jak ja reaguję najlepiej wie mój brat. przyglądał się jak kilka minut walczyłem z sumem olbrzymem. ten zostawił mi kikut zamiast wędki i sobie popłynął a ja zrezygnowany siadłem na pupie i nawet nie montowałem zestawu. zakończyłem łowienie niedługo po rozpoczęciu. Jakub widział moją minę i stwierdził ze była nie tęga
Byłem w zeszłym roku na Dziećkowicach.Znajomy wywiózł mi kukurydzę,po kilku minutach branie i wyobraż sobie,że 300 metrów żyłki poszło w kilku sekundach i aby uratować wędzisko musiałem użyć papierosa,dobrze że akurat paliłem. Do dzisiaj nie wiem co to było
Ja jestem w takiej sytuacji bardzo dla siebie krytyczny i gryzie mnie to przez parę dni.Ale objawów nerwicy raczej nie mam.Mój wujek strasznie zgrzyta zębami i to okropnie(staż wędkarski prawie 40 lat) śmieszy,ale nie wypada przy nim się śmiać
Ja zarzucam ponownie zestaw, bo ryba zycia może wrócić, a przynajmniej mam na to nadzieję. Pozostaje taki mały żalik - ale ten zalik sie długo pamięta. No ale panowie! Za wszystko inne mozna zapłacić master card - walka z rybą życia, bezcenne. A z czego byśmy czerpali tematy do opowieści snutych wieczorem przy browarze i ognisku? To jest magia! Mam takiego znajomego, co jak opowiada swoje przygody, to nam w towarzystwie ciary chodzą po krzyżu - facet potrafi gawędzić! A najfajniejsze są te historie, w których ryby nie dało się wyholować. Takich brań wam życzę- żeby sierść stawała na karku! Bo w tym wszystkim o to właśnie chodzi. Pozro.
W ciągu 45 ciu lat wędkowania,już tyle się przeżyło i widziało,a ile przeróżnych zdarzeń już wymknęło się z pamięci to szkoda myśleć.Były dobre i złe chwile.Brakło by czasu na opisywanie.
Ja do dzisiaj mam w pamięci potwora, który mi zrobił kawał. W nocy zastawiłem zestaw na suma, jeszcze dobrze dzwonek nie zadzwonił a już kij z podpórki wystrzelił jak rakieta. Dobrze, że stałem w 3/4 główki, szczyt był zalany do 1m. gł. wodą. Brodząc w tej wodzie zdążyłem złapac wędkę na końcu zatopionej główki. Zacząłem pompowac i po około 30 minutach pokazał się potwór, japa jak wiadro i w tym momencie mój kolega zrobił karygodny błąd. Była noc wyciągnąłem wąsatego na zalane kamienie a mój towarzysz wąsatemu zaświecił latarką prosto w ślepia i ........... wiadomo, potworek zakręcił ogonem i czterdziestka tylko gwizdęła. Do dzisiaj na brodzie noszę ślad ciężarka, tak mi odbił w twarz, że mnie krew dosłownie zalała. O dziwo do tej pory najbardziej mi żal, że zniszczył mi najlepszy kij, jaki wtedy mozna było dostac na sumy ABU GARCIA.
Grzegorz ale myślęże te znamię nosisz z dumą. Wędkarstwo pełne przygód.Ja tak to odbieram i może dla tego tak mi to imponuje i mnie pociąga.Mi z kija zszedł kiedyś wielki zębaty i to przy samym pomoście.Wypluł okonia(18cm) i spokojnie odpłynął.Siedziałem tak z pół godziny i nie bardzo kumałem co się stało.
no i widzicie ile jest tych przygód? - To jest właśnie sedno naszego hobby. Ja mam przed oczami inna rybkę którą złapałem, a mianowicie kumpla - uwierzcie mi, samo zacięcie było spektakularnym przezyciem, ale uwalnianie go z kotwicy - bezcenne! Moja rada - uważajmy na tych , co przed nami. Wlazł mi prosto przeciwpołożnie do zamachu. Jasny gwint! to musiało boleć! Potem szczypce i ucianie gałęzi kotwiczki, no i wyciąganie obcietych cześci. Nie polecam widoku.
kotwicę i to wbitą na dwa końce slepo w bark - była jazda. Ale kilka rybców też spławiłem i też to na długo zapamiętam. Jak taki dziadek 83 lata w podskokach do mnie dopadł i pomagał mi targać bolenia. 45 minut w nurcie rzeki, 250 metrów żyły 0.40 na karpiówce 3lbs i kołowrotek za 50 zet z targowiska - mówię wam, dziadek ma jeszcze parę! Ciekawe jak ja bede wyglądał w tym wieku - eutanazja chyba............. A ten targał rybę jak zawodowiec, na chwilę ja, na chwilę on. A sztuka była jak deska surfingowa i w nurcie trawersowała. Horror! I to mi sie podobało - co tam że rybka poszła .......... ważna była walka.
Jak mi zejdzie coś dużego to nie jest zbyt fajnie. Najpierw mam trochę pretensji do ryby a potem myślę co źle zrobiłam ze jej nie mam na brzegu tylko jest tam w wodzie. Ale szybko mi to przechodzi i planuje jak by tu już nie popełnić podobnych błędów i złapać dyza rybkę. W końcu człowiek uczy się na błędach ;) Pozdrawiam
Spokój,spokój,spokój.Wiem z własnego doświadczenia że im bardziej się wściekałem to więcej błędów robiłem i więcej ryb mi się spinało.
Nie ma wędkarzy doskonałych i każdemu się to zdarza,trzeba wyciągać wnioski i samemu udoskonalać swoje umiejętności .Pozdrawiam.
na poraju coś mi walneło na blache tak,że wędke łapałem w powietrzu. poszło pod most,zawróciło na jezioro jak lokomotywa ,żyłki ubywało więc dokręciłem troche hamulec.znowu pod most i po faworach. nie mogłem odpalić popierosa- cały chodziłem. a najlepszy był starszy pan,który podszedł i zapytał- panie co to było?
Kolega mi opowiadał,że kiedyś przyjechali z ojcem na Bóbr i zobaczyli płaczącego wędkarza.Spytali co się się stało a on na to,że miał wielkiego klenia ale mu kij połamał i się odchaczył.Ludzie różnie reagują na utratę ryby życia.
Jak reagujecie gdy z kija zejdzie wam ryba życia?Czy dopada was furia,a może chwilowa niemoc w postaci opadniętej szczęki?
jak ja reaguję najlepiej wie mój brat. przyglądał się jak kilka minut walczyłem z sumem olbrzymem. ten zostawił mi kikut zamiast wędki i sobie popłynął a ja zrezygnowany siadłem na pupie i nawet nie montowałem zestawu. zakończyłem łowienie niedługo po rozpoczęciu. Jakub widział moją minę i stwierdził ze była nie tęga
ja najczesciej odkladam kij ,siadam wygodnie na trawie,zapalam papierosa i mysle intensywnie co bylo przyczyna-raz mi tylko puscily nerwy
Byłem w zeszłym roku na Dziećkowicach.Znajomy wywiózł mi kukurydzę,po kilku minutach branie i wyobraż sobie,że 300 metrów żyłki poszło w kilku sekundach i aby uratować wędzisko musiałem użyć papierosa,dobrze że akurat paliłem. Do dzisiaj nie wiem co to było
Ja jestem w takiej sytuacji bardzo dla siebie krytyczny i gryzie mnie to przez parę dni.Ale objawów nerwicy raczej nie mam.Mój wujek strasznie zgrzyta zębami i to okropnie(staż wędkarski prawie 40 lat) śmieszy,ale nie wypada przy nim się śmiać
mialem identyczny przypadek na łace w katowicach z tym ze mialem 100 metrow i branie na martwa rybke zylka sie skonczyla i trach
Ja zarzucam ponownie zestaw, bo ryba zycia może wrócić, a przynajmniej mam na to nadzieję. Pozostaje taki mały żalik - ale ten zalik sie długo pamięta. No ale panowie! Za wszystko inne mozna zapłacić master card - walka z rybą życia, bezcenne. A z czego byśmy czerpali tematy do opowieści snutych wieczorem przy browarze i ognisku? To jest magia! Mam takiego znajomego, co jak opowiada swoje przygody, to nam w towarzystwie ciary chodzą po krzyżu - facet potrafi gawędzić! A najfajniejsze są te historie, w których ryby nie dało się wyholować. Takich brań wam życzę- żeby sierść stawała na karku! Bo w tym wszystkim o to właśnie chodzi. Pozro.
Sprostowanie - życzę wam brań z możliwością wyłowienia ryby - bo sie znowu znajdzie ktoś, kto powie że mi kultury brak i ż.yczliwosci
Nikt Cię kolego nie obraża
jurek ja wiem - tylko jak bym tego dopisku nie zrobił, to by się ktoś znalazł kto by mnie potraktował.....
W ciągu 45 ciu lat wędkowania,już tyle się przeżyło i widziało,a ile przeróżnych zdarzeń już wymknęło się z pamięci to szkoda myśleć.Były dobre i złe chwile.Brakło by czasu na opisywanie.
ale przynajmniej jest co powspominac i poopowiadac ta jest prawie tak samo fajne jak same wedkarstwo a nawet powiem ze jest jego czescia
Wędkarstwo to jedna wielka przygoda,o której można opowiadać i opowiadać bez końca...
a najlepsze jest w nim to ze jest calkowicie nieprzewidywalne-co prawda sa pewne zasady i reguly ale to bardziej teoria
gdyby wszyscy tak myśleli................. bajka.
GHOSTMIR wiekszość tak myśli tylko o tym nie pisze i nie mówi
Ja do dzisiaj mam w pamięci potwora, który mi zrobił kawał. W nocy zastawiłem zestaw na suma, jeszcze dobrze dzwonek nie zadzwonił a już kij z podpórki wystrzelił jak rakieta. Dobrze, że stałem w 3/4 główki, szczyt był zalany do 1m. gł. wodą. Brodząc w tej wodzie zdążyłem złapac wędkę na końcu zatopionej główki. Zacząłem pompowac i po około 30 minutach pokazał się potwór, japa jak wiadro i w tym momencie mój kolega zrobił karygodny błąd. Była noc wyciągnąłem wąsatego na zalane kamienie a mój towarzysz wąsatemu zaświecił latarką prosto w ślepia i ........... wiadomo, potworek zakręcił ogonem i czterdziestka tylko gwizdęła. Do dzisiaj na brodzie noszę ślad ciężarka, tak mi odbił w twarz, że mnie krew dosłownie zalała. O dziwo do tej pory najbardziej mi żal, że zniszczył mi najlepszy kij, jaki wtedy mozna było dostac na sumy ABU GARCIA.
Grzegorz ale myślęże te znamię nosisz z dumą. Wędkarstwo pełne przygód.Ja tak to odbieram i może dla tego tak mi to imponuje i mnie pociąga.Mi z kija zszedł kiedyś wielki zębaty i to przy samym pomoście.Wypluł okonia(18cm) i spokojnie odpłynął.Siedziałem tak z pół godziny i nie bardzo kumałem co się stało.
ja mam blizne na kolanie po linie i co smieszniejsze juz wypatroszonym zemscil sie na mnie posmiertnie i to skutecznie
Musiałeś go nieżle wkurzyć,skoro Cię tak załatwił
no i widzicie ile jest tych przygód? - To jest właśnie sedno naszego hobby. Ja mam przed oczami inna rybkę którą złapałem, a mianowicie kumpla - uwierzcie mi, samo zacięcie było spektakularnym przezyciem, ale uwalnianie go z kotwicy - bezcenne! Moja rada - uważajmy na tych , co przed nami. Wlazł mi prosto przeciwpołożnie do zamachu. Jasny gwint! to musiało boleć! Potem szczypce i ucianie gałęzi kotwiczki, no i wyciąganie obcietych cześci. Nie polecam widoku.
ja złapałem brata ciotecznego na spławikówkę hak utkwił w palcu też nie było łatwo wyjąć a co dopiero kotwicę?
kotwicę i to wbitą na dwa końce slepo w bark - była jazda. Ale kilka rybców też spławiłem i też to na długo zapamiętam. Jak taki dziadek 83 lata w podskokach do mnie dopadł i pomagał mi targać bolenia. 45 minut w nurcie rzeki, 250 metrów żyły 0.40 na karpiówce 3lbs i kołowrotek za 50 zet z targowiska - mówię wam, dziadek ma jeszcze parę! Ciekawe jak ja bede wyglądał w tym wieku - eutanazja chyba............. A ten targał rybę jak zawodowiec, na chwilę ja, na chwilę on. A sztuka była jak deska surfingowa i w nurcie trawersowała. Horror! I to mi sie podobało - co tam że rybka poszła .......... ważna była walka.
Mikadus mało, że z dumą noszę to jeszcze chwalę się wszystkim kolegom po kiju tą blizną:)
No , ja blizn po walecznych rybach nie posiadam.Ale słyszałem o błystkach w uchu, czy na plecach.Ale nikt nie mówił,że będzie łatwo!
Jak mi zejdzie coś dużego to nie jest zbyt fajnie. Najpierw mam trochę pretensji do ryby a potem myślę co źle zrobiłam ze jej nie mam na brzegu tylko jest tam w wodzie. Ale szybko mi to przechodzi i planuje jak by tu już nie popełnić podobnych błędów i złapać dyza rybkę. W końcu człowiek uczy się na błędach ;) Pozdrawiam
Spokój,spokój,spokój.Wiem z własnego doświadczenia że im bardziej się wściekałem to więcej błędów robiłem i więcej ryb mi się spinało. Nie ma wędkarzy doskonałych i każdemu się to zdarza,trzeba wyciągać wnioski i samemu udoskonalać swoje umiejętności .Pozdrawiam.
na poraju coś mi walneło na blache tak,że wędke łapałem w powietrzu.
poszło pod most,zawróciło na jezioro jak lokomotywa ,żyłki ubywało więc
dokręciłem troche hamulec.znowu pod most i po faworach.
nie mogłem odpalić popierosa- cały chodziłem.
a najlepszy był starszy pan,który podszedł i zapytał-
panie co to było?
Kolega mi opowiadał,że kiedyś przyjechali z ojcem na Bóbr i zobaczyli płaczącego wędkarza.Spytali co się się stało a on na to,że miał wielkiego klenia ale mu kij połamał i się odchaczył.Ludzie różnie reagują na utratę ryby życia.