Jeżdżę z kumplem /bardzo początkującym wędkarzem i raczej odpornym na publikacje wędkarskie i pogłębianie wiedzy/. Jest dodatkowo sknerą co woli haczyk pożyczyć lub gumkę niż wydać 10 zł w sklepie. Pudełko wędkarskie ma jeszcze made in DDR a w nim 3 /słownie trzy gómki i 2 główki/. Gumki to znalazł kiedyś na brzegu - zapewne z powodu znacznego zużycia, główki dostał ode mnie - sęp jeden.
A gdy razem wypływamy łódką na jezioro to on łowi, farciasz jeden. I nie prowadzi prznęty jakoś specjalnie skomplikowanie. Zdaje się, że wogóle o tym nie myśli.
Dobił mnie we wrześniu nad jeziorem Głuszyńskim. Gdzie zaprosił mnie na działkę bym mu pokazał jak się montuje boczny trok na okonia. Zmontowałem, popłyneliśmy na ryby. Był wczorajszy a w łódce z plecaka wylął jeszcze flaszkę. Pomyślałem pod trzciny i ćwiczę spławiczek - niech się kolega odtaja. On rzuca boczny trok i męcąc uroki przyrody strasznie przynudza. Ja spławiczek i płoteczki. Szlag mnie trafił gdy wyciągnął 9-tego okonia i każdy prawie 80 dkg. Zwinąłem spławik i zacząłem boczny trok - zero. Zmieniam miejscówki dalej zero. Następnego dnia opłynąłem pół jeziora i również zero - nawet najmniejszy okone nie pogonił.
nie przejmuj się moze za mocno spinasz sie nic na siłę. gdybyś byl w okolicy Piły od wiosny zapraszam pewnie czegoś bym Cie nauczyl choc sam jestem początkujący. pozdrawaim.
No chodzi o to, że ja wędkuję wiele lat,kiedy mepssy były tak drogie, że nurkowało się w rzece po nie, gdy był zaczep.
"wychowuje" teraz jednego spiningiste. i taż czasami byłem przerazony bo po kilku miesiącach podpatrywania zaczał lepij radzic sobie niz ja. ale to dobrze. spróbuj popływac w trolingu woblerami na pewno złapiesz duza rybe. wybierz jezioro do 30 h i głębokosci do 4 m. kilka dni temu byłem z kolega i złapał w trolingu na alge 2 szczupaka 86 cm. a co do okoni to trzeba je umieć łapac nie jest to takie proste. pozdrawiam
"A gdy razem wypływamy łódką na jezioro to on łowi, farciasz jeden. I nie prowadzi prznęty jakoś specjalnie skomplikowanie. Zdaje się, że wogóle o tym nie myśli."
Niekiedy i tak bywa i co najgorsze, to nie ma na to recepty. Są dwa wyjścia z tej sytuacji. Podpatrywać Kolegę i łapać, albo się poddać. Pozdrawiam. Fajny wpis.
Tak to już jest w życiu ... im uczciwiej, za własne, ciężko zapracowane tym mniej (choć satysfakcja większa) a im bardziej od niechcenia, za cudze i dla zabawy tym wszystko lżej przychodzi. W tej całej sytuacji masz o tyle dobrze, że dzięki Niemu masz ciekawe anegdotki :)
Hahahahahhaha.....znam to z życia, będąc z siostrzeńcem który dopiero co zaczął przygodę z wędkarstwem (po mojej namowie) na którymś tam zbiorniku dał mi tak popalic że nie wiedziałem o co tu chodzi, a dosłownie łowił około pięciu metrów obok, On wyciągał dorodne karasie a ja tylko sie temu przyglądałem, byłem bezsilny i patrzyłem jak co rusz wyciąga je z wody.............:)
I tak jak ktoś wyżej powiedział/napisał, nic na siłę .............
Takie sytuacje uważam za fuksy bo innego wytlumaczenia nie ma. U mnie jest podobnie jest jeden dziadek który wedkuje teleskopem z szczytówką od pikera do tego zylka 0,30 gruba zielona stalka i biczuje wodę wahadłami. Podczas zwijania zstawu nie prowadzi go jakos finezyjnie a raczej tak jakby lowil bolenie i wyniki ma bardzo dobre . Pewnego razu obłowilem jedna bajkową miejscowkę przez 2h i nic ani pobicia wiec znudzony poszedlem dalej a w to miejsce wszedł dziadek i co bodajże w 4 rzucie zapiął szczupa 83cm :/ , wkurzony poszedlem do domu !! :P.
Twoja przewaga umiejętności i sprzętu będzie widoczna dopiero gdy ryby bedą słabo żerowały i wtedy jakimś sposobem je przechytrzysz a kolega będzie sępił "łowne" przynęty :)
Pogratuluj szczerze koledze zamiast mu zazdrościć, to szczęście powróci. Każdy kto wędkował w towarzystwie innych wędkarzy przeżył coś takiego. Normalka.
Tzw.prawo frajera (dziwnie brzmi toto) to nic innego jak stary wędkarski trik...X spinningistów młóci wodę szablonowymi przynętami,w szablonowych miejscach,szablonowo je wiążąc na szablonowych zestawach,potem szablonowo (a jak !) ściągają je pod szczytówki...:)Standardowy esox naogląda sie ich do znudzenia,wszystkie pod podobne kopyto,o podobnej pracy i tempie...Schemat ten dotyczy się wszystkich ryb,zarówno drapieżców jak i tych spod znaku ochotki czy chlebka.:)Przychodzi wtedy nowicjusz,na pałę montuje zestaw,wiąże coś tam do byle jakiej żyły,podaje byle co na byle jaką głębokość i....łowi ryby,te same których kozak z 20 letnim stażem nie potrafi wyłuskać z wody.One skuszone na coś innego,w dziwacznym miejscu,na przekór logice i całej wędkarskiej wiedzy walą jedna po drugiej do siatki zdurniałego ze szczęścia adepta wędkarstwa.O czym to świadczy? ano o tym że czasem będąc na rybach po wykonaniu xxxx pustych rzutów trzeba się mocno zastanowić dlaczego rybna wczoraj woda dziś jest niczym studnia,trzeba pomyśleć dlaczego tak jest i pokombinować trochę,połowić z głową...:) Nie gryzą oklepanych ripperów 10-tek? na agrafce powinno zawisnąć gumiane monstrum bądż paproszek ledwie...,lubiły wcześniej ściągane wolniutko gumiaszki? -teraz zapodajmy sprintera....Nie chcą odwiecznych obrotówek? to zapodajmy woblerka...itd...do skutku,byle inaczej,jak ten frajer :)) Za takie właśnie kombinacje kocham wędkarstwo,za tę nieprzewidywalność i ciągłe dostosowywanie się do wody i jej mieszkańców.
hehe znam podobny przypadek;p wlasciwie to moj i mojego kumpla;p doksztalcam sie jak moge, uzywam wszystkich rad wielu znanych wedkarzy, czy to spinningowych czy gruntowych i rzadko kiedy potrafie cos zlowic, a mam kumpla ktory kompletnie nie ma nic, juz od pol roku wedke sobie kupuje, zawsze pozyczam mu swoja i jakos oin ma fart a ja nie;P
To pewnie Jonasz jakiś jest.Też takiego miałem i się go pozbyłem.Teraz pływa sam i guzik łapie, a kiedyś z kim by nie pływał każdemu przynosił niefart.
panowie,jest też tak że to działa w drugą stronę,otóż kiedyś zabrałem się za struganie woblerków, zrobiłem pierwszego i bez malowania postanowiłem sprawdzić jak pracuje w wodzie,nad stawem siedzi kolega z żwcówką i na widok mojego dzieła z kory topolowej mówi ,grześ na drewienko to ty ryby nie złowisz. rzuciłem pod kępę sitowia i po trzech obrotach korbką zaciąłem szczupaka 74cm.
Ja na ryby chodzę przeważnie sam, a po ryby to do sklepu.Nad wodą od złapanych ryb ważniejszy jest spokój i odpoczynek.Cierpliwości a rybka sama przyjdzie.
Jeżdżę z kumplem /bardzo początkującym wędkarzem i raczej odpornym na publikacje wędkarskie i pogłębianie wiedzy/. Jest dodatkowo sknerą co woli haczyk pożyczyć lub gumkę niż wydać 10 zł w sklepie. Pudełko wędkarskie ma jeszcze made in DDR a w nim 3 /słownie trzy gómki i 2 główki/. Gumki to znalazł kiedyś na brzegu - zapewne z powodu znacznego zużycia, główki dostał ode mnie - sęp jeden.
A gdy razem wypływamy łódką na jezioro to on łowi, farciasz jeden. I nie prowadzi prznęty jakoś specjalnie skomplikowanie. Zdaje się, że wogóle o tym nie myśli.
Dobił mnie we wrześniu nad jeziorem Głuszyńskim. Gdzie zaprosił mnie na działkę bym mu pokazał jak się montuje boczny trok na okonia. Zmontowałem, popłyneliśmy na ryby. Był wczorajszy a w łódce z plecaka wylął jeszcze flaszkę. Pomyślałem pod trzciny i ćwiczę spławiczek - niech się kolega odtaja. On rzuca boczny trok i męcąc uroki przyrody strasznie przynudza. Ja spławiczek i płoteczki. Szlag mnie trafił gdy wyciągnął 9-tego okonia i każdy prawie 80 dkg. Zwinąłem spławik i zacząłem boczny trok - zero. Zmieniam miejscówki dalej zero. Następnego dnia opłynąłem pół jeziora i również zero - nawet najmniejszy okone nie pogonił.
Może na myśliwego się nadaję
Co otym myślicie
Piotrek
nie przejmuj się moze za mocno spinasz sie nic na siłę. gdybyś byl w okolicy Piły od wiosny zapraszam pewnie czegoś bym Cie nauczyl choc sam jestem początkujący. pozdrawaim.
No chodzi o to, że ja wędkuję wiele lat,kiedy mepssy były tak drogie, że nurkowało się w rzece po nie, gdy był zaczep.
No chodzi o to, że ja wędkuję wiele lat,kiedy mepssy były tak drogie, że nurkowało się w rzece po nie, gdy był zaczep.
"wychowuje" teraz jednego spiningiste. i taż czasami byłem przerazony bo po kilku miesiącach podpatrywania zaczał lepij radzic sobie niz ja. ale to dobrze. spróbuj popływac w trolingu woblerami na pewno złapiesz duza rybe. wybierz jezioro do 30 h i głębokosci do 4 m. kilka dni temu byłem z kolega i złapał w trolingu na alge 2 szczupaka 86 cm. a co do okoni to trzeba je umieć łapac nie jest to takie proste. pozdrawiam
Hahahahaha Tak niestety Bywa:)
najgorsze, że ja to sam ze sobą dopiero w domu pogadam
"A gdy razem wypływamy łódką na jezioro to on łowi, farciasz jeden. I nie prowadzi prznęty jakoś specjalnie skomplikowanie. Zdaje się, że wogóle o tym nie myśli."
Niekiedy i tak bywa i co najgorsze, to nie ma na to recepty. Są dwa wyjścia z tej sytuacji. Podpatrywać Kolegę i łapać, albo się poddać. Pozdrawiam. Fajny wpis.
To temu, że mu wypominasz te pożyczone gumki ;-)
To temu, że mu wypominasz te pożyczone gumki ;-)
Nie pożyczone, tylko ofiarowane i właśnie na takie najlepiej biorą rybki.Pozdrawiam Bogdan.
Tak to już jest w życiu ... im uczciwiej, za własne, ciężko zapracowane tym mniej (choć satysfakcja większa) a im bardziej od niechcenia, za cudze i dla zabawy tym wszystko lżej przychodzi. W tej całej sytuacji masz o tyle dobrze, że dzięki Niemu masz ciekawe anegdotki :)
Hahahahahhaha.....znam to z życia, będąc z siostrzeńcem który dopiero co zaczął przygodę z wędkarstwem (po mojej namowie) na którymś tam zbiorniku dał mi tak popalic że nie wiedziałem o co tu chodzi, a dosłownie łowił około pięciu metrów obok, On wyciągał dorodne karasie a ja tylko sie temu przyglądałem, byłem bezsilny i patrzyłem jak co rusz wyciąga je z wody.............:)
I tak jak ktoś wyżej powiedział/napisał, nic na siłę .............
Takie sytuacje uważam za fuksy bo innego wytlumaczenia nie ma.
U mnie jest podobnie jest jeden dziadek który wedkuje teleskopem z szczytówką od pikera do tego zylka 0,30 gruba zielona stalka i biczuje wodę wahadłami. Podczas zwijania zstawu nie prowadzi go jakos finezyjnie a raczej tak jakby lowil bolenie i wyniki ma bardzo dobre . Pewnego razu obłowilem jedna bajkową miejscowkę przez 2h i nic ani pobicia wiec znudzony poszedlem dalej a w to miejsce wszedł dziadek i co bodajże w 4 rzucie zapiął szczupa 83cm :/ , wkurzony poszedlem do domu !! :P.
Twoja przewaga umiejętności i sprzętu będzie widoczna dopiero gdy ryby bedą słabo żerowały i wtedy jakimś sposobem je przechytrzysz a kolega będzie sępił "łowne" przynęty :)
Pogratuluj szczerze koledze zamiast mu zazdrościć, to szczęście powróci.
Każdy kto wędkował w towarzystwie innych wędkarzy przeżył coś takiego.
Normalka.
zadziałało tak zwane prawo frajera pierwszy raz i są wyniki następnym razem nie zabieraj go (żart)
Tzw.prawo frajera (dziwnie brzmi toto) to nic innego jak stary wędkarski trik...X spinningistów młóci wodę szablonowymi przynętami,w szablonowych miejscach,szablonowo je wiążąc na szablonowych zestawach,potem szablonowo (a jak !) ściągają je pod szczytówki...:)Standardowy esox naogląda sie ich do znudzenia,wszystkie pod podobne kopyto,o podobnej pracy i tempie...Schemat ten dotyczy się wszystkich ryb,zarówno drapieżców jak i tych spod znaku ochotki czy chlebka.:)Przychodzi wtedy nowicjusz,na pałę montuje zestaw,wiąże coś tam do byle jakiej żyły,podaje byle co na byle jaką głębokość i....łowi ryby,te same których kozak z 20 letnim stażem nie potrafi wyłuskać z wody.One skuszone na coś innego,w dziwacznym miejscu,na przekór logice i całej wędkarskiej wiedzy walą jedna po drugiej do siatki zdurniałego ze szczęścia adepta wędkarstwa.O czym to świadczy? ano o tym że czasem będąc na rybach po wykonaniu xxxx pustych rzutów trzeba się mocno zastanowić dlaczego rybna wczoraj woda dziś jest niczym studnia,trzeba pomyśleć dlaczego tak jest i pokombinować trochę,połowić z głową...:) Nie gryzą oklepanych ripperów 10-tek? na agrafce powinno zawisnąć gumiane monstrum bądż paproszek ledwie...,lubiły wcześniej ściągane wolniutko gumiaszki? -teraz zapodajmy sprintera....Nie chcą odwiecznych obrotówek? to zapodajmy woblerka...itd...do skutku,byle inaczej,jak ten frajer :)) Za takie właśnie kombinacje kocham wędkarstwo,za tę nieprzewidywalność i ciągłe dostosowywanie się do wody i jej mieszkańców.
hehe znam podobny przypadek;p wlasciwie to moj i mojego kumpla;p doksztalcam sie jak moge, uzywam wszystkich rad wielu znanych wedkarzy, czy to spinningowych czy gruntowych i rzadko kiedy potrafie cos zlowic, a mam kumpla ktory kompletnie nie ma nic, juz od pol roku wedke sobie kupuje, zawsze pozyczam mu swoja i jakos oin ma fart a ja nie;P
To pewnie Jonasz jakiś jest.Też takiego miałem i się go pozbyłem.Teraz pływa sam i guzik łapie, a kiedyś z kim by nie pływał każdemu przynosił niefart.
panowie,jest też tak że to działa w drugą stronę,otóż kiedyś zabrałem się za struganie woblerków, zrobiłem pierwszego i bez malowania postanowiłem sprawdzić jak pracuje w wodzie,nad stawem siedzi kolega z żwcówką i na widok mojego dzieła z kory topolowej mówi ,grześ na drewienko to ty ryby nie złowisz. rzuciłem pod kępę sitowia i po trzech obrotach korbką zaciąłem szczupaka 74cm.
Dużo farta w nowym sezonie
Daniel załóż z powrotem bloga!!!
Kiedyś Mepssy były po 5 z; :D dzis sa po 10 :D
Kiedyś Mepssy były po 5 z; :D dzis sa po 10 :D
kup mepssa na toniowe szczupaki 92 zł
Panie kolego prosty sposób, zmień sobie kolegę do wędkowania ,po przeczytaniu Twojego postu jestem pewna ,że z tym kumplem już ryby nie złowisz.
Ja na ryby chodzę przeważnie sam, a po ryby to do sklepu.Nad wodą od złapanych ryb ważniejszy jest spokój i odpoczynek.Cierpliwości a rybka sama przyjdzie.
Kto wierzy w gusła temu d...a uschła??
Nie wiem czy to też sie sprawdza