Jak widać, nasze hobby nie jest takie bezpieczne jakby się wydawało. Jednak człowiek jest bezbronny wobec Natury... Tata mojej koleżanki z klasy z podstawówki zginął na Heweliuszu. Czasem wypływając w morze zastanawiam się, czy dane mi będzie wrócić....
Całe szczęście każdy przeżył i to nawet bez żadnych poważnych uszkodzeń, ale sam fakt że takie katastrofy jednak się zdarzają daje do myślenia. Dlatego jestem zdeterminowany żeby w tą zimę nauczyć się pływać...
Wszystko dobre co się dobrze kończy. Ciekawi mnie co było przyczyną wdarcia się wody do łodzi bo tego nie podano. Ponadto i życzę czerminowi szybkiej nauki pływania może trafi na nauczycielkę pływania jak ze słonecznego patrolu pozdrawiam.
nooo.... jakbym ja taką trafił, to waliłbym ściemę że nie umiem pływać :-)
Czermin - Ty nie na naukę pływania chłopie, tylko w zimę wskakuj w pływający kombinezon i świder w łapę. Jak nie łowisz z lodu, to od stycznia na kropki na pomorze. W ostateczności możesz postugać woblerków w długie wieczory :-) Jest co robić.... Gdzie będziesz wchodził do basenu? :-)
Może w styczniu trafię nad Regę, ale to niestety nie zależy tylko ode mnie ;) Na lód raczej nie wejdę, prędzej będę wykorzystywał rzeki maksymalnie długo. Woblerki na pewno będę robił, już teraz się w to wkręciłem ale powiedzmy że zanim ujrzą światło dzienne muszą prezentować sobą pewien poziom, jestem dobrej myśli i mam nadzieję że już zimą będę mógł się pochwalić całą kolekcją potencjalnych kleniowych killerów ;D Basen- na razie dla mnie to abstrakcja, ale podejrzewam że będę chodził do Grodziska Mazowieckiego albo na Wolę. To już zostawiam do wyboru mojej instruktorce. Ona chyba nie wie jak ciężkie zadanie ją czeka więc na razie podchodzi do tego z entuzjazmem... ;-)
co do pływania- ja poszedłem na kurs płetwonurków praktycznie nie umiejąc pływać:) koledzy z internatu szli,a wszędzie chodziliśmy razem to i ja poszedłem. niezłe jaja były:) basen ledwie przepływałem,a instruktor mówi- na początek zrobimy pięć nawrotów:) na 50metrowym ach młodość:) pozd
ale jak się łowi z łodzi to lepiej umieć pływać,nawet jak jest kapok. nie ma paniki. łowiłem często ze szwagrem,który nie umiał pływać i jak się łódka trochę rozbujała to miał stracha. kiedyś na Turawie zsunąłem się po cichu do wody i zanurkowałem pod łódkę. jak się kapnął,że jest sam to się tak darł,że ludzie na brzegu uciekali w las. a ja wypłynąłem z drugiej burty.nie wchodziłem już do łódki,bo by się znowu huśtała,ale musiałem płynąć koło niego. inna sprawa,że wyszedłem glanc zielony z wody,od glonów. szwagier też był zielony,ale nie od glonów. pozd
Niestety część jednostek wożących wędkarzy na dorsze jest starsza ode mnie. Jedne przechodzą gruntowne remonty a inne taki po łebkach. Każda jednostka co kilka lat powinna być wydokowana, sprawdzona grubość poszycia i ewentualne usterki czy słabsze miejsca powinny być wyremontowane. Nie każdy ma chęci czy pieniądze na remonty a potem nagle cieknie a jak już cieknie to potem siada silnik, pompy a później to już tylko wzywanie pomocy i modlitwa. Takich rzeczy nie da się do końca przewidzieć.
Moim zdaniem umiejętność pływania jest wręcz niezbędna wędkarzowi. Wędkowanie z łódek czy choćby na stromych skarpach wiąże się z ryzykiem wylądowania w wodzie. Nawet mając kapok lepiej umieć pływać - tak jak Kolega Spines21 napisał - nie ma paniki. Przezorny zawsze ubezpieczony!
Ja tak na chwilkę dorwałem się do monitorka, więc krótko napiszę. Jestem w Kanadzie, a nie w Grecji. I powiem Wam, że widoczki mają tu za[ pi ]iaszcze !!! Do tego zwierzaki - orły, foki, niedźwiadki... A rybki....? Opiszę jak wrócę, ale uchylę rąbka tajemnicy..... Ucapiliśmy największego jesiotra, jakiego udało się wytargać polakom w historii. Gadzina miała około .... 400kg !!! i ponad 330cm długości !!! Piszę że ucapiliśmy, bo holowaliśmy go we czterech przez trzy godziny... Walka niesamowita, ryba potężna. Do zdjęć, nie mogliśmy jej wyjąć z wody nawet do połowy !!! W pięciu !!!
witam,
przeczytajcie Koledzy informacje pod poniższym linkiem;
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1019379,title,Po-akcji-na-Baltyku-wedkarze-uratowani-kuter-w-porcie,wid,11486534,wiadomosc_prasa.html?ticaid=18bf4#czytajdalej
Jak widać, nasze hobby nie jest takie bezpieczne jakby się wydawało. Jednak człowiek jest bezbronny wobec Natury...
Tata mojej koleżanki z klasy z podstawówki zginął na Heweliuszu. Czasem wypływając w morze zastanawiam się, czy dane mi będzie wrócić....
oby jak najmniej takich przygód
pozdr.
Całe szczęście każdy przeżył i to nawet bez żadnych poważnych uszkodzeń, ale sam fakt że takie katastrofy jednak się zdarzają daje do myślenia. Dlatego jestem zdeterminowany żeby w tą zimę nauczyć się pływać...
Wszystko dobre co się dobrze kończy. Ciekawi mnie co było przyczyną wdarcia się wody do łodzi bo tego nie podano. Ponadto i życzę czerminowi szybkiej nauki pływania może trafi na nauczycielkę pływania jak ze słonecznego patrolu pozdrawiam.
No właśnie to mnie mobilizuje bo moja dziewczyna się zobowiązała pomóc ;d
nooo.... jakbym ja taką trafił, to waliłbym ściemę że nie umiem pływać :-)
Czermin - Ty nie na naukę pływania chłopie, tylko w zimę wskakuj w pływający kombinezon i świder w łapę. Jak nie łowisz z lodu, to od stycznia na kropki na pomorze. W ostateczności możesz postugać woblerków w długie wieczory :-) Jest co robić.... Gdzie będziesz wchodził do basenu? :-)
Może w styczniu trafię nad Regę, ale to niestety nie zależy tylko ode mnie ;) Na lód raczej nie wejdę, prędzej będę wykorzystywał rzeki maksymalnie długo. Woblerki na pewno będę robił, już teraz się w to wkręciłem ale powiedzmy że zanim ujrzą światło dzienne muszą prezentować sobą pewien poziom, jestem dobrej myśli i mam nadzieję że już zimą będę mógł się pochwalić całą kolekcją potencjalnych kleniowych killerów ;D
Basen- na razie dla mnie to abstrakcja, ale podejrzewam że będę chodził do Grodziska Mazowieckiego albo na Wolę. To już zostawiam do wyboru mojej instruktorce. Ona chyba nie wie jak ciężkie zadanie ją czeka więc na razie podchodzi do tego z entuzjazmem... ;-)
co do pływania-
ja poszedłem na kurs płetwonurków praktycznie nie umiejąc pływać:)
koledzy z internatu szli,a wszędzie chodziliśmy razem to i ja poszedłem.
niezłe jaja były:)
basen ledwie przepływałem,a instruktor mówi-
na początek zrobimy pięć nawrotów:)
na 50metrowym
ach młodość:)
pozd
ale jak się łowi z łodzi to lepiej umieć pływać,nawet jak jest kapok.
nie ma paniki.
łowiłem często ze szwagrem,który nie umiał pływać i jak się łódka trochę rozbujała to miał stracha.
kiedyś na Turawie zsunąłem się po cichu do wody i zanurkowałem pod łódkę.
jak się kapnął,że jest sam to się tak darł,że ludzie na brzegu uciekali w las.
a ja wypłynąłem z drugiej burty.nie wchodziłem już do łódki,bo by się znowu huśtała,ale musiałem płynąć koło niego.
inna sprawa,że wyszedłem glanc zielony z wody,od glonów.
szwagier też był zielony,ale nie od glonów.
pozd
Niestety część jednostek wożących wędkarzy na dorsze jest starsza ode mnie. Jedne przechodzą gruntowne remonty a inne taki po łebkach. Każda jednostka co kilka lat powinna być wydokowana, sprawdzona grubość poszycia i ewentualne usterki czy słabsze miejsca powinny być wyremontowane. Nie każdy ma chęci czy pieniądze na remonty a potem nagle cieknie a jak już cieknie to potem siada silnik, pompy a później to już tylko wzywanie pomocy i modlitwa. Takich rzeczy nie da się do końca przewidzieć.
Moim zdaniem umiejętność pływania jest wręcz niezbędna wędkarzowi.
Wędkowanie z łódek czy choćby na stromych skarpach wiąże się z ryzykiem wylądowania w wodzie.
Nawet mając kapok lepiej umieć pływać - tak jak Kolega Spines21 napisał - nie ma paniki.
Przezorny zawsze ubezpieczony!
A tak swoja droga to ciekawe jak idzie łysemu wężowi wędkowanie w Grecji? :)
Spoko majonez - Łysy sobie poradzi. Jeszcze nam opowie jakie sztuki targał.
A pewnie że sobie poradzi :-)))
Ja tak na chwilkę dorwałem się do monitorka, więc krótko napiszę. Jestem w Kanadzie, a nie w Grecji. I powiem Wam, że widoczki mają tu za[ pi ]iaszcze !!! Do tego zwierzaki - orły, foki, niedźwiadki... A rybki....? Opiszę jak wrócę, ale uchylę rąbka tajemnicy..... Ucapiliśmy największego jesiotra, jakiego udało się wytargać polakom w historii. Gadzina miała około .... 400kg !!! i ponad 330cm długości !!! Piszę że ucapiliśmy, bo holowaliśmy go we czterech przez trzy godziny... Walka niesamowita, ryba potężna. Do zdjęć, nie mogliśmy jej wyjąć z wody nawet do połowy !!! W pięciu !!!
pozdrowionka z przepięknej Kanady
O Jezusie...
Big game jak się patrzy.
400kg... Znowu nie będę mógł spać po nocach... 400kg.
Pozdrawiam
PS 400kg...
Te! Pisak! Co żeś tak kopara rozdziawił? Dyć żeś som chcioł rekiny łowić w naszych grajdołkach. A terozki żeś się zawiesił po 400 kilach?
Do moich rekinów jeszcze długa droga, ale nie odpuszczę :p
400kg, w końcu ryba cięższa ode mnie ;)