Witam wszystkich. Sam nie jestem święty i piwko na rybach wypić - dobra rzecz ale pić do upadłego ? Zdarza się, że na nockach widzi się "WĘDKARZY" , którzy po przyjęciu nadmiaru płynów szaleją jak....... łamanie drzew itp. Jaki to ma sens. A jakie są wasze zdania na ten temat ?
Jeśli się wybieram na nockę to staram się mieć te dwa trzy piwka:) Wódki na rybach nie piję bo jest niedobra. A i jak alkohol w sporych ilościach się pije to prędzej utopić się idzie niż coś złowić.
W zeszłym tygodniu na wodzie 008 przez cały bozy dzień musiałem wspólnie z małżonką słuchać niecenzuralnego wrzasku trzech kolesi, którzy puszczali muzykę na cały regulator, że aż nas głowy bolały, pili wódę na wiadra, i ryczeli jak porąbani. Myśleli że są zabawni, a nam uszy więdły. Niestety, takie towarzystwo nie nadaje się do zwracania im uwagi. To żałosne, ale co zrobisz.
Nieraz nad wodą, przy ognisku i gitarze, wypiło się trochę, ale w mordę trza mieć szacun dla ludu! Nieraz też w zimną noc, ratowała nas wódeczka, ale w mordę tylko jako rozgrzewacz, a nie jako znieczulacz!
Mnie tam nie przeszkadza jak se kto flaszkie obali, byle ona potem nie leżała w wodzie, albo w krzaczorach, i byle sokój był dokoła.
Nie obchodzi mnie, co kto sobie pije nad wodą, bo wolność jest i swoboda panuje, ale sztuka polega na tym, by nie być uciążliwym dla otoczenia, mam na myśli zarówno zwierzęta jak i ludzi.
Jestem spinningistą, wiec alkohol na rybach raczej mi nie towarzyszy. Nie cierpię jak w drodze na ryby lub z ryb ktoś pije w moim samochodzie lub jak ktoś zamiast łowienia raczy się browarami. Owszem piwko można trącić na łódce ale czemu zaraz 4 czy 6. Potem zaczyna się przypadkowe łamanie wędek, wypadanie za burtę lub głupio podbierane ryby. Do tego z pijanego często wychodzi zwierzę. Moim zdaniem jest czas na ryby i czas na alkohol. Na brzegu, po rybkach, jak nie bedziemy jeździć samochodem, przy grilu czy ognisku, patrząc na zachód słońca, kulturalnym towarzystwie, które nie narobi zaraz tzw "bydła".
Z wszystkich wypowiedzi wnioskuje, że myślimy i czujemy to samo "alkohol jest dla ludzi a nie dla idiotów". Nie powiem, zdarzało się że na nockę brałem termosik herbaty z prądem ale nie żeby się nawalić jak autobus i umilać wędkowanie innym. Tego nie cierpię. Dla kurażu i zdrowotności.
Wszystko jest dla ludzi, ale najważniejszy jest rozsądek i umiar. Głównie spinninguję, dlatego nad wodą najczęściej piję wodę mineralną gazowaną wysoko zmineralizowaną... Ale gdy jestem na rybkach z feederkiem to jak najbardziej - chłodne piwko dla orzeźwienia i tego niesamowitego smaku jakiego nabiera nad wodą. Nocna zasiadka, coś mocniejszego dla rozgrzania - żurawinówka czy herbatka po góralsku. Gdy nad wodą szykuję się "impreza", znajomi, grill, większe ilości alkoholu to przede wszystkim trzeba zachować spokój i kulturę, bo ktoś przyjechał odpocząć nad wodą, w ciszy. Raz, na zawodach nie zachowałem umiaru i grubo przesadziłem, ale będąc jeszcze w stanie pozwalającym na swobodne poruszanie złożyłem i schowałem cały sprzęt i poszedłem kontynuować. Dodam, że spożycie miało miejsce z dala od stanowisk, nie zachowywaliśmy się głośno - wręcz przeciwnie. Co nie zmienia faktu, że... nigdy więcej.
Nooooooo, ale jak na przyszły rok przyjadę do Mateusza powędkować, a daj boże Longin wpadnie w tym samym celu, a Kuba będzie miał ochotę nam dotrzymać towarzystwa, to oznajmiam , że jeden dzień poswiecimy na zalanie robaków na smierć. I kurna się tego nie wstydzę. Bo wy
Witam wszystkich. Sam nie jestem święty i piwko na rybach wypić - dobra rzecz ale pić do upadłego ?
Zdarza się, że na nockach widzi się "WĘDKARZY" , którzy po przyjęciu nadmiaru płynów szaleją jak....... łamanie drzew itp. Jaki to ma sens. A jakie są wasze zdania na ten temat ?
Jeśli się wybieram na nockę to staram się mieć te dwa trzy piwka:) Wódki na rybach nie piję bo jest niedobra. A i jak alkohol w sporych ilościach się pije to prędzej utopić się idzie niż coś złowić.
W zeszłym tygodniu na wodzie 008 przez cały bozy dzień musiałem wspólnie z małżonką słuchać niecenzuralnego wrzasku trzech kolesi, którzy puszczali muzykę na cały regulator, że aż nas głowy bolały, pili wódę na wiadra, i ryczeli jak porąbani. Myśleli że są zabawni, a nam uszy więdły. Niestety, takie towarzystwo nie nadaje się do zwracania im uwagi. To żałosne, ale co zrobisz.
Nieraz nad wodą, przy ognisku i gitarze, wypiło się trochę, ale w mordę trza mieć szacun dla ludu! Nieraz też w zimną noc, ratowała nas wódeczka, ale w mordę tylko jako rozgrzewacz, a nie jako znieczulacz!
Mnie tam nie przeszkadza jak se kto flaszkie obali, byle ona potem nie leżała w wodzie, albo w krzaczorach, i byle sokój był dokoła.
Nie obchodzi mnie, co kto sobie pije nad wodą, bo wolność jest i swoboda panuje, ale sztuka polega na tym, by nie być uciążliwym dla otoczenia, mam na myśli zarówno zwierzęta jak i ludzi.
No a bez browarka, to co to za wypad?!
Jestem spinningistą, wiec alkohol na rybach raczej mi nie towarzyszy. Nie cierpię jak w drodze na ryby lub z ryb ktoś pije w moim samochodzie lub jak ktoś zamiast łowienia raczy się browarami. Owszem piwko można trącić na łódce ale czemu zaraz 4 czy 6. Potem zaczyna się przypadkowe łamanie wędek, wypadanie za burtę lub głupio podbierane ryby. Do tego z pijanego często wychodzi zwierzę. Moim zdaniem jest czas na ryby i czas na alkohol. Na brzegu, po rybkach, jak nie bedziemy jeździć samochodem, przy grilu czy ognisku, patrząc na zachód słońca, kulturalnym towarzystwie, które nie narobi zaraz tzw "bydła".
Toż o tym mowa!
Z wszystkich wypowiedzi wnioskuje, że myślimy i czujemy to samo "alkohol jest dla ludzi a nie dla idiotów". Nie powiem, zdarzało się że na nockę brałem termosik herbaty z prądem ale nie żeby się nawalić jak autobus i umilać wędkowanie innym. Tego nie cierpię. Dla kurażu i zdrowotności.
Wszystko jest dla ludzi, ale najważniejszy jest rozsądek i umiar.
Głównie spinninguję, dlatego nad wodą najczęściej piję wodę mineralną gazowaną wysoko zmineralizowaną...
Ale gdy jestem na rybkach z feederkiem to jak najbardziej - chłodne piwko dla orzeźwienia i tego niesamowitego smaku jakiego nabiera nad wodą.
Nocna zasiadka, coś mocniejszego dla rozgrzania - żurawinówka czy herbatka po góralsku.
Gdy nad wodą szykuję się "impreza", znajomi, grill, większe ilości alkoholu to przede wszystkim trzeba zachować spokój i kulturę, bo ktoś przyjechał odpocząć nad wodą, w ciszy.
Raz, na zawodach nie zachowałem umiaru i grubo przesadziłem, ale będąc jeszcze w stanie pozwalającym na swobodne poruszanie złożyłem i schowałem cały sprzęt i poszedłem kontynuować. Dodam, że spożycie miało miejsce z dala od stanowisk, nie zachowywaliśmy się głośno - wręcz przeciwnie.
Co nie zmienia faktu, że... nigdy więcej.
Nooooooo, ale jak na przyszły rok przyjadę do Mateusza powędkować, a daj boże Longin wpadnie w tym samym celu, a Kuba będzie miał ochotę nam dotrzymać towarzystwa, to oznajmiam , że jeden dzień poswiecimy na zalanie robaków na smierć. I kurna się tego nie wstydzę. Bo wy
Czego się tu wstydzić? Tym bardziej, że czasami "Świat na trzeźwo jest nie do przyjęcia".
To będzie gruba wyprawa ^^
będzie się działo