Podczas tygodniowego wyjazdu nad jezioro powidzkie złowiłem wiele ryb ale jedna mnie zadziwiła:W pierwszy wtorek lipca prawie od samego rana lało jak z cebra.Siedziałem w domku z rodziną cały dzień.Leżąc na łóżku mażyłem o wielkich rybach co mi się należało po złowieniu setek uklei.Nagle jak na moje życzenie przestało padać.Poczekałem jaszcze chwilę i poszedłem na ryby.Zmierzałem w stronę pomostu ledwo powlekając zesztywniałymi nogami.Nie mogłem już wyrobić w domu.Ufff...Zarzuciłem wędkę od niechcenia i po chwili mam brania.Oczami wyobraźni widziałem kolejną uklejkę dyndającą na haczyku.I tu zdziwienie lekki hol i ... niczego sobie płotka.Później dwie uklejki i koniec wędkowania z powodu deszczu.
Chciałbym abyście i wy umieścili tu swoje historie.
Opowiem wam moją historię z tegorocznych wakacji:
Podczas tygodniowego wyjazdu nad jezioro powidzkie złowiłem wiele ryb ale jedna mnie zadziwiła:W pierwszy wtorek lipca prawie od samego rana lało jak z cebra.Siedziałem w domku z rodziną cały dzień.Leżąc na łóżku mażyłem o wielkich rybach co mi się należało po złowieniu setek uklei.Nagle jak na moje życzenie przestało padać.Poczekałem jaszcze chwilę i poszedłem na ryby.Zmierzałem w stronę pomostu ledwo powlekając zesztywniałymi nogami.Nie mogłem już wyrobić w domu.Ufff...Zarzuciłem wędkę od niechcenia i po chwili mam brania.Oczami wyobraźni widziałem kolejną uklejkę dyndającą na haczyku.I tu zdziwienie lekki hol i ... niczego sobie płotka.Później dwie uklejki i koniec wędkowania z powodu deszczu.
Chciałbym abyście i wy umieścili tu swoje historie.
hmmm