W sobotę 0 13,30 na targach "Na ryby" na spotkaniu z Romanem Pietrzakiem na temat: Dlaczego chorują trocie i łososie w Polsce? dowiedziałem się, że : 1. Obserwowana w Polsce od dwu ostatnich ciągów tarłowych choroba - wrzodzienica troci jest skutkiem zarybień, gdyż występowała i występuje tam gdzie dokonywane są zarybienia łososiowatymi. 2. Problemem w Polsce nie zajmuje się nikt na taką skalę i nikt na tyle ważny, aby był w stanie go rozpoznać i podjąć decyzje zapobiegające chorobie. 3. "Sztuczny" wylęg i hodowla materiału zarybieniowego w Polsce odbywają się w sposób urągający wszelkim zasadom obowiązującym w cywilizowanym świecie (począwszy od brudnych rąk, a skończywszy na braku zapobiegania chowowi wsobnemu). 4. Nie prowadzi się żadnych działań równoległych do zarybień, które poprawiałyby jakość wód w rzekach i Bałtyku. WNIOSKI: Rzeki to miejsca gdzie "produkuje" się materiał zarybieniowy, są tylko brudnym chlewikiem, w którym nikt nie zamierza sprzątać, a w którym hoduje się tuczniki troci, przyczyniając się do rozprzestrzeniania choroby, a tuczniki są po to żeby spłynęły do morza gdzie wyłowią je rybacy, a zarybienia nie są dla wędkarzy (dla nich są nędzne kelciny), mimo, że robi się to za ich pieniądze.
tak to prawda.popieram.latem widziałem taką troc chorą przy brzegu płyneła co ja pisze stała.cała owrzodziała normalnie się rozpadała widok straszny masakra.
"Popieram, popieram"... ale jakby ktoś zaproponował taką modyfikację okresu ochronnego, by móc poławiać w wydłużonym czasokresie tarlaki wchodzące jesienią do rzek (okres ochronny np. od 1.11 do 31.12) to zaraz odezwałyby się głosy sprzeciwu. Swoją drogą ryby późną jesienią i tak są poławiane - i to na znacznie większą skalę - tyle, że przez kłusowników. Tymczasem obecność wędkarzy na łowisku, przynajmniej częściowo, mogłaby zniwelować ich szkodliwą działalność. Co do diagnozy odnośnie przyczyn chorób populacji troci - to zasadniczo wypadnie się zgodzić - tzw. polityka zarybieniowa smoltem ze sztucznego wylęgu - swoje wreszcie zrobiła. Ale i warunki środowiskowe w samych rzekach Pomorza zmieniają się w kierunku niekorzystnym dla salmonidów - np. coraz wyższa temperatura wody, zachwiana gospodarka tlenowa sprawia, że wody te predysponowane są bardziej do bytowania gatunków nizinnych niż łososiowatych.
W sobotę 0 13,30 na targach "Na ryby" na spotkaniu z Romanem Pietrzakiem na temat: Dlaczego chorują trocie i łososie w Polsce? dowiedziałem się, że :
1. Obserwowana w Polsce od dwu ostatnich ciągów tarłowych choroba - wrzodzienica troci jest skutkiem zarybień, gdyż występowała i występuje tam gdzie dokonywane są zarybienia łososiowatymi.
2. Problemem w Polsce nie zajmuje się nikt na taką skalę i nikt na tyle ważny, aby był w stanie go rozpoznać i podjąć decyzje zapobiegające chorobie.
3. "Sztuczny" wylęg i hodowla materiału zarybieniowego w Polsce odbywają się w sposób urągający wszelkim zasadom obowiązującym w cywilizowanym świecie (począwszy od brudnych rąk, a skończywszy na braku zapobiegania chowowi wsobnemu).
4. Nie prowadzi się żadnych działań równoległych do zarybień, które poprawiałyby jakość wód w rzekach i Bałtyku.
WNIOSKI: Rzeki to miejsca gdzie "produkuje" się materiał zarybieniowy, są tylko brudnym chlewikiem, w którym nikt nie zamierza sprzątać, a w którym hoduje się tuczniki troci, przyczyniając się do rozprzestrzeniania choroby, a tuczniki są po to żeby spłynęły do morza gdzie wyłowią je rybacy, a zarybienia nie są dla wędkarzy (dla nich są nędzne kelciny), mimo, że robi się to za ich pieniądze.
Popieram to co napisałeś , wędkarze płacą ciężkie pieniądze , rybacy odławiają a dla wędkarzy zostają ochłapy .Pozdr....
tak to prawda.popieram.latem widziałem taką troc chorą przy brzegu płyneła co ja pisze stała.cała owrzodziała normalnie się rozpadała widok straszny masakra.
"Popieram, popieram"... ale jakby ktoś zaproponował taką modyfikację okresu ochronnego, by móc poławiać w wydłużonym czasokresie tarlaki wchodzące jesienią do rzek (okres ochronny np. od 1.11 do 31.12) to zaraz odezwałyby się głosy sprzeciwu. Swoją drogą ryby późną jesienią i tak są poławiane - i to na znacznie większą skalę - tyle, że przez kłusowników. Tymczasem obecność wędkarzy na łowisku, przynajmniej częściowo, mogłaby zniwelować ich szkodliwą działalność. Co do diagnozy odnośnie przyczyn chorób populacji troci - to zasadniczo wypadnie się zgodzić - tzw. polityka zarybieniowa smoltem ze sztucznego wylęgu - swoje wreszcie zrobiła. Ale i warunki środowiskowe w samych rzekach Pomorza zmieniają się w kierunku niekorzystnym dla salmonidów - np. coraz wyższa temperatura wody, zachwiana gospodarka tlenowa sprawia, że wody te predysponowane są bardziej do bytowania gatunków nizinnych niż łososiowatych.