Bardzo jestem tym tekstem poruszony, dlatego chcę się nim z Wami podzielić. Myślę, że nigdy bym lepiej nie powiedział tego co czuję, a Pan Jacek Jóźwiak, uczynił to po mistrzowsku. Kto nie chce, niech nie czyta, a kto chce, niech przeczyta całość z wyjatkową uwagą.
Piekne słowa. Az sie łza w oku kreci. Sam "ponownie" zacząłem wedkowac jakies 3 lata temu. "Ponownie" bo za "smarkacza" ojciec zabierał mnie na ryby, niekiedy siłą i nakazem. Nie bawilo mnie to wtedy. Jkaies 3 lata temu zarazil mnie tą pasją kolega z pracy... i tak zostalo. Ale co spowodowało to zarazenie? Czy ryba na haku? Wątpię, bo nie od razu ta rybka zawisła. Raczej kontrast pomiędzy tym co mnie codziennie otaczało i otacza, a tym co spotkałem nad wodą. Pora raczej nie "biwakowa" wiec pusto nad wodą. Kilku wędkarzy ale odległość na ledwo słyszalne "dzień dobry" ale jedynym hałasem, powodowanym przez kolegów był świst wędzisk i plusk spadającej do wody przynęty. Cisza. Przerywana niekiedy przez dalszy lub blizszy (przyprawiający czasami o stan przedzawalowy) plusk gonionej przez drapieżnika ryby. Ale bez tysięcy ryczących samochodów, tysięcy rozkrzyczanych, ciągle śpieszących sie nie wiadomo dokąd ludzi, bez pospiechu i pedu czesto spowodowanego przyzwyczajeniem, bo cel albo niejasny i nieokreslony, albo co bysmy nie robili to oddalający sie i nieuchwytny. Poprostu NATURA. Cisza, spokoj, nawet lekka nostalgia... jakby swiat się nagle zatrzymał. I nagle za plecami, na wydawac by sie mogło białe od chmur niebo wychodzi nasza zyciodajna gwiazda i w przeuroczy sposob oswietla rzadkie kosmyki rozciągniętych wiatrem obłowów, zeby za kila minut przecudownym złotym swiatłem oświetlić wierzchołki drzew na przeciwleglym brzegu. A za mną, spomiedzy drzew nagle jakby za wskazaniem batuty dyrygenta rozpoczyna się opera zwana dniem a w pierwszym akcie arie przecudnego głosu ptactwa. Chyba ta chwila pozostanie w mojej pamieci do konca moich dni. I nieważne było, ze po 6 godzinach nieudolnego heblowania wody nic nie zawislo na haczyku. Ten i kolejnych wiele. Jak się okazuje, złowiona ryba i adrenalina owszem, jest super dodatkiem, ale nie to w wedkarstwie dla mnie jest najwazniejsze. Śmieje się czasami ze znajomych, kórzy jęczą że znowu wróclili o kiju znad wody. Marudza jak za przeproszeniem stare baby a ja się pytam, ile kilometrów biegu do nikąd sobie zaoszczedzili, ile nerwów spowodowanych codziennoscia ich ominelo. I po co sie jeszcze denerwowac, ze nic sie nie złapało, skoro można było kilka godzin obcować z natura, która nie popycha do wyscigu szczórów, nie kaze gnac za pieniądzem, nie zmusza do bezcelowego działania. Ona tam poprostu jest i miejmy nadzieje zawsze bedzie, gotowa tchnac w nasze rozszalale glowy troche zycia, prawdziwego zycia. Życia przez duże Ż. Pozdrawiam wszystkich i dziekuje koledze GHOSTYMIROWI za podesłanie tego artykułu. Naprawde wzruszający i zmuszajacy do refleksji.
Mnie też bardzo poruszył ten artykuł. Ja też nie od razu złowiłem swoja pierwszą rybę, minęło kilka miesięcy zanim złowiłem swoją pierwszą rybę był to okonek .W wędkarstwie nie są najważniejsze ryby, dla mnie ale przyroda, To że mogę odpocząć od codzienności tak jak napisał warun.
Pierwszy wpis jakiego dokonałem na moim blogu, pt Mozna widzieć i czuć inaczej" , traktował właśnie na taki temat... tylko ciut inaczej to ująłem. Ile to już mineło? rok? półtora?
Wszystkie Twoje wpisy GHOSTMIR, czyta się fajnie .Ja na tej stronie mam kilku swoich autorytetów i ty do nich należysz, bardzo ciekawe piszesz te wpisy.Nie to co niektórzy na tym portalu piszą po 100 wpisów tylko po to żeby punktów przybyło.
http://muskie.home.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=392&Itemid=99999999
Bardzo jestem tym tekstem poruszony, dlatego chcę się nim z Wami podzielić. Myślę, że nigdy bym lepiej nie powiedział tego co czuję, a Pan Jacek Jóźwiak, uczynił to po mistrzowsku. Kto nie chce, niech nie czyta, a kto chce, niech przeczyta całość z wyjatkową uwagą.
Piekne słowa. Az sie łza w oku kreci. Sam "ponownie" zacząłem wedkowac jakies 3 lata temu. "Ponownie" bo za "smarkacza" ojciec zabierał mnie na ryby, niekiedy siłą i nakazem. Nie bawilo mnie to wtedy. Jkaies 3 lata temu zarazil mnie tą pasją kolega z pracy... i tak zostalo. Ale co spowodowało to zarazenie? Czy ryba na haku? Wątpię, bo nie od razu ta rybka zawisła. Raczej kontrast pomiędzy tym co mnie codziennie otaczało i otacza, a tym co spotkałem nad wodą. Pora raczej nie "biwakowa" wiec pusto nad wodą. Kilku wędkarzy ale odległość na ledwo słyszalne "dzień dobry" ale jedynym hałasem, powodowanym przez kolegów był świst wędzisk i plusk spadającej do wody przynęty. Cisza. Przerywana niekiedy przez dalszy lub blizszy (przyprawiający czasami o stan przedzawalowy) plusk gonionej przez drapieżnika ryby. Ale bez tysięcy ryczących samochodów, tysięcy rozkrzyczanych, ciągle śpieszących sie nie wiadomo dokąd ludzi, bez pospiechu i pedu czesto spowodowanego przyzwyczajeniem, bo cel albo niejasny i nieokreslony, albo co bysmy nie robili to oddalający sie i nieuchwytny. Poprostu NATURA. Cisza, spokoj, nawet lekka nostalgia... jakby swiat się nagle zatrzymał. I nagle za plecami, na wydawac by sie mogło białe od chmur niebo wychodzi nasza zyciodajna gwiazda i w przeuroczy sposob oswietla rzadkie kosmyki rozciągniętych wiatrem obłowów, zeby za kila minut przecudownym złotym swiatłem oświetlić wierzchołki drzew na przeciwleglym brzegu. A za mną, spomiedzy drzew nagle jakby za wskazaniem batuty dyrygenta rozpoczyna się opera zwana dniem a w pierwszym akcie arie przecudnego głosu ptactwa.
Chyba ta chwila pozostanie w mojej pamieci do konca moich dni. I nieważne było, ze po 6 godzinach nieudolnego heblowania wody nic nie zawislo na haczyku. Ten i kolejnych wiele. Jak się okazuje, złowiona ryba i adrenalina owszem, jest super dodatkiem, ale nie to w wedkarstwie dla mnie jest najwazniejsze. Śmieje się czasami ze znajomych, kórzy jęczą że znowu wróclili o kiju znad wody. Marudza jak za przeproszeniem stare baby a ja się pytam, ile kilometrów biegu do nikąd sobie zaoszczedzili, ile nerwów spowodowanych codziennoscia ich ominelo. I po co sie jeszcze denerwowac, ze nic sie nie złapało, skoro można było kilka godzin obcować z natura, która nie popycha do wyscigu szczórów, nie kaze gnac za pieniądzem, nie zmusza do bezcelowego działania. Ona tam poprostu jest i miejmy nadzieje zawsze bedzie, gotowa tchnac w nasze rozszalale glowy troche zycia, prawdziwego zycia. Życia przez duże Ż.
Pozdrawiam wszystkich i dziekuje koledze GHOSTYMIROWI za podesłanie tego artykułu. Naprawde wzruszający i zmuszajacy do refleksji.
Prawda że dobry tekst?
Mnie też bardzo poruszył ten artykuł. Ja też nie od razu złowiłem swoja pierwszą rybę, minęło kilka miesięcy zanim złowiłem swoją pierwszą rybę był to okonek .W wędkarstwie nie są najważniejsze ryby, dla mnie ale przyroda, To że mogę odpocząć od codzienności tak jak napisał warun.
Prawda,prawda
Pierwszy wpis jakiego dokonałem na moim blogu, pt Mozna widzieć i czuć inaczej" , traktował właśnie na taki temat... tylko ciut inaczej to ująłem. Ile to już mineło? rok? półtora?
Wszystkie Twoje wpisy GHOSTMIR, czyta się fajnie .Ja na tej stronie mam kilku swoich autorytetów i ty do nich należysz, bardzo ciekawe piszesz te wpisy.Nie to co niektórzy na tym portalu piszą po 100 wpisów tylko po to żeby punktów przybyło.
ekstra.
to jest definicja wędkarstwa najbliższa mojemu sercu.samo sedno.
to jest właśnie Wędkarstwo!
a nie tylko łowienie ryb