Zastanawia mnie pewne zjawisko, które od jakiegoś czasu obserwuje wśród spotkanych wędkarzy, tak jak i na tym forum. Chodzi tu o połów leszcza. Nie wiem (a chciałbym wiedzieć) dlaczego wszyscy tak szaleją za leszczem :P O co w tym wszystkim chodzi? Co 5-ty post, mówi o tym że ktoś jedzie na leszcza, poluje na leszcza albo marzy mu się leszcz hehe. Nie wędkuje zbyt długo i może dlatego nie rozumie o co lata. W moim mniemaniu leszcz to h****a ryba. Nie to żebym negował, ale nie wyróżnia się niczym specjalnym. Osobiście płotki i wzdręgi smakują mi 100 razy lepiej (nawet jeśli chodzi o sam hol ryby to niczym specjalnym się ona nie wyróżnia). Szczerze mówiąc u mnie na kilku zalewach właśnie panują tylko leszcze. I może przez to mi tak zbrzydły. Co bym nie pojechał np. na Przeczyce czy Porębę to w 95% same leszcze. Chciałbym połowić jakieś wzdręgi lub płocie, a nie leszcze. W moich oczach to leszcz jest ostatnią rybą jaką chciałbym złowić. Ale tak jak już pisałem dużo ludzi szaleje (doszedłem do takiego wniosku, czytając bardzo dużo postów) za tymi rybami, więc może ktoś mnie oświeci dlaczego?
Ja miło wspominam połowy leszczy. Sprawia mi to niezłą frajdę jak każda złapana ryba. Nigdy specjalnie nie nastawiałem się na połów tylko leszcza. Co do smaku nie mogę się wypowiedzieć bo nie jadłem. A jest to popularna ryba i może dla tego sporo ludzi rozmawia na jej temat.
Ja sam oddam ci pięć złowionych 5 kilogramowych karpi za jednego 3 kilogramowego leszcza. Jeśli nie wiesz, jakie walory smakowe posiada leszcz i jakie zalety ma jego mięso, to wiem dlaczego płoć ci bardziej smakuje. Świadczy to o tym, że w życiu nie spróbowałeś nawet zgłębić tajników dobrej kuchni. Poza tym słyszę ciągle, że leszcz nie walczy, ze ciągnie się go jak szmatę - oczywiście piszą to ci, którzy łowią żyletki nie leszcze i ponadto łowią je w zbiornikach o bardzo łatwych warunkach. Twoja antypatia dla leszcza tez wynika z tego, że w twoich wodach ( moich też) mamy do czynienia z tzw "przeleszczeniem" i choc termin ten nie jest nazwą zjawiska dotyczącą samego leszcza, to w naszym przypadku "przeleszczenie" oznacza właśnie "przeleszczenie leszczem". Wszędzie łowisz leszcze... sam napisałeś... ale mniemam, że są to leszczyki. Mnogość tej ryby zawdzięczamy głównie temu, że polityka zarybieniowa w Polsce to technika wlewania do wody karpia, karpia i jeszcze raz karpia, zamiast zrównoważonej gospodarki zarybieniowej. Poza tym przyczynia się do tego brak drapieżnika oczywiście, a także degradacja wód, brak odpowiednich tarlisk, przeżyźnienie zbiorników. Leszcz, że jest ryba dość odporną na wszelkie niedogodności, mnoży się ponad miarę i karłowacieje. Ponadto duże leszcze, takie naprawdę wielkie, to ryby wcale nie tak łatwe w łowieniu jak się niektórym wydaje. Pisząc "duży leszcz" mam na myśli coś powyżej 70cm. Mam niedaleko taki niewielki zbiornik. Stara żwirownia. Jak leszcz idzie na tarło, to z odległości 1,5 metra obserwuję jak to się odbywa. Sztuki pływają piękne pod 70-80 cm i jest ich mnogo! Ale już od kilku lat nie złowiłem tam większego leszcza niż 55cm. I proszę mi nie gadać, że zwyczajnie nie potrafię go złowić, bo próbują ustawicznie moi znajomi, notabene lepsi wędkarze niż ja i też nic z tego nie wychodzi. a wszyscy te ryby widzimy na tarle rok w rok, czyli są tam! Natomiast w tej samej wodzie złowienie lina czy karpia to bułka z masłem - dlaczego tak jest? Ponoś leszcz głupi jest, a karp mądry i cwany. :) powiedzmy...
Powiem ci kolego, że nie jadłeś nigdy dobrej galaretki na leszczu i nigdy nie wędziłeś leszcza. Co najwyżej próbowałeś leszczyka. No i przy okazji ości cię zniechęciły. Ale tak ma większość tutejszych poławiaczy. Dla mnie z białej ryby wymiata leszcz i lin. Może nie udało mi się wyczerpać tematu i moja odpowiedź cię nie zadowoli, ale ja tak to widzę.
...aaaaaa ... i zapomniałbym jeszcze dodać, że rozp......a mnie jak leszcz cmoka przy wyhaczaniu. Bajka........
Zastanawia mnie pewne zjawisko, które od jakiegoś czasu obserwuje wśród spotkanych wędkarzy, tak jak i na tym forum. Chodzi tu o połów leszcza. Nie wiem (a chciałbym wiedzieć) dlaczego wszyscy tak szaleją za leszczem :P O co w tym wszystkim chodzi? Co 5-ty post, mówi o tym że ktoś jedzie na leszcza, poluje na leszcza albo marzy mu się leszcz hehe. Nie wędkuje zbyt długo i może dlatego nie rozumie o co lata. W moim mniemaniu leszcz to h****a ryba. Nie to żebym negował, ale nie wyróżnia się niczym specjalnym. Osobiście płotki i wzdręgi smakują mi 100 razy lepiej (nawet jeśli chodzi o sam hol ryby to niczym specjalnym się ona nie wyróżnia). Szczerze mówiąc u mnie na kilku zalewach właśnie panują tylko leszcze. I może przez to mi tak zbrzydły. Co bym nie pojechał np. na Przeczyce czy Porębę to w 95% same leszcze. Chciałbym połowić jakieś wzdręgi lub płocie, a nie leszcze. W moich oczach to leszcz jest ostatnią rybą jaką chciałbym złowić. Ale tak jak już pisałem dużo ludzi szaleje (doszedłem do takiego wniosku, czytając bardzo dużo postów) za tymi rybami, więc może ktoś mnie oświeci dlaczego?
Witam! Mogę Ci od razu opisać . Chyba nigdy nie złapałeś dużego leszcza.... Dlatego można przemilczeć parę bzdur , co tu napisałeś.... W Twoim mniemaniu leszcz to ......... ryba...... , to świadczy tylko o Tobie... I jeszcze tego nie negujesz........... Leszcz jest najbardziej pospolitą ryba w Polsce. Ciężko będzie Ci to zmienić. Co ma łowienie wzdręg do leszcza.......? To jedz na wzdręgi... Też zaliczam się do ludzi którzy szaleją za leszczem... I uwielbiam je łapać........!
Racja z tym że ogromnych leszczy nie jadłem. Większość to osobniki około 25-30cm, poza jednym którym miał trochę mniej niż 2kg. Próbowałem je z grilla, patelni z i bez panierki. Jadłem też marynowane w occie ze słoja. W tych wydaniach niczym mi się nie wyróżniał i tak jak mówię smak płotki dużo bardziej mi pasował. Może 5kg leszcz byłby dużo lepszy jak mówisz, ale takiego niestety widziałem tylko na zdjęciach :P
Zastanawia mnie pewne zjawisko, które od jakiegoś czasu obserwuje wśród spotkanych wędkarzy, tak jak i na tym forum. Chodzi tu o połów leszcza. Nie wiem (a chciałbym wiedzieć) dlaczego wszyscy tak szaleją za leszczem :P O co w tym wszystkim chodzi? Co 5-ty post, mówi o tym że ktoś jedzie na leszcza, poluje na leszcza albo marzy mu się leszcz hehe. Nie wędkuje zbyt długo i może dlatego nie rozumie o co lata. W moim mniemaniu leszcz to h****a ryba. Nie to żebym negował, ale nie wyróżnia się niczym specjalnym. Osobiście płotki i wzdręgi smakują mi 100 razy lepiej (nawet jeśli chodzi o sam hol ryby to niczym specjalnym się ona nie wyróżnia). Szczerze mówiąc u mnie na kilku zalewach właśnie panują tylko leszcze. I może przez to mi tak zbrzydły. Co bym nie pojechał np. na Przeczyce czy Porębę to w 95% same leszcze. Chciałbym połowić jakieś wzdręgi lub płocie, a nie leszcze. W moich oczach to leszcz jest ostatnią rybą jaką chciałbym złowić. Ale tak jak już pisałem dużo ludzi szaleje (doszedłem do takiego wniosku, czytając bardzo dużo postów) za tymi rybami, więc może ktoś mnie oświeci dlaczego?
Witam! Mogę Ci od razu opisać . Chyba nigdy nie złapałeś dużego leszcza.... Dlatego można przemilczeć parę bzdur , co tu napisałeś.... W Twoim mniemaniu leszcz to ......... ryba...... , to świadczy tylko o Tobie... I jeszcze tego nie negujesz........... Leszcz jest najbardziej pospolitą ryba w Polsce. Ciężko będzie Ci to zmienić. Co ma łowienie wzdręg do leszcza.......? To jedz na wzdręgi... Też zaliczam się do ludzi którzy szaleją za leszczem... I uwielbiam je łapać........!
Jest to moja opinia i dlatego chciałem znać wasze zdanie na ten temat. Nie tylko ja się temu dziwiłem. Znajomy który wędkuje od wczesnego dzieciństwa też wolałby łowić ładne płocie i wzdręgi tylko że trudno o takie (przynajmniej łowiskach w moim rejonie). Ogromnych okazów nie łowiłem, jedynie 2kg się raz trafił, ale to nie olbrzym. A po drugie już mówiłem że długo nie łowie (więc można powiedzieć iż sam jestem leszczem hehe), więc jest to chyba jasne że 5kg leszcza jeszcze nie złowiłem, więc wrzuć na luz bo mój post jest utworzony ku rozmowie a nie kłócenia się i obrażania.
Na pewno nie chciałem Cie obrażać...... Chodzi mi tylko o to jak nie docenianą ryb bywa leszcz... Za okazem trzeba się wysiedzieć, zanęcić i stracić parę nocek. Co do walorów smakowych się nie wypowiadam. Mam nadzieję że nie jesteś obrażony... Pozdrawiam!
Dla mnie polowanie na duże leszcze to właśnie sens łowienia , uwielbiam je łowić choć jest ich coraz mniej . Połów dużych łopat trzeba wcześniej przygotować , rozeznać łowisko i znaleźć drogi/rejony w których się poruszają , to straszna frajda tym bardziej jak
uda nam się je zlokalizować i skłonić do brania . Niestety w dzień na moich żwirowniach ciężko złowić dużego leszcza z brzegu , chyba , że zna się dobre miejsca i ma się szczęście .
W nocy sprawa się ma inaczej , można łopatę dostać już z brzegu ale to znów kwestia dobrego miejsca i dość dobrej znajomość , zwyczaju tych ryb , polecam wtedy szczególnie płytkie miejsca oddalone od brzegu ale dosięgalne pickerem, odległościówką czy gruntówka . Często gdy dobrze żerowały łowiłem łopaty w nocy na bata 8-mkę i też brały choć to ciężka przeprawa przy holu , ale do wygrania . Branie leszcza w nocy na zestaw spławikowy ze świetlikiem jest fenomenalne i piękne , nie zastąpi go żaden brutalny strzał suma , karpia czy szczupaka . Gdy spławik majestatycznie wychodzi z wody , kładzie się na niej a potem sunie lub chowa się po wodę to jest to na co czekam każda noc jaka spędzam nad wodą . Wspomnę również o rzece i łowieniu leszczy na feeder – poezja . Niestety ostatnie dwa lata rzeczne leszcze odmówiły całkiem współpracy , nie tylko leszcze zresztą lecz to już inna historia .
Co do mięsa dużego leszcza to przyznam , iż jest naprawdę wyborne choć kilka dobrych lat już go nie jadłem . Tych ryb jest coraz mniej i powinniśmy je wypuszczać , przynajmniej jeszcze kilka lat bo z zarybień niestety możemy liczyć w znacznej liczbie tylko na karpie .
Sam lubię łapać leszcze i liny, gdy mam dość ciągłego uganiania się ze spinem za drapieżnikami. Usiąść z kolegami, postawić skrzynkę piwa i połapać przez dzień i noc trochę. Co do walorów smakowych to nie wiem, nie jadam, wypuszczam ;) W połowach leszczy piękne jest co co Jędrula wcześniej wspomniał, te majestatyczne brania ;) Leszcze to fajne rybki, szanujmy je i jeśli tylko mamy chęć to je wypuszczajmy, ponieważ jak tak dalej pójdzie to na grunt będzie brał tylko karp..
ponieważ jak tak dalej pójdzie to na grunt będzie brał tylko karp.. CześćJeszcze kilka lat temu sam lubiłem zasiąść za leszczem. Chimeryczność tej ryby była i jest dla mnie zawsze nieodgadniona- mówię o tych dużych leszczach a nie rybach po 20-30 cm. Jak już myślałem, że znalazłem sposób np dipując przynęty s scopeksie po dwóch czy trzech razach okazywało się, że diametralnie zmieniły upodobania na coś śmierdzącego i na dokładkę pikantnego.Mój sposób to tylko z gruntu. Dwie wędki - fedeer i picker. Czasem jak były naprawdę daleko od brzegu karpiówka ze sprężyną.Smak dużego leszcza - czy to smażony czy wędzony to poezja. JK PS - Adam jaki karp ;-) Przecież one są wyławiane na pniu...
ponieważ jak tak dalej pójdzie to na grunt będzie brał tylko karp.. CześćJeszcze kilka lat temu sam lubiłem zasiąść za leszczem. Chimeryczność tej ryby była i jest dla mnie zawsze nieodgadniona- mówię o tych dużych leszczach a nie rybach po 20-30 cm. Jak już myślałem, że znalazłem sposób np dipując przynęty s scopeksie po dwóch czy trzech razach okazywało się, że diametralnie zmieniły upodobania na coś śmierdzącego i na dokładkę pikantnego.Mój sposób to tylko z gruntu. Dwie wędki - fedeer i picker. Czasem jak były naprawdę daleko od brzegu karpiówka ze sprężyną.Smak dużego leszcza - czy to smażony czy wędzony to poezja. JK PS - Adam jaki karp ;-) Przecież one są wyławiane na pniu... czesc .nie wiem do konca o co chodzi z braniami leszczy gdyz to nie moja działka i sie nie nastawiam na ten gatunek ale chyba ze sie domyslam:) (chodzi mi o leszcze +70cm ) ,kolega jeździł na pewne jezioro na te ryby , i zaproponowałem mu spróbować je łowić na głębokości + 10m na koszyk do metody , kolega znalazł ciekawe miejsce o głebokości 12m , efekty były zaskakujące pierwszego dnia złowił 3 ryby długości 2 butelek 1,5l po wodzie mineralnej a miejscowy (kuzyn kolegi ) łowił leszcze podobnej wielkości praktycznie przez miesiąc prawie codziennie po 2 -3 sztuki ,jedna ryba była naprawdę imponującej wielkosci ,nigdy takiego leszcza nie widziałem nawet w WW(niestety został uśmiercony ) ,potem nagle brania ustały i kuzyn kolegi nie złowił juz nawet jednego leszcza powyżej 50cm ,wydaje mi sie ze przez to ze to ryba wędrująca to po prostu przeniosła sie za pożywieniem wraz ze zmiana pogody itd. w inne partie zbiornika i zmieniły sie jednoczesnie jej ścieżki :) , z leszczem moim zdaniem jest tak jak z karpiem , miejsce to połowa sukcesu , jesli znajdziesz miejsca które odwiedzają duze ryby , do tego dobierzesz odpowiednią technikę i przynętę , i ogólnie masz pojecie o połowie tej ryby to na pewno przy odrobinie szczęścia uda sie je prędzej czy później złowic choc nie jest to oczywiscie takie proste i zeby łowic systematycznie duże leszcze trzeba przynajmniej kilka jak nie kilkanaście lat pojeździć na te ryby bo niestety teoria w tym hobby to za mało i człowiek uczy sie najwięcej nad wodą . zresztą co tam bede pisał ,wiesz co mam na myśli :)
Jędrula masz rację - płytkie miejsca daleko od deptaku że tak powiem. Ale najwieksze leszcze łowiłem na głębokościach 5-9 metrów. Te naprawdę wielkie sztuki bardzo lubią głębokie rynny.
jak zjadac leszcze to takie powyzej kilograma i to wedzone !! - takie sa super - takie male nic nie warte - same osci a te powyzej 3 kg to juz kiepsko smakuja smazenie odpada
jak zjadac leszcze to takie powyzej kilograma i to wedzone !! - takie sa super - takie male nic nie warte - same osci a te powyzej 3 kg to juz kiepsko smakuja smazenie odpada
Jędrula masz rację - płytkie miejsca daleko od deptaku że tak powiem. Ale najwieksze leszcze łowiłem na głębokościach 5-9 metrów. Te naprawdę wielkie sztuki bardzo lubią głębokie rynny.
Tak , zgadza się , duży leszcz lubi głębokie miejsca za dnia , mam czasem wrażenie , że tam odpoczywa a jak ma chęć to i żeruje . W dzień można również złowić łopatę na miejscu gdzie mamy silną falę i wiatr w ""pysk "" . Nawet się nie zastanawiam , siadam w takie miejsce od razu , gdy jeszcze widzę zamuloną wodę ( od uderzeń fal w brzeg ) kilka metrów od brzegu to jestem wniebowzięty , jedynym problemem jest umieszczenie zestawu spławikowego w pożądane miejsce jednak wbrew pozorom gdy rzucamy centralnie pod wiatr to nie jest to takie trudne . Wiele razy wykorzystałem takie miejsca i prawie zawsze wygrywałem . Ach , się rozmarzyyyyyłem :(
Ja swojego największego leszcza (2,7kg) złowiłem w nocy z miejsca, gdzie wody było może maksymalnie 1,5m, co potwierdza teorię, że o tej porze te rybki lubią wyjść na płyciznę. Sam może nie do końca przepadam za tą rybą, ale przyznam, że ciągnięcie takiej rybki to spora przyjemność.
a ja szanuję leszcza nie leszczyka za to że jest i się wyciera każdego roku nie to co karp ale autor tematu nadmienił coś o Porębie więc ja tam łowiłem i łowię od 1990 roku i wtedy leszcz brał 55 cm wzwyż teraz każdy wie jedna sztanca 30-35 cm tylko wtedy było masa szczupaka dosłownie na wszystko brał blachy żywiec gumy i leszczyska rosły duże ale spierdolił ten zbiornik człowiek obniżając lustro wody na co najmniej 10 lat i całe zarośla i tarliska szczupaka w łeb wzięły i praktycznie go tam nie ma i tam gdzie wtedy było np 1 metr wody teraz jest 30 cm zamulone zarośnięte syfem bo to co było kiedyś dnem potem stało się tundrą drzewka trawy trzciny ,po zalaniu z powrotem to się wypiętrzyło i kaplica
ale leszcz jest jako taki i coś zawsze skubie jak by nie on to nic by nie było
To tylko leszcz .......... Stadna ryba ,gdzie wieksze sztuki zazwyczaj biorą w nocy . Bardzo dużo tej ładnej rybki choruje w moim okręgu.Ryba bardzo podatna na tasiemca . Jak jest na braniu ,to ciężko na dwie wędki łowić.Bardzo dobre mięso ,ościste ,ale dobre ,Dużego leszcza sprawna reka szybo wy filetuje,a mniejsze 30do 40 cm ,zazwyczaj wędkarze biorą na kulki rybne.Czyli mielą mięso przez młynek ,przyprawy ,jajko,boczek itd...jadłem -palce lizać.
Sporadycznie łowię metodami stacjonarnymi ale jesli już to sumy z ryb drapieżnych a z białorybu właśnie leszcze i liny .
Dlaczego leszcze ??? bo rosną do sporych rozmiarów jest to pospolita ryba i złowienie patelni powyzej 50cm sprawia mi wiekszą radość niz 100kg karp .
Co do walorów kulinarnych to nie mam pojęcia bo kilka razy zabrałem leszcza takigo zółtego byka i nie podpasił w domu i od tamtego czasu leszcze nie biorę jedynie czasem tzw żyletki do wiadra i wpuszczam do innych łowisk bo zawsze mnei draznilo bezrybie albo monoryb karp-amur i nic wiecej a tak zawsze można pobawić sie z "żyletkami" i pospolici mięsiarze mają czym napchać reklamówki.
Jędrula masz rację - płytkie miejsca daleko od deptaku że tak powiem. Ale najwieksze leszcze łowiłem na głębokościach 5-9 metrów. Te naprawdę wielkie sztuki bardzo lubią głębokie rynny.
Tak , zgadza się , duży leszcz lubi głębokie miejsca za dnia , mam czasem wrażenie , że tam odpoczywa a jak ma chęć to i żeruje . W dzień można również złowić łopatę na miejscu gdzie mamy silną falę i wiatr w ""pysk "" . Nawet się nie zastanawiam , siadam w takie miejsce od razu , gdy jeszcze widzę zamuloną wodę ( od uderzeń fal w brzeg ) kilka metrów od brzegu to jestem wniebowzięty , jedynym problemem jest umieszczenie zestawu spławikowego w pożądane miejsce jednak wbrew pozorom gdy rzucamy centralnie pod wiatr to nie jest to takie trudne . Wiele razy wykorzystałem takie miejsca i prawie zawsze wygrywałem . Ach , się rozmarzyyyyyłem :(
Tyle wspólnych poglądów, tak podobne upodobania, tyle wspólnych ścieżek, te same łowiska, podobne metody,... a gdzieś po drodze jeden fałszywy zakręt i zamiast doskonałych kompanów do zasiadek... ... ... jakieś potyczki bez sensu i rozjazd na odległe miejscówki.
I wszystko przez jakieś głupie podp...e.
Jędrula masz rację - płytkie miejsca daleko od deptaku że tak powiem. Ale najwieksze leszcze łowiłem na głębokościach 5-9 metrów. Te naprawdę wielkie sztuki bardzo lubią głębokie rynny.
Tak , zgadza się , duży leszcz lubi głębokie miejsca za dnia , mam czasem wrażenie , że tam odpoczywa a jak ma chęć to i żeruje . W dzień można również złowić łopatę na miejscu gdzie mamy silną falę i wiatr w ""pysk "" . Nawet się nie zastanawiam , siadam w takie miejsce od razu , gdy jeszcze widzę zamuloną wodę ( od uderzeń fal w brzeg ) kilka metrów od brzegu to jestem wniebowzięty , jedynym problemem jest umieszczenie zestawu spławikowego w pożądane miejsce jednak wbrew pozorom gdy rzucamy centralnie pod wiatr to nie jest to takie trudne . Wiele razy wykorzystałem takie miejsca i prawie zawsze wygrywałem . Ach , się rozmarzyyyyyłem :(
Tyle wspólnych poglądów, tak podobne upodobania, tyle wspólnych ścieżek, te same łowiska, podobne metody,... a gdzieś po drodze jeden fałszywy zakręt i zamiast doskonałych kompanów do zasiadek... ... ... jakieś potyczki bez sensu i rozjazd na odległe miejscówki. I wszystko przez jakieś głupie podp...e.
Nie wiem jak mam to odebrać ale lepiej zostawmy to ...
Uwielbiam duże leszcze, nie tylko łowić ale również je konsumować pod różną postacią. co prawda poprzednicy już wszystko zapewne powiedzieli na temat tej ryby i jej walorów smakowych ...........no właśnie idę coś wyjąć z zamrażarki - nara :)))))
Jeden z moich ulubionych gatunków wśród rybek spokojnego żeru. Jak do tej pory zbyt dużo łopat nie udało mi się złapać, ale te które padły to jedne z lepszych wspomnień w mojej przygodzie z wędką... a 60-tke przeze mnie przyrządzoną moja teściowa, która zawodowo pracuje na kuchni tak zachwalała, ze aż milo:) Stwierdziła że taki karp czy pstrąg się nie umywa, podzielam jej zdanie:) Koledze tylko życzyć dużego lechonka, w mig nabierze szacunku do tej ryby.
Czemu leszcz? Bo jest to ryba popularna. Owszem te duże osobniki +60 cm są dość rzadko łowione ale i tak jest jej sporo. Przynajmniej u mnie. Co do walorów smakowych. Jadłem i wędzone, smażone i w galarecie. I to ładne osobniki po 50-60 cm. I w żadnej postaci ryba ta mi nie smakowała. Nie piszę że ochydztwo ale mi za cholerę nie podchodzi. Wolę drapieżniki: sandacz, szczupak, sumek, węgor. Z białej jedynie lin. I teraz emocje. Poza faktycznie fajnym dla oka nocnym wykładaniem się spławika ryba ta nie przedstawia dla mnie jakiejkolwiek wartości. Sorki ale o czym wy piszecie? Że leszcz walczy?! Śmieszne skoro najczęściej łopatki po 2-3 kilo holowałem bez najmniejszych problemów na żyłeczkę 0,10-0,12 mm, grubsze nie bo nie było brań. I przy tak delikanym zestawie nie miałem problemów z tymi rybami. Ot trochę przymuruje, trochę szarpnie a jak łyknie powietrza to już całkowita szmata. Spróbójcie powalczyć na tak delikatny sprzęt z każdą inną rybą o tej samej wadze. Lin, karp, karaś, sandacz, szczupak, kleń, obojętne. Będzie o niebo mocniejsza. To najsłabsza ryba, obok martwej oczywiście:))) Z tych właśnie wszystkich powodów już nie łowię tej ryby od lat. Nie kręci mnie w ogóle bo ani mi nie smakuje ani też nie jest ona sportową, silną rybą. Pozdro wszystkim!
Czemu leszcz? Bo jest to ryba popularna. Owszem te duże osobniki +60 cm są dość rzadko łowione ale i tak jest jej sporo. Przynajmniej u mnie. Co do walorów smakowych. Jadłem i wędzone, smażone i w galarecie. I to ładne osobniki po 50-60 cm. I w żadnej postaci ryba ta mi nie smakowała. Nie piszę że ochydztwo ale mi za cholerę nie podchodzi. Wolę drapieżniki: sandacz, szczupak, sumek, węgor. Z białej jedynie lin. I teraz emocje. Poza faktycznie fajnym dla oka nocnym wykładaniem się spławika ryba ta nie przedstawia dla mnie jakiejkolwiek wartości. Sorki ale o czym wy piszecie? Że leszcz walczy?! Śmieszne skoro najczęściej łopatki po 2-3 kilo holowałem bez najmniejszych problemów na żyłeczkę 0,10-0,12 mm, grubsze nie bo nie było brań. I przy tak delikanym zestawie nie miałem problemów z tymi rybami. Ot trochę przymuruje, trochę szarpnie a jak łyknie powietrza to już całkowita szmata. Spróbójcie powalczyć na tak delikatny sprzęt z każdą inną rybą o tej samej wadze. Lin, karp, karaś, sandacz, szczupak, kleń, obojętne. Będzie o niebo mocniejsza. To najsłabsza ryba, obok martwej oczywiście:))) Z tych właśnie wszystkich powodów już nie łowię tej ryby od lat. Nie kręci mnie w ogóle bo ani mi nie smakuje ani też nie jest ona sportową, silną rybą. Pozdro wszystkim!
nie wiem gdzie ty mieszkasz i jakie tam masz zbiorniki ale jak byś był na Śląsku to byś leszcza całował z zachwytu jak byś go złapał bo tu szczerze powiedziawszy nic innego nie ma stawy mniejsze i większe zarybiają tylko i wyłącznie w 90 % karpiem to brania są przez 3 dni i co mam siedzieć nad wodą mając świadowość że na 100 % nic nie złapię bo nic tam innego nie ma poza 10 cm okonkami i płoteczkami natomiast na tych większych zbiornikach właśnie tenże leszcz ratuje sytuację że jest jakieś zajęcie lepsze niż godzinami ślęczeć i patrzeć w spławik czy bombkę że może jeszcze został jakiś karpik nie zauważony przez kogoś czy może już któryś ze szczupaczków może dorósł do miary ,więc widzisz dlaczego ja szanuję leszcza ,,,,skoro lin szczupak karaś polski sum sandacz występuje w ilościach mikroskopijnych
Czemu leszcz? Bo jest to ryba popularna. Owszem te duże osobniki +60 cm są dość rzadko łowione ale i tak jest jej sporo. Przynajmniej u mnie. Co do walorów smakowych. Jadłem i wędzone, smażone i w galarecie. I to ładne osobniki po 50-60 cm. I w żadnej postaci ryba ta mi nie smakowała. Nie piszę że ochydztwo ale mi za cholerę nie podchodzi. Wolę drapieżniki: sandacz, szczupak, sumek, węgor. Z białej jedynie lin. I teraz emocje. Poza faktycznie fajnym dla oka nocnym wykładaniem się spławika ryba ta nie przedstawia dla mnie jakiejkolwiek wartości. Sorki ale o czym wy piszecie? Że leszcz walczy?! Śmieszne skoro najczęściej łopatki po 2-3 kilo holowałem bez najmniejszych problemów na żyłeczkę 0,10-0,12 mm, grubsze nie bo nie było brań. I przy tak delikanym zestawie nie miałem problemów z tymi rybami. Ot trochę przymuruje, trochę szarpnie a jak łyknie powietrza to już całkowita szmata. Spróbójcie powalczyć na tak delikatny sprzęt z każdą inną rybą o tej samej wadze. Lin, karp, karaś, sandacz, szczupak, kleń, obojętne. Będzie o niebo mocniejsza. To najsłabsza ryba, obok martwej oczywiście:))) Z tych właśnie wszystkich powodów już nie łowię tej ryby od lat. Nie kręci mnie w ogóle bo ani mi nie smakuje ani też nie jest ona sportową, silną rybą. Pozdro wszystkim!
Ale spokojnie Koledzy , Tomek ma prawo mieć takie zdanie o tych pięknych , złoto - miedzianych rybach i trzeba to uszanować . Nie byłbym oczywiście sobą gdybym nie dodał , że sandacz też
"" idzie jak szmata "" jak weźmie głęboki oddech :)))
tomas chciałbym zobaczyć jak wyciągasz leszcza 2-3 kg z Wisły na żyłkę 0,10-0,12 .Życzę udanego połowu
Takich po 2 kg udało się kilka wyholować łowiąc feederkiem lub pickerem z zastosowaniem przyponu 0,12 i frajda przy tym była przednia,ten delikatny hol :) Ale przeważnie standardowo używam 0,14.
tomas chciałbym zobaczyć jak wyciągasz leszcza 2-3 kg z Wisły na żyłkę 0,10-0,12 .Życzę udanego połowu
Leszcze które ja łapałem były głównie z jezior. Choć największego swojego wyjąłem właśnie z Wisły w Toruniu. Co prawda sprzęt był dużo mocniejszy bo fedder 120 g i przypon z plećki 0,12 ale rybek:) i tak przypomiał sobie że warto było by powalczyć o życie dopiero parę metrów od brzegu a zestaw był wyrzucony daleko a przez te + 30 metrów holowałem go prawie jak worek. Po dostaniu tlenu padł na amen więc cała walka to może kilka metrów przy główce a żadna inna znana mi ryba +3 kg tak krótko nie walczy. Owszem ktoś kto ma same karpie lub 10 cm karaski czy płotki może chwalić leszcze ale ja mam zupełnie inne łowiska, gdzie ryby są i to duże a najważniejsze różne gatunkowo. I leszcz na ich tle wypada bardzo blado. Pod każdym względem.
Do Kolegi Jędrka @Jędrula. Właśnie odwrotnie, sandacz idzie słabo przez większość holu ale przy podbieraniu dostaje świra i wtedy ostro walczy, nawet jak złapie powietrze. Zresztą to też nie jest najsilniejsza ryba ale ją lubię, pod każdym względem;) Ale nic nie równa się brzanie. Nawet sum czy lin a nimi też mam do czynienia.
Podsumowując. Leszcz jak samo potoczne powiedzenie jest słaby, niewaleczny. A czy smaczny? Ja w nim nie gustuję ale "De gustibus non est disputantum" czyli o gustach się nie dyskutuje:) Pozdrawiam!
Czemu leszcz? Bo jest to ryba popularna. Owszem te duże osobniki +60 cm są dość rzadko łowione ale i tak jest jej sporo. Przynajmniej u mnie. Co do walorów smakowych. Jadłem i wędzone, smażone i w galarecie. I to ładne osobniki po 50-60 cm. I w żadnej postaci ryba ta mi nie smakowała. Nie piszę że ochydztwo ale mi za cholerę nie podchodzi. Wolę drapieżniki: sandacz, szczupak, sumek, węgor. Z białej jedynie lin. I teraz emocje. Poza faktycznie fajnym dla oka nocnym wykładaniem się spławika ryba ta nie przedstawia dla mnie jakiejkolwiek wartości. Sorki ale o czym wy piszecie? Że leszcz walczy?! Śmieszne skoro najczęściej łopatki po 2-3 kilo holowałem bez najmniejszych problemów na żyłeczkę 0,10-0,12 mm, grubsze nie bo nie było brań. I przy tak delikanym zestawie nie miałem problemów z tymi rybami. Ot trochę przymuruje, trochę szarpnie a jak łyknie powietrza to już całkowita szmata. Spróbójcie powalczyć na tak delikatny sprzęt z każdą inną rybą o tej samej wadze. Lin, karp, karaś, sandacz, szczupak, kleń, obojętne. Będzie o niebo mocniejsza. To najsłabsza ryba, obok martwej oczywiście:))) Z tych właśnie wszystkich powodów już nie łowię tej ryby od lat. Nie kręci mnie w ogóle bo ani mi nie smakuje ani też nie jest ona sportową, silną rybą. Pozdro wszystkim!
z tym sandaczem to sie zgadzam ,duzego co prawda nie złowiłem ale miałem kilk ryb do 3,80kg i żaden nie walczył za bardzo :)
Ale spokojnie Koledzy , Tomek ma prawo mieć takie zdanie o tych pięknych , złoto - miedzianych rybach i trzeba to uszanować . Nie byłbym oczywiście sobą gdybym nie dodał , że sandacz też
"" idzie jak szmata "" jak weźmie głęboki oddech :)))
tomas chciałbym zobaczyć jak wyciągasz leszcza 2-3 kg z Wisły na żyłkę 0,10-0,12 .Życzę udanego połowu
Leszcze które ja łapałem były głównie z jezior. Choć największego swojego wyjąłem właśnie z Wisły w Toruniu. Co prawda sprzęt był dużo mocniejszy bo fedder 120 g i przypon z plećki 0,12 ale rybek:) i tak przypomiał sobie że warto było by powalczyć o życie dopiero parę metrów od brzegu a zestaw był wyrzucony daleko a przez te + 30 metrów holowałem go prawie jak worek. Po dostaniu tlenu padł na amen więc cała walka to może kilka metrów przy główce a żadna inna znana mi ryba +3 kg tak krótko nie walczy. Owszem ktoś kto ma same karpie lub 10 cm karaski czy płotki może chwalić leszcze ale ja mam zupełnie inne łowiska, gdzie ryby są i to duże a najważniejsze różne gatunkowo. I leszcz na ich tle wypada bardzo blado. Pod każdym względem.
Do Kolegi Jędrka @Jędrula. Właśnie odwrotnie, sandacz idzie słabo przez większość holu ale przy podbieraniu dostaje świra i wtedy ostro walczy, nawet jak złapie powietrze. Zresztą to też nie jest najsilniejsza ryba ale ją lubię, pod każdym względem;) Ale nic nie równa się brzanie. Nawet sum czy lin a nimi też mam do czynienia.
Podsumowując. Leszcz jak samo potoczne powiedzenie jest słaby, niewaleczny. A czy smaczny? Ja w nim nie gustuję ale "De gustibus non est disputantum" czyli o gustach się nie dyskutuje:) Pozdrawiam!
z tym sandaczem to sie zgadzam ,duzego co prawda nie złowiłem ale miałem kilk ryb do 3,80kg i żaden nie walczył za bardzo :)
ja powiem od siebie tak: leszcz jest moją ulubioną rybą do spożycia jeśli chodzi o białoryb :) pamiętam leszcze z wisły : ja 1,2 , wuja 4,2, ojciec 2,3 kg . przyrzadzone mmmmmmmmmmmmmm pychotka !
Ale Tomek pierdoły piszesz . W życiu Ci nie uwieże że targałeś 3 kilowe leszcze na delikatny zestaw jak szmaty . Ja łowie na delikatny zestaw i kity możesz wciskać kolegom ,co ulubioną metodą jest siedzenie przy gruntówkach i sporadycznie łowią bacikiem ,lub bolonką. Leszcz nie należy do ryb najmocniejszych ,ale duże leszcze nie są rybami słabymi i łopata 50 cm ,spokojnie targa delikatny zestaw - bez dobrej umiejętności obsługiwania takiego sprzętu . Jak ktoś mi tu pisze że targa 3 kilowe leszcze na żyłeczke 0,10 bez problemu ,to bajkopisarz i pewnie odnosi sie to do leszczyków 20 cm ,a nie do łopat. Ja bynajmniej w to nie wierze ,bo łowie na takie zestawy regularnie ,cały rok -od wiosny do pierwszego lodu.Oczywiście zmęczony i będący u góry leszcz nie stawia oporu i hol wtedy jest łatwy -to się zgodze ,ale do takiego momentu jest spora droga i zaraz po braniu szmatą ta ryba nie jest. Karaś ,jest waleczny ,ale bez przesady i szybciej karasia targam bez problemu niż lopate- plus dla tej ryby że walczy do końca ,nawet przy brzegu ,karp i amur ,to już oczywiście siła dość spora .Szczupak to taki waleczny średniak - mieliśmy teraz okazje poczuć 10 kilówkę - zdjęcie na wyprawy na śląsku -sandacza można zaliczyć do ryb słabych . Nigdy nie miałem na kiju metrówki ,ale porównując dajmy na to 50 sandacza ,a szczupaka - to sandacz wypada blado . Okoń bardzo waleczny-oczywiście jak na swoje wymiary ,bo łowimy przeważnie w granicach 20 -30cm( idzie wyczuć go od razu ,jak z pośród płotek on przyatakuje ) ,płoć ma swój klimat i zawsze wyczuje że właśnie holuje tą rybę .
Pamiętajcie że każda ryba walczy i każdej należy sie szacunek .
tomas chciałbym zobaczyć jak wyciągasz leszcza 2-3 kg z Wisły na żyłkę 0,10-0,12 .Życzę udanego połowu
Leszcze które ja łapałem były głównie z jezior. Choć największego swojego wyjąłem właśnie z Wisły w Toruniu. Co prawda sprzęt był dużo mocniejszy bo fedder 120 g i przypon z plećki 0,12 ale rybek:) i tak przypomiał sobie że warto było by powalczyć o życie dopiero parę metrów od brzegu a zestaw był wyrzucony daleko a przez te + 30 metrów holowałem go prawie jak worek. Po dostaniu tlenu padł na amen więc cała walka to może kilka metrów przy główce a żadna inna znana mi ryba +3 kg tak krótko nie walczy. Owszem ktoś kto ma same karpie lub 10 cm karaski czy płotki może chwalić leszcze ale ja mam zupełnie inne łowiska, gdzie ryby są i to duże a najważniejsze różne gatunkowo. I leszcz na ich tle wypada bardzo blado. Pod każdym względem.
Do Kolegi Jędrka @Jędrula. Właśnie odwrotnie, sandacz idzie słabo przez większość holu ale przy podbieraniu dostaje świra i wtedy ostro walczy, nawet jak złapie powietrze. Zresztą to też nie jest najsilniejsza ryba ale ją lubię, pod każdym względem;) Ale nic nie równa się brzanie. Nawet sum czy lin a nimi też mam do czynienia.
Podsumowując. Leszcz jak samo potoczne powiedzenie jest słaby, niewaleczny. A czy smaczny? Ja w nim nie gustuję ale "De gustibus non est disputantum" czyli o gustach się nie dyskutuje:) Pozdrawiam!
Nie wiem Kolego jak u Ciebie te sandacze się zachowują ale u mnie każda ryba jak nabierze powietrza to słabnie , sandacz nie jest wyjątkiem . Ale nie ważne , mowa przecież o leszczach .
Każdej wielkości ryba " idzie jak szmata " jak się używa topornych zestawów z żyłką do wieszania bielizny. Osobiście uważam , że leszcz jest bardzo atrakcyjną wędkarsko rybą dającą łowcy wiele satysfakcji z jej łowienia . Na pewno też ich celowe łowienie związane z odpowiednim ich zanęceniem i utrzymaniem na łowisku nie jest dla wszystkich. Pozdrawiam
P.S.
Do tej pory łowiłem je wyłącznie na feedera w nocy - w tym roku łowię je na spining / bez przypadkowości ! / na wklejankę do 8 g z 1-2 cm riperkiem lub woblerem .
W Rogowie Opolskim łowiłem leszcze 72/74 cm na zestaw (główna żyłka 0.14 i przypon 0.10) i muszę powiedzieć/napisać że nie było żadnej walki czy mocnych szarpnięć ze strony leszcza, jedynie już przy samym brzegu powiedzmy około trzech/czterech metrów od brzegu leszcz dawał się we znaki i tu musimy pamiętać o dobrze wyregulowanym hamulcu i oczywiście musimy pamiętać o dobrej pracy nadgarstka, nadgarstek w takim wypadku musi być bardzo elastyczny i wtedy nasza praca/hol ryby nie pójdzie na marne :)))))))) Dodam że nie używam karpiówek i feederów łowię na delikatne pickiery
To widzisz - może w Rogowie Opolskim w związku z uwarunkowaniem geograficznym leszcze są słabsze / osłabione / niż gdzie indziej. Co prawda na feedera używam delikatniejszego zestawu niż kol. - ale atrakcja holu leszcza jest związana po prostu z urodą i gatunkiem tej ryby. Jak ktoś się decyduję na jej łowienie to chyba ma jakąś minimalną świadomość , że nie będzie miał takich samych atrakcji z holowania jak podczas holu halibuta , czy marlina ?
Ciekawe rzeczy piszecie o leszczach. Miałem się nie wdawać w takie dyskusje, bo mnie już tu "wyprostowano" w temacie łowienia sandaczy, ale nie wytrzymałem. Opisałem kilka przygód z łowieniem leszczy na blogu ( kto zainteresowany to zapraszam do lektury ), więc nie chciałbym się powtarzać. Żyłka 0,22 na przyponie pękała . Być może była zleżała, być może miałem źle ustawiony hamulec, ale to fakt. Największe brały nocą. Piłeczka sygnalizacyjna klinowała mi się w kratce podłogowej i w ten sposób traciłem wielkie leszcze. Duży leszcz żerujący na stoku potrafi podnieść przynętę na metr. Łowiłem na młode ziemniaki w mundurkach. Przynęta bardzo selektywna. To było ze 20-cia lat temu . Teraz pewnie poradziłbym sobie znacznie lepiej, ale inne mam już wędkarskie priorytety. 4 lata szukałem leszczy bez echosondy, ale w końcu trafiłem. Łatwiej namierzyć leszcze spod lodu... Co do smaku, to duży leszcz jest wyborny. Duże dzwonko leszcza, ziemniaczki, mizeria...obiad marzenie...
Mnie nie dziwi że b.dużo wędkarzy wybiera się na leszcze. Leszcz jest rybą pospolitą a do tego smaczną/duży/.Oczywiście dużych okazów coraz mniej a więc złowienie dużego to dodatkowa atrakcja.To wciąga .Pozdrawiam.
Ciekawe rzeczy piszecie o leszczach. Miałem się nie wdawać w takie dyskusje, bo mnie już tu "wyprostowano" w temacie łowienia sandaczy, ale nie wytrzymałem. Opisałem kilka przygód z łowieniem leszczy na blogu ( kto zainteresowany to zapraszam do lektury ), więc nie chciałbym się powtarzać. Żyłka 0,22 na przyponie pękała . Być może była zleżała, być może miałem źle ustawiony hamulec, ale to fakt. Największe brały nocą. Piłeczka sygnalizacyjna klinowała mi się w kratce podłogowej i w ten sposób traciłem wielkie leszcze. Duży leszcz żerujący na stoku potrafi podnieść przynętę na metr. Łowiłem na młode ziemniaki w mundurkach. Przynęta bardzo selektywna. To było ze 20-cia lat temu . Teraz pewnie poradziłbym sobie znacznie lepiej, ale inne mam już wędkarskie priorytety. 4 lata szukałem leszczy bez echosondy, ale w końcu trafiłem. Łatwiej namierzyć leszcze spod lodu... Co do smaku, to duży leszcz jest wyborny. Duże dzwonko leszcza, ziemniaczki, mizeria...obiad marzenie...
No to jest nas więcej. Ale wtedy ... te żyłki.... wiesz o co mi chodzi. Ale czytając niektóre wypowiedzi stwierdzam, że kilka osób nigdy nie złowiło leszcza powyżej 50 cm. Eeeee tam! Wszak wiemy swoje.
Każdej wielkości ryba " idzie jak szmata " jak się używa topornych zestawów z żyłką do wieszania bielizny. Osobiście uważam , że leszcz jest bardzo atrakcyjną wędkarsko rybą dającą łowcy wiele satysfakcji z jej łowienia . Na pewno też ich celowe łowienie związane z odpowiednim ich zanęceniem i utrzymaniem na łowisku nie jest dla wszystkich. Pozdrawiam
P.S.
Do tej pory łowiłem je wyłącznie na feedera w nocy - w tym roku łowię je na spining / bez przypadkowości ! / na wklejankę do 8 g z 1-2 cm riperkiem lub woblerem .
witam .sorry ernest ale ja łowie na mocny sprzęt a na kołowrotkach mam nawiniętą zyłke 0,35 lub plecionkę gdyż łowie " bardzo czesto na sztywno " bo zestawy kładę metr od trzcin i nie zgodzę sie z tym co napisałeś ze na mocny sprzet każda ryba idzie jak szmata , miałeś na haku choc by sredniej wielkości ( kilkunasto kilogramowego) amura (o większych nie wspomnę ) , wiesz co ta ryba wyprawia :) ,jak walczy ? uwierz mi ale nie idzie jak szmata , w walkę wkłada cała swoja siłę a potem na brzegu przed wypuszczeniem "reanimacja " trwa nawet pól godziny zanim ryba bezpiecznie odpłynie . pozdro.
Łowić rybę i męczyć po to, żeby ja potem reanimować. To ja ją wolę zjeść. :)
No ale zaraz ! Ja też chcę tego amura złapać , niech wypuszcza . Potem , go złapię Marcin , Krzysiek , Ola.... i jak będą tak wypuszczać to wiele osób będzie miało piękny rekord .
Noooo , jak Ty złapiesz to będą ""pieczone "" ale wszystkiego miec nie można .
Choć nie przepadam za amurem w naszych wodach to jednak przykład jest dobry i przedszkolnie prosty a jednak nie wszyscy go ogarniają . Szkoda , że np. w Niemczech ""wszyscy"" ryby biorą a ich nie ubywa , jak oni to robią ?
Siemaneczko :)
Zastanawia mnie pewne zjawisko, które od jakiegoś czasu obserwuje wśród spotkanych wędkarzy, tak jak i na tym forum. Chodzi tu o połów leszcza. Nie wiem (a chciałbym wiedzieć) dlaczego wszyscy tak szaleją za leszczem :P O co w tym wszystkim chodzi? Co 5-ty post, mówi o tym że ktoś jedzie na leszcza, poluje na leszcza albo marzy mu się leszcz hehe. Nie wędkuje zbyt długo i może dlatego nie rozumie o co lata. W moim mniemaniu leszcz to h****a ryba. Nie to żebym negował, ale nie wyróżnia się niczym specjalnym. Osobiście płotki i wzdręgi smakują mi 100 razy lepiej (nawet jeśli chodzi o sam hol ryby to niczym specjalnym się ona nie wyróżnia). Szczerze mówiąc u mnie na kilku zalewach właśnie panują tylko leszcze. I może przez to mi tak zbrzydły. Co bym nie pojechał np. na Przeczyce czy Porębę to w 95% same leszcze. Chciałbym połowić jakieś wzdręgi lub płocie, a nie leszcze. W moich oczach to leszcz jest ostatnią rybą jaką chciałbym złowić. Ale tak jak już pisałem dużo ludzi szaleje (doszedłem do takiego wniosku, czytając bardzo dużo postów) za tymi rybami, więc może ktoś mnie oświeci dlaczego?
Ja miło wspominam połowy leszczy. Sprawia mi to niezłą frajdę jak każda złapana ryba. Nigdy specjalnie nie nastawiałem się na połów tylko leszcza. Co do smaku nie mogę się wypowiedzieć bo nie jadłem. A jest to popularna ryba i może dla tego sporo ludzi rozmawia na jej temat.
Ja sam oddam ci pięć złowionych 5 kilogramowych karpi za jednego 3 kilogramowego leszcza. Jeśli nie wiesz, jakie walory smakowe posiada leszcz i jakie zalety ma jego mięso, to wiem dlaczego płoć ci bardziej smakuje. Świadczy to o tym, że w życiu nie spróbowałeś nawet zgłębić tajników dobrej kuchni. Poza tym słyszę ciągle, że leszcz nie walczy, ze ciągnie się go jak szmatę - oczywiście piszą to ci, którzy łowią żyletki nie leszcze i ponadto łowią je w zbiornikach o bardzo łatwych warunkach. Twoja antypatia dla leszcza tez wynika z tego, że w twoich wodach ( moich też) mamy do czynienia z tzw "przeleszczeniem" i choc termin ten nie jest nazwą zjawiska dotyczącą samego leszcza, to w naszym przypadku "przeleszczenie" oznacza właśnie "przeleszczenie leszczem". Wszędzie łowisz leszcze... sam napisałeś... ale mniemam, że są to leszczyki. Mnogość tej ryby zawdzięczamy głównie temu, że polityka zarybieniowa w Polsce to technika wlewania do wody karpia, karpia i jeszcze raz karpia, zamiast zrównoważonej gospodarki zarybieniowej. Poza tym przyczynia się do tego brak drapieżnika oczywiście, a także degradacja wód, brak odpowiednich tarlisk, przeżyźnienie zbiorników. Leszcz, że jest ryba dość odporną na wszelkie niedogodności, mnoży się ponad miarę i karłowacieje. Ponadto duże leszcze, takie naprawdę wielkie, to ryby wcale nie tak łatwe w łowieniu jak się niektórym wydaje. Pisząc "duży leszcz" mam na myśli coś powyżej 70cm. Mam niedaleko taki niewielki zbiornik. Stara żwirownia. Jak leszcz idzie na tarło, to z odległości 1,5 metra obserwuję jak to się odbywa. Sztuki pływają piękne pod 70-80 cm i jest ich mnogo! Ale już od kilku lat nie złowiłem tam większego leszcza niż 55cm. I proszę mi nie gadać, że zwyczajnie nie potrafię go złowić, bo próbują ustawicznie moi znajomi, notabene lepsi wędkarze niż ja i też nic z tego nie wychodzi. a wszyscy te ryby widzimy na tarle rok w rok, czyli są tam! Natomiast w tej samej wodzie złowienie lina czy karpia to bułka z masłem - dlaczego tak jest? Ponoś leszcz głupi jest, a karp mądry i cwany. :) powiedzmy...
Powiem ci kolego, że nie jadłeś nigdy dobrej galaretki na leszczu i nigdy nie wędziłeś leszcza. Co najwyżej próbowałeś leszczyka. No i przy okazji ości cię zniechęciły. Ale tak ma większość tutejszych poławiaczy. Dla mnie z białej ryby wymiata leszcz i lin. Może nie udało mi się wyczerpać tematu i moja odpowiedź cię nie zadowoli, ale ja tak to widzę.
...aaaaaa ... i zapomniałbym jeszcze dodać, że rozp......a mnie jak leszcz cmoka przy wyhaczaniu. Bajka........
Siemaneczko :)
Zastanawia mnie pewne zjawisko, które od jakiegoś czasu obserwuje wśród spotkanych wędkarzy, tak jak i na tym forum. Chodzi tu o połów leszcza. Nie wiem (a chciałbym wiedzieć) dlaczego wszyscy tak szaleją za leszczem :P O co w tym wszystkim chodzi? Co 5-ty post, mówi o tym że ktoś jedzie na leszcza, poluje na leszcza albo marzy mu się leszcz hehe. Nie wędkuje zbyt długo i może dlatego nie rozumie o co lata. W moim mniemaniu leszcz to h****a ryba. Nie to żebym negował, ale nie wyróżnia się niczym specjalnym. Osobiście płotki i wzdręgi smakują mi 100 razy lepiej (nawet jeśli chodzi o sam hol ryby to niczym specjalnym się ona nie wyróżnia). Szczerze mówiąc u mnie na kilku zalewach właśnie panują tylko leszcze. I może przez to mi tak zbrzydły. Co bym nie pojechał np. na Przeczyce czy Porębę to w 95% same leszcze. Chciałbym połowić jakieś wzdręgi lub płocie, a nie leszcze. W moich oczach to leszcz jest ostatnią rybą jaką chciałbym złowić. Ale tak jak już pisałem dużo ludzi szaleje (doszedłem do takiego wniosku, czytając bardzo dużo postów) za tymi rybami, więc może ktoś mnie oświeci dlaczego?
Witam! Mogę Ci od razu opisać . Chyba nigdy nie złapałeś dużego leszcza....
Dlatego można przemilczeć parę bzdur , co tu napisałeś....
W Twoim mniemaniu leszcz to ......... ryba...... , to świadczy tylko o Tobie...
I jeszcze tego nie negujesz...........
Leszcz jest najbardziej pospolitą ryba w Polsce. Ciężko będzie Ci to zmienić.
Co ma łowienie wzdręg do leszcza.......?
To jedz na wzdręgi...
Też zaliczam się do ludzi którzy szaleją za leszczem... I uwielbiam je łapać........!
Racja z tym że ogromnych leszczy nie jadłem. Większość to osobniki około 25-30cm, poza jednym którym miał trochę mniej niż 2kg. Próbowałem je z grilla, patelni z i bez panierki. Jadłem też marynowane w occie ze słoja. W tych wydaniach niczym mi się nie wyróżniał i tak jak mówię smak płotki dużo bardziej mi pasował. Może 5kg leszcz byłby dużo lepszy jak mówisz, ale takiego niestety widziałem tylko na zdjęciach :P
Siemaneczko :)
Zastanawia mnie pewne zjawisko, które od jakiegoś czasu obserwuje wśród spotkanych wędkarzy, tak jak i na tym forum. Chodzi tu o połów leszcza. Nie wiem (a chciałbym wiedzieć) dlaczego wszyscy tak szaleją za leszczem :P O co w tym wszystkim chodzi? Co 5-ty post, mówi o tym że ktoś jedzie na leszcza, poluje na leszcza albo marzy mu się leszcz hehe. Nie wędkuje zbyt długo i może dlatego nie rozumie o co lata. W moim mniemaniu leszcz to h****a ryba. Nie to żebym negował, ale nie wyróżnia się niczym specjalnym. Osobiście płotki i wzdręgi smakują mi 100 razy lepiej (nawet jeśli chodzi o sam hol ryby to niczym specjalnym się ona nie wyróżnia). Szczerze mówiąc u mnie na kilku zalewach właśnie panują tylko leszcze. I może przez to mi tak zbrzydły. Co bym nie pojechał np. na Przeczyce czy Porębę to w 95% same leszcze. Chciałbym połowić jakieś wzdręgi lub płocie, a nie leszcze. W moich oczach to leszcz jest ostatnią rybą jaką chciałbym złowić. Ale tak jak już pisałem dużo ludzi szaleje (doszedłem do takiego wniosku, czytając bardzo dużo postów) za tymi rybami, więc może ktoś mnie oświeci dlaczego?
Witam! Mogę Ci od razu opisać . Chyba nigdy nie złapałeś dużego leszcza....
Dlatego można przemilczeć parę bzdur , co tu napisałeś....
W Twoim mniemaniu leszcz to ......... ryba...... , to świadczy tylko o Tobie...
I jeszcze tego nie negujesz...........
Leszcz jest najbardziej pospolitą ryba w Polsce. Ciężko będzie Ci to zmienić.
Co ma łowienie wzdręg do leszcza.......?
To jedz na wzdręgi...
Też zaliczam się do ludzi którzy szaleją za leszczem... I uwielbiam je łapać........!
Jest to moja opinia i dlatego chciałem znać wasze zdanie na ten temat. Nie tylko ja się temu dziwiłem. Znajomy który wędkuje od wczesnego dzieciństwa też wolałby łowić ładne płocie i wzdręgi tylko że trudno o takie (przynajmniej łowiskach w moim rejonie). Ogromnych okazów nie łowiłem, jedynie 2kg się raz trafił, ale to nie olbrzym. A po drugie już mówiłem że długo nie łowie (więc można powiedzieć iż sam jestem leszczem hehe), więc jest to chyba jasne że 5kg leszcza jeszcze nie złowiłem, więc wrzuć na luz bo mój post jest utworzony ku rozmowie a nie kłócenia się i obrażania.
Na pewno nie chciałem Cie obrażać......
Chodzi mi tylko o to jak nie docenianą ryb bywa leszcz...
Za okazem trzeba się wysiedzieć, zanęcić i stracić parę nocek.
Co do walorów smakowych się nie wypowiadam.
Mam nadzieję że nie jesteś obrażony... Pozdrawiam!
Dla mnie polowanie na duże leszcze to właśnie sens łowienia , uwielbiam je łowić choć jest ich coraz mniej . Połów dużych łopat trzeba wcześniej przygotować , rozeznać łowisko i znaleźć drogi/rejony w których się poruszają , to straszna frajda tym bardziej jak
uda nam się je zlokalizować i skłonić do brania . Niestety w dzień na moich żwirowniach ciężko złowić dużego leszcza z brzegu , chyba , że zna się dobre miejsca i ma się szczęście .
W nocy sprawa się ma inaczej , można łopatę dostać już z brzegu ale to znów kwestia dobrego miejsca i dość dobrej znajomość , zwyczaju tych ryb , polecam wtedy szczególnie płytkie miejsca oddalone od brzegu ale dosięgalne pickerem, odległościówką czy gruntówka . Często gdy dobrze żerowały łowiłem łopaty w nocy na bata 8-mkę i też brały choć to ciężka przeprawa przy holu , ale do wygrania . Branie leszcza w nocy na zestaw spławikowy ze świetlikiem jest fenomenalne i piękne , nie zastąpi go żaden brutalny strzał suma , karpia czy szczupaka . Gdy spławik majestatycznie wychodzi z wody , kładzie się na niej a potem sunie lub chowa się po wodę to jest to na co czekam każda noc jaka spędzam nad wodą . Wspomnę również o rzece i łowieniu leszczy na feeder – poezja . Niestety ostatnie dwa lata rzeczne leszcze odmówiły całkiem współpracy , nie tylko leszcze zresztą lecz to już inna historia .
Co do mięsa dużego leszcza to przyznam , iż jest naprawdę wyborne choć kilka dobrych lat już go nie jadłem . Tych ryb jest coraz mniej i powinniśmy je wypuszczać , przynajmniej jeszcze kilka lat bo z zarybień niestety możemy liczyć w znacznej liczbie tylko na karpie .
Piszesz że wzdręgi i płotki lepsze od leszcza no cóż ja wolę leszcza , ale życzę ci smacznego .
Sam lubię łapać leszcze i liny, gdy mam dość ciągłego uganiania się ze spinem za drapieżnikami. Usiąść z kolegami, postawić skrzynkę piwa i połapać przez dzień i noc trochę. Co do walorów smakowych to nie wiem, nie jadam, wypuszczam ;) W połowach leszczy piękne jest co co Jędrula wcześniej wspomniał, te majestatyczne brania ;) Leszcze to fajne rybki, szanujmy je i jeśli tylko mamy chęć to je wypuszczajmy, ponieważ jak tak dalej pójdzie to na grunt będzie brał tylko karp..
ponieważ jak tak dalej pójdzie to na grunt będzie brał tylko karp..
CześćJeszcze kilka lat temu sam lubiłem zasiąść za leszczem. Chimeryczność tej ryby była i jest dla mnie zawsze nieodgadniona- mówię o tych dużych leszczach a nie rybach po 20-30 cm. Jak już myślałem, że znalazłem sposób np dipując przynęty s scopeksie po dwóch czy trzech razach okazywało się, że diametralnie zmieniły upodobania na coś śmierdzącego i na dokładkę pikantnego.Mój sposób to tylko z gruntu. Dwie wędki - fedeer i picker. Czasem jak były naprawdę daleko od brzegu karpiówka ze sprężyną.Smak dużego leszcza - czy to smażony czy wędzony to poezja. JK PS - Adam jaki karp ;-) Przecież one są wyławiane na pniu...
To też prawda ;)
ponieważ jak tak dalej pójdzie to na grunt będzie brał tylko karp..
CześćJeszcze kilka lat temu sam lubiłem zasiąść za leszczem. Chimeryczność tej ryby była i jest dla mnie zawsze nieodgadniona- mówię o tych dużych leszczach a nie rybach po 20-30 cm. Jak już myślałem, że znalazłem sposób np dipując przynęty s scopeksie po dwóch czy trzech razach okazywało się, że diametralnie zmieniły upodobania na coś śmierdzącego i na dokładkę pikantnego.Mój sposób to tylko z gruntu. Dwie wędki - fedeer i picker. Czasem jak były naprawdę daleko od brzegu karpiówka ze sprężyną.Smak dużego leszcza - czy to smażony czy wędzony to poezja. JK PS - Adam jaki karp ;-) Przecież one są wyławiane na pniu...
czesc .nie wiem do konca o co chodzi z braniami leszczy gdyz to nie moja działka i sie nie nastawiam na ten gatunek ale chyba ze sie domyslam:) (chodzi mi o leszcze +70cm ) ,kolega jeździł na pewne jezioro na te ryby , i zaproponowałem mu spróbować je łowić na głębokości + 10m na koszyk do metody , kolega znalazł ciekawe miejsce o głebokości 12m , efekty były zaskakujące pierwszego dnia złowił 3 ryby długości 2 butelek 1,5l po wodzie mineralnej a miejscowy (kuzyn kolegi ) łowił leszcze podobnej wielkości praktycznie przez miesiąc prawie codziennie po 2 -3 sztuki ,jedna ryba była naprawdę imponującej wielkosci ,nigdy takiego leszcza nie widziałem nawet w WW(niestety został uśmiercony ) ,potem nagle brania ustały i kuzyn kolegi nie złowił juz nawet jednego leszcza powyżej 50cm ,wydaje mi sie ze przez to ze to ryba wędrująca to po prostu przeniosła sie za pożywieniem wraz ze zmiana pogody itd. w inne partie zbiornika i zmieniły sie jednoczesnie jej ścieżki :) , z leszczem moim zdaniem jest tak jak z karpiem , miejsce to połowa sukcesu , jesli znajdziesz miejsca które odwiedzają duze ryby , do tego dobierzesz odpowiednią technikę i przynętę , i ogólnie masz pojecie o połowie tej ryby to na pewno przy odrobinie szczęścia uda sie je prędzej czy później złowic choc nie jest to oczywiscie takie proste i zeby łowic systematycznie duże leszcze trzeba przynajmniej kilka jak nie kilkanaście lat pojeździć na te ryby bo niestety teoria w tym hobby to za mało i człowiek uczy sie najwięcej nad wodą . zresztą co tam bede pisał ,wiesz co mam na myśli :)
Jędrula masz rację - płytkie miejsca daleko od deptaku że tak powiem. Ale najwieksze leszcze łowiłem na głębokościach 5-9 metrów. Te naprawdę wielkie sztuki bardzo lubią głębokie rynny.
jak zjadac leszcze to takie powyzej kilograma i to wedzone !! - takie sa super - takie male nic nie warte - same osci a te powyzej 3 kg to juz kiepsko smakuja
smazenie odpada
jak zjadac leszcze to takie powyzej kilograma i to wedzone !! - takie sa super - takie male nic nie warte - same osci a te powyzej 3 kg to juz kiepsko smakuja
smazenie odpada
Heeeeeeee... dobree! No nie ma co komentować.
Jędrula masz rację - płytkie miejsca daleko od deptaku że tak powiem. Ale najwieksze leszcze łowiłem na głębokościach 5-9 metrów. Te naprawdę wielkie sztuki bardzo lubią głębokie rynny.
Tak , zgadza się , duży leszcz lubi głębokie miejsca za dnia , mam czasem wrażenie , że tam odpoczywa a jak ma chęć to i żeruje . W dzień można również złowić łopatę na miejscu gdzie mamy silną falę i wiatr w ""pysk "" . Nawet się nie zastanawiam , siadam w takie miejsce od razu , gdy jeszcze widzę zamuloną wodę ( od uderzeń fal w brzeg ) kilka metrów od brzegu to jestem wniebowzięty , jedynym problemem jest umieszczenie zestawu spławikowego w pożądane miejsce jednak wbrew pozorom gdy rzucamy centralnie pod wiatr to nie jest to takie trudne . Wiele razy wykorzystałem takie miejsca i prawie zawsze wygrywałem . Ach , się rozmarzyyyyyłem :(
Ja swojego największego leszcza (2,7kg) złowiłem w nocy z miejsca, gdzie wody było może maksymalnie 1,5m, co potwierdza teorię, że o tej porze te rybki lubią wyjść na płyciznę. Sam może nie do końca przepadam za tą rybą, ale przyznam, że ciągnięcie takiej rybki to spora przyjemność.
a ja szanuję leszcza nie leszczyka za to że jest i się wyciera każdego roku nie to co karp ale autor tematu nadmienił coś o Porębie więc ja tam łowiłem i łowię od 1990 roku i wtedy leszcz brał 55 cm wzwyż teraz każdy wie jedna sztanca 30-35 cm tylko wtedy było masa szczupaka dosłownie na wszystko brał blachy żywiec gumy i leszczyska rosły duże ale spierdolił ten zbiornik człowiek obniżając lustro wody na co najmniej 10 lat i całe zarośla i tarliska szczupaka w łeb wzięły i praktycznie go tam nie ma i tam gdzie wtedy było np 1 metr wody teraz jest 30 cm zamulone zarośnięte syfem bo to co było kiedyś dnem potem stało się tundrą drzewka trawy trzciny ,po zalaniu z powrotem to się wypiętrzyło i kaplica
ale leszcz jest jako taki i coś zawsze skubie jak by nie on to nic by nie było
To tylko leszcz ..........
Stadna ryba ,gdzie wieksze sztuki zazwyczaj biorą w nocy . Bardzo dużo tej ładnej rybki choruje w moim okręgu.Ryba bardzo podatna na tasiemca .
Jak jest na braniu ,to ciężko na dwie wędki łowić.Bardzo dobre mięso ,ościste ,ale dobre ,Dużego leszcza sprawna reka szybo wy filetuje,a mniejsze 30do 40 cm ,zazwyczaj wędkarze biorą na kulki rybne.Czyli mielą mięso przez młynek ,przyprawy ,jajko,boczek itd...jadłem -palce lizać.
Sporadycznie łowię metodami stacjonarnymi ale jesli już to sumy z ryb drapieżnych a z białorybu właśnie leszcze i liny .
Dlaczego leszcze ??? bo rosną do sporych rozmiarów jest to pospolita ryba i złowienie patelni powyzej 50cm sprawia mi wiekszą radość niz 100kg karp .
Co do walorów kulinarnych to nie mam pojęcia bo kilka razy zabrałem leszcza takigo zółtego byka i nie podpasił w domu i od tamtego czasu leszcze nie biorę jedynie czasem tzw żyletki do wiadra i wpuszczam do innych łowisk bo zawsze mnei draznilo bezrybie albo monoryb karp-amur i nic wiecej a tak zawsze można pobawić sie z "żyletkami" i pospolici mięsiarze mają czym napchać reklamówki.
Jędrula masz rację - płytkie miejsca daleko od deptaku że tak powiem. Ale najwieksze leszcze łowiłem na głębokościach 5-9 metrów. Te naprawdę wielkie sztuki bardzo lubią głębokie rynny.
Tak , zgadza się , duży leszcz lubi głębokie miejsca za dnia , mam czasem wrażenie , że tam odpoczywa a jak ma chęć to i żeruje . W dzień można również złowić łopatę na miejscu gdzie mamy silną falę i wiatr w ""pysk "" . Nawet się nie zastanawiam , siadam w takie miejsce od razu , gdy jeszcze widzę zamuloną wodę ( od uderzeń fal w brzeg ) kilka metrów od brzegu to jestem wniebowzięty , jedynym problemem jest umieszczenie zestawu spławikowego w pożądane miejsce jednak wbrew pozorom gdy rzucamy centralnie pod wiatr to nie jest to takie trudne . Wiele razy wykorzystałem takie miejsca i prawie zawsze wygrywałem . Ach , się rozmarzyyyyyłem :(
Tyle wspólnych poglądów, tak podobne upodobania, tyle wspólnych ścieżek, te same łowiska, podobne metody,... a gdzieś po drodze jeden fałszywy zakręt i zamiast doskonałych kompanów do zasiadek... ... ... jakieś potyczki bez sensu i rozjazd na odległe miejscówki. I wszystko przez jakieś głupie podp...e.
Jędrula masz rację - płytkie miejsca daleko od deptaku że tak powiem. Ale najwieksze leszcze łowiłem na głębokościach 5-9 metrów. Te naprawdę wielkie sztuki bardzo lubią głębokie rynny.
Tak , zgadza się , duży leszcz lubi głębokie miejsca za dnia , mam czasem wrażenie , że tam odpoczywa a jak ma chęć to i żeruje . W dzień można również złowić łopatę na miejscu gdzie mamy silną falę i wiatr w ""pysk "" . Nawet się nie zastanawiam , siadam w takie miejsce od razu , gdy jeszcze widzę zamuloną wodę ( od uderzeń fal w brzeg ) kilka metrów od brzegu to jestem wniebowzięty , jedynym problemem jest umieszczenie zestawu spławikowego w pożądane miejsce jednak wbrew pozorom gdy rzucamy centralnie pod wiatr to nie jest to takie trudne . Wiele razy wykorzystałem takie miejsca i prawie zawsze wygrywałem . Ach , się rozmarzyyyyyłem :(
Tyle wspólnych poglądów, tak podobne upodobania, tyle wspólnych ścieżek, te same łowiska, podobne metody,... a gdzieś po drodze jeden fałszywy zakręt i zamiast doskonałych kompanów do zasiadek... ... ... jakieś potyczki bez sensu i rozjazd na odległe miejscówki. I wszystko przez jakieś głupie podp...e.
Nie wiem jak mam to odebrać ale lepiej zostawmy to ...
Uwielbiam duże leszcze, nie tylko łowić ale również je konsumować pod różną postacią. co prawda poprzednicy już wszystko zapewne powiedzieli na temat tej ryby i jej walorów smakowych ...........no właśnie idę coś wyjąć z zamrażarki - nara :)))))
Witaj kolego.Złów leszcza ponad 50 cm.i go włóż do wędzarni ,a przekonasz się w czym żecz.
Leszcza 35 to my zakładamy jako żywca.
chciałem dodać swoje pięć groszy,ale koledzy już wszystko napisali na temat leszcza - dużego leszcza :)
Jeden z moich ulubionych gatunków wśród rybek spokojnego żeru. Jak do tej pory zbyt dużo łopat nie udało mi się złapać, ale te które padły to jedne z lepszych wspomnień w mojej przygodzie z wędką... a 60-tke przeze mnie przyrządzoną moja teściowa, która zawodowo pracuje na kuchni tak zachwalała, ze aż milo:) Stwierdziła że taki karp czy pstrąg się nie umywa, podzielam jej zdanie:) Koledze tylko życzyć dużego lechonka, w mig nabierze szacunku do tej ryby.
Czemu leszcz? Bo jest to ryba popularna. Owszem te duże osobniki +60 cm są dość rzadko łowione ale i tak jest jej sporo. Przynajmniej u mnie. Co do walorów smakowych. Jadłem i wędzone, smażone i w galarecie. I to ładne osobniki po 50-60 cm. I w żadnej postaci ryba ta mi nie smakowała. Nie piszę że ochydztwo ale mi za cholerę nie podchodzi. Wolę drapieżniki: sandacz, szczupak, sumek, węgor. Z białej jedynie lin. I teraz emocje. Poza faktycznie fajnym dla oka nocnym wykładaniem się spławika ryba ta nie przedstawia dla mnie jakiejkolwiek wartości. Sorki ale o czym wy piszecie? Że leszcz walczy?! Śmieszne skoro najczęściej łopatki po 2-3 kilo holowałem bez najmniejszych problemów na żyłeczkę 0,10-0,12 mm, grubsze nie bo nie było brań. I przy tak delikanym zestawie nie miałem problemów z tymi rybami. Ot trochę przymuruje, trochę szarpnie a jak łyknie powietrza to już całkowita szmata. Spróbójcie powalczyć na tak delikatny sprzęt z każdą inną rybą o tej samej wadze. Lin, karp, karaś, sandacz, szczupak, kleń, obojętne. Będzie o niebo mocniejsza. To najsłabsza ryba, obok martwej oczywiście:))) Z tych właśnie wszystkich powodów już nie łowię tej ryby od lat. Nie kręci mnie w ogóle bo ani mi nie smakuje ani też nie jest ona sportową, silną rybą. Pozdro wszystkim!
Czemu leszcz? Bo jest to ryba popularna. Owszem te duże osobniki +60 cm są dość rzadko łowione ale i tak jest jej sporo. Przynajmniej u mnie. Co do walorów smakowych. Jadłem i wędzone, smażone i w galarecie. I to ładne osobniki po 50-60 cm. I w żadnej postaci ryba ta mi nie smakowała. Nie piszę że ochydztwo ale mi za cholerę nie podchodzi. Wolę drapieżniki: sandacz, szczupak, sumek, węgor. Z białej jedynie lin. I teraz emocje. Poza faktycznie fajnym dla oka nocnym wykładaniem się spławika ryba ta nie przedstawia dla mnie jakiejkolwiek wartości. Sorki ale o czym wy piszecie? Że leszcz walczy?! Śmieszne skoro najczęściej łopatki po 2-3 kilo holowałem bez najmniejszych problemów na żyłeczkę 0,10-0,12 mm, grubsze nie bo nie było brań. I przy tak delikanym zestawie nie miałem problemów z tymi rybami. Ot trochę przymuruje, trochę szarpnie a jak łyknie powietrza to już całkowita szmata. Spróbójcie powalczyć na tak delikatny sprzęt z każdą inną rybą o tej samej wadze. Lin, karp, karaś, sandacz, szczupak, kleń, obojętne. Będzie o niebo mocniejsza. To najsłabsza ryba, obok martwej oczywiście:))) Z tych właśnie wszystkich powodów już nie łowię tej ryby od lat. Nie kręci mnie w ogóle bo ani mi nie smakuje ani też nie jest ona sportową, silną rybą. Pozdro wszystkim!
nie wiem gdzie ty mieszkasz i jakie tam masz zbiorniki ale jak byś był na Śląsku to byś leszcza całował z zachwytu jak byś go złapał bo tu szczerze powiedziawszy nic innego nie ma stawy mniejsze i większe zarybiają tylko i wyłącznie w 90 % karpiem to brania są przez 3 dni i co mam siedzieć nad wodą mając świadowość że na 100 % nic nie złapię bo nic tam innego nie ma poza 10 cm okonkami i płoteczkami natomiast na tych większych zbiornikach właśnie tenże leszcz ratuje sytuację że jest jakieś zajęcie lepsze niż godzinami ślęczeć i patrzeć w spławik czy bombkę że może jeszcze został jakiś karpik nie zauważony przez kogoś czy może już któryś ze szczupaczków może dorósł do miary ,więc widzisz dlaczego ja szanuję leszcza ,,,,skoro lin szczupak karaś polski sum sandacz występuje w ilościach mikroskopijnych
tomas chciałbym zobaczyć jak wyciągasz leszcza 2-3 kg z Wisły na żyłkę 0,10-0,12 .Życzę udanego połowu
Czemu leszcz? Bo jest to ryba popularna. Owszem te duże osobniki +60 cm są dość rzadko łowione ale i tak jest jej sporo. Przynajmniej u mnie. Co do walorów smakowych. Jadłem i wędzone, smażone i w galarecie. I to ładne osobniki po 50-60 cm. I w żadnej postaci ryba ta mi nie smakowała. Nie piszę że ochydztwo ale mi za cholerę nie podchodzi. Wolę drapieżniki: sandacz, szczupak, sumek, węgor. Z białej jedynie lin. I teraz emocje. Poza faktycznie fajnym dla oka nocnym wykładaniem się spławika ryba ta nie przedstawia dla mnie jakiejkolwiek wartości. Sorki ale o czym wy piszecie? Że leszcz walczy?! Śmieszne skoro najczęściej łopatki po 2-3 kilo holowałem bez najmniejszych problemów na żyłeczkę 0,10-0,12 mm, grubsze nie bo nie było brań. I przy tak delikanym zestawie nie miałem problemów z tymi rybami. Ot trochę przymuruje, trochę szarpnie a jak łyknie powietrza to już całkowita szmata. Spróbójcie powalczyć na tak delikatny sprzęt z każdą inną rybą o tej samej wadze. Lin, karp, karaś, sandacz, szczupak, kleń, obojętne. Będzie o niebo mocniejsza. To najsłabsza ryba, obok martwej oczywiście:))) Z tych właśnie wszystkich powodów już nie łowię tej ryby od lat. Nie kręci mnie w ogóle bo ani mi nie smakuje ani też nie jest ona sportową, silną rybą. Pozdro wszystkim!
Ale spokojnie Koledzy , Tomek ma prawo mieć takie zdanie o tych pięknych , złoto - miedzianych rybach i trzeba to uszanować . Nie byłbym oczywiście sobą gdybym nie dodał , że sandacz też
"" idzie jak szmata "" jak weźmie głęboki oddech :)))
tomas chciałbym zobaczyć jak wyciągasz leszcza 2-3 kg z Wisły na żyłkę 0,10-0,12 .Życzę udanego połowu
Takich po 2 kg udało się kilka wyholować łowiąc feederkiem lub pickerem z zastosowaniem przyponu 0,12 i frajda przy tym była przednia,ten delikatny hol :) Ale przeważnie standardowo używam 0,14.
tomas chciałbym zobaczyć jak wyciągasz leszcza 2-3 kg z Wisły na żyłkę 0,10-0,12 .Życzę udanego połowu
Leszcze które ja łapałem były głównie z jezior. Choć największego swojego wyjąłem właśnie z Wisły w Toruniu. Co prawda sprzęt był dużo mocniejszy bo fedder 120 g i przypon z plećki 0,12 ale rybek:) i tak przypomiał sobie że warto było by powalczyć o życie dopiero parę metrów od brzegu a zestaw był wyrzucony daleko a przez te + 30 metrów holowałem go prawie jak worek. Po dostaniu tlenu padł na amen więc cała walka to może kilka metrów przy główce a żadna inna znana mi ryba +3 kg tak krótko nie walczy. Owszem ktoś kto ma same karpie lub 10 cm karaski czy płotki może chwalić leszcze ale ja mam zupełnie inne łowiska, gdzie ryby są i to duże a najważniejsze różne gatunkowo. I leszcz na ich tle wypada bardzo blado. Pod każdym względem.
Do Kolegi Jędrka @Jędrula. Właśnie odwrotnie, sandacz idzie słabo przez większość holu ale przy podbieraniu dostaje świra i wtedy ostro walczy, nawet jak złapie powietrze. Zresztą to też nie jest najsilniejsza ryba ale ją lubię, pod każdym względem;) Ale nic nie równa się brzanie. Nawet sum czy lin a nimi też mam do czynienia.
Podsumowując. Leszcz jak samo potoczne powiedzenie jest słaby, niewaleczny. A czy smaczny? Ja w nim nie gustuję ale "De gustibus non est disputantum" czyli o gustach się nie dyskutuje:) Pozdrawiam!
Czemu leszcz? Bo jest to ryba popularna. Owszem te duże osobniki +60 cm są dość rzadko łowione ale i tak jest jej sporo. Przynajmniej u mnie. Co do walorów smakowych. Jadłem i wędzone, smażone i w galarecie. I to ładne osobniki po 50-60 cm. I w żadnej postaci ryba ta mi nie smakowała. Nie piszę że ochydztwo ale mi za cholerę nie podchodzi. Wolę drapieżniki: sandacz, szczupak, sumek, węgor. Z białej jedynie lin. I teraz emocje. Poza faktycznie fajnym dla oka nocnym wykładaniem się spławika ryba ta nie przedstawia dla mnie jakiejkolwiek wartości. Sorki ale o czym wy piszecie? Że leszcz walczy?! Śmieszne skoro najczęściej łopatki po 2-3 kilo holowałem bez najmniejszych problemów na żyłeczkę 0,10-0,12 mm, grubsze nie bo nie było brań. I przy tak delikanym zestawie nie miałem problemów z tymi rybami. Ot trochę przymuruje, trochę szarpnie a jak łyknie powietrza to już całkowita szmata. Spróbójcie powalczyć na tak delikatny sprzęt z każdą inną rybą o tej samej wadze. Lin, karp, karaś, sandacz, szczupak, kleń, obojętne. Będzie o niebo mocniejsza. To najsłabsza ryba, obok martwej oczywiście:))) Z tych właśnie wszystkich powodów już nie łowię tej ryby od lat. Nie kręci mnie w ogóle bo ani mi nie smakuje ani też nie jest ona sportową, silną rybą. Pozdro wszystkim!
z tym sandaczem to sie zgadzam ,duzego co prawda nie złowiłem ale miałem kilk ryb do 3,80kg i żaden nie walczył za bardzo :)
Ale spokojnie Koledzy , Tomek ma prawo mieć takie zdanie o tych pięknych , złoto - miedzianych rybach i trzeba to uszanować . Nie byłbym oczywiście sobą gdybym nie dodał , że sandacz też
"" idzie jak szmata "" jak weźmie głęboki oddech :)))
tomas chciałbym zobaczyć jak wyciągasz leszcza 2-3 kg z Wisły na żyłkę 0,10-0,12 .Życzę udanego połowu
Leszcze które ja łapałem były głównie z jezior. Choć największego swojego wyjąłem właśnie z Wisły w Toruniu. Co prawda sprzęt był dużo mocniejszy bo fedder 120 g i przypon z plećki 0,12 ale rybek:) i tak przypomiał sobie że warto było by powalczyć o życie dopiero parę metrów od brzegu a zestaw był wyrzucony daleko a przez te + 30 metrów holowałem go prawie jak worek. Po dostaniu tlenu padł na amen więc cała walka to może kilka metrów przy główce a żadna inna znana mi ryba +3 kg tak krótko nie walczy. Owszem ktoś kto ma same karpie lub 10 cm karaski czy płotki może chwalić leszcze ale ja mam zupełnie inne łowiska, gdzie ryby są i to duże a najważniejsze różne gatunkowo. I leszcz na ich tle wypada bardzo blado. Pod każdym względem.
Do Kolegi Jędrka @Jędrula. Właśnie odwrotnie, sandacz idzie słabo przez większość holu ale przy podbieraniu dostaje świra i wtedy ostro walczy, nawet jak złapie powietrze. Zresztą to też nie jest najsilniejsza ryba ale ją lubię, pod każdym względem;) Ale nic nie równa się brzanie. Nawet sum czy lin a nimi też mam do czynienia.
Podsumowując. Leszcz jak samo potoczne powiedzenie jest słaby, niewaleczny. A czy smaczny? Ja w nim nie gustuję ale "De gustibus non est disputantum" czyli o gustach się nie dyskutuje:) Pozdrawiam!
z tym sandaczem to sie zgadzam ,duzego co prawda nie złowiłem ale miałem kilk ryb do 3,80kg i żaden nie walczył za bardzo :)
ja powiem od siebie tak: leszcz jest moją ulubioną rybą do spożycia jeśli chodzi o białoryb :) pamiętam leszcze z wisły : ja 1,2 , wuja 4,2, ojciec 2,3 kg . przyrzadzone mmmmmmmmmmmmmm pychotka !
Ale Tomek pierdoły piszesz . W życiu Ci nie uwieże że targałeś 3 kilowe leszcze na delikatny zestaw jak szmaty . Ja łowie na delikatny zestaw i kity możesz wciskać kolegom ,co ulubioną metodą jest siedzenie przy gruntówkach i sporadycznie łowią bacikiem ,lub bolonką.
Leszcz nie należy do ryb najmocniejszych ,ale duże leszcze nie są rybami słabymi i łopata 50 cm ,spokojnie targa delikatny zestaw - bez dobrej umiejętności obsługiwania takiego sprzętu .
Jak ktoś mi tu pisze że targa 3 kilowe leszcze na żyłeczke 0,10 bez problemu ,to bajkopisarz i pewnie odnosi sie to do leszczyków 20 cm ,a nie do łopat.
Ja bynajmniej w to nie wierze ,bo łowie na takie zestawy regularnie ,cały rok -od wiosny do pierwszego lodu.Oczywiście zmęczony i będący u góry leszcz nie stawia oporu i hol wtedy jest łatwy -to się zgodze ,ale do takiego momentu jest spora droga i zaraz po braniu szmatą ta ryba nie jest.
Karaś ,jest waleczny ,ale bez przesady i szybciej karasia targam bez problemu niż lopate- plus dla tej ryby że walczy do końca ,nawet przy brzegu ,karp i amur ,to już oczywiście siła dość spora .Szczupak to taki waleczny średniak - mieliśmy teraz okazje poczuć 10 kilówkę - zdjęcie na wyprawy na śląsku -sandacza można zaliczyć do ryb słabych .
Nigdy nie miałem na kiju metrówki ,ale porównując dajmy na to 50 sandacza ,a szczupaka - to sandacz wypada blado .
Okoń bardzo waleczny-oczywiście jak na swoje wymiary ,bo łowimy przeważnie w granicach 20 -30cm( idzie wyczuć go od razu ,jak z pośród płotek on przyatakuje ) ,płoć ma swój klimat i zawsze wyczuje że właśnie holuje tą rybę .
Pamiętajcie że każda ryba walczy i każdej należy sie szacunek .
tomas chciałbym zobaczyć jak wyciągasz leszcza 2-3 kg z Wisły na żyłkę 0,10-0,12 .Życzę udanego połowu
Leszcze które ja łapałem były głównie z jezior. Choć największego swojego wyjąłem właśnie z Wisły w Toruniu. Co prawda sprzęt był dużo mocniejszy bo fedder 120 g i przypon z plećki 0,12 ale rybek:) i tak przypomiał sobie że warto było by powalczyć o życie dopiero parę metrów od brzegu a zestaw był wyrzucony daleko a przez te + 30 metrów holowałem go prawie jak worek. Po dostaniu tlenu padł na amen więc cała walka to może kilka metrów przy główce a żadna inna znana mi ryba +3 kg tak krótko nie walczy. Owszem ktoś kto ma same karpie lub 10 cm karaski czy płotki może chwalić leszcze ale ja mam zupełnie inne łowiska, gdzie ryby są i to duże a najważniejsze różne gatunkowo. I leszcz na ich tle wypada bardzo blado. Pod każdym względem.
Do Kolegi Jędrka @Jędrula. Właśnie odwrotnie, sandacz idzie słabo przez większość holu ale przy podbieraniu dostaje świra i wtedy ostro walczy, nawet jak złapie powietrze. Zresztą to też nie jest najsilniejsza ryba ale ją lubię, pod każdym względem;) Ale nic nie równa się brzanie. Nawet sum czy lin a nimi też mam do czynienia.
Podsumowując. Leszcz jak samo potoczne powiedzenie jest słaby, niewaleczny. A czy smaczny? Ja w nim nie gustuję ale "De gustibus non est disputantum" czyli o gustach się nie dyskutuje:) Pozdrawiam!
Nie wiem Kolego jak u Ciebie te sandacze się zachowują ale u mnie każda ryba jak nabierze powietrza to słabnie , sandacz nie jest wyjątkiem . Ale nie ważne , mowa przecież o leszczach .
Każdej wielkości ryba " idzie jak szmata " jak się używa topornych zestawów z żyłką do wieszania bielizny.
Osobiście uważam , że leszcz jest bardzo atrakcyjną wędkarsko rybą dającą łowcy wiele satysfakcji z jej łowienia .
Na pewno też ich celowe łowienie związane z odpowiednim ich zanęceniem i utrzymaniem na łowisku nie jest dla wszystkich. Pozdrawiam
P.S.
Do tej pory łowiłem je wyłącznie na feedera w nocy - w tym roku łowię je na spining / bez przypadkowości ! / na wklejankę do 8 g z 1-2 cm riperkiem lub woblerem .
W Rogowie Opolskim łowiłem leszcze 72/74 cm na zestaw (główna żyłka 0.14 i przypon 0.10) i muszę powiedzieć/napisać że nie było żadnej walki czy mocnych szarpnięć ze strony leszcza, jedynie już przy samym brzegu powiedzmy około trzech/czterech metrów od brzegu leszcz dawał się we znaki i tu musimy pamiętać o dobrze wyregulowanym hamulcu i oczywiście musimy pamiętać o dobrej pracy nadgarstka, nadgarstek w takim wypadku musi być bardzo elastyczny i wtedy nasza praca/hol ryby nie pójdzie na marne :))))))))
Dodam że nie używam karpiówek i feederów łowię na delikatne pickiery
To widzisz - może w Rogowie Opolskim w związku z uwarunkowaniem geograficznym leszcze są słabsze / osłabione / niż gdzie indziej.
Co prawda na feedera używam delikatniejszego zestawu niż kol. - ale atrakcja holu leszcza jest związana po prostu z urodą i gatunkiem tej ryby.
Jak ktoś się decyduję na jej łowienie to chyba ma jakąś minimalną świadomość , że nie będzie miał takich samych atrakcji z holowania jak podczas holu halibuta , czy marlina ?
Ciekawe rzeczy piszecie o leszczach. Miałem się nie wdawać w takie dyskusje, bo mnie już tu "wyprostowano" w temacie łowienia sandaczy, ale nie wytrzymałem. Opisałem kilka przygód z łowieniem leszczy na blogu ( kto zainteresowany to zapraszam do lektury ), więc nie chciałbym się powtarzać. Żyłka 0,22 na przyponie pękała . Być może była zleżała, być może miałem źle ustawiony hamulec, ale to fakt. Największe brały nocą. Piłeczka sygnalizacyjna klinowała mi się w kratce podłogowej i w ten sposób traciłem wielkie leszcze. Duży leszcz żerujący na stoku potrafi podnieść przynętę na metr. Łowiłem na młode ziemniaki w mundurkach. Przynęta bardzo selektywna. To było ze 20-cia lat temu . Teraz pewnie poradziłbym sobie znacznie lepiej, ale inne mam już wędkarskie priorytety. 4 lata szukałem leszczy bez echosondy, ale w końcu trafiłem. Łatwiej namierzyć leszcze spod lodu...
Co do smaku, to duży leszcz jest wyborny. Duże dzwonko leszcza, ziemniaczki, mizeria...obiad marzenie...
Mnie nie dziwi że b.dużo wędkarzy wybiera się na leszcze. Leszcz jest rybą pospolitą a do tego smaczną/duży/.Oczywiście dużych okazów coraz mniej a więc złowienie dużego to dodatkowa atrakcja.To wciąga .Pozdrawiam.
Ciekawe rzeczy piszecie o leszczach. Miałem się nie wdawać w takie dyskusje, bo mnie już tu "wyprostowano" w temacie łowienia sandaczy, ale nie wytrzymałem. Opisałem kilka przygód z łowieniem leszczy na blogu ( kto zainteresowany to zapraszam do lektury ), więc nie chciałbym się powtarzać. Żyłka 0,22 na przyponie pękała . Być może była zleżała, być może miałem źle ustawiony hamulec, ale to fakt. Największe brały nocą. Piłeczka sygnalizacyjna klinowała mi się w kratce podłogowej i w ten sposób traciłem wielkie leszcze. Duży leszcz żerujący na stoku potrafi podnieść przynętę na metr. Łowiłem na młode ziemniaki w mundurkach. Przynęta bardzo selektywna. To było ze 20-cia lat temu . Teraz pewnie poradziłbym sobie znacznie lepiej, ale inne mam już wędkarskie priorytety. 4 lata szukałem leszczy bez echosondy, ale w końcu trafiłem. Łatwiej namierzyć leszcze spod lodu...
Co do smaku, to duży leszcz jest wyborny. Duże dzwonko leszcza, ziemniaczki, mizeria...obiad marzenie...
No to jest nas więcej. Ale wtedy ... te żyłki.... wiesz o co mi chodzi. Ale czytając niektóre wypowiedzi stwierdzam, że kilka osób nigdy nie złowiło leszcza powyżej 50 cm. Eeeee tam! Wszak wiemy swoje.
Kto jadł takie, odpowiednio przyrządzone - tzn. solanka, suszenie, kilka godzin wędzenia ?
Sam wędzę Kolego Zibi. Doskonała rzecz. Aleś mi teraz dowalił! Ała! Ślina cieknie!
Każdej wielkości ryba " idzie jak szmata " jak się używa topornych zestawów z żyłką do wieszania bielizny.
Osobiście uważam , że leszcz jest bardzo atrakcyjną wędkarsko rybą dającą łowcy wiele satysfakcji z jej łowienia .
Na pewno też ich celowe łowienie związane z odpowiednim ich zanęceniem i utrzymaniem na łowisku nie jest dla wszystkich. Pozdrawiam
P.S.
Do tej pory łowiłem je wyłącznie na feedera w nocy - w tym roku łowię je na spining / bez przypadkowości ! / na wklejankę do 8 g z 1-2 cm riperkiem lub woblerem .
witam .sorry ernest ale ja łowie na mocny sprzęt a na kołowrotkach mam nawiniętą zyłke 0,35 lub plecionkę gdyż łowie " bardzo czesto na sztywno " bo zestawy kładę metr od trzcin i nie zgodzę sie z tym co napisałeś ze na mocny sprzet każda ryba idzie jak szmata , miałeś na haku choc by sredniej wielkości ( kilkunasto kilogramowego) amura (o większych nie wspomnę ) , wiesz co ta ryba wyprawia :) ,jak walczy ? uwierz mi ale nie idzie jak szmata , w walkę wkłada cała swoja siłę a potem na brzegu przed wypuszczeniem "reanimacja " trwa nawet pól godziny zanim ryba bezpiecznie odpłynie . pozdro.
Ranimacja :) Wędkarstwo sportowe to jest coś!
Łowić rybę i męczyć po to, żeby ja potem reanimować. To ja ją wolę zjeść. :)
Łowić rybę i męczyć po to, żeby ja potem reanimować. To ja ją wolę zjeść. :)
No ale zaraz ! Ja też chcę tego amura złapać , niech wypuszcza . Potem , go złapię Marcin , Krzysiek , Ola.... i jak będą tak wypuszczać to wiele osób będzie miało piękny rekord .
Noooo , jak Ty złapiesz to będą ""pieczone "" ale wszystkiego miec nie można .
Choć nie przepadam za amurem w naszych wodach to jednak przykład jest dobry i przedszkolnie prosty a jednak nie wszyscy go ogarniają . Szkoda , że np. w Niemczech ""wszyscy"" ryby biorą a ich nie ubywa , jak oni to robią ?