Witam wszystkich.(wydarzenia i zdjęcia niechronologicznie)
Podczas tego weekendu złapaliśmy kilka sumów, ładne krąpiki, nieźle się bawiliśmy a do tego przeżyłem historię życia związana z poławianiem suma, ale po kolei ;) W ten weekend postanowiłem się pobawić spinningiem i kupiłem w piątek najtańszy za 28 euro 240cm 10 do 30gr z Decathlonu. Po przyjeździe nad rzekę już w trakcie rozkładania feederków uderzył na ser mały sumik. Zabawa na feederku z mini haczykiem naprawdę przednia ;)
Do samego wieczora martwa cisza. Wieczorem odwiedził mnie Łukasz alis sumik i popływaliśmy nieco pontonem żeby pospinningować, niestety bez rezultatu za wyjątkiem zerwanego suma po kilku minutach holu tuz pod brzegiem :( . Poławianie żywca również szło koszmarnie bo Kasi udało się złapać jedynie leszcza 43cm w czasie w czasie gdy my z Łukaszem bez rezultatów czesaliśmy prawie całą noc wodę woblerkami. Jeden żywiec małe szanse dawał na powodzenie ale aż do wieczora w sobotę ani najmniejszego puknięcia zarówno na zarzuconego leszcza jak i na las rozstawionych wędek do łapania żywca. Wieczorem mocne szarpanie i siedzi krąp 36cm.
Nie rewelacja ale zawsze to jakiś żywiec. Po krąpiu jeszcze jakiś sumik metrowy na serek się uczepił. Po zarzuceniu krąpia szybki wypad na pontonie w okolice przęseł mostu. Już po kilku rzutach siedzi kleń 44cm.
Jako że do zachodu słońca kupa czasu odholowałem klenia do siatki i popłynąłem kilkaset metrów w górę rzeki porzucać woblerkami. Po kilkunastu minutach nagle mocne uderzenie i ryba muruje ostro do dna i od razu wiedziałem że to sum. Wędka wygięta w pałąk a mimo to po kilku minutach czuję nagle drugie potężne uderzenie i już nie daje się tak łatwo pod pompować. Następne 15 minut i mozolnie pompując pojawia się koło łódki cień z tym że jakiś dziwny. Pompuje i nagle wyłania się z wody ogon suma prawie że pionowo. Trochę dziwacznie w dodatku wcale nie walczy więc skręcam ostrzej kołowrotek, podciągam i nagle aż mi się ciepło zrobiło jak zobaczyłem co wyłoniło się z wody. Sum którego holowałem wyłonił się z wody od strony ogona ponieważ łbem po prostu nie mógł gdyż znajdowała się ona cała razem z kawałkiem tułowia w ... paszczy ogromnego suma. To był niesamowity widok i choć trwał tylko kilka sekund do końca życia tego nie zapomnę. Prawie że każdy wędkarz zna zdjęcie z neta gdzie szczupak pożera drugiego szczupaka podczas holu ale widzieć coś takiego i to w tym rozmiarze ryby i to na własne oczy a do tego czuć to wszystko na własnej wędce: BEZCENNE. Kilka sekund i olbrzym zniknął razem z moją zdobyczą w głębinach. Kolejna próba podciągnięcia tego dziwacznego duetu i nagle czuję że coś puściło. Chwilę potem niedoszła ofiara olbrzyma kanibala ląduję w moim pontonie (okazyjnie połamałem wędkę). Łeb cały pozdzierany ale żywy. Po dowiezieniu do brzegu okazuje się że mierzy 120cm i już nawet nie jestem w stanie określić ile miał olbrzym którego dziś okazyjnie trzymałem na kiju koło mojej łajby. O dziwo Mimo holu i poharatanej łepetynki mój okazik po wypuszczeniu żwawo wrócił na głębiny ( de facto to właśnie mu uratowałem życie ;)).
Wywozimy klenia. 5 minut po wywiezieniu uderzenie odjazd i kilka chwil potem na brzegu ląduje strasznie gruby 135cm sum o wadze powyżej 20kg.
Miał taki rozdęty bebech że postanowiłem sprawdzić co jadł i do teraz tego żałuje . Wyciągnąłem mu z żołądka jakieś zwierze nieco większe od szczura w stanie silnego rozkładu (następnego dnia wypuszczając go w jego gardzieli zobaczyłem drugie takie same łapki co sugeruje że na przystawkę wtrząchnął całą rodzinkę) co wywróciło nam wszystkim żołądek na drugą stronę. Tylko Łukasz miał odwagę podejść do tego i szybko wyrzucić to do wody bo ja byłem zajęty oglądaniem na trawce mojego obiadu ;) Adrenalina i uśmiech na twarzy gościł cały wieczór. Po zachodzie słońca mocne szarpanie na feederze i wreszcie jest kolejny żywiec którym okazał się krąp 46cm.
Chwilę później (niechronologicznie to be jeszcze się nie wyspałem) wywalamy krąpia i kilkadziesiąt minut potem ostry odjazd. Tnę docinam, opór przepiękny i nagle puścił. To nic będzie następny. Do samego rana ani brań drobnicy ani brania suma więc odsypiam nieco i po 6:00 z drzemki wyrywa mnie centralka. Dobiegam do kija tnę i siedzi ;) Łukasz operuje kamerą nieco zaspany i trzęsący się z zimna jak kiedyś Rafał. Po doholowaniu i zmierzeniu okazuje się że ma 188cm więc nie jest źle.
Idziemy w lekką kimę a po przebudzeniu zaczynamy się składać. W między czasie standardowo jedna z motorówek pędem wjeżdża w mój ostatni na wodzie zestaw i plecionka przecina nowy detektor :( Koniec wędkowania w tym tygodniu ale weekend na zawsze pozostanie w pamięci.
Witam wszystkich.(wydarzenia i zdjęcia niechronologicznie)
Podczas tego weekendu złapaliśmy kilka sumów, ładne krąpiki, nieźle się bawiliśmy a do tego przeżyłem historię życia związana z poławianiem suma, ale po kolei ;)
W ten weekend postanowiłem się pobawić spinningiem i kupiłem w piątek najtańszy za 28 euro 240cm 10 do 30gr z Decathlonu. Po przyjeździe nad rzekę już w trakcie rozkładania feederków uderzył na ser mały sumik. Zabawa na feederku z mini haczykiem naprawdę przednia ;)
Do samego wieczora martwa cisza. Wieczorem odwiedził mnie Łukasz alis sumik i popływaliśmy nieco pontonem żeby pospinningować, niestety bez rezultatu za wyjątkiem zerwanego suma po kilku minutach holu tuz pod brzegiem :( . Poławianie żywca również szło koszmarnie bo Kasi udało się złapać jedynie leszcza 43cm w czasie w czasie gdy my z Łukaszem bez rezultatów czesaliśmy prawie całą noc wodę woblerkami.
Jeden żywiec małe szanse dawał na powodzenie ale aż do wieczora w sobotę ani najmniejszego puknięcia zarówno na zarzuconego leszcza jak i na las rozstawionych wędek do łapania żywca.
Wieczorem mocne szarpanie i siedzi krąp 36cm.
Nie rewelacja ale zawsze to jakiś żywiec. Po krąpiu jeszcze jakiś sumik metrowy na serek się uczepił.
Po zarzuceniu krąpia szybki wypad na pontonie w okolice przęseł mostu. Już po kilku rzutach siedzi kleń 44cm.
Jako że do zachodu słońca kupa czasu odholowałem klenia do siatki i popłynąłem kilkaset metrów w górę rzeki porzucać woblerkami.
Po kilkunastu minutach nagle mocne uderzenie i ryba muruje ostro do dna i od razu wiedziałem że to sum. Wędka wygięta w pałąk a mimo to po kilku minutach czuję nagle drugie potężne uderzenie i już nie daje się tak łatwo pod pompować. Następne 15 minut i mozolnie pompując pojawia się koło łódki cień z tym że jakiś dziwny. Pompuje i nagle wyłania się z wody ogon suma prawie że pionowo. Trochę dziwacznie w dodatku wcale nie walczy więc skręcam ostrzej kołowrotek, podciągam i nagle aż mi się ciepło zrobiło jak zobaczyłem co wyłoniło się z wody.
Sum którego holowałem wyłonił się z wody od strony ogona ponieważ łbem po prostu nie mógł gdyż znajdowała się ona cała razem z kawałkiem tułowia w ... paszczy ogromnego suma. To był niesamowity widok i choć trwał tylko kilka sekund do końca życia tego nie zapomnę. Prawie że każdy wędkarz zna zdjęcie z neta gdzie szczupak pożera drugiego szczupaka podczas holu ale widzieć coś takiego i to w tym rozmiarze ryby i to na własne oczy a do tego czuć to wszystko na własnej wędce: BEZCENNE.
Kilka sekund i olbrzym zniknął razem z moją zdobyczą w głębinach. Kolejna próba podciągnięcia tego dziwacznego duetu i nagle czuję że coś puściło. Chwilę potem niedoszła ofiara olbrzyma kanibala ląduję w moim pontonie (okazyjnie połamałem wędkę). Łeb cały pozdzierany ale żywy. Po dowiezieniu do brzegu okazuje się że mierzy 120cm i już nawet nie jestem w stanie określić ile miał olbrzym którego dziś okazyjnie trzymałem na kiju koło mojej łajby. O dziwo Mimo holu i poharatanej łepetynki mój okazik po wypuszczeniu żwawo wrócił na głębiny ( de facto to właśnie mu uratowałem życie ;)).
Wywozimy klenia. 5 minut po wywiezieniu uderzenie odjazd i kilka chwil potem na brzegu ląduje strasznie gruby 135cm sum o wadze powyżej 20kg.
Miał taki rozdęty bebech że postanowiłem sprawdzić co jadł i do teraz tego żałuje . Wyciągnąłem mu z żołądka jakieś zwierze nieco większe od szczura w stanie silnego rozkładu (następnego dnia wypuszczając go w jego gardzieli zobaczyłem drugie takie same łapki co sugeruje że na przystawkę wtrząchnął całą rodzinkę) co wywróciło nam wszystkim żołądek na drugą stronę. Tylko Łukasz miał odwagę podejść do tego i szybko wyrzucić to do wody bo ja byłem zajęty oglądaniem na trawce mojego obiadu ;)
Adrenalina i uśmiech na twarzy gościł cały wieczór. Po zachodzie słońca mocne szarpanie na feederze i wreszcie jest kolejny żywiec którym okazał się krąp 46cm.
Chwilę później (niechronologicznie to be jeszcze się nie wyspałem) wywalamy krąpia i kilkadziesiąt minut potem ostry odjazd. Tnę docinam, opór przepiękny i nagle puścił. To nic będzie następny.
Do samego rana ani brań drobnicy ani brania suma więc odsypiam nieco i po 6:00 z drzemki wyrywa mnie centralka. Dobiegam do kija tnę i siedzi ;) Łukasz operuje kamerą nieco zaspany i trzęsący się z zimna jak kiedyś Rafał.
Po doholowaniu i zmierzeniu okazuje się że ma 188cm więc nie jest źle.
Idziemy w lekką kimę a po przebudzeniu zaczynamy się składać. W między czasie standardowo jedna z motorówek pędem wjeżdża w mój ostatni na wodzie zestaw i plecionka przecina nowy detektor :(
Koniec wędkowania w tym tygodniu ale weekend na zawsze pozostanie w pamięci.
Na pamiątkę został nam film z holu suma 188cm
http://www.youtube.com/watch?v=HxSbqCOC-gM
Do usłyszenia za tydzień.
Pozdrawiam ;)
Żeby kiedyś w Polsce były takie ryby;)
Są :)
Nie chodzi mi o rozmiar tylko o zagęszczenie.
Nie przesadzajmy z tym zagęszczeniem na Sekwanie ;) To nie Ebro czy nawet Mały Rhon ;) Czasem i półtorej miesiąca nie mam brania na suma ;)