jezioro oczyścic z tego bałaganu.
Będę!
W jakich godzinach akcja ma mieć miejsce?
Planujemy rozpocząć o 16.30, a może uda się trochę wcześniej - gdzieś ok. 16.00
Witam;
w dniu 1 czerwca wędkarze z Koła Miejskiego PZW w Brodnicy przeprowadzili na Jez. Szczuka akcję sprzątania brzegów i strefy przybrzeżnej tego akwenu, jednocześnie dokonali również zarybienia jeziora małym węgorzykiem w ilości 3 kg (ok 300 szt. ). Wędkarze - chyba zbyt szumnie powiedziane, była to raptem garstka ludzi z Zarządu i Komisji Rewizyjnej Koła - razem 13 osób. To wstyd dla rzeszy wędkujących, że nikt poza aktywem nie zainteresował się wzięciem udziału w tej akcji, a były przecież publikowane komunikaty o sprzątaniu, nawet ci, którzy akurat tam wędkowali - patrzyli na nasze wysiłki z obojętnością. W całym powiecie brodnickim zarejestrowanych jest ponad 1600 wędkarzy, w samej Brodnicy ponad 1200, ale od wielu lat powtarza się ten sam scenariusz, oni wszyscy nie istnieją w momencie, kiedy jest potrzeba zrobienia po sobie porządku na łowiskach. W ciągu niespełna 1,5 godz. zebranych zostało ok. 500 kg śmieci, najczęściej były to butelki plastikowe po napojach, puszki po piwie ( bo jakże wędkarz bez piwa nad wodą by wytrzymał?), pudełka po robakach, słoiczki i puszki po przynętach, worki po zanętach, a zdarzały się także dosyć często butelki po wódkach, te pół litrowe i tzw "małpki", a nawet znalazły się dwie zużyte opony samochodowe i kilka worków po nawozach sztucznych - widocznie pobliscy rolnicy dokarmiają rybki?
Zastanawiające w tym wszystkim jest to, czy ma jakikolwiek sens zarybianie jeziora takiego, jak Szczuka - niemiłosiernie i sukcesywnie zaśmiecanego, jako że w brudnej i skażonej wodzie ryby najczęściej giną, a nawet jeśli przeżyją, to z pewnością nafaszerowane są całą gamą wszelkich chemikaliów i śmierdzą, a nierozsądnie śmiecący i najczęściej pazerni ludzie to jedzą. Należy pamiętać o tym, że wszelkie zalegające w brzegach jezior śmieci ulegają powolnemu procesowi rozkładu, w czasie którego absorbowany jest tlen, a w wodzie ze zbyt małą zawartością tlenu powoli zanikają wszelkie formy życia. A co robią wędkarze? Zbyt trudne i kłopotliwe to dla nich, żeby zabrać ze sobą puste opakowania po wypitych napojach, zjedzonych kanapkach, wypalonych papierosach, zużytych przynętach i zanętach, lepiej zostawić to nad wodą, a jeszcze lepiej wrzucić do wody, bo tak mocno nie widać, no bo po co to wszystko z powrotem dźwigać? Żeby koledzy się z tego śmiali? Chciało by się w tym miejscu powiedzieć: "Szanowny wędkarzu, jeśli zostawiłeś po sobie śmieci na łowisku, to jesteś skończonym idiotą, bo sam sobie podnosisz składkę na wędkowanie, a łowić będziesz coraz mniej i coraz mniejsze! Jeśli tego nie rozumiesz, to faktycznie jesteś durniem!"
Trzeba pamiętać, że wszelkie akcje sprzątania łowisk również pociągają za sobą koszty i to wcale nie takie małe. Wpuszczony 1 czerwca do Szczuki węgorzyk, choć w tak małej ilości - kosztował niemal 700 złotych, a w następnych latach będzie zapewne jeszcze droższy. Jeśli te dane nie rozjaśnią umysłów ogółu wędkarzy, to może bardziej skuteczny będzie drenaż kieszeni, jako że w Regulaminie Amatorskiego Połowu Ryb, rozdział III pkt 6 wyraźnie pisze, że: Wędkarz zobowiązany jest utrzymać w czystości stanowisko wędkarskie w promieniu minimum 5 metrów, bez względu na stan, jaki zastał przed rozpoczęciem połowu. Wydaje się, że chyba najwyższy czas wprowadzić w życie ten zapis, który jak do tej pory nie miał większego zastosowania.
Za te zalegające śmieci nie można winić wyłącznie wędkarzy, bo śmiecą również i inni, np; spacerowicze, turyści, biwakowicze, młodzież robiąca sobie imprezę nad wodą z okazji nadejścia wakacji, czy też zdania egzaminów, itp...jednak wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że największymi szkodnikami dla środowiska naturalnego są ci, którzy o to środowisko powinni dbać najbardziej, czyli wędkarze, a to świadczy o głębokiej nieświadomości w tej grupie społeczeństwa.
Witam;
w dniu 1 czerwca wędkarze z Koła Miejskiego PZW w Brodnicy przeprowadzili na Jez. Szczuka akcję sprzątania brzegów i strefy przybrzeżnej tego akwenu, jednocześnie dokonali również zarybienia jeziora małym węgorzykiem w ilości 3 kg (ok 300 szt. ). Wędkarze - chyba zbyt szumnie powiedziane, była to raptem garstka ludzi z Zarządu i Komisji Rewizyjnej Koła - razem 13 osób. To wstyd dla rzeszy wędkujących, że nikt poza aktywem nie zainteresował się wzięciem udziału w tej akcji, a były przecież publikowane komunikaty o sprzątaniu, nawet ci, którzy akurat tam wędkowali - patrzyli na nasze wysiłki z obojętnością. W całym powiecie brodnickim zarejestrowanych jest ponad 1600 wędkarzy, w samej Brodnicy ponad 1200, ale od wielu lat powtarza się ten sam scenariusz, oni wszyscy nie istnieją w momencie, kiedy jest potrzeba zrobienia po sobie porządku na łowiskach. W ciągu niespełna 1,5 godz. zebranych zostało ok. 500 kg śmieci, najczęściej były to butelki plastikowe po napojach, puszki po piwie ( bo jakże wędkarz bez piwa nad wodą by wytrzymał?), pudełka po robakach, słoiczki i puszki po przynętach, worki po zanętach, a zdarzały się także dosyć często butelki po wódkach, te pół litrowe i tzw "małpki", a nawet znalazły się dwie zużyte opony samochodowe i kilka worków po nawozach sztucznych - widocznie pobliscy rolnicy dokarmiają rybki?
Zastanawiające w tym wszystkim jest to, czy ma jakikolwiek sens zarybianie jeziora takiego, jak Szczuka - niemiłosiernie i sukcesywnie zaśmiecanego, jako że w brudnej i skażonej wodzie ryby najczęściej giną, a nawet jeśli przeżyją, to z pewnością nafaszerowane są całą gamą wszelkich chemikaliów i śmierdzą, a nierozsądnie śmiecący i najczęściej pazerni ludzie to jedzą. Należy pamiętać o tym, że wszelkie zalegające w brzegach jezior śmieci ulegają powolnemu procesowi rozkładu, w czasie którego absorbowany jest tlen, a w wodzie ze zbyt małą zawartością tlenu powoli zanikają wszelkie formy życia. A co robią wędkarze? Zbyt trudne i kłopotliwe to dla nich, żeby zabrać ze sobą puste opakowania po wypitych napojach, zjedzonych kanapkach, wypalonych papierosach, zużytych przynętach i zanętach, lepiej zostawić to nad wodą, a jeszcze lepiej wrzucić do wody, bo tak mocno nie widać, no bo po co to wszystko z powrotem dźwigać? Żeby koledzy się z tego śmiali? Chciało by się w tym miejscu powiedzieć: "Szanowny wędkarzu, jeśli zostawiłeś po sobie śmieci na łowisku, to jesteś skończonym idiotą, bo sam sobie podnosisz składkę na wędkowanie, a łowić będziesz coraz mniej i coraz mniejsze! Jeśli tego nie rozumiesz, to faktycznie jesteś durniem!"
Trzeba pamiętać, że wszelkie akcje sprzątania łowisk również pociągają za sobą koszty i to wcale nie takie małe. Wpuszczony 1 czerwca do Szczuki węgorzyk, choć w tak małej ilości - kosztował niemal 700 złotych, a w następnych latach będzie zapewne jeszcze droższy. Jeśli te dane nie rozjaśnią umysłów ogółu wędkarzy, to może bardziej skuteczny będzie drenaż kieszeni, jako że w Regulaminie Amatorskiego Połowu Ryb, rozdział III pkt 6 wyraźnie pisze, że: Wędkarz zobowiązany jest utrzymać w czystości stanowisko wędkarskie w promieniu minimum 5 metrów, bez względu na stan, jaki zastał przed rozpoczęciem połowu. Wydaje się, że chyba najwyższy czas wprowadzić w życie ten zapis, który jak do tej pory nie miał większego zastosowania.
To nie tylko wędkarze są winni, śmiecą też i inni; turyści, spacerowicze, biwakowicze, młodzież urządzająca sobie imprezki nad wodą, itp... jednak wszelkie znaki na niebie i ziemi wyraźnie wskazują na to, że największymi wrogami naszych łowisk są właśnie ci, którzy powinni o te łowiska dbać najbardziej, a to świadczy tylko o tym, jak niska jest świadomość w tej grupie społecznej.
Do łowienia i narzekania, że nic nie bierze są wszyscy ale żeby posprzątac niema nikogo.
Ja chętnie wziął bym udział w takiej akcji i posprzątał po flejach, jednak nie mam zadnej informacji, że taka akcja bedzie oraganizowana, a żeby jeździć i się pytac jest mi nie po drodze.