Pewnie jak większość z Was nie mogliście doczekać sie po zimie zasiadki na nasze rzeczno - jeziorowe "potwory" niestety jak czytam większość z was efekty kwietniowe miała marne, w moim przypadku było podobnie. Ale w końcu przyszedł 26 kwietnia i to było to!!!! Pogoda nastrajała na rybki, w ko0ńcu ciepłe nocki. Wyskoczyłe z łóżka o czwartej w auto i na moje ulubione łowisko Chełm za Rudną. Ku mojemu zdziwieniu wędkarzy jak na lekarstwo ( a jest to popularne łowisko ). Dla mnie fajnie bo mogłem swobodnie wybrać miejscówkę. Doszedłem do wniosku, że siądę na płytką wodę, z małym dołkiem, który już znam. W poprzednim roku łowiłem tam dużo szczupłych na żywca. Tym razem zachciało mi się zapolować na liny. Spławikóweczka poszła w ruch i oczywiście czerwony robal i hak na gruncie. Efekt jedna ładna płoć i nic przez godzinę. Nie chciałem zakładać białego robaka, bo wyciąganie ukleji nie bardzo mnie bawi. Przy braku współpracy rybek doszedłem do wniosku, że jednak trzy białe i podniesienie o 3 cm gruntu ponad dno, może mnie drogo kosztować ( ukleja ), ale co tam powiał lekki wiaterek z południa i zmarszczył pieknie wodę. Rzut i niezbyt duża wiara w przycięcie czegoś większego niż dłoń, i tu wielkie zdziwienie: piękny odjazd spławika z równoczesnym zatopieniem, zacięcie i czuję fajny opór, całe szczęście nie jestem przesądny, dlatego podbierak czekał obok mnie, hol z wielką frajdą - efekt 37 cm lin. Troche mi sie chlapał dlatego pomyślałem, że teraz to czas raczej na coś mniejszego, ale zdziwienie było wielki kiedy po minucie taki sam odjazd i w podbieraku tym razem wylądował lin 35 cm. Przez 45 minut takich odjazdów było jeszcze 6 z czego jeden zerwany. Efekt 7 linów z czego najmniejszy 33 cm a największy 49. Później sie ucieło, bo już wędkarze, którzy między czasie się zjawili, zaczęli wycieczki do mnie i pytania jak, na co, jaki grunt. Oczywiście 2 już czaiło kiedy jade do domu , bo oni chcieliby usiąść. Szczerze mówiąc najlepszy mój dzień w życiu wędkarza pod względem tej pięknej rybki jaka jest lin. Oczywiście jeszcze tam wrócę i to juz niebawem. Pozdrawiam i połamania kija. Daniel
No nie powiem udało się, teraz byłem w okolicach jeziora sławskiego na tzw. kopalni - łowisko typowo linowo - karasiowe. Widać było ścieżki baniek takich jak to puszcza lin, i nic ani puknięcia. Cóż tak to jest z rybami - pozdrowienia
Mój osobisty rekord to 30 linów od 25cm do 38cm w 2 h:) brały jak szalone:) lubie łowić liny bo to naprawdę wyzwanie Skradanie się do brzegu Czajenie w krzakach lekki spławik :) pozdrawiam linowców
Mój osobisty rekord to 30 linów od 25cm do 38cm w 2 h:) brały jak szalone:) lubie łowić liny bo to naprawdę wyzwanie Skradanie się do brzegu Czajenie w krzakach lekki spławik :) pozdrawiam linowców
To gdzie ty je lowiles?:) Na jakims prywatnym stawie?
Pewnie jak większość z Was nie mogliście doczekać sie po zimie zasiadki na nasze rzeczno - jeziorowe "potwory" niestety jak czytam większość z was efekty kwietniowe miała marne, w moim przypadku było podobnie. Ale w końcu przyszedł 26 kwietnia i to było to!!!! Pogoda nastrajała na rybki, w ko0ńcu ciepłe nocki. Wyskoczyłe z łóżka o czwartej w auto i na moje ulubione łowisko Chełm za Rudną. Ku mojemu zdziwieniu wędkarzy jak na lekarstwo ( a jest to popularne łowisko ). Dla mnie fajnie bo mogłem swobodnie wybrać miejscówkę. Doszedłem do wniosku, że siądę na płytką wodę, z małym dołkiem, który już znam. W poprzednim roku łowiłem tam dużo szczupłych na żywca. Tym razem zachciało mi się zapolować na liny. Spławikóweczka poszła w ruch i oczywiście czerwony robal i hak na gruncie. Efekt jedna ładna płoć i nic przez godzinę. Nie chciałem zakładać białego robaka, bo wyciąganie ukleji nie bardzo mnie bawi. Przy braku współpracy rybek doszedłem do wniosku, że jednak trzy białe i podniesienie o 3 cm gruntu ponad dno, może mnie drogo kosztować ( ukleja ), ale co tam powiał lekki wiaterek z południa i zmarszczył pieknie wodę. Rzut i niezbyt duża wiara w przycięcie czegoś większego niż dłoń, i tu wielkie zdziwienie: piękny odjazd spławika z równoczesnym zatopieniem, zacięcie i czuję fajny opór, całe szczęście nie jestem przesądny, dlatego podbierak czekał obok mnie, hol z wielką frajdą - efekt 37 cm lin. Troche mi sie chlapał dlatego pomyślałem, że teraz to czas raczej na coś mniejszego, ale zdziwienie było wielki kiedy po minucie taki sam odjazd i w podbieraku tym razem wylądował lin 35 cm. Przez 45 minut takich odjazdów było jeszcze 6 z czego jeden zerwany. Efekt 7 linów z czego najmniejszy 33 cm a największy 49. Później sie ucieło, bo już wędkarze, którzy między czasie się zjawili, zaczęli wycieczki do mnie i pytania jak, na co, jaki grunt. Oczywiście 2 już czaiło kiedy jade do domu , bo oni chcieliby usiąść. Szczerze mówiąc najlepszy mój dzień w życiu wędkarza pod względem tej pięknej rybki jaka jest lin. Oczywiście jeszcze tam wrócę i to juz niebawem. Pozdrawiam i połamania kija. Daniel
gratuluję linów ja ostatnio złowiłem dwa
Powiem ci kolego że jestem pod wrażeniem 7 takich linów to już super przygoda,życze dalszych takich wypraw i wyciągniecia 60 cm lina:)
No nie powiem udało się, teraz byłem w okolicach jeziora sławskiego na tzw. kopalni - łowisko typowo linowo - karasiowe. Widać było ścieżki baniek takich jak to puszcza lin, i nic ani puknięcia. Cóż tak to jest z rybami - pozdrowienia
Mój osobisty rekord to 30 linów od 25cm do 38cm w 2 h:) brały jak szalone:) lubie łowić liny bo to naprawdę wyzwanie Skradanie się do brzegu Czajenie w krzakach lekki spławik :) pozdrawiam linowców
Mój osobisty rekord to 30 linów od 25cm do 38cm w 2 h:) brały jak szalone:) lubie łowić liny bo to naprawdę wyzwanie Skradanie się do brzegu Czajenie w krzakach lekki spławik :) pozdrawiam linowców
To gdzie ty je lowiles?:) Na jakims prywatnym stawie?