Dzień dobry! Chciałem wyrazić swoją opinie na temat C&R w mojej okolicy. Płynie tam rzeczka bardzo piękna zresztą ale nie będę mówił konkretnej nazwy bo to nieistotne. W naszej okolicy prawie wszyscy zabierają rybki spytacie dlaczego?? Zbluzgacie mnie i innych pewnie bo wy wypuszczacie bo wzięcie małego okonka czy płotki to wielka strata dla rzeki. Ale opowiem wam pewna historie: Była sobie rzeka bardzo rybna były sumy, ładne płotki, szczupaki, duże okonie, leszcze, brany trafiały się nawet miętusy, karpie czy pstrągi nie mówiąc o innych mniej znaczących rybkach takich jak np. kiełbie czy jelce których było mnóstwo. Nie mówiąc o starorzeczach obfitujących w karasie ale widocznie dla Panów ekologów było to za dużo bo napuścili wydr i bobrów. Cóż się stało z rzeczka?? Ano ryb już jest bardzo mało. Złapanie wymiarowych okoni, płoci czy nawet szczupaka jest wielkim szczęściem. Sumów już dawno nie ma nie mówiąc o leszczach czy innej większej rybie. W starorzeczach zniknęły karasie. A nasze kochane bobry wycinają drzewa nad rzeka co doprowadza do zmniejszenia kryjówek ryb w gałęziach czy konarach co za tym idzie do populacji ryb. Wszystkie okoliczne stawy są przetrzebione z większych ryb bo wydr jest mnóstwo. Dochodzi nawet do tego że łapiąc na rzece około południa z drugiej strony wychodzi sobie wydra i umyka na najbliższe stawy bez obawy że ja wędkuje naprzeciwko niej. No cóż te zwierzątka są po ochroną. Obraz tej rzeki można teraz skwitować ot pewna zeszłoroczną historyjką jak pan kontroler przyszedł do mojego znajomego wędkarza który akurat łowił przedstawił się, spytał czy coś bierze. Odpowiedz brzmiała nie, zobaczył pustą siatkę, pokręcił smutno głową i bez sprawdzania karty poszedł dalej. Mało kiedy już na tej rzece wędkuje choć mam blisko. Ciężko teraz nawet o kiełbia. Kiedyś mnie denerwowała sytuacja jak widziałem jak ktoś na tej rzece brał małe ryby teraz jest mi to obojętne. Brak kontrolowania populacji wydr i bobrów zamieni ładna dzika rzekę w kanał z wodą. Chciałem tylko przedstawić jak to wygląda w tej wodzie i że są sytuacje w których C&R nie dotyczy. Wędkuje teraz na innym akwenie i małe, niewymiarowe ryby wypuszczam większe nieraz biorę a rzeczka pustoszeje choć wędkarzy już na niej prawie nie ma. Smutne ale prawdziwe. Mam nadzięję że zrozumiecie. Pozdrawiam wędkarzy.
Bo to jest tak Kolego. Płynie rzeczka a w niej istne el dorado.Jak to możliwe -dziwią się ekolodzy - że tak bujnie kwitnie w niej życie.Musimy to zbadać myślą sobie i może coś poprawić by było lepiej. No i tu się zaczyna burza mózgów .A każdy ma racje i swoje pomysły wciska do wdrożenia.W taki oto sposób zarybiają ,meliorują ,zasiedlają wydrami i bobrami .Nie minie wiele czasu a rzeczka zmienia się nie do poznania i życie w niej zamiera.W głowę się drapią naukowcy co za przyczyna , bo oni nic nie spieprzyli.Porzucają rzeczkę bo wstyd dalej ją badać .Jednego łajzy nie wzięły pod uwagę . A mianowicie że jeśli Matka Natura sama sobie świetnie radziła do tej pory ,to interwencja pseudo naukowców była od początku ich poczynań skazana na porażkę !!!!!!!!Ot i cała przyczyna że Ci kolego rzeczkę szlak trafił.Pozdro.
ja przytocze inny bieg histori pewien wlasciciel ma 2 fajne jeziorka gdzie ryby bylo w brud trafialy sie kapitalne karpie szczupaki leszcze liny piekne plotki okonie po kilogramie wegorze pewnego roku spotkano tam rodzinke wydr potem pojawily sie niewiadomo z kad kormorany i ryby niema widziano na brzegu zadryzione karpie leszcze liny kormorany wyjadaly narybek co sie okazalo jedna z wydr miala jakis nadajnik u szyji zlapano ja zabito i wlasciciel trzymal owy nadajnik w domu az ktos sie po niego zwruci i zwrucil sie ekolog z jakas antena i teraz toczy sie sprawa w sadzie miedzy ekologami a owym wlascicielem i kazdy czeka na jej rostrzygniecie i na moment kiedy bedzie mozna zajac sie owymi intruzami raz a dobrze
a mnie to denerwuje jak ktoś piszę że np wydra intruz bóbr intruz i inne zwierzęta ... każde zwierze które żyje na tej ziemi spełnia jakieś funkcje ... kiedyś były też wydry i jakoś nikt nie narzekał ... teraz mam inny bieg wydarzeń .. na naszych dzikich łowiskach jest coraz więcej wydr ponieważ gdzieś muszą żyć ... ale o tym nikt nie pomyśli że człowiek zabiera ich tereny pod zabudowy i nie mają gdzie się podziać .... w moim terenach gdzie wędkuję jest mnóstwo rozlewisk kanałów jakiś ciórków i spotkać tam wydrę to jest naprawdę że tak powiem "wielkie szczęście" ponieważ mają duży obszar do zamieszkania i nie grupują się licznie na małych odcinkach ... a o tych pseudo naukowcach co meliorują rzeki to już nie chcę się nawet wypowiadać bo szkoda słów ....
a jeszcze jedno "W naszej okolicy prawie wszyscy zabierają rybki spytacie dlaczego??" ... melioracje i wydry swoją drogą ... ale sam dałeś sobie odpowiedź z zanikiem ryb ... ale nie ma co .. człowiek jest święty i najlepiej zwalić na kogoś .. nie mówię że takie działania nie mają jakiegoś wpływu ... ale znam łowiska które zostały zmeliorowane są bobry wydry i jakoś ryba jest ... tylko że mało osób tam łowi bo jest ciężki dostęp .. ale znając życie jakby tam co niedziele wjeżdżała duża grupa wędkarzy i by zabierała ryby to też by się zrobił pustostan ...
a jeszcze jedno "W naszej okolicy prawie wszyscy zabierają rybki spytacie dlaczego??" ... melioracje i wydry swoją drogą ... ale sam dałeś sobie odpowiedź z zanikiem ryb ... ale nie ma co .. człowiek jest święty i najlepiej zwalić na kogoś .. nie mówię że takie działania nie mają jakiegoś wpływu ... ale znam łowiska które zostały zmeliorowane są bobry wydry i jakoś ryba jest ... tylko że mało osób tam łowi bo jest ciężki dostęp .. ale znając życie jakby tam co niedziele wjeżdżała duża grupa wędkarzy i by zabierała ryby to też by się zrobił pustostan ...
Wiem że nie jesteśmy święci ale wytłumacz mi gdzie są chociażby kiełbie czy jazgarze których się nie zabiera a było ich kiedyś mnóstwo??? Powiem tylko że kiedyś było dużo wędkarzy i było też dużo ryb teraz na odcinku paru kilometrów w niedziele ciężko spotkać choćby jednego a ryby i tak jest mało.
co do jazgarzy to mogę powiedzieć gdzie one są ... niestety jest to przykre ale wiele tych rybek leży uschnięty na brzegach rzeki ... niestety wielu wędkarzy uznaje je za szkodniki .. a powinniśmy wiedzieć że jazgarz jest przysmakiem sandaczy i głównie na nich żeruje ...
Do kolegi Szymbor. Wreszczie jakis rozsadny glos w calej tej dyskusji. Denerwuje mnie jak ktos pisze, ze nalezalo zostawic rzeczke naturze a nie nawpuszczac do niej bobrow i wydr. Moze najpierw nalezalo zadbac wlasnie o to zeby nie eksterminowac wydr i bobrow z ich naturalnych siedlisk. To jedno. Te zwierzeta musza gdzies zyc, a to wlasnie czlowiek wyparl je z ich domow. I zalamywanie rak, ze teraz jest ich coraz wiecej jest cokolwiek nie na miejscu. Nalezalo nie ingerowac w nature 100 albo i 200 lat temu a nie teraz o tym pisac, bo jest juz za pozno. Najpierw rzeki zostaly doprowadzone do stanu, ze nawet jeden kot by sie nie wyzywil, a potem biadolimy ze wydry szukaja wod gdzie moga cokolwiek jeszcze zjesc. Co do jazgarzy i kielbi o ktorych pisze pirat171. Czesciowo odpowiedzial Ci juz kolega szymbor. Niestety wielu wedkarzy traktuje pewne gatunki jak smieci nie liczac sie z konsekwencjami. Faktem jest ze pewne gatunki znikaja z naszych wod z nieznanych mi przyczyn. wlasnie taka rybka jest kielb. Jest wiele rzek z ktorych zniknal a ktore wcale nie byly tykane przez czlowieka. Podobnie rozanka czy ciernik. Na ten temat najlepiej jakby probowal odowiedziec ichtiolog. A wg Ciebie kolego pirat171, co jest przyczyna znikniecia tych rybek ?
Jak widzę to kolega ,,pirat171” ma jakaś urazę do wymienionych zwierząt , ale nie rozumiem dlaczego . Przecież to my ludzie zawłaszczyliśmy i zniszczyliśmy im miejsca w których żyły , więc muszą jakoś sobie dawać radę w obecnej rzeczywistości . Przed wiekami tych stworzeń było jeszcze więcej i ryby były , więc to nie ich wina że ryb nie ma . Całą przyczynę braku ryb niestety możemy przypisać człowiekowi , który zniszczył naturalny wygląd rzek(regulując koryta i budując tamy) , ograniczył wylewy ich i osuszył mokradła (tworząc łąki i pola uprawne) jakie towarzyszyły tym dolinom . Następnie zatruł wodę , zabijając wszystko co żyło w nich . To jest główna wina ginięcia Kiełbi , Cierników, Jazgarzy i wielu innych gatunków . Bobry przyczyniają się do naturalizacji rzek , niszcząc to co człowiek zrobił a przywracając taki wygląd jaki był przed przybyciem go . A Wydra to przecież jest stworzenie myślące któro podobnie jak człowiek , zawsze pójdzie tam gdzie jest łato zdobyć pożywienie (W stawach przecież jest dużo ryb i nie musowo za nimi się uganiać jak w rzekach) .
Tym torem myślenia to również można i inne gatunki posądzić o brak ryb i nie tylko , bo wkraczają na tereny przez ludzi zagarnięte . Do tych zwierząt przecież można również zaliczyć : Czaple . Perkozy , Zimorodki , Lisy , Niedźwiedzie i wiele jeszcze innych . Dlatego uważam że to nie tędy droga i jednak powinniśmy pozostawić takie miejsca przyrodzie , która potrafi naprawić to co człowiek zniszczył i pozwolić tym zwierzętom żyć swobodnie , przyczyniając się do odbudowy tej przyrody , a ryby na pewno powrócą . Każde stworzenie ma swoje miejsce i zadanie w przyrodzie przywracając jej naturalny wygląd i człowiek nigdy tego tak nie naprawi .
Kolego szanowny ...kazik.... Twoje wypowiedzi są jak na właściwym miejscu ale z pewną rzeczą to tak troszeczkę przegiołeś z tym brakiem ryb dopisując je do zimorodka czy lisa.
Czapla tak owszem lecz i ona pożywi sie płazem, gadem, i małym skorupiakiem lecz nie co do ryby też bardziej do ptaków bym zaliczył wszelakie odmiany mew i rybitw.
Perkoz z raqcji małych rozmiarów nie pożera dużo pokarmu co do ryb sama drobnica reszta to samo co i czapla .
Zimorodek troszeczke mnie rozśmiszył jeden z najmniejszych ptaków w europie.
Niedźwiedzie naszczęście nie wystpują licznie więc pomijam "misiaczki"
Lis a to taki cwaniak jak mu będzie brakować myszy zajęcy czy małych pędraków weźmię się za padline., a jak tego zabraknie to i może pójdzie poganiać za rubą choć nie jest wybitnym łowcą pod tym względem.
Wiem kol ...kazek.... że przytoczyłeś tu tylko przykłady, ale...
Co do bobrów aż takim szkodnikiem nie są bo tych ryb dużo nie szamają.
Kormorany a i owszem był kilka lat temu odstrzał spowodowany zanikiem ryb taki wniosek wysnuli RYBACY dla wędkarzy podejrzewam że to nie przejdzie. Za małe zyski przynoszą, żeby ich słuchać.
No i spędzająca sen z powiek wydra. Jak przyznałeś jest to bestyja bardzo inteligętna. Lecz pod względem ochoty na ryby jest z pośród wyżej wyminionych przodownikiem. Powiem więcej jest norderca ryb i to nie drobnicy. Atakują przrpiękne okazy nie kiedy większe razy 2 od niej samej i to nie ważne jaka ryba wszystko karp, szczupak, sandacz.
I co żeby ta cholera ją zjadła i poszła dalej ależ nie w ciągu dnia to sobie powyciąga parę okazów ponadgryza pozjada łebki zeżre wątpia i zostawi reszte bo już nie świeże i pójdzie dalej. Na drugi dzień jest podobna sytuacja.
Tu chodzi o to że jeżeli mają zamiar ludziska z ochronek uleprzać przyrodę to niech wpuszczają je w takie tereny gdzie człowiek nie wkładał w to pieniądze. Jest sporo lasów gdzie są stawy różne wyrobiska z rybą z kaczego zarybienia. W takich terenach mogła by się sprawować spokojnie nie wadząc nikomu.
Ciężko to złapać i przenieść gdzieś indziej bo to nie samowicie cwane zwierze.
Mam nadzieję że kol ...kazik.... się nie obrazi, ale tu chodzi o ogół tematu jeżeli się przesiedla jakąś zwierzynę bo to najczęściej z naszego powodu się to robi to niech się je przenosi w jakąś dzicz gdzie jeszcze ręka ludzka nie była, a nie na łatwizne tam gdzie wody już zagospodarowane przez człowieka i pełno pożywienia dla niej.
Przepraszam, gdzie te argumenty, bo się
żadnego nie dopatrzyłem.
Co do ingerencji człowieka w środowisko
naturalne to chyba należałoby założyć temat o innym tytule.
Wszelkie opisywane problemy wynikają z zakłócenia
przez człowieka równowagi w przyrodzie, co bardzo trafnie opisali koledzy
powyżej. Szkoda, że za nasze błędy znowu zapłacą zwierzęta.
OK. Argumenty przeciw C&R. Wg mnie brak. Jesli dozyjemy czasow, w ktorych w wodzie bedzie wiecej ryb jak wody, bedzie mozna dyskutowac. Ale w obecnej sytuacji kazda ryba ktora przezyje spotkanie z wedkarzem jest drogocenna. A argument ze inni biora wiecej (rybacy , klusownicy) jest usprawiedliwianiem samego siebie a nie argumentem przeciw C&R.
Za: Wiadoma sprawa poprawia ilość rybostanu w naszył łowiskach. Niech by teoretycznie mówiąc około 60% góra do 70% wędkarzy wypuszczało to co złowi i oczywiście tu najważniejsze przy współpracy z ZG oraz swoimi okręgami do licznych zarybień, mielibyśmy łowiska rodem z krajów, Którym troszeczkę zazdrościmy.
Przeciw: Tak moim zdaniem że po paru latach wypuszczania i zarybiania akweny były by z wielką ilością ryb Co by nas wędkarzy cieszyło, ale... Niechby tak zwietrzył biznes jakiś rybak i przez kumoterstwo wysnuł wniosek o parę odłowów bo jest tyle że jego zdaniem nie zaszkodzi a podniesie kasę "Państwa" (czyt. Swoją i swojego kolegi który może taki wniosek zatwierdzić)
Więc zrobi się 2 odłowy rocznie w dobrze zarybionych akwenach i będziemy mieć powtórkę z rozrywki.
Żeby coś ochronić to tak trzeba albo zrobić jakąś ochronkę przyrody, ale tu zaś wielmożni Panowie z ochrony przyrody będą kwestionować pobyt wędkarzy na takich łowiskach, ewentualnie komercja lecz tu jest tylu przeciwników co i zwolenników. Więc zataczamy koło.
Moim zdaniem nie złotej recepty na dłuższą metę do wniosków za i przeciw.
Jeżeli sami coś zmienimy to i tak znajdzie się osoba czy jakaś komórka organizacyjna co przyjdzie i nam to spieprzy, a co najgorsze, że wszystko z godnie z prawem.
Przyznam sie ze troche to pokretne, to co napisales :). Ale kazdy ma prawo do swojego zdania. Zeby rozwiac Twoje watpliwosci, to proponuje, zeby zrezygnowac z C&R w sytuacji, kiedy stwierdzimy, ze mamy tyle ryb, ze przynete trzeba zakladac na haczyk za drzewem, zeby ryby nie jadly nam jej z reki :). Oczywiscie z umiarem. Ale doprowadzmy wody do takiego stanu, ze wedkarz idac na ryby bedzie wiedzial, ze ma duze szanse na ryby. Wtedy nie bedzie bral wszystkiego tylko z tego powodu, ze nie bedzie pewien, ze nastepnym razem cos zlowi. Ile razy lowi sie np. szczupaka i zabiera tylko dlatego, ze moze mi sie nie udac nastepnym razem zlowic podobnego okazu. Moze to jedyny taki w roku. Gdybysmy wiedzieli, ze na kazdych rybach mamy realne szanse na ladne ryby, to byloby nam z pewnoscia latwiej je wypuszczac. Tak jak napisalem. Dla wod w obecnym stanie C&R nie ma wad. Jak beda pelne ryb, wtedy mozemy dyskutowac.
Zgadzam się z kolegą ,że wydry,bobry i inne też gdzieś muszą żyć,a wody to one chyba tak bardzo nie pustoszą bo zje jedną czy dwie rybki i ma dość ,natomiast z niektórymi ludzmi bywa gorzej,byłem świadkiem jak pewien pan wędkarz (zwał się no killowcem)łowił od rana do wieczora i ładował spore leszcze i płocie do siaty,zbliżał się czas odjazdu więc zwołał publikę i tryumfalnie wywalił wszystko do wody,nic to ,że połowa ryb płwała brzuchami do góry-on pokazał jaki jest "mistrzu",konkluzja-wolałbym nad wodą spotkać bobra i wydrę niż takiego "wędkarza"...pozdrawiam
za: wiecej ryb w "stawie",wieksza populacja za rok,wieksza szansa zlowienia duzego okazu (lub w ogole przedstawiciela danego gatunku),moze moje dziecko bedzie mialo mozliwosc zobaczenia "tej" ryby w jej naturalnym srodowisku
przeciw:wszystko jest dla ludzi z umiarem,wiecej zostanie dla klusoli i rybakow (taka jest szara rzeczywistosc ),a my wedkarze zapomnimy jak smakuje swieza ryba
Do kol ...pawelz.... Nie jestem przeciwnikiem C&R nie bardziej zwolennikiem tu Ci przyznam rację w 100% Jak będzie pełno ryby w tedy można dyskutować.
Sam zabieram, ale zabieram jak mam ochotę i to większe okazy. Gdybym miał zabierać to co złowię nawet nie łamiąc przepisów jak to się słyszy lub czyta, a nawet widzieć na własne oczy to by mi płetwy wyrosły i skrzela. Nie wiem co Ludzie robią z taką ilością ryb podejrzewam handel bo przeżreć takiej ilości mięcha i to rybiego jest pod znakiem zapytania.
Nie gniewaj się kolega ,,kielce” ale się nie zgodzę z twoja wypowiedzią , a mianowicie jak będzie więcej ryb to przyrost mniejszy i okazów nigdy nie będzie (po prostu nie będą miały co jeść ) , a raczej będą karłowacieć . Jedynie drapieżniki mogą przetrwać żywiąc się własnym narybkiem , ale znowu nie będzie ich dużo . Co do jedzenia ryb to przecież wszystkie wyznania zalecają jeść ryby i wszystkie diety również ponieważ mięso jest najbardziej przyswajalne przez organizm ludzki dostarczając przyjazne tłuszcze , wapnia i białka jakie potrzebuje nasz organizm aby utrzymać się w dobrej kondycji . Jedynie to trzeba robić z głową i umiarem , określać co można a co nie . Jeżeli w danym łowisku jest mała populacja jakiegoś gatunku to należy go pozostawić w nim , a jeżeli zaczyna dominować to niestety musimy ograniczać liczebność , aby doprowadzić do równowagi , i dlatego należy jeść ryby ale takie na jakie możemy sobie pozwolić . A co się dzieje dzisiaj – Odławia się Szczupaki i wszystkie drapieżniki , a pozostawia się te które z braku drapieżników zwiększają swą populację .
Wydra jest właśnie takim regulatorem populacji i zawsze najchętniej łapie to co daje się złapać , czyli te gatunki jakie dominują w zbiorniku (oczywiście konkurując z człowiekiem ) i dlatego nie lubimy jej bo kto lubi konkurencję ? – nikt i zawsze będziemy się starali ją zwalczać . Bobry koledzy , dobrze że są i ja bym chciał ich jak najwięcej , bo te zwierzęta pomagają nam w tworzeniu siedlisk ryb , wzbogacają w pokarm rzeki i przyczyniają się że wiele gatunków ma szanse na odrodzenie się , tylko trzeba im pozwolić na to ( a że ścinają drzewa rosnące nad wodą to przecież i tak kiedyś woda by je zabrała , a głównie wybierają takie gatunki które szybko odrastają )
Kolego ,,Tomikan1129” Ja nie przegiąłem pały z tymi gatunkami bo dzisiaj przeszkadzają nam Wydry , Bobry i Kormorany , a jak ich nie będzie to będą przeszkadza te inne i zawsze człowiek będzie szukał winowajcy (To nie jest dobry sposób myślenia) , ale nie patrzy że to on zniszczył to wszystko i to on ponosi głównie winę za brak ryb i wszystkiego co żyje w przyrodzie .
Sam rowniez zabieram ryby do domu ale te naprawde wymiarowe (rapiezniki),jedna czasem dwie sztuki a raz nawet trzy. Ale robie tak tylko wtedy gdy wiem ze w najblizszym okresie nie bede mogl kija moczyc (3,4 tygodnie).
Wiec w porownaniu z tymi co siedza nad woda prawie codziennie i lowia (lapia) ryby, tacy wedkarze jak ja to maly pikus, bo jezeli ja w miesiacu przyniose do domu 3,4 ryby to juz jestem morderca, czlowiekiem bez serca ?
Jak najbardziej, trzeba pilnowac limitow i wymiarow ale tez nie mozna popadac w skrajne sprzecznosci :
Do kolegi Kielce. Nie potraktuj mojej wypowiedzi jako chec atakowania Cie. Nie o to mi chodzi. Chcialbym tylko uzmyslowic Ci pewien fakt. Piszesz ze bierzesz w miesiacu 3-4 ryby. Piszesz tez ze sa to wymiarowe drapiezniki. Zalozmy ze taka ryba srednio wazy okolo 1 kg. Przyjmijmy ze lowisz okolo 7-8 miesiecy w roku. to daje min 21 kg ryb. Przecietna karta wedkarska to 200 zl. czyli niecale 10 zl / kg miesa. Nigdzie 1 kg szczupaka, sandacza czy innego drapieznika tyle nie kosztuje. A z tych 200 zl trzeba jeszcze pilnowac wode, placic za dzierzawe utrzymac siedziby okregow i placic pracownikom w tych siedzibach (sekretarki ksiegowe itp). Nawet jesli zmniejszymy liczbe okregow to i tak czesc kosztow pozostanie. A przeciez kazdy chce zeby wody byly pilnowane. Kazdy z nas tez chcialby miec mozliwosc zeby zadzwonic do okregu i zapytac chocby o skladki, gdzie placic itp (ja jak gdzies jade dalej to zawsze dzwonie do danego okregu zeby sie dowiedziec wszystkich spraw formalnych typu gdzie i ile mam zaplacic, czy nie ma zadnych zawodow w tym czasie itp). Ludzim ktorzy odbiora telefon trzeba za to dac wynagrodzenie. I teraz zliczajac to wszystko do kupy, zastanow sie czy te skladki ktore ty placisz wystarczaja na tych 20 ryb ?. Pisze to bez zlosliwosci, ale wielu ludziom wydaje sie ze skoro ryba jest w wodzie, to jest ona za darmo. I zeby ryby w wodzie byly mamy dwa wyjscia. Albo podniesc skladki (co dla niektorych moze to oznaczac koniec przygody z wedka - pewnych barier finansowych nie przeskocza), albo wprowadzic C&R najszerzej jak sie da. To nic nie kosztuje. Majac do wyboru, nie lowic wcale albo lowic i wypuszczac ja wybralbym to drugie.
Tak jak już powiedziałem będzie tylu za co i przeciw i każdy będzie miał własne za i przeciw i każdy będzie uważał je za słuszne.
Wszystki wypowiedzi kolegów sa jak najbardziej słuszne, ale i tak będziemy tylko ROZMAWIAĆ.
Z większości wypowiedzi wynika i to chyba u każdego to w odpowiedziach jest że nie wydra, kormoran, a pominę już wymianę zwierząt. Tylko kto a no jak kto CZŁOWIEK jest wszystkiemu winny.
Coraz więcej to się pojawia wśród wędkarzy nie tylko młodej rzeszy ale i zaawansowanej wędkarstwem. Pojawiają się coraz to nowsze strony w internecie właśnie z tym związane C&R oraz NO KILL.
Więc możemy gadać spierać się podnosić krzyk co gorsza jeden na drugiego nie to nie o to chodzi.
Róbmy co w naszej mocy reklamujmy takie rzeczy gdzie tylko się da zawsze znajdzie aprobatę u wędkarzy nie tylko młodych. Niektórzy zaawansowani wędkarze przemyślą i sami dojdą do wniosku zastanawiając się GDZIE TA RYBA pomyśli i przypomni sobie jak zabierał parę lat wstecz nie dużo ale pomnoży to przez ilość w roku plus parę lat wychodzi niezła suma.
Można by zdeklarować wniosek o zmniejszenie limitów, ale wątpię by znalazło by to zwolenników (nawet na tym portalu był taki temat poruszony i był wyśmiany przez niektórych) w szczególności w ZG bo mowa tu o całej Polsce. Ci co są przekonani do tego systemu jak C&R czy NO KILL nie martwili by się o takie zakazy, a wręcz by się cieszyli. Znalazły by się takie osoby gdzie to im by nie pasowało a taka rzesza jest spora. Tu jest dylemat Czy okęgi i ZG podpisało by się pod przepisami o zmniejszenie limitów bo była by też sprawa finansowa w temacie. Jak już wspomniałem jest spora ilość osób co ma gdzieś takie zasady o których mowa i mogła by odejść z okręgów (to tylko teoria i moje zdanie) A PZW i ZG nie chciało by tracić wędkarzy ani zysków nie zależnie czy to są pożeracze ryb czy nie.
Jedyne co nam pozostało to propagować ideę C&R wszędzie gdzie się da.
Lecz pamiętajmy nie raz dostaniemy za to bęcki od przeciwników, ale będziemy się cieszyć jeszcze bardziej gdy będziemy mieć coraz więcej zwolenników.
W teorii masz racje, wieksza kasa wiecej straznikow pilnujacych akweny,wiecej zarybiania itp ale jak napisal kolega Tomikan11299 (i nie tylko On) , to my ludzie jestesmy odpowiedzialni za terazniejszy stan rzeczy (klusownictwo itp).
Mozna stawki podnosic,zarybiac rzeki i jeziora a i tak tego nikt nie upilnuje.
Mentalnosci czlowieka nikt nie zmieni z dnia na dzien. Co z tego ze wszystkie zlowione ryby wypuszcze do wody ?
To ide do sklepu po rybe-a skad ona sie tam wziela ?...
Tyle tylko ze podnoszac skladki byc moze wody beda lepiej pilnowane, beda lepsze zarybienia. Jest na to cien nadziei. Jak nie podniesiemy, nie bedzie nawet tego. Nie ma sie co ludzic. OS sa drogimi lowiskami jak na Polskie warunki, ale mozesz mi wierzyc, ryby tam sa. I tak jak OS Dunajec czy San tak powinny wygladac wszystkie wody w naszym kraju. Wtedy bedzie mozna myslec czy pozwolic zabrac pstraga do domu czy nie. A co do ryb w sklepie. Rozumiem ze piszesz o naszych slodkowodnych rybach. Jesli sa w sklepach, to sa od legalnie dzialajacych rybakow. To pewne. Oczywiscie mozna falszowac faktury zakupu czy inne dokumenty, ale chyba nie jest to tak dochodowy interes zeby ryzykowac najazdu Urzedu Skarbowego. Ale poki nie otrzymam odpowiedzi na pytania w temacie "miesiarze" nie umiem sie odniesc do zagadnienia.
I tu się nie zgodzę z kolega ,,pawelz” , Bo głównie ryb nie ma i nie będzie jeżeli nie będą miały odpowiednich siedlisk , tarlisk i odpowiedniej ilości pokarmu , który to decyduje o liczebności ryb . I choćbyśmy nie wiem ile płacili i nie wiem ile wpuszczali ryb to ich nigdy nie będzie jeżeli nie będą spełnione te trzy warunki . Ja już wolę wydawać i płacić na odtworzenie takich warunków w których ryby same będą się rozmnażały , niż płacić w nieskończoność finansując hodowców , rybaków i tych co będą się zajmowali dostarczaniem narybku jak również przyczyniać się mimo że zapłaciłem do zmian genetycznych ryb które będą kaleczone i wypuszczane . Takie przeliczenia i sposób myślenia może i na krótką chwile się sprawdza , ale w dłuższym okresie czasu robi się nie rzeczywisty , więc jeżeli chcemy mieć ryby w naszych wodach to niestety musimy zadbać o pożywienie dla nich (i to jest główny warunek) , czyli stworzyć takie warunki w których ten pokarm będzie się samoistnie rozwijał . Dzisiaj mamy rzeki zniszczone , wody zatrute i tego pokarmu prawie nie ma , więc i ryb nie ma , bo jeżeli by go było dużo to ryby w krótkim czasie powrócą i my na wędki (mówię tylko o wędkach , wykluczając odłowy sieciami i sprzętem do masowego odłowu) nie nadążymy wyławiać .
Gatunki rzadkie , lub takie które są mało liczebne należy obecnie chronić i wypuszczać , ale jeżeli to co napisałem będzie stworzone to i te ryby będzie można więcej odławiać.
Widzę że z kolegą się nigdy nie zgodzimy , bo kolega tylko widzi ratunek w opłatach i wypuszczaniu , a ja widzą że to ślepa droga . Jeszcze jedno niebezpieczeństwo taki sposób myślenia niesie za sobą , a mianowicie zmiany w rybostanie gatunkowym , gdzie zaginą takie gatunki które są nam nie potrzebne , a sztucznie wprowadzone będą takie jakie nam będą odpowiadały (a sztucznie bo tylko z zarybień i będą tyle żyć na ile im pozwolimy).
Ja głównie za brak ryb obwiniam nas ludzi i nasz pęd do dobrobytu (zwiększając rozwój gospodarczy ) w którym to zapominamy że to co nas otacza zostaje niszczone i takie sprawy jak brak ryb , zwierząt dzikich , drobnych organizmów już jest odczuwalny.
"Był las, nie było nas" Wszelkie próby poprawienia tego świata, przez pseudo wszystkowiedzących zawsze kończą się tak samo. Totalną klapą!!! Tylko naprawiać tego co spieprzyli niema kto. Dokąd kormorany i wydry będą pod ochroną?
Bobry to teraz plaga, wycinają wszystko w pień. Dawniej na bobry i wydry polował człowiek, teraz rozmnażają się jak króliki i nikt tego nie kontroluje.
Nie rozumiem czemu dowaliliście się do tych bobrów? Z tego co wiem bóbr wcina rośliny wodne korę drzew, łyko ale żeby "szamał" ryby?????? Toż to roślinożerca a nie jakiś potwór zjadający ryby w międzyczasie.
Pawełz bardzo ładnie to ujął - ”OS sa drogimi lowiskami jak na Polskie warunki, ale mozesz mi wierzyc, ryby tam sa. I tak jak OS Dunajec czy San tak powinny wygladac wszystkie wody w naszym kraju. Wtedy bedzie mozna myslec czy pozwolic zabrac pstraga do domu czy nie”
Sam jeżdżę na os-y i z przyjemnością zostawiam tam pieniądze. Wszystko rozchodzi się o to, co jest ważniejsze dla wędkarza - połowić czy nałowić.
Sam raz na jakiś czas zjem rybkę, jednak sama konsumpcja jest dla mnie na ostatnim miejscu. Liczy się przyjemnie spędzony czas i forma turystyki, jaką jest wędkarstwo. Póki większość wędkarzy nie przestanie tego hobby traktować jedynie jako sposób na pozyskania mięsa to nawet bogate w pożywienie akweny nic nie pomogą :(
Co do samych bobrow chlopaki,odsylam na strone tam jest napisane jakie z nich "polawiacze ryb". Rolnika bym zrozumial ze sie wscieka ale wedkarz ? Z reszta sami przeczytajcie.
tak to bywa gdy banda nieodpowiedzialnych ludzi poprawia nature. i to chyba tylko dlatego by brac panstwowa kase. tak naprawde nie zalezy im na dobru ekosystemu. wykaza ze odbudowali siedliska jakiegos gatunku, ale o stratach nikt nie mowi.
W zgodzie z tematem opiszę sytuację z ubiegłego roku. Na jednym z jezior w mojej okolicy złowiłem po zacietej walce dosyć dużego szczupaka. Po chwili radości i satysfakcji złowioną rybę wypuściłem z powrotem do wody i wtedy nastąpiło coś nieoczekiwanego z najdalszych części jeziora w miejsce , które przed chwilą opuściłem pielgrzymowali wędkarze i zaczęło się "biczowanie" wody "gumami", "blachami", że o zestawach z żywcem nie wspomnę. Z relacji jednego z moich kolegów, wiem, że w tym miejscu na przestrzeni kilku dni było gęsto od wędkarzy i w końcu jeden z nich złowił nie wiem czy "mojego" ale podobnej wielkości szczupaka po czym w majestacie prawa zabił go i zabrał. I jak tu nie mieć kaca moralnego !!!
Właśnie tak to jest. W naszych wodach są ryby! Są i to duże, nie jest ich zbyt wiele, ale są. I tak czasami się zastanawiam czy warto na nie polować... Bo gdy taką złowimy to wieść szybko się niesie i ów ryba jest zagrożona. Nie raz siedziałem na łodzi i modliłem się, żeby nic nie wzięło (!), bo przy takiej publiczności nie ma co - każdy w filcokach na łódce, 2 wędki "na trupka", jedna "na żywca" i jeszcze macha jakimś pseudo-spinningiem. Później czają w reklamówkach, workach na śmieci i pokrowcach na wędki jakieś niewymiarowe szczupaki czy sandacze :/
Pamiętam jak złowiłem kiedyś sporego karpia (dzięki poradom Kol. Spinesa) na kulki proteinowe. Wędkarz siedzący kilka stanowisk obok przyszedł, pogratulował, zagadał, wybadał, poszpiegował i... przez tydzień to stanowisko i dwa sąsiednie były zajęte. Dobrze, że skłamałem odnośnie sposobu zanęcania i przynęty. Chamsko, ale zdrowo... Nie wiem, ale potrafię wyczaić człowieka. Widzę, gadam i wiem, że temu mogę powiedzieć, a drugiemu nie bardzo.
Chrońmy swoje miejscówki! Wiem, że to mało koleżeńskie, ale czy zwalenie się na miejscówkę niczym szarańcza, wyłapanie i zeżarcie wszystkiego co żywe jest koleżeńskie? Jeżeli mamy "swoje" miejsca i sposoby, które przynoszą nam sukcesy i dają radość to po co to psuć?
Pozwolę sobie wtrącić swoje trzy grosze. PZW liczy sobie pi razy oko 641 tys. członków. Nie wiem jak Wy, ale ja rocznie pozwalam sobie zabrać do domu, zamordować i zjeść jakieś 25-30 kg ryb. Więcej nie przejem, bo oprócz tych są przecież jeszcze kupne - morskie, po znajomych nie rozdaję, sprzedawać też ich nie sprzedaję :) A ja rybożercą jestem urodzonym. A przecież nie wszyscy lubią ryby. No ale załóżmy, że każdy z tych 641 tys. nas zabierze te 30 kg ryb rocznie, daje nam w to w sumie porażającą ilość 19 tys. ton ryb, które osobiście zamordujemy. Tyle wynosi roczna produkcja pstrąga w stawach hodowlanych w naszym kraju. I dalej - liczba ta stanowi ciut troszkę ponad 4% rocznej podaży ryb w Polsce. (dane do obliczeń wziąłem stąd) Przyjmuję, że jesteśmy normalni i ryby bardzo duże wypuszczamy, bo co niby z tym mięchem robić? Część z tych ryb wyłowimy z wody "dzikiej", część ze stawów hodowlanych albo innych łowisk, gdzie rybki są tuczone po to, abyśmy ze satysfakcją mogli je sobie złowić. Wody powierzchniowe Polski w 1994 roku zajmowały 830 tys. ha. Nie chce mi się szukać nowszych danych, ale tendencja jest rosnąca. Załóżmy, że wyrwaliśmy z wody te 19 tys. ton tych nieszczęsnych rybek. Wychodzi mi, że wszyscy razem zabieramy rocznie w sumie 23 kg ryb z ha wody. To niewiele. I potwierdza to to, co obserwuję - w naszych wodach wbrew temu, co niektórzy twierdzą, ryby są. I złowić je nietrudno. A może tylko ja mam takiego farta, że gdzie haczyka nie wrzucę, to rybkę jakąś złowię... sam nie wiem :)
I to jest dla mnie argument przeciwko C&R jako jedynie słusznej drodze postępowania.
Jak ktoś lubi rybki wypuszczać, jego sprawa, jak ktoś czuje misję ratowania świata, jego sprawa. Ja czasami zabieram, częściej wypuszczam. Mogę być uznawany za mięsiarza, szczerze mi to lata i powiewa.
Nie rozumiem czemu dowaliliście się do tych bobrów? Z tego co wiem bóbr wcina rośliny wodne korę drzew, łyko ale żeby "szamał" ryby?????? Toż to roślinożerca a nie jakiś potwór zjadający ryby w międzyczasie.
Do szaramysz: Albo znikł jakiś wcześniejszy wpis albo w "amoku" czytania to mi coś uciekło, bo po przeczytaniu jeszcze raz całości wypowiedzi mój komentarz traci sens. W każdym bądź razie nie odnosił się tylko do twojej wypowiedzi bo byłby bez sensu.
Kolega ,,szaramysz” twierdzi że Bobry to plaga , a może to ludzie to plaga - budują domostwa nad rzekami , grodzą po same brzegi swoje posesje , przekształcają rzeki jak im pasuje , zagospodarowują tereny pod swoje potrzeby , nie patrząc że to obszar zalewowy który im zostały zabrany (bo głównie tam się osiedlają ) . Przez wiele wieków były chronione i są jednymi z najstarszych zwierząt które zostały objęte ochroną a dzisiaj raptownie zrobiły się plagą . Te rzeki kiedyś tak właśnie wyglądały i tylko nam się to nie podoba , bo próbują nam tereny przez nas zabrane odebrać . Bobry wiedzą co dla przyrody i rzek jest dobre i jak przywrócić liczebność ryb , więc pozwólmy im na to . Że liczebność się zwiększa to jednym słowem jest znak że przyroda zaczyna działać i stara się naprawić to co człowiek zniszczył .
Coś mam kłopoty z przesyłaniem zdjęć na forum , więc przepraszam że mimo że operacja została kilka razy powielona to jednak nie można jej otworzyć – przepraszam .
Kiedyś to wychodziło , ale po zmianie wyglądu ,,ImageShack” mam kłopoty i może ktoś zna jak to zrobić to prosił bym o instrukcje .
Do kolegi Sapek. Jak zwykle odpowiednio zaprezentowane dane robia wrazenie. I nie wiem czy zrobiles to celowo, czy przez nieuwage, ale wprowadzasz spory zamet, w dodatku poparty nieprawdziwymi danymi. Zgodnie z tym linkiem http://www.pzw.org.pl/roczniki/wiadomosci/18973/60/uzytkownik_rybacki__nowa_rzeczywistosc PZW dysponuje 220 000 ha wod. Co wychodzi 4 razy wiecej ryb / ha. Czyli prawie 100 kg /ha. Teraz odlicz od tego wody na ktorych nie lowi sie wcale lub bardzo niewiele. Sa takie wody pod PZW na ktore wogole nie ma po co jechac. A skoro w nich nic nie plywa i nikt nie lowi to odliczmy je. Wyjdzie Ci na to ze na 1 ha atrakcyjnego lowiska bedzie ponad 100 kg ryb. Tj 1 kg ryba na kazdy metr kwadratowy. Wlasnie takie myslenie jak Twoje, przekonuje mnie, ze jedynie silowe rozwiazania (czytaj zaostrzone radykalnie przepisy w PZW) sa w stanie poprawic sytuacje w naszych wodach. Apelowanie o umiar i rozsadek nic tu nie da. Sory za ostre slowa, ale czytajac takie demagogiczne wywody, po prostu nie moglem sie powstrzymac. PS. Jesli juz brales pod uwage 840 000 ha to nalezalo powiedziec, ze chcac lowic na nich wszystkich, musisz zaplacic nie 200 zl / rok a kilka tysiecy. A wtedy mozesz brac i 100 kg. Ale zakladam ze nas , czlonkow PZW interesuja wody PZW a nie jakich gospodarst rybaczkich czy innych prywatnych dzierzawcow.
Pawelz - bynajmniej, nie chodziło o mi o demagogię :) Faktycznie - masz rację - nie wziąłem pod uwagę tego, że nie wszystkie wody należą do PZW. Mea culpa. No po prostu nie pomyślałem o tym. Nie zmienia to faktu, że 100 kg/ha to też niewiele. Nawet 200 kg/ha to niewiele. Zdaję sobie sprawę z tego, że wydajność wody "dzikiej" będzie mniejsza w porównaniu do takiego stawu z karpiem, gdzie uzyskuje sie do 1,5 tony/h, czy też tuczonymi tęczakami (i tu nie wiem czy wierzyć temu co piszą o 200-300 tonach/h), jednak.... może być o ile mniejsza? 2x? 3x? Nie wmówisz mi, że będzie 10x mniejsza, bo faktycznie, już by dawno nie było ryb, bo już nasi dziadkowie by je wszyskie wyłowili. A drzewiej nie było PZW i na ryby chodziło się "po ryby" a nie posiedzieć nad wodą i nacieszyć przyrodą i czasami rybkę do domu zabrać, a czasami nie ;-).
Kolego ,,Pawelz” nie ma wód w których nic nie pływa , a jedynie to są wody nie atrakcyjne wędkarsko (choć nie do końca bo właśnie w takich wodach jeszcze może przetrwały ryby po przez brak drapieżników o których nie mamy pojęcia) . Co do kolegi wyliczeń to po przestudiowaniu rejestrów a następnie zarybień to trochę inaczej wychodzi jak kolega straszy innych . Choć wagowo są liczby kolosalne , to jednak porównując do tego co zarybiono i bilans nie wychodzi tak źle (chyba że zarybiania nie są rzeczywiste) . Owszem są gatunki na które dzisiaj jest nadmierny popyt , ale to jest efekt propagandy stosowania metody spinningowej (gdzie handel i cały biznes zaczyna się na nim opierać) . Metoda ta jest dosyć prosta i łatwa na którą prawie wszyscy się przestawiają , tworząc nadmierny pressing na ryby drapieżne , których z założenia nie może być za dużo w łowiskach (choćby z zasady zachowania równowagi) i te ryby są dzisiaj nadmiernie wyławiane . Do danej wody jeżeli się wpuści jakąś ilość tych ryb (która powinna odpowiadać wielkości zbiornika) to aby była równowaga musi pozostać w takiej wielkości i nie powinna być mniejsza (po przez odłowy) lub większa (po przez rozmnażanie). Ta równowaga jest niestety cały czas zachwiana bo jednak te ryby są odławiane , choć powinny pozostać . I choć byśmy nie wiem ile zapłacili i nie wiem ile zarybili gatunkami drapieżnymi to zawsze jest ograniczona zasobność pokarmowa i nie pozwoli na tyle aby wszyscy byli zaspokojeni i dla wszystkich eldorada nie będzie . Tak naprawdę to wód odpowiadających rybom łososiowatym (tych prawdziwych i naturalnych) mamy niewiele i jedynie kilkanaście rzek pogórza karpackiego można zaliczyć do wód łososiowatych , czyli Pstrągów i lipieni . Sprawa Łososia i Troci jest odrębnym tematem i jeżeli te ryby są wprowadzane do naszych rzek to powinny być na razie całkowicie chronione do chwili odbudowania populacji . Rzeki Pomorza również mają ograniczony zasób pokarmowy więc też nie będzie eldorada wędkarskiego , gdzie będą Pstrągi i Trocie w jednej wodzie razem, dlatego pieniędzmi nie załatwimy sprawy , a jedynie popsujemy to co jeszcze istnieje .
Oczywiscie ha to 100 x 100. Moja wina. Rzeczywiscie przy takim podejsciu wyglada to nieco inaczej. Niemniej, uwazam, ze przy 220 tys ha wod PZW najwyzej polowa z nich nadaje sie do lowienia. Z czego na polowie z tych 110 tys sa miejsca wogole nieatrakcyjne wedkarsko, a na polowie da sie lowic. Ale to tylko moje spostrzezenia. Do kolegi Kazik. 1) Czy Ty naprawde wierzysz w te papierowe zarybienia :) ?. No to jestes niepoprawnym optymista. Przyklad. Niedawna zadyma w Nowym Saczu. Ktorej uczestnikiem byl moj kolega Michal. Zostal pobity za to ze chcial sprawdzicz w osrodku zarybieniowym czy to co sie wydaje jest zgodne z tym co na papierze. Opisane jest to na kilku portalach. 2) Sa wody PZW w ktorych nic nie plywa i smiem twierdzic ze plywac nie bedzie. Ewentualnie ilosc stworzen wodnych bedzie znikoma. Zapraszam do piotrkowskiego okregu. Pokaze Ci kilka takich wod. Mysle ze w skali kraju jest tego wiecej. Owszem, sa to male zeczki i zbiorniki, ale ile jest takich wod wiekszych, w ktorych rybostan jest bardzo marny, taki ze zaglada tam jeden dwoch zapalencow na miesiac. 3) sa takie odcinki rybnych rzek, gdzie zaden wedkarz sie nie zatrzyma. Mysle ze kazdy wedkarz potrafi pokazac takie na swojej rzece. Tam po prostu nie ma warunkow dla ryb. brak kryjowek, proste plytkie odcinki, wyslane dno piachem. sumujac to wszystko do kupy, tych wod na ktorych musi pomiescic sie te 640 tys wedkarzy wcale nie mamy tak duzo. I te 30 kg / osobe z tych resztek w miare rybnych lowisk robi swoje. PS. Nie chce mi sie juz wiecej brac udzialu w dyskusji, co lepsze C&R czy spozwanie rybiego miesa. Powiem tak, kazda zjedzona ryba to mniej ryb w wodzie, mniejsze szanse w przyszlosci na okaz i mniejsza ilosc narybku. Z drugiej strony uwazam ze nie nalezy popadac w przesade. Jesli ktos chce zjesc rybe, to niech ja wezmie. Ale niech robi to swiadomie, niech sobie policzy i postara sie przewidziec, co stanie sie z woda na ktorej lowi, jesli wszyscy beda postepowac tak jak on. Limity i przepisy PZW sa zdecydowanie rabunkowe i nie majace nic wspolnego z racjonalna gospodarka rybacka. I jesli ktos wali w leb wszystko zgodnie z limitem est i bedzie dla mnie miesiarzem, dla ktorego nie powinno byc miejsca wsrod wedkarzy. Mimo ze robi to zgodnie z prawem. Ale wedlug mnie oprocz przepisow nalezy tez kozystac z wlasnego mozgu. A idiotom nad woda mowie NIE. PS. Prosze mi wierzyc, nie bylo to pisane po adresem kogokolwiek z tego forum. Kolega sapek pisal o 30 kg rocznie. To okolo 10% tego co mozna byloby rocznie z wody wytargac. Tak wiec jesli jego lowisko pozwala na taka ekspansje ( w dodatku w swietle tego ze pomylilem obliczenia i jest to 100 razy mniej niz poczatkowo myslalem - za co przepraszam) to OK. Nie wiem gdzie lowisz, ilu wedkarzy lowi na Twoich wodach, ale wyobraz sobie te 30 kg x ilosc tych osob wyjeta z Twojej wody. Jesli to niewiele, nie ma sprawy.
my ludzie postanowiliśmy ustalić:ta ryba to chwast wytępić/okoń/to zwierzę jest nie potrzebne odstrzelić/wilk/dlaczego stawiamy się ponad,kto dał nam takie prawo aby decydować o tym co jest pożyteczne a co nie NATURA sama to ustali a my w końcu PRZEGRAMY bo próbujemy ją spacyfikować i przystosować na własną modłę.Więcej pokory nie mamy takiego prawa pozdrawiam
kolego nie raz spotykałem się z wędkarzami który braci co popadnie z zasadą "co na haku to w plecaku" tłumacząc się, że nie ma ryb bądź dawno nic nie złapali i jestem godny podziwu dla Ciebie, że wypuszczasz nie wy-miarówki chodź tak doskwiera Ci brak większych okazów jak i niemożność zrobienia zupełnie nic jeśli chodzi o rzekę. Współczuje Ci i doskonale rozumiem Twój problem na pewno nie jesteś sam w takiej sytuacji, życzę determinacji i połamania kija.
Dzień dobry! Chciałem wyrazić swoją opinie na temat C&R w mojej okolicy. Płynie tam rzeczka bardzo piękna zresztą ale nie będę mówił konkretnej nazwy bo to nieistotne. W naszej okolicy prawie wszyscy zabierają rybki spytacie dlaczego?? Zbluzgacie mnie i innych pewnie bo wy wypuszczacie bo wzięcie małego okonka czy płotki to wielka strata dla rzeki. Ale opowiem wam pewna historie: Była sobie rzeka bardzo rybna były sumy, ładne płotki, szczupaki, duże okonie, leszcze, brany trafiały się nawet miętusy, karpie czy pstrągi nie mówiąc o innych mniej znaczących rybkach takich jak np. kiełbie czy jelce których było mnóstwo. Nie mówiąc o starorzeczach obfitujących w karasie ale widocznie dla Panów ekologów było to za dużo bo napuścili wydr i bobrów. Cóż się stało z rzeczka?? Ano ryb już jest bardzo mało. Złapanie wymiarowych okoni, płoci czy nawet szczupaka jest wielkim szczęściem. Sumów już dawno nie ma nie mówiąc o leszczach czy innej większej rybie. W starorzeczach zniknęły karasie. A nasze kochane bobry wycinają drzewa nad rzeka co doprowadza do zmniejszenia kryjówek ryb w gałęziach czy konarach co za tym idzie do populacji ryb. Wszystkie okoliczne stawy są przetrzebione z większych ryb bo wydr jest mnóstwo. Dochodzi nawet do tego że łapiąc na rzece około południa z drugiej strony wychodzi sobie wydra i umyka na najbliższe stawy bez obawy że ja wędkuje naprzeciwko niej. No cóż te zwierzątka są po ochroną. Obraz tej rzeki można teraz skwitować ot pewna zeszłoroczną historyjką jak pan kontroler przyszedł do mojego znajomego wędkarza który akurat łowił przedstawił się, spytał czy coś bierze. Odpowiedz brzmiała nie, zobaczył pustą siatkę, pokręcił smutno głową i bez sprawdzania karty poszedł dalej. Mało kiedy już na tej rzece wędkuje choć mam blisko. Ciężko teraz nawet o kiełbia. Kiedyś mnie denerwowała sytuacja jak widziałem jak ktoś na tej rzece brał małe ryby teraz jest mi to obojętne. Brak kontrolowania populacji wydr i bobrów zamieni ładna dzika rzekę w kanał z wodą. Chciałem tylko przedstawić jak to wygląda w tej wodzie i że są sytuacje w których C&R nie dotyczy. Wędkuje teraz na innym akwenie i małe, niewymiarowe ryby wypuszczam większe nieraz biorę a rzeczka pustoszeje choć wędkarzy już na niej prawie nie ma. Smutne ale prawdziwe. Mam nadzięję że zrozumiecie. Pozdrawiam wędkarzy.
Bo to jest tak Kolego. Płynie rzeczka a w niej istne el dorado.Jak to możliwe -dziwią się ekolodzy - że tak bujnie kwitnie w niej życie.Musimy to zbadać myślą sobie i może coś poprawić by było lepiej. No i tu się zaczyna burza mózgów .A każdy ma racje i swoje pomysły wciska do wdrożenia.W taki oto sposób zarybiają ,meliorują ,zasiedlają wydrami i bobrami .Nie minie wiele czasu a rzeczka zmienia się nie do poznania i życie w niej zamiera.W głowę się drapią naukowcy co za przyczyna , bo oni nic nie spieprzyli.Porzucają rzeczkę bo wstyd dalej ją badać .Jednego łajzy nie wzięły pod uwagę . A mianowicie że jeśli Matka Natura sama sobie świetnie radziła do tej pory ,to interwencja pseudo naukowców była od początku ich poczynań skazana na porażkę !!!!!!!!Ot i cała przyczyna że Ci kolego rzeczkę szlak trafił.Pozdro.
Tak w tym cała prawda że nie powinniśmy poprawiać matkę nature .Pozdrawiam.
ja przytocze inny bieg histori pewien wlasciciel ma 2 fajne jeziorka gdzie ryby bylo w brud trafialy sie kapitalne karpie szczupaki leszcze liny piekne plotki okonie po kilogramie wegorze pewnego roku spotkano tam rodzinke wydr potem pojawily sie niewiadomo z kad kormorany i ryby niema widziano na brzegu zadryzione karpie leszcze liny kormorany wyjadaly narybek co sie okazalo jedna z wydr miala jakis nadajnik u szyji zlapano ja zabito i wlasciciel trzymal owy nadajnik w domu az ktos sie po niego zwruci i zwrucil sie ekolog z jakas antena i teraz toczy sie sprawa w sadzie miedzy ekologami a owym wlascicielem i kazdy czeka na jej rostrzygniecie i na moment kiedy bedzie mozna zajac sie owymi intruzami raz a dobrze
a mnie to denerwuje jak ktoś piszę że np wydra intruz bóbr intruz i inne zwierzęta ... każde zwierze które żyje na tej ziemi spełnia jakieś funkcje ... kiedyś były też wydry i jakoś nikt nie narzekał ... teraz mam inny bieg wydarzeń .. na naszych dzikich łowiskach jest coraz więcej wydr ponieważ gdzieś muszą żyć ... ale o tym nikt nie pomyśli że człowiek zabiera ich tereny pod zabudowy i nie mają gdzie się podziać .... w moim terenach gdzie wędkuję jest mnóstwo rozlewisk kanałów jakiś ciórków i spotkać tam wydrę to jest naprawdę że tak powiem "wielkie szczęście" ponieważ mają duży obszar do zamieszkania i nie grupują się licznie na małych odcinkach ... a o tych pseudo naukowcach co meliorują rzeki to już nie chcę się nawet wypowiadać bo szkoda słów ....
a jeszcze jedno "W naszej okolicy prawie wszyscy zabierają rybki spytacie dlaczego??" ... melioracje i wydry swoją drogą ... ale sam dałeś sobie odpowiedź z zanikiem ryb ... ale nie ma co .. człowiek jest święty i najlepiej zwalić na kogoś .. nie mówię że takie działania nie mają jakiegoś wpływu ... ale znam łowiska które zostały zmeliorowane są bobry wydry i jakoś ryba jest ... tylko że mało osób tam łowi bo jest ciężki dostęp .. ale znając życie jakby tam co niedziele wjeżdżała duża grupa wędkarzy i by zabierała ryby to też by się zrobił pustostan ...
a jeszcze jedno "W naszej okolicy prawie wszyscy zabierają rybki spytacie dlaczego??" ... melioracje i wydry swoją drogą ... ale sam dałeś sobie odpowiedź z zanikiem ryb ... ale nie ma co .. człowiek jest święty i najlepiej zwalić na kogoś .. nie mówię że takie działania nie mają jakiegoś wpływu ... ale znam łowiska które zostały zmeliorowane są bobry wydry i jakoś ryba jest ... tylko że mało osób tam łowi bo jest ciężki dostęp .. ale znając życie jakby tam co niedziele wjeżdżała duża grupa wędkarzy i by zabierała ryby to też by się zrobił pustostan ...
Wiem że nie jesteśmy święci ale wytłumacz mi gdzie są chociażby kiełbie czy jazgarze których się nie zabiera a było ich kiedyś mnóstwo??? Powiem tylko że kiedyś było dużo wędkarzy i było też dużo ryb teraz na odcinku paru kilometrów w niedziele ciężko spotkać choćby jednego a ryby i tak jest mało.
co do jazgarzy to mogę powiedzieć gdzie one są ... niestety jest to przykre ale wiele tych rybek leży uschnięty na brzegach rzeki ... niestety wielu wędkarzy uznaje je za szkodniki .. a powinniśmy wiedzieć że jazgarz jest przysmakiem sandaczy i głównie na nich żeruje ...
Do kolegi Szymbor. Wreszczie jakis rozsadny glos w calej tej dyskusji.
Denerwuje mnie jak ktos pisze, ze nalezalo zostawic rzeczke naturze a nie nawpuszczac do niej bobrow i wydr. Moze najpierw nalezalo zadbac wlasnie o to zeby nie eksterminowac wydr i bobrow z ich naturalnych siedlisk. To jedno. Te zwierzeta musza gdzies zyc, a to wlasnie czlowiek wyparl je z ich domow. I zalamywanie rak, ze teraz jest ich coraz wiecej jest cokolwiek nie na miejscu. Nalezalo nie ingerowac w nature 100 albo i 200 lat temu a nie teraz o tym pisac, bo jest juz za pozno. Najpierw rzeki zostaly doprowadzone do stanu, ze nawet jeden kot by sie nie wyzywil, a potem biadolimy ze wydry szukaja wod gdzie moga cokolwiek jeszcze zjesc.
Co do jazgarzy i kielbi o ktorych pisze pirat171. Czesciowo odpowiedzial Ci juz kolega szymbor. Niestety wielu wedkarzy traktuje pewne gatunki jak smieci nie liczac sie z konsekwencjami.
Faktem jest ze pewne gatunki znikaja z naszych wod z nieznanych mi przyczyn. wlasnie taka rybka jest kielb. Jest wiele rzek z ktorych zniknal a ktore wcale nie byly tykane przez czlowieka.
Podobnie rozanka czy ciernik. Na ten temat najlepiej jakby probowal odowiedziec ichtiolog.
A wg Ciebie kolego pirat171, co jest przyczyna znikniecia tych rybek ?
Jak widzę to kolega ,,pirat171” ma jakaś urazę do wymienionych zwierząt , ale nie rozumiem dlaczego . Przecież to my ludzie zawłaszczyliśmy i zniszczyliśmy im miejsca w których żyły , więc muszą jakoś sobie dawać radę w obecnej rzeczywistości . Przed wiekami tych stworzeń było jeszcze więcej i ryby były , więc to nie ich wina że ryb nie ma . Całą przyczynę braku ryb niestety możemy przypisać człowiekowi , który zniszczył naturalny wygląd rzek(regulując koryta i budując tamy) , ograniczył wylewy ich i osuszył mokradła (tworząc łąki i pola uprawne) jakie towarzyszyły tym dolinom . Następnie zatruł wodę , zabijając wszystko co żyło w nich . To jest główna wina ginięcia Kiełbi , Cierników, Jazgarzy i wielu innych gatunków . Bobry przyczyniają się do naturalizacji rzek , niszcząc to co człowiek zrobił a przywracając taki wygląd jaki był przed przybyciem go . A Wydra to przecież jest stworzenie myślące któro podobnie jak człowiek , zawsze pójdzie tam gdzie jest łato zdobyć pożywienie (W stawach przecież jest dużo ryb i nie musowo za nimi się uganiać jak w rzekach) .
Tym torem myślenia to również można i inne gatunki posądzić o brak ryb i nie tylko , bo wkraczają na tereny przez ludzi zagarnięte . Do tych zwierząt przecież można również zaliczyć : Czaple . Perkozy , Zimorodki , Lisy , Niedźwiedzie i wiele jeszcze innych . Dlatego uważam że to nie tędy droga i jednak powinniśmy pozostawić takie miejsca przyrodzie , która potrafi naprawić to co człowiek zniszczył i pozwolić tym zwierzętom żyć swobodnie , przyczyniając się do odbudowy tej przyrody , a ryby na pewno powrócą . Każde stworzenie ma swoje miejsce i zadanie w przyrodzie przywracając jej naturalny wygląd i człowiek nigdy tego tak nie naprawi .
Kolego szanowny ...kazik.... Twoje wypowiedzi są jak na właściwym miejscu ale z pewną rzeczą to tak troszeczkę przegiołeś z tym brakiem ryb dopisując je do zimorodka czy lisa.
Czapla tak owszem lecz i ona pożywi sie płazem, gadem, i małym skorupiakiem lecz nie co do ryby też bardziej do ptaków bym zaliczył wszelakie odmiany mew i rybitw.
Perkoz z raqcji małych rozmiarów nie pożera dużo pokarmu co do ryb sama drobnica reszta to samo co i czapla .
Zimorodek troszeczke mnie rozśmiszył jeden z najmniejszych ptaków w europie.
Niedźwiedzie naszczęście nie wystpują licznie więc pomijam "misiaczki"
Lis a to taki cwaniak jak mu będzie brakować myszy zajęcy czy małych pędraków weźmię się za padline., a jak tego zabraknie to i może pójdzie poganiać za rubą choć nie jest wybitnym łowcą pod tym względem.
Wiem kol ...kazek.... że przytoczyłeś tu tylko przykłady, ale...
Co do bobrów aż takim szkodnikiem nie są bo tych ryb dużo nie szamają.
Kormorany a i owszem był kilka lat temu odstrzał spowodowany zanikiem ryb taki wniosek wysnuli RYBACY dla wędkarzy podejrzewam że to nie przejdzie. Za małe zyski przynoszą, żeby ich słuchać.
No i spędzająca sen z powiek wydra. Jak przyznałeś jest to bestyja bardzo inteligętna. Lecz pod względem ochoty na ryby jest z pośród wyżej wyminionych przodownikiem. Powiem więcej jest norderca ryb i to nie drobnicy. Atakują przrpiękne okazy nie kiedy większe razy 2 od niej samej i to nie ważne jaka ryba wszystko karp, szczupak, sandacz.
I co żeby ta cholera ją zjadła i poszła dalej ależ nie w ciągu dnia to sobie powyciąga parę okazów ponadgryza pozjada łebki zeżre wątpia i zostawi reszte bo już nie świeże i pójdzie dalej. Na drugi dzień jest podobna sytuacja.
Tu chodzi o to że jeżeli mają zamiar ludziska z ochronek uleprzać przyrodę to niech wpuszczają je w takie tereny gdzie człowiek nie wkładał w to pieniądze. Jest sporo lasów gdzie są stawy różne wyrobiska z rybą z kaczego zarybienia. W takich terenach mogła by się sprawować spokojnie nie wadząc nikomu.
Ciężko to złapać i przenieść gdzieś indziej bo to nie samowicie cwane zwierze.
Mam nadzieję że kol ...kazik.... się nie obrazi, ale tu chodzi o ogół tematu jeżeli się przesiedla jakąś zwierzynę bo to najczęściej z naszego powodu się to robi to niech się je przenosi w jakąś dzicz gdzie jeszcze ręka ludzka nie była, a nie na łatwizne tam gdzie wody już zagospodarowane przez człowieka i pełno pożywienia dla niej.
Pozdrawiam.
Tytuł wpisu: „Argumenty przeciw C&R”
Przepraszam, gdzie te argumenty, bo się żadnego nie dopatrzyłem.
Co do ingerencji człowieka w środowisko naturalne to chyba należałoby założyć temat o innym tytule.
Wszelkie opisywane problemy wynikają z zakłócenia przez człowieka równowagi w przyrodzie, co bardzo trafnie opisali koledzy powyżej. Szkoda, że za nasze błędy znowu zapłacą zwierzęta.
OK. Argumenty przeciw C&R. Wg mnie brak.
Jesli dozyjemy czasow, w ktorych w wodzie bedzie wiecej ryb jak wody, bedzie mozna dyskutowac. Ale w obecnej sytuacji kazda ryba ktora przezyje spotkanie z wedkarzem jest drogocenna. A argument ze inni biora wiecej (rybacy , klusownicy) jest usprawiedliwianiem samego siebie a nie argumentem przeciw C&R.
Dokładnie tak :)
Pomijamy już zwierzynę.
Więc argumenty za i przeciw:
Za: Wiadoma sprawa poprawia ilość rybostanu w naszył łowiskach. Niech by teoretycznie mówiąc około 60% góra do 70% wędkarzy wypuszczało to co złowi i oczywiście tu najważniejsze przy współpracy z ZG oraz swoimi okręgami do licznych zarybień, mielibyśmy łowiska rodem z krajów, Którym troszeczkę zazdrościmy.
Przeciw: Tak moim zdaniem że po paru latach wypuszczania i zarybiania akweny były by z wielką ilością ryb Co by nas wędkarzy cieszyło, ale... Niechby tak zwietrzył biznes jakiś rybak i przez kumoterstwo wysnuł wniosek o parę odłowów bo jest tyle że jego zdaniem nie zaszkodzi a podniesie kasę "Państwa" (czyt. Swoją i swojego kolegi który może taki wniosek zatwierdzić)
Więc zrobi się 2 odłowy rocznie w dobrze zarybionych akwenach i będziemy mieć powtórkę z rozrywki.
Żeby coś ochronić to tak trzeba albo zrobić jakąś ochronkę przyrody, ale tu zaś wielmożni Panowie z ochrony przyrody będą kwestionować pobyt wędkarzy na takich łowiskach, ewentualnie komercja lecz tu jest tylu przeciwników co i zwolenników. Więc zataczamy koło.
Moim zdaniem nie złotej recepty na dłuższą metę do wniosków za i przeciw.
Jeżeli sami coś zmienimy to i tak znajdzie się osoba czy jakaś komórka organizacyjna co przyjdzie i nam to spieprzy, a co najgorsze, że wszystko z godnie z prawem.
Pozdrawiam.
Przyznam sie ze troche to pokretne, to co napisales :).
Ale kazdy ma prawo do swojego zdania. Zeby rozwiac Twoje watpliwosci, to proponuje, zeby zrezygnowac z C&R w sytuacji, kiedy stwierdzimy, ze mamy tyle ryb, ze przynete trzeba zakladac na haczyk za drzewem, zeby ryby nie jadly nam jej z reki :).
Oczywiscie z umiarem. Ale doprowadzmy wody do takiego stanu, ze wedkarz idac na ryby bedzie wiedzial, ze ma duze szanse na ryby. Wtedy nie bedzie bral wszystkiego tylko z tego powodu, ze nie bedzie pewien, ze nastepnym razem cos zlowi. Ile razy lowi sie np. szczupaka i zabiera tylko dlatego, ze moze mi sie nie udac nastepnym razem zlowic podobnego okazu. Moze to jedyny taki w roku. Gdybysmy wiedzieli, ze na kazdych rybach mamy realne szanse na ladne ryby, to byloby nam z pewnoscia latwiej je wypuszczac.
Tak jak napisalem. Dla wod w obecnym stanie C&R nie ma wad. Jak beda pelne ryb, wtedy mozemy dyskutowac.
Zgadzam się z kolegą ,że wydry,bobry i inne też gdzieś muszą żyć,a wody to one chyba tak bardzo nie pustoszą bo zje jedną czy dwie rybki i ma dość ,natomiast z niektórymi ludzmi bywa gorzej,byłem świadkiem jak pewien pan wędkarz (zwał się no killowcem)łowił od rana do wieczora i ładował spore leszcze i płocie do siaty,zbliżał się czas odjazdu więc zwołał publikę i tryumfalnie wywalił wszystko do wody,nic to ,że połowa ryb płwała brzuchami do góry-on pokazał jaki jest "mistrzu",konkluzja-wolałbym nad wodą spotkać bobra i wydrę niż takiego "wędkarza"...pozdrawiam
No hej !
A wiec tak,
za: wiecej ryb w "stawie",wieksza populacja za rok,wieksza szansa zlowienia duzego okazu (lub w ogole przedstawiciela danego gatunku),moze moje dziecko bedzie mialo mozliwosc zobaczenia "tej" ryby w jej naturalnym srodowisku
przeciw:wszystko jest dla ludzi z umiarem,wiecej zostanie dla klusoli i rybakow (taka jest szara rzeczywistosc ),a my wedkarze zapomnimy jak smakuje swieza ryba
Pozdrawiam !
Do kol ...pawelz.... Nie jestem przeciwnikiem C&R nie bardziej zwolennikiem tu Ci przyznam rację w 100% Jak będzie pełno ryby w tedy można dyskutować.
Sam zabieram, ale zabieram jak mam ochotę i to większe okazy. Gdybym miał zabierać to co złowię nawet nie łamiąc przepisów jak to się słyszy lub czyta, a nawet widzieć na własne oczy to by mi płetwy wyrosły i skrzela. Nie wiem co Ludzie robią z taką ilością ryb podejrzewam handel bo przeżreć takiej ilości mięcha i to rybiego jest pod znakiem zapytania.
Nie gniewaj się kolega ,,kielce” ale się nie zgodzę z twoja wypowiedzią , a mianowicie jak będzie więcej ryb to przyrost mniejszy i okazów nigdy nie będzie (po prostu nie będą miały co jeść ) , a raczej będą karłowacieć . Jedynie drapieżniki mogą przetrwać żywiąc się własnym narybkiem , ale znowu nie będzie ich dużo . Co do jedzenia ryb to przecież wszystkie wyznania zalecają jeść ryby i wszystkie diety również ponieważ mięso jest najbardziej przyswajalne przez organizm ludzki dostarczając przyjazne tłuszcze , wapnia i białka jakie potrzebuje nasz organizm aby utrzymać się w dobrej kondycji . Jedynie to trzeba robić z głową i umiarem , określać co można a co nie . Jeżeli w danym łowisku jest mała populacja jakiegoś gatunku to należy go pozostawić w nim , a jeżeli zaczyna dominować to niestety musimy ograniczać liczebność , aby doprowadzić do równowagi , i dlatego należy jeść ryby ale takie na jakie możemy sobie pozwolić . A co się dzieje dzisiaj – Odławia się Szczupaki i wszystkie drapieżniki , a pozostawia się te które z braku drapieżników zwiększają swą populację .
Wydra jest właśnie takim regulatorem populacji i zawsze najchętniej łapie to co daje się złapać , czyli te gatunki jakie dominują w zbiorniku (oczywiście konkurując z człowiekiem ) i dlatego nie lubimy jej bo kto lubi konkurencję ? – nikt i zawsze będziemy się starali ją zwalczać . Bobry koledzy , dobrze że są i ja bym chciał ich jak najwięcej , bo te zwierzęta pomagają nam w tworzeniu siedlisk ryb , wzbogacają w pokarm rzeki i przyczyniają się że wiele gatunków ma szanse na odrodzenie się , tylko trzeba im pozwolić na to ( a że ścinają drzewa rosnące nad wodą to przecież i tak kiedyś woda by je zabrała , a głównie wybierają takie gatunki które szybko odrastają )
Kolego ,,Tomikan1129” Ja nie przegiąłem pały z tymi gatunkami bo dzisiaj przeszkadzają nam Wydry , Bobry i Kormorany , a jak ich nie będzie to będą przeszkadza te inne i zawsze człowiek będzie szukał winowajcy (To nie jest dobry sposób myślenia) , ale nie patrzy że to on zniszczył to wszystko i to on ponosi głównie winę za brak ryb i wszystkiego co żyje w przyrodzie .
Do Kazik :
nawet nie myslalem o tak duzym przyroscie naturalnym zeby ryby mialy z tego powodu glodne "chodzic" :)
(po prostu u nas wszystko wybija , wylapia klusole i rybacy)
Sam rowniez zabieram ryby do domu ale te naprawde wymiarowe (rapiezniki),jedna czasem dwie sztuki a raz nawet trzy. Ale robie tak tylko wtedy gdy wiem ze w najblizszym okresie nie bede mogl kija moczyc (3,4 tygodnie).
Wiec w porownaniu z tymi co siedza nad woda prawie codziennie i lowia (lapia) ryby, tacy wedkarze jak ja to maly pikus, bo jezeli ja w miesiacu przyniose do domu 3,4 ryby to juz jestem morderca, czlowiekiem bez serca ?
Jak najbardziej, trzeba pilnowac limitow i wymiarow ale tez nie mozna popadac w skrajne sprzecznosci :
Albo jest sie z ryba albo przeciw niej.
Pozdrawiam wszystkich.
Do kolegi Kielce. Nie potraktuj mojej wypowiedzi jako chec atakowania Cie. Nie o to mi chodzi. Chcialbym tylko uzmyslowic Ci pewien fakt. Piszesz ze bierzesz w miesiacu 3-4 ryby. Piszesz tez ze sa to wymiarowe drapiezniki. Zalozmy ze taka ryba srednio wazy okolo 1 kg. Przyjmijmy ze lowisz okolo 7-8 miesiecy w roku. to daje min 21 kg ryb. Przecietna karta wedkarska to 200 zl.
czyli niecale 10 zl / kg miesa. Nigdzie 1 kg szczupaka, sandacza czy innego drapieznika tyle nie kosztuje. A z tych 200 zl trzeba jeszcze pilnowac wode, placic za dzierzawe utrzymac siedziby okregow i placic pracownikom w tych siedzibach (sekretarki ksiegowe itp). Nawet jesli zmniejszymy liczbe okregow to i tak czesc kosztow pozostanie. A przeciez kazdy chce zeby wody byly pilnowane. Kazdy z nas tez chcialby miec mozliwosc zeby zadzwonic do okregu i zapytac chocby o skladki, gdzie placic itp (ja jak gdzies jade dalej to zawsze dzwonie do danego okregu zeby sie dowiedziec wszystkich spraw formalnych typu gdzie i ile mam zaplacic, czy nie ma zadnych zawodow w tym czasie itp). Ludzim ktorzy odbiora telefon trzeba za to dac wynagrodzenie.
I teraz zliczajac to wszystko do kupy, zastanow sie czy te skladki ktore ty placisz wystarczaja na tych 20 ryb ?. Pisze to bez zlosliwosci, ale wielu ludziom wydaje sie ze skoro ryba jest w wodzie, to jest ona za darmo.
I zeby ryby w wodzie byly mamy dwa wyjscia. Albo podniesc skladki (co dla niektorych moze to oznaczac koniec przygody z wedka - pewnych barier finansowych nie przeskocza), albo wprowadzic C&R najszerzej jak sie da. To nic nie kosztuje. Majac do wyboru, nie lowic wcale albo lowic i wypuszczac ja wybralbym to drugie.
Tak jak już powiedziałem będzie tylu za co i przeciw i każdy będzie miał własne za i przeciw i każdy będzie uważał je za słuszne.
Wszystki wypowiedzi kolegów sa jak najbardziej słuszne, ale i tak będziemy tylko ROZMAWIAĆ.
Z większości wypowiedzi wynika i to chyba u każdego to w odpowiedziach jest że nie wydra, kormoran, a pominę już wymianę zwierząt. Tylko kto a no jak kto CZŁOWIEK jest wszystkiemu winny.
Coraz więcej to się pojawia wśród wędkarzy nie tylko młodej rzeszy ale i zaawansowanej wędkarstwem.
Pojawiają się coraz to nowsze strony w internecie właśnie z tym związane C&R oraz NO KILL.
Więc możemy gadać spierać się podnosić krzyk co gorsza jeden na drugiego nie to nie o to chodzi.
Róbmy co w naszej mocy reklamujmy takie rzeczy gdzie tylko się da zawsze znajdzie aprobatę u wędkarzy nie tylko młodych. Niektórzy zaawansowani wędkarze przemyślą i sami dojdą do wniosku zastanawiając się GDZIE TA RYBA pomyśli i przypomni sobie jak zabierał parę lat wstecz nie dużo ale pomnoży to przez ilość w roku plus parę lat wychodzi niezła suma.
Można by zdeklarować wniosek o zmniejszenie limitów, ale wątpię by znalazło by to zwolenników (nawet na tym portalu był taki temat poruszony i był wyśmiany przez niektórych) w szczególności w ZG bo mowa tu o całej Polsce. Ci co są przekonani do tego systemu jak C&R czy NO KILL nie martwili by się o takie zakazy, a wręcz by się cieszyli. Znalazły by się takie osoby gdzie to im by nie pasowało a taka rzesza jest spora. Tu jest dylemat Czy okęgi i ZG podpisało by się pod przepisami o zmniejszenie limitów bo była by też sprawa finansowa w temacie. Jak już wspomniałem jest spora ilość osób co ma gdzieś takie zasady o których mowa i mogła by odejść z okręgów (to tylko teoria i moje zdanie)
A PZW i ZG nie chciało by tracić wędkarzy ani zysków nie zależnie czy to są pożeracze ryb czy nie.
Jedyne co nam pozostało to propagować ideę C&R wszędzie gdzie się da.
Lecz pamiętajmy nie raz dostaniemy za to bęcki od przeciwników, ale będziemy się cieszyć jeszcze bardziej gdy będziemy mieć coraz więcej zwolenników.
Pozdrawiam.
Do Pawelz:
Wszystko sie zgadza ale...prawda lezy po srodku.
W teorii masz racje, wieksza kasa wiecej straznikow pilnujacych akweny,wiecej zarybiania itp ale jak napisal kolega Tomikan11299 (i nie tylko On) , to my ludzie jestesmy odpowiedzialni za terazniejszy stan rzeczy (klusownictwo itp).
Mozna stawki podnosic,zarybiac rzeki i jeziora a i tak tego nikt nie upilnuje.
Mentalnosci czlowieka nikt nie zmieni z dnia na dzien. Co z tego ze wszystkie zlowione ryby wypuszcze do wody ?
To ide do sklepu po rybe-a skad ona sie tam wziela ?...
Tyle tylko ze podnoszac skladki byc moze wody beda lepiej pilnowane, beda lepsze zarybienia.
Jest na to cien nadziei. Jak nie podniesiemy, nie bedzie nawet tego. Nie ma sie co ludzic.
OS sa drogimi lowiskami jak na Polskie warunki, ale mozesz mi wierzyc, ryby tam sa. I tak jak OS Dunajec czy San tak powinny wygladac wszystkie wody w naszym kraju. Wtedy bedzie mozna myslec czy pozwolic zabrac pstraga do domu czy nie.
A co do ryb w sklepie. Rozumiem ze piszesz o naszych slodkowodnych rybach. Jesli sa w sklepach, to sa od legalnie dzialajacych rybakow. To pewne. Oczywiscie mozna falszowac faktury zakupu czy inne dokumenty, ale chyba nie jest to tak dochodowy interes zeby ryzykowac najazdu Urzedu Skarbowego.
Ale poki nie otrzymam odpowiedzi na pytania w temacie "miesiarze" nie umiem sie odniesc do zagadnienia.
I tu się nie zgodzę z kolega ,,pawelz” , Bo głównie ryb nie ma i nie będzie jeżeli nie będą miały odpowiednich siedlisk , tarlisk i odpowiedniej ilości pokarmu , który to decyduje o liczebności ryb . I choćbyśmy nie wiem ile płacili i nie wiem ile wpuszczali ryb to ich nigdy nie będzie jeżeli nie będą spełnione te trzy warunki . Ja już wolę wydawać i płacić na odtworzenie takich warunków w których ryby same będą się rozmnażały , niż płacić w nieskończoność finansując hodowców , rybaków i tych co będą się zajmowali dostarczaniem narybku jak również przyczyniać się mimo że zapłaciłem do zmian genetycznych ryb które będą kaleczone i wypuszczane . Takie przeliczenia i sposób myślenia może i na krótką chwile się sprawdza , ale w dłuższym okresie czasu robi się nie rzeczywisty , więc jeżeli chcemy mieć ryby w naszych wodach to niestety musimy zadbać o pożywienie dla nich (i to jest główny warunek) , czyli stworzyć takie warunki w których ten pokarm będzie się samoistnie rozwijał . Dzisiaj mamy rzeki zniszczone , wody zatrute i tego pokarmu prawie nie ma , więc i ryb nie ma , bo jeżeli by go było dużo to ryby w krótkim czasie powrócą i my na wędki (mówię tylko o wędkach , wykluczając odłowy sieciami i sprzętem do masowego odłowu) nie nadążymy wyławiać .
Gatunki rzadkie , lub takie które są mało liczebne należy obecnie chronić i wypuszczać , ale jeżeli to co napisałem będzie stworzone to i te ryby będzie można więcej odławiać.
Widzę że z kolegą się nigdy nie zgodzimy , bo kolega tylko widzi ratunek w opłatach i wypuszczaniu , a ja widzą że to ślepa droga . Jeszcze jedno niebezpieczeństwo taki sposób myślenia niesie za sobą , a mianowicie zmiany w rybostanie gatunkowym , gdzie zaginą takie gatunki które są nam nie potrzebne , a sztucznie wprowadzone będą takie jakie nam będą odpowiadały (a sztucznie bo tylko z zarybień i będą tyle żyć na ile im pozwolimy).
Ja głównie za brak ryb obwiniam nas ludzi i nasz pęd do dobrobytu (zwiększając rozwój gospodarczy ) w którym to zapominamy że to co nas otacza zostaje niszczone i takie sprawy jak brak ryb , zwierząt dzikich , drobnych organizmów już jest odczuwalny.
"Był las, nie było nas"
Wszelkie próby poprawienia tego świata, przez pseudo wszystkowiedzących zawsze kończą się tak samo. Totalną klapą!!!
Tylko naprawiać tego co spieprzyli niema kto.
Dokąd kormorany i wydry będą pod ochroną?
Bobry to teraz plaga, wycinają wszystko w pień. Dawniej na bobry i wydry polował człowiek, teraz rozmnażają się jak króliki i nikt tego nie kontroluje.
Nie rozumiem czemu dowaliliście się do tych bobrów? Z tego co wiem bóbr wcina rośliny wodne korę drzew, łyko ale żeby "szamał" ryby?????? Toż to roślinożerca a nie jakiś potwór zjadający ryby w międzyczasie.
Pawełz bardzo ładnie to ujął - ”OS sa drogimi lowiskami jak na Polskie warunki, ale mozesz mi wierzyc, ryby tam sa. I tak jak OS Dunajec czy San tak powinny wygladac wszystkie wody w naszym kraju. Wtedy bedzie mozna myslec czy pozwolic zabrac pstraga do domu czy nie”
Sam jeżdżę na os-y i z przyjemnością zostawiam tam pieniądze. Wszystko rozchodzi się o to, co jest ważniejsze dla wędkarza - połowić czy nałowić.
Sam raz na jakiś czas zjem rybkę, jednak sama konsumpcja jest dla mnie na ostatnim miejscu. Liczy się przyjemnie spędzony czas i forma turystyki, jaką jest wędkarstwo. Póki większość wędkarzy nie przestanie tego hobby traktować jedynie jako sposób na pozyskania mięsa to nawet bogate w pożywienie akweny nic nie pomogą :(
Co do samych bobrow chlopaki,odsylam na strone tam jest napisane jakie z nich "polawiacze ryb". Rolnika bym zrozumial ze sie wscieka ale wedkarz ? Z reszta sami przeczytajcie.
http://pl.wikipedia.org/wiki/B%C3%B3br_europejski
tak to bywa gdy banda nieodpowiedzialnych ludzi poprawia nature. i to chyba tylko dlatego by brac panstwowa kase. tak naprawde nie zalezy im na dobru ekosystemu. wykaza ze odbudowali siedliska jakiegos gatunku, ale o stratach nikt nie mowi.
W zgodzie z tematem opiszę sytuację z ubiegłego roku. Na jednym z jezior w mojej okolicy złowiłem po zacietej walce dosyć dużego szczupaka. Po chwili radości i satysfakcji złowioną rybę wypuściłem z powrotem do wody i wtedy nastąpiło coś nieoczekiwanego z najdalszych części jeziora w miejsce , które przed chwilą opuściłem pielgrzymowali wędkarze i zaczęło się "biczowanie" wody "gumami", "blachami", że o zestawach z żywcem nie wspomnę. Z relacji jednego z moich kolegów, wiem, że w tym miejscu na przestrzeni kilku dni było gęsto od wędkarzy i w końcu jeden z nich złowił nie wiem czy "mojego" ale podobnej wielkości szczupaka po czym w majestacie prawa zabił go i zabrał. I jak tu nie mieć kaca moralnego !!!
Właśnie tak to jest. W naszych wodach są ryby! Są i to duże, nie jest ich zbyt wiele, ale są. I tak czasami się zastanawiam czy warto na nie polować... Bo gdy taką złowimy to wieść szybko się niesie i ów ryba jest zagrożona. Nie raz siedziałem na łodzi i modliłem się, żeby nic nie wzięło (!), bo przy takiej publiczności nie ma co - każdy w filcokach na łódce, 2 wędki "na trupka", jedna "na żywca" i jeszcze macha jakimś pseudo-spinningiem. Później czają w reklamówkach, workach na śmieci i pokrowcach na wędki jakieś niewymiarowe szczupaki czy sandacze :/
Pamiętam jak złowiłem kiedyś sporego karpia (dzięki poradom Kol. Spinesa) na kulki proteinowe. Wędkarz siedzący kilka stanowisk obok przyszedł, pogratulował, zagadał, wybadał, poszpiegował i... przez tydzień to stanowisko i dwa sąsiednie były zajęte.
Dobrze, że skłamałem odnośnie sposobu zanęcania i przynęty. Chamsko, ale zdrowo...
Nie wiem, ale potrafię wyczaić człowieka. Widzę, gadam i wiem, że temu mogę powiedzieć, a drugiemu nie bardzo.
Chrońmy swoje miejscówki! Wiem, że to mało koleżeńskie, ale czy zwalenie się na miejscówkę niczym szarańcza, wyłapanie i zeżarcie wszystkiego co żywe jest koleżeńskie?
Jeżeli mamy "swoje" miejsca i sposoby, które przynoszą nam sukcesy i dają radość to po co to psuć?
Pozwolę sobie wtrącić swoje trzy grosze.
PZW liczy sobie pi razy oko 641 tys. członków. Nie wiem jak Wy, ale ja rocznie pozwalam sobie zabrać do domu, zamordować i zjeść jakieś 25-30 kg ryb. Więcej nie przejem, bo oprócz tych są przecież jeszcze kupne - morskie, po znajomych nie rozdaję, sprzedawać też ich nie sprzedaję :) A ja rybożercą jestem urodzonym. A przecież nie wszyscy lubią ryby. No ale załóżmy, że każdy z tych 641 tys. nas zabierze te 30 kg ryb rocznie, daje nam w to w sumie porażającą ilość 19 tys. ton ryb, które osobiście zamordujemy. Tyle wynosi roczna produkcja pstrąga w stawach hodowlanych w naszym kraju. I dalej - liczba ta stanowi ciut troszkę ponad 4% rocznej podaży ryb w Polsce. (dane do obliczeń wziąłem stąd)
Przyjmuję, że jesteśmy normalni i ryby bardzo duże wypuszczamy, bo co niby z tym mięchem robić? Część z tych ryb wyłowimy z wody "dzikiej", część ze stawów hodowlanych albo innych łowisk, gdzie rybki są tuczone po to, abyśmy ze satysfakcją mogli je sobie złowić.
Wody powierzchniowe Polski w 1994 roku zajmowały 830 tys. ha. Nie chce mi się szukać nowszych danych, ale tendencja jest rosnąca. Załóżmy, że wyrwaliśmy z wody te 19 tys. ton tych nieszczęsnych rybek. Wychodzi mi, że wszyscy razem zabieramy rocznie w sumie 23 kg ryb z ha wody. To niewiele.
I potwierdza to to, co obserwuję - w naszych wodach wbrew temu, co niektórzy twierdzą, ryby są. I złowić je nietrudno. A może tylko ja mam takiego farta, że gdzie haczyka nie wrzucę, to rybkę jakąś złowię... sam nie wiem :)
I to jest dla mnie argument przeciwko C&R jako jedynie słusznej drodze postępowania.
Jak ktoś lubi rybki wypuszczać, jego sprawa, jak ktoś czuje misję ratowania świata, jego sprawa. Ja czasami zabieram, częściej wypuszczam. Mogę być uznawany za mięsiarza, szczerze mi to lata i powiewa.
pozdrawiam
Bartek
Nie rozumiem czemu dowaliliście się do tych bobrów? Z tego co wiem bóbr wcina rośliny wodne korę drzew, łyko ale żeby "szamał" ryby?????? Toż to roślinożerca a nie jakiś potwór zjadający ryby w międzyczasie.
A kto napisał, że jedzą ryby?????????????????
Do szaramysz:
Albo znikł jakiś wcześniejszy wpis albo w "amoku" czytania to mi coś uciekło, bo po przeczytaniu jeszcze raz całości wypowiedzi mój komentarz traci sens. W każdym bądź razie nie odnosił się tylko do twojej wypowiedzi bo byłby bez sensu.
Kolega ,,szaramysz” twierdzi że Bobry to plaga , a może to ludzie to plaga - budują domostwa nad rzekami , grodzą po same brzegi swoje posesje , przekształcają rzeki jak im pasuje , zagospodarowują tereny pod swoje potrzeby , nie patrząc że to obszar zalewowy który im zostały zabrany (bo głównie tam się osiedlają ) . Przez wiele wieków były chronione i są jednymi z najstarszych zwierząt które zostały objęte ochroną a dzisiaj raptownie zrobiły się plagą . Te rzeki kiedyś tak właśnie wyglądały i tylko nam się to nie podoba , bo próbują nam tereny przez nas zabrane odebrać . Bobry wiedzą co dla przyrody i rzek jest dobre i jak przywrócić liczebność ryb , więc pozwólmy im na to . Że liczebność się zwiększa to jednym słowem jest znak że przyroda zaczyna działać i stara się naprawić to co człowiek zniszczył .
[URL=http://img693.imageshack.us/i/pracabobrw.jpg/][IMG]http://img693.imageshack.us/img693/6358/pracabobrw.th.jpg[/IMG][/URL]
Tak wygląda drzewko po dwóch latach od ścięcia
<a target="_blank" href="http://img693.imageshack.us/i/pracabobrw.jpg/"><img src="http://img693.imageshack.us/img693/6358/pracabobrw.th.jpg" border="0"/></a>
Uploaded with <a target="_blank" href="http://imageshack.us">ImageShack.us</a>
<script src="http://img179.imageshack.us/shareable/?i=pracabobrw.jpg&p=tl" type="text/javascript"></script><noscript>[URL=http://img179.imageshack.us/i/pracabobrw.jpg/][IMG]http://img179.imageshack.us/img179/6358/pracabobrw.jpg[/IMG][/URL]</noscript>
[URL=http://img9.imageshack.us/i/pracabobrw.jpg/][IMG]http://img9.imageshack.us/img9/6358/pracabobrw.jpg[/IMG][/URL]
Coś mam kłopoty z przesyłaniem zdjęć na forum , więc przepraszam że mimo że operacja została kilka razy powielona to jednak nie można jej otworzyć – przepraszam .
Kiedyś to wychodziło , ale po zmianie wyglądu ,,ImageShack” mam kłopoty i może ktoś zna jak to zrobić to prosił bym o instrukcje .
Do kolegi Sapek. Jak zwykle odpowiednio zaprezentowane dane robia wrazenie.
I nie wiem czy zrobiles to celowo, czy przez nieuwage, ale wprowadzasz spory zamet, w dodatku poparty nieprawdziwymi danymi.
Zgodnie z tym linkiem http://www.pzw.org.pl/roczniki/wiadomosci/18973/60/uzytkownik_rybacki__nowa_rzeczywistosc PZW dysponuje 220 000 ha wod. Co wychodzi 4 razy wiecej ryb / ha. Czyli prawie 100 kg /ha. Teraz odlicz od tego wody na ktorych nie lowi sie wcale lub bardzo niewiele. Sa takie wody pod PZW na ktore wogole nie ma po co jechac. A skoro w nich nic nie plywa i nikt nie lowi to odliczmy je. Wyjdzie Ci na to ze na 1 ha atrakcyjnego lowiska bedzie ponad 100 kg ryb. Tj 1 kg ryba na kazdy metr kwadratowy.
Wlasnie takie myslenie jak Twoje, przekonuje mnie, ze jedynie silowe rozwiazania (czytaj zaostrzone radykalnie przepisy w PZW) sa w stanie poprawic sytuacje w naszych wodach. Apelowanie o umiar i rozsadek nic tu nie da.
Sory za ostre slowa, ale czytajac takie demagogiczne wywody, po prostu nie moglem sie powstrzymac.
PS. Jesli juz brales pod uwage 840 000 ha to nalezalo powiedziec, ze chcac lowic na nich wszystkich, musisz zaplacic nie 200 zl / rok a kilka tysiecy. A wtedy mozesz brac i 100 kg.
Ale zakladam ze nas , czlonkow PZW interesuja wody PZW a nie jakich gospodarst rybaczkich czy innych prywatnych dzierzawcow.
Pawelz - bynajmniej, nie chodziło o mi o demagogię :) Faktycznie - masz rację - nie wziąłem pod uwagę tego, że nie wszystkie wody należą do PZW. Mea culpa. No po prostu nie pomyślałem o tym. Nie zmienia to faktu, że 100 kg/ha to też niewiele. Nawet 200 kg/ha to niewiele. Zdaję sobie sprawę z tego, że wydajność wody "dzikiej" będzie mniejsza w porównaniu do takiego stawu z karpiem, gdzie uzyskuje sie do 1,5 tony/h, czy też tuczonymi tęczakami (i tu nie wiem czy wierzyć temu co piszą o 200-300 tonach/h), jednak.... może być o ile mniejsza? 2x? 3x? Nie wmówisz mi, że będzie 10x mniejsza, bo faktycznie, już by dawno nie było ryb, bo już nasi dziadkowie by je wszyskie wyłowili. A drzewiej nie było PZW i na ryby chodziło się "po ryby" a nie posiedzieć nad wodą i nacieszyć przyrodą i czasami rybkę do domu zabrać, a czasami nie ;-).
pozdrawiam
Bartek
Pawelz: aha - i jeszcze jedno: 1ha = 10000 m^2 a nie 100 m^2, co sugerujesz swoimi wyliczeniami.
Bartek
Kolego ,,Pawelz” nie ma wód w których nic nie pływa , a jedynie to są wody nie atrakcyjne wędkarsko (choć nie do końca bo właśnie w takich wodach jeszcze może przetrwały ryby po przez brak drapieżników o których nie mamy pojęcia) . Co do kolegi wyliczeń to po przestudiowaniu rejestrów a następnie zarybień to trochę inaczej wychodzi jak kolega straszy innych . Choć wagowo są liczby kolosalne , to jednak porównując do tego co zarybiono i bilans nie wychodzi tak źle (chyba że zarybiania nie są rzeczywiste) . Owszem są gatunki na które dzisiaj jest nadmierny popyt , ale to jest efekt propagandy stosowania metody spinningowej (gdzie handel i cały biznes zaczyna się na nim opierać) . Metoda ta jest dosyć prosta i łatwa na którą prawie wszyscy się przestawiają , tworząc nadmierny pressing na ryby drapieżne , których z założenia nie może być za dużo w łowiskach (choćby z zasady zachowania równowagi) i te ryby są dzisiaj nadmiernie wyławiane . Do danej wody jeżeli się wpuści jakąś ilość tych ryb (która powinna odpowiadać wielkości zbiornika) to aby była równowaga musi pozostać w takiej wielkości i nie powinna być mniejsza (po przez odłowy) lub większa (po przez rozmnażanie). Ta równowaga jest niestety cały czas zachwiana bo jednak te ryby są odławiane , choć powinny pozostać . I choć byśmy nie wiem ile zapłacili i nie wiem ile zarybili gatunkami drapieżnymi to zawsze jest ograniczona zasobność pokarmowa i nie pozwoli na tyle aby wszyscy byli zaspokojeni i dla wszystkich eldorada nie będzie . Tak naprawdę to wód odpowiadających rybom łososiowatym (tych prawdziwych i naturalnych) mamy niewiele i jedynie kilkanaście rzek pogórza karpackiego można zaliczyć do wód łososiowatych , czyli Pstrągów i lipieni . Sprawa Łososia i Troci jest odrębnym tematem i jeżeli te ryby są wprowadzane do naszych rzek to powinny być na razie całkowicie chronione do chwili odbudowania populacji . Rzeki Pomorza również mają ograniczony zasób pokarmowy więc też nie będzie eldorada wędkarskiego , gdzie będą Pstrągi i Trocie w jednej wodzie razem, dlatego pieniędzmi nie załatwimy sprawy , a jedynie popsujemy to co jeszcze istnieje .
Oczywiscie ha to 100 x 100. Moja wina. Rzeczywiscie przy takim podejsciu wyglada to nieco inaczej. Niemniej, uwazam, ze przy 220 tys ha wod PZW najwyzej polowa z nich nadaje sie do lowienia. Z czego na polowie z tych 110 tys sa miejsca wogole nieatrakcyjne wedkarsko, a na polowie da sie lowic.
Ale to tylko moje spostrzezenia.
Do kolegi Kazik.
1) Czy Ty naprawde wierzysz w te papierowe zarybienia :) ?. No to jestes niepoprawnym optymista. Przyklad. Niedawna zadyma w Nowym Saczu. Ktorej uczestnikiem byl moj kolega Michal. Zostal pobity za to ze chcial sprawdzicz w osrodku zarybieniowym czy to co sie wydaje jest zgodne z tym co na papierze. Opisane jest to na kilku portalach.
2) Sa wody PZW w ktorych nic nie plywa i smiem twierdzic ze plywac nie bedzie. Ewentualnie ilosc stworzen wodnych bedzie znikoma. Zapraszam do piotrkowskiego okregu. Pokaze Ci kilka takich wod. Mysle ze w skali kraju jest tego wiecej. Owszem, sa to male zeczki i zbiorniki, ale ile jest takich wod wiekszych, w ktorych rybostan jest bardzo marny, taki ze zaglada tam jeden dwoch zapalencow na miesiac.
3) sa takie odcinki rybnych rzek, gdzie zaden wedkarz sie nie zatrzyma. Mysle ze kazdy wedkarz potrafi pokazac takie na swojej rzece. Tam po prostu nie ma warunkow dla ryb. brak kryjowek, proste plytkie odcinki, wyslane dno piachem. sumujac to wszystko do kupy, tych wod na ktorych musi pomiescic sie te 640 tys wedkarzy wcale nie mamy tak duzo. I te 30 kg / osobe z tych resztek w miare rybnych lowisk robi swoje.
PS. Nie chce mi sie juz wiecej brac udzialu w dyskusji, co lepsze C&R czy spozwanie rybiego miesa. Powiem tak, kazda zjedzona ryba to mniej ryb w wodzie, mniejsze szanse w przyszlosci na okaz i mniejsza ilosc narybku. Z drugiej strony uwazam ze nie nalezy popadac w przesade. Jesli ktos chce zjesc rybe, to niech ja wezmie. Ale niech robi to swiadomie, niech sobie policzy i postara sie przewidziec, co stanie sie z woda na ktorej lowi, jesli wszyscy beda postepowac tak jak on. Limity i przepisy PZW sa zdecydowanie rabunkowe i nie majace nic wspolnego z racjonalna gospodarka rybacka. I jesli ktos wali w leb wszystko zgodnie z limitem est i bedzie dla mnie miesiarzem, dla ktorego nie powinno byc miejsca wsrod wedkarzy. Mimo ze robi to zgodnie z prawem. Ale wedlug mnie oprocz przepisow nalezy tez kozystac z wlasnego mozgu. A idiotom nad woda mowie NIE.
PS. Prosze mi wierzyc, nie bylo to pisane po adresem kogokolwiek z tego forum. Kolega sapek pisal o 30 kg rocznie. To okolo 10% tego co mozna byloby rocznie z wody wytargac. Tak wiec jesli jego lowisko pozwala na taka ekspansje ( w dodatku w swietle tego ze pomylilem obliczenia i jest to 100 razy mniej niz poczatkowo myslalem - za co przepraszam) to OK. Nie wiem gdzie lowisz, ilu wedkarzy lowi na Twoich wodach, ale wyobraz sobie te 30 kg x ilosc tych osob wyjeta z Twojej wody. Jesli to niewiele, nie ma sprawy.
my ludzie postanowiliśmy ustalić:ta ryba to chwast wytępić/okoń/to zwierzę jest nie potrzebne odstrzelić/wilk/dlaczego stawiamy się ponad,kto dał nam takie prawo aby decydować o tym co jest pożyteczne a co nie NATURA sama to ustali a my w końcu PRZEGRAMY bo próbujemy ją spacyfikować i przystosować na własną modłę.Więcej pokory nie mamy takiego prawa pozdrawiam
kolego nie raz spotykałem się z wędkarzami który braci co popadnie z zasadą "co na haku to w plecaku" tłumacząc się, że nie ma ryb bądź dawno nic nie złapali i jestem godny podziwu dla Ciebie, że wypuszczasz nie wy-miarówki chodź tak doskwiera Ci brak większych okazów jak i niemożność zrobienia zupełnie nic jeśli chodzi o rzekę. Współczuje Ci i doskonale rozumiem Twój problem na pewno nie jesteś sam w takiej sytuacji, życzę determinacji i połamania kija.