Zdarza się często że żywiec traci ruchliwość jak zbyt długo dynda na haku lub kotwicy i jest zamieniany na nowy, albo po skończonym łowieniu zdjęty i rzucony w łowisko. Mam więc pytanie co robić z takim półżywą rybką? Lepiej ją wypuścić niech się męczy czy uśmiercić? Dodam Ze mój brat kiedyś złowił małego japończyka który wcześniej był żywcem i przetrwał.
no i w zeszłym roku okonka przebitego przez grzbiet na rosówe złapałem. Ja jestem zdania żeby wypuszczać część przeżyje. chyba że to jest trawianka to śmierć
ale sam przyznasz że czasem idzie człowiek połowić na żywca w wybrane łowisko a tam pełno podziurawionych rybek wypieprzonych byle gdzie. Na trawie w mule w liściach i w wodzie, bo komuś już nie potrzebne. Mi to się czasami łowić odechciewa.
Wiele lat temu przestawiłem się na metodę spiningową. Tylko z powodów humanitarnych. Nie łowię już na żywca. Nie męczy mnie sumienie i nie mam problemów z podrywką i kombinowaniem przy zdobywaniu przynęty. Proponuję takie właśnie rozwiązanie.
z tą drobnicą na brzegu to racja ale wydaje mi się że one już martwe zostały przywiezione i na koniec ktoś je z wiadra wylał i to nie do wody tylko na brzeg
Uważam, że najlepszym wyjściem jest wrzucenie do wody. Mała część może przeżyje jak sami mówicie. Najwyżej ptactwo wodne się pożywi. A na trawianki nie powinniśmy łapć, nie powinniśmy dopuścić, żeby gdzieś ten obcy gatunek przyjął się do wody. Na haczyku raczej to nie grozi, ale czasami może spaść z niego np.
na trawianki łapię tam gdzie już są i szczupaki je znają nigdy nie przywiózłbym trawianki gdzieś gdzie jej nie ma i tym samym szczupaki jej nie znają. myślę że jak złowie kilka takich trawianek i łowię szczupaki w tym samym miejscu to jak jedna spadnie to się nic nie stanie.
Uśmiercam, uzywam na trupa. Taka ryba nie przeżyje. Jeśli uda sie jej jakos przeżyć, i tak padnie ofiarą drapieżcy. Taka mała eutanazja. Skoro ja mecze przez jakiś czas, to ją od cierpienia wybawiam.
Czy nie zaniepokoiło Cie to ,że tam gdzie łowisz jest już trawianka i skąd się tam wzieła, Sama tam nie przypłyneła,pewnie ktoś łapał na żywca i dorował zużytej wolność siemanko
co ty my byliśmy jednymi z pierwszych którzy wyczaili to paskudztwo w naszych wodach. jest połączenie z Wisłą i nie unikniesz tego badziewia jak bedzie chciało to przypłynie
Może i z Wisły,wszystko jedno.Uważamjednak że jakiś cymbał do Wisły też to sprowadził. Skoro chodzą słuchy że w ciepłych kanałach w Koninie trafić można i piranie ,to to jest szczyt głupoty. pozdrawiam
Zdarza się często że żywiec traci ruchliwość jak zbyt długo dynda na haku lub kotwicy i jest zamieniany na nowy, albo po skończonym łowieniu zdjęty i rzucony w łowisko. Mam więc pytanie co robić z takim półżywą rybką? Lepiej ją wypuścić niech się męczy czy uśmiercić? Dodam Ze mój brat kiedyś złowił małego japończyka który wcześniej był żywcem i przetrwał.
no i w zeszłym roku okonka przebitego przez grzbiet na rosówe złapałem. Ja jestem zdania żeby wypuszczać część przeżyje. chyba że to jest trawianka to śmierć
ale sam przyznasz że czasem idzie człowiek połowić na żywca w wybrane łowisko a tam pełno podziurawionych rybek wypieprzonych byle gdzie. Na trawie w mule w liściach i w wodzie, bo komuś już nie potrzebne. Mi to się czasami łowić odechciewa.
Wiele lat temu przestawiłem się na metodę spiningową. Tylko z powodów humanitarnych. Nie łowię już na żywca. Nie męczy mnie sumienie i nie mam problemów z podrywką i kombinowaniem przy zdobywaniu przynęty.
Proponuję takie właśnie rozwiązanie.
z tą drobnicą na brzegu to racja ale wydaje mi się że one już martwe zostały przywiezione i na koniec ktoś je z wiadra wylał i to nie do wody tylko na brzeg
Uważam, że najlepszym wyjściem jest wrzucenie do wody. Mała część może przeżyje jak sami mówicie. Najwyżej ptactwo wodne się pożywi. A na trawianki nie powinniśmy łapć, nie powinniśmy dopuścić, żeby gdzieś ten obcy gatunek przyjął się do wody. Na haczyku raczej to nie grozi, ale czasami może spaść z niego np.
na trawianki łapię tam gdzie już są i szczupaki je znają nigdy nie przywiózłbym trawianki gdzieś gdzie jej nie ma i tym samym szczupaki jej nie znają. myślę że jak złowie kilka takich trawianek i łowię szczupaki w tym samym miejscu to jak jedna spadnie to się nic nie stanie.
Uśmiercam, uzywam na trupa. Taka ryba nie przeżyje. Jeśli uda sie jej jakos przeżyć, i tak padnie ofiarą drapieżcy. Taka mała eutanazja. Skoro ja mecze przez jakiś czas, to ją od cierpienia wybawiam.
Czy nie zaniepokoiło Cie to ,że tam gdzie łowisz jest już trawianka i skąd się tam wzieła,
Sama tam nie przypłyneła,pewnie ktoś łapał na żywca i dorował zużytej wolność
siemanko
co ty my byliśmy jednymi z pierwszych którzy wyczaili to paskudztwo w naszych wodach. jest połączenie z Wisłą i nie unikniesz tego badziewia jak bedzie chciało to przypłynie
Może i z Wisły,wszystko jedno.Uważamjednak że jakiś cymbał do Wisły też to sprowadził.
Skoro chodzą słuchy że w ciepłych kanałach w Koninie trafić można i piranie
,to to jest szczyt głupoty.
pozdrawiam
a no gdzieś to swój początek mieć musiało i to niewątpliwie