Witam!Ostatnio podpatrzyłem niezłą miejscówkę często uczęszczaną przez jednego wędkarza. Doszły mnie słuchy, że miał tamkilka kilogramowych leszczy i ponad kilogramowego lina. Ja łowiłem kilkanaście metrów od niego(może ze 30). Pewnego dnia zauważyłem, że ów wędkarz miał przerwę w uczęszczaniu na łowisko. Pomyślałem, że skoro już od dwóch dni nie łowi w tym miejscu to ja mogę zacząć łowić na "jego" miejscu. Tak jak pomyślałem tak też zrobiłem i nie powiem złowiłem kilka ładnych leszczy. Następnego dnia również o 4 rano usiadłem na te miejsce. Po około 2 godzinach podchodzi do mnie ten wędkarz (bez żadnego sprzętu przy sobie) z pretensjami i wyrzutami z powodu zajęcia rzekomo jego łowiska. Zaczełem spokojnie mu tłumaczyć że zgodnie z zasadami RAPR panującymi na tym jeziorze kto pierwszy ten lepszy i nie ma prawa wyganiać mnie z łowiska. Swoje racje argumentował tym że on sypie tu kukurydzę, makaron i wydaje swoje pieniądze więc jest to jego łowisko. Zmęczony dalszymi kłutniami zwinąłem wędki i przeniosłem się na inne łowisko. Od razu muwię że na tym jeziorze nie jest prowadzona żadna rezerwacja brzegów ani coś w tym stylu. Jest to normalene jezioro dzierżawione przez PZW. Moje pytanie brzmi: Kto ma rację według was??? POZDRAWIAM
Oczywiście miałeś rację, i niepotrzebnie wycofałeś się z łowiska. Potwierdziłeś tylko temu rzekomemu wędkarzowi że jest na swoich włościach.
U mnie w kole podobny przypadek zakończył się sądem koleżeńskim i naganą przed frontem koła podczas zawodów wędkarskich oraz pouczeniem. Nie powiem by ganionemu koledze było miło , miał się z pyszna za brak znajomości RAPR.
Następnym razem nie schodź z łowiska, i wykonaj ewentualnie telefon do ssr-u, oni n apewno rozstrzygną taki spór bez problemu na Twoją korzyść, a i może stałego bywalca nauczą odrobiny regulaminu.
No Kolego według tego co opisałeś to ty masz rację,jak by ten drugi wędkarz przyszedł ze sprzętem i ty wiedząc że on non stop tam łowi zwolnił byś mu miejsce to by było bardzo kulturalne z Twojej strony ,ale bez sprzętu i z krzykiem??? to ja bym mu za cholerę nie zszedł pozdrawiam
Podpisuję się pod wypowiedziami Kolegów. Regulamin wyraźnie przecież mówi że :pierwszeństwo ma ten wędkarz który zajął miejsce wcześniej . Tak sprawa przedstawia się w teorii a jak wygląda rzeczywistość nad brzegami polskich wód ? Otóż postępowanie wielu wędkarzy miotanych niską rządzą złowienia ryby i pogrążonych w łowieckie gorączce nijak się ma do przepisów zapisanych w RAPR i etosu koleżeńskiego jakim powinniśmy kierować się na co dzień . Wędkarzowi roszczącemu pretensje i uparcie twierdzącemu że z tytułu zanęcania - łowisko jest jego własnością powiedziałbym tymi słowy :Pierwszeństwo ma ten wędkarz , który zajął miejsce wcześniej , jeśli chce Pan wędkować ew tym miejscu i mieć zarazem pewność że wrzucana przez pana zanęta nie pójdzie na zmarnowanie to jest tylko jedna rada : obranego miejsca wcześniej nie zanęcać lub nad zanęconym miejscem koczować . Mając do czynienia z rozwścieczonym oponentem , uważającym miejscówkę za swoją własność należy we wszelki możliwy sposób starć się uzmysłowić takiemu panu -iż nie wie co musiałby zrobić , ile , gdzie i za co zapłacić aby miejsce stało się choć w połowie jego własnością .
Wędkarz z którym maiłeś do czynienia według mnie zachował się niczym przysłowiowy pies ogrodnika "sam nie chce ale innym nie da ". W tym przypadku - nie chciało mu się chadzać na ryby ( bo zamrażalnik pełny ) ale miejscówki pilnować trzeba . Ot i polska rzeczywistość z jaką wszyscy zmagamy się na co dzień , łowiąc na wodach PZW.
Na pewno bym nie zajął mu łowiska jak by dzień w dzień łowił na tym samym miejscu np. gdyby przychodził codziennie rano o 4 to przecież bym nie wprosiłbym się przed nim o 3 rano ale jeśli od 2 dni go nie widziałem uznałem że zrezygnował z tego łowiska. Przyszła mi myśl że jego niespodziewana wizyta była spowodowana tym że jakiś "zaprzyjażniony wędkarz "zdał raport z tego co widział na "jego łowisku". Faktycznie był odemnie starszy i po prostu jako 15-letni chłopak wolałem nie wdawać się w dalsze kłutnie i utarczki z tym agresywnym w stosunku do mnie człowiekiem. POZDRAWIAM
Podpisuję się pod wypowiedziami Kolegów. Regulamin wyraźnie przecież
mówi że :pierwszeństwo ma ten wędkarz który zajął miejsce wcześniej .
Tak sprawa przedstawia się w teorii a jak wygląda rzeczywistość nad
brzegami polskich wód ? Otóż postępowanie wielu wędkarzy miotanych niską żądzą złowienia ryby i pogrążonych w łowieckie gorączce nijak się ma
do przepisów zapisanych w RAPR i etosu koleżeńskiego jakim powinniśmy
kierować się na co dzień . Wędkarzowi roszczącemu pretensje i uparcie
twierdzącemu że z tytułu zanęcania - łowisko jest jego własnością
powiedziałbym tymi słowy :Pierwszeństwo ma ten wędkarz , który zajął
miejsce wcześniej , jeśli chce Pan wędkować ew tym miejscu i mieć
zarazem pewność że wrzucana przez pana zanęta nie pójdzie na zmarnowanie
to jest tylko jedna rada : obranego miejsca wcześniej nie zanęcać lub
nad zanęconym miejscem koczować . Mając do czynienia z rozwścieczonym
oponentem , uważającym miejscówkę za swoją własność należy we wszelki
możliwy sposób starć się uzmysłowić takiemu panu -iż nie wie co musiałby
zrobić , ile , gdzie i za co zapłacić aby miejsce stało się choć w
połowie jego własnością .
Zgadzam się z wypowiedziami wszystkich przedmówców.Osobiście po takim wywodzie od wspomnianego wędkarza bez wędek,miejsca bym nie opuścił.JAKIM PRAWEM mam opuścić miejscówkę skoro gdy przyszedłem rano ona była pusta (kto pierwszy ten lepszy). U nas na Odrze jest podobnie z miejscówkami.Są osoby które zajmują miejscówki całymi tygodniami.Osobiście też mam swoją ulubioną główkę na którą chodzę jak jest wolna a przeważnie zawsze jest wolna gdyż trzeba wiedzieć gdzie zarzucać inaczej traci się zestaw. Na drugi raz jak przyjdzie ci taki wędkarz z pretensjami to po prostu grzecznie ale zdecydowanie poślij go do diabła......Pozdrawiam
Ja zachowałbym się nieco inaczej-jeśli delikwent zwróciłby się w grzeczny ,kulturalny sposób,dzierżyłby w dłoni wędki to ustąpiłbym.Natomiast w sytuacji ktorą opisuje autor wątku-posłałbym typa do wszystkich diabłów.
Zachowanie niektórych ludzi przechodzi ludzkie pojęcie niby po co wypraszał Cię z zajętego przez Ciebie miejsca jak nawet nie chciał łowić .ciekawe jak zdał kartę skoro przepisów nie zna
Zachowanie niektórych ludzi przechodzi ludzkie pojęcie niby po co wypraszał Cię z zajętego przez Ciebie miejsca jak nawet nie chciał łowić .ciekawe jak zdał kartę skoro przepisów nie zna
Witam!Ostatnio podpatrzyłem niezłą miejscówkę często uczęszczaną przez jednego wędkarza. Doszły mnie słuchy, że miał tamkilka kilogramowych leszczy i ponad kilogramowego lina. Ja łowiłem kilkanaście metrów od niego(może ze 30). Pewnego dnia zauważyłem, że ów wędkarz miał przerwę w uczęszczaniu na łowisko. Pomyślałem, że skoro już od dwóch dni nie łowi w tym miejscu to ja mogę zacząć łowić na "jego" miejscu. Tak jak pomyślałem tak też zrobiłem i nie powiem złowiłem kilka ładnych leszczy. Następnego dnia również o 4 rano usiadłem na te miejsce. Po około 2 godzinach podchodzi do mnie ten wędkarz (bez żadnego sprzętu przy sobie) z pretensjami i wyrzutami z powodu zajęcia rzekomo jego łowiska. Zaczełem spokojnie mu tłumaczyć że zgodnie z zasadami RAPR panującymi na tym jeziorze kto pierwszy ten lepszy i nie ma prawa wyganiać mnie z łowiska. Swoje racje argumentował tym że on sypie tu kukurydzę, makaron i wydaje swoje pieniądze więc jest to jego łowisko. Zmęczony dalszymi kłutniami zwinąłem wędki i przeniosłem się na inne łowisko. Od razu muwię że na tym jeziorze nie jest prowadzona żadna rezerwacja brzegów ani coś w tym stylu. Jest to normalene jezioro dzierżawione przez PZW. Moje pytanie brzmi: Kto ma rację według was??? POZDRAWIAM
Oczywiście miałeś rację, i niepotrzebnie wycofałeś się z łowiska. Potwierdziłeś tylko temu rzekomemu wędkarzowi że jest na swoich włościach.
U mnie w kole podobny przypadek zakończył się sądem koleżeńskim i naganą przed frontem koła podczas zawodów wędkarskich oraz pouczeniem. Nie powiem by ganionemu koledze było miło , miał się z pyszna za brak znajomości RAPR.
Następnym razem nie schodź z łowiska, i wykonaj ewentualnie telefon do ssr-u, oni n apewno rozstrzygną taki spór bez problemu na Twoją korzyść, a i może stałego bywalca nauczą odrobiny regulaminu.
Pozdrawiam
No Kolego według tego co opisałeś to ty masz rację,jak by ten drugi wędkarz przyszedł ze sprzętem i ty wiedząc że on non stop tam łowi zwolnił byś mu miejsce to by było bardzo kulturalne z Twojej strony ,ale bez sprzętu i z krzykiem??? to ja bym mu za cholerę nie zszedł pozdrawiam
Ja bym nie zszedł z miejsca.
Witajcie
Zdecydowanie popieram stanowisko Piotra 100574.
A w tym konkretnym przypadku, mam wrażenie, że ten pseudo wędkarz był od Ciebie starszy.
Wykazałeś przez to, że nie brakuje Ci kultury osobistej. No bo do czego doprowadziłaby pyskówka.
A gdyby jeszcze kiedyś spotkała Cię podobna historia - skorzystraj z rady Spokojnego.
Pozdrawiam.
Podpisuję się pod wypowiedziami Kolegów. Regulamin wyraźnie przecież mówi że :pierwszeństwo ma ten wędkarz który zajął miejsce wcześniej . Tak sprawa przedstawia się w teorii a jak wygląda rzeczywistość nad brzegami polskich wód ? Otóż postępowanie wielu wędkarzy miotanych niską rządzą złowienia ryby i pogrążonych w łowieckie gorączce nijak się ma do przepisów zapisanych w RAPR i etosu koleżeńskiego jakim powinniśmy kierować się na co dzień . Wędkarzowi roszczącemu pretensje i uparcie twierdzącemu że z tytułu zanęcania - łowisko jest jego własnością powiedziałbym tymi słowy :Pierwszeństwo ma ten wędkarz , który zajął miejsce wcześniej , jeśli chce Pan wędkować ew tym miejscu i mieć zarazem pewność że wrzucana przez pana zanęta nie pójdzie na zmarnowanie to jest tylko jedna rada : obranego miejsca wcześniej nie zanęcać lub nad zanęconym miejscem koczować . Mając do czynienia z rozwścieczonym oponentem , uważającym miejscówkę za swoją własność należy we wszelki możliwy sposób starć się uzmysłowić takiemu panu -iż nie wie co musiałby zrobić , ile , gdzie i za co zapłacić aby miejsce stało się choć w połowie jego własnością .
Wędkarz z którym maiłeś do czynienia według mnie zachował się niczym przysłowiowy pies ogrodnika "sam nie chce ale innym nie da ". W tym przypadku - nie chciało mu się chadzać na ryby ( bo zamrażalnik pełny ) ale miejscówki pilnować trzeba . Ot i polska rzeczywistość z jaką wszyscy zmagamy się na co dzień , łowiąc na wodach PZW.
Na pewno bym nie zajął mu łowiska jak by dzień w dzień łowił na tym samym miejscu np. gdyby przychodził codziennie rano o 4 to przecież bym nie wprosiłbym się przed nim o 3 rano ale jeśli od 2 dni go nie widziałem uznałem że zrezygnował z tego łowiska. Przyszła mi myśl że jego niespodziewana wizyta była spowodowana tym że jakiś "zaprzyjażniony wędkarz "zdał raport z tego co widział na "jego łowisku". Faktycznie był odemnie starszy i po prostu jako 15-letni chłopak wolałem nie wdawać się w dalsze kłutnie i utarczki z tym agresywnym w stosunku do mnie człowiekiem. POZDRAWIAM
Podpisuję się pod wypowiedziami Kolegów. Regulamin wyraźnie przecież mówi że :pierwszeństwo ma ten wędkarz który zajął miejsce wcześniej . Tak sprawa przedstawia się w teorii a jak wygląda rzeczywistość nad brzegami polskich wód ? Otóż postępowanie wielu wędkarzy miotanych niską żądzą złowienia ryby i pogrążonych w łowieckie gorączce nijak się ma do przepisów zapisanych w RAPR i etosu koleżeńskiego jakim powinniśmy kierować się na co dzień . Wędkarzowi roszczącemu pretensje i uparcie twierdzącemu że z tytułu zanęcania - łowisko jest jego własnością powiedziałbym tymi słowy :Pierwszeństwo ma ten wędkarz , który zajął miejsce wcześniej , jeśli chce Pan wędkować ew tym miejscu i mieć zarazem pewność że wrzucana przez pana zanęta nie pójdzie na zmarnowanie to jest tylko jedna rada : obranego miejsca wcześniej nie zanęcać lub nad zanęconym miejscem koczować . Mając do czynienia z rozwścieczonym oponentem , uważającym miejscówkę za swoją własność należy we wszelki możliwy sposób starć się uzmysłowić takiemu panu -iż nie wie co musiałby zrobić , ile , gdzie i za co zapłacić aby miejsce stało się choć w połowie jego własnością .
Zgadzam się z wypowiedziami wszystkich przedmówców.Osobiście po takim wywodzie od wspomnianego wędkarza bez wędek,miejsca bym nie opuścił.JAKIM PRAWEM mam opuścić miejscówkę skoro gdy przyszedłem rano ona była pusta (kto pierwszy ten lepszy).
U nas na Odrze jest podobnie z miejscówkami.Są osoby które zajmują miejscówki całymi tygodniami.Osobiście też mam swoją ulubioną główkę na którą chodzę jak jest wolna a przeważnie zawsze jest wolna gdyż trzeba wiedzieć gdzie zarzucać inaczej traci się zestaw.
Na drugi raz jak przyjdzie ci taki wędkarz z pretensjami to po prostu grzecznie ale zdecydowanie poślij go do diabła......Pozdrawiam
Ja zachowałbym się nieco inaczej-jeśli delikwent zwróciłby się w grzeczny ,kulturalny sposób,dzierżyłby w dłoni wędki to ustąpiłbym.Natomiast w sytuacji ktorą opisuje autor wątku-posłałbym typa do wszystkich diabłów.
Zachowanie niektórych ludzi przechodzi ludzkie pojęcie niby po co wypraszał Cię z zajętego przez Ciebie miejsca jak nawet nie chciał łowić .ciekawe jak zdał kartę skoro przepisów nie zna
Zachowanie niektórych ludzi przechodzi ludzkie pojęcie niby po co wypraszał Cię z zajętego przez Ciebie miejsca jak nawet nie chciał łowić .ciekawe jak zdał kartę skoro przepisów nie zna