Jestem chłop z mazur. Jest w Polsce wiele pięknych miejsc i mimo zazdrości wędkarzy mieszkających niedaleko Pilchowic czy Zalewy Zegrzyńskiego, chyba jednak w lepszym miejscu urodzić się nie mogłem. Każdy wie, że stan naszych jezior, nie jest już taki jak sprzed lat i opowiadania, chociażby mojego ojca, to 2-kilowych płociach na kawałek ziemniaka czy metrowych szczupakach na Morsa, wzbudzają coraz częściej niedowierzanie niż pozytywne emocje, to jednak ryb nadal jest sporo na Mazurach i nie tylko.Mieszkam w niewielkiej miejscowości, miedzy Olsztynem i Ostróda. W około mam mnóstwo jezior. Najczęściej łowie na jednym z największych i najgłębszych - J. Isąg ( Żelazne ). Piękne jezioro, bardzo głębokie ( najgłębsze miejsce ma ponad 50 metrów ). Woda czyściutka, mnóstwo raków i ryb. Uwielbiam wszystkie ryby, ale jak chyba każdy mam swoją elitę. Odstawiając chwilowo na bok, większość moich ulubieńców,w tym poście chce skupić się na mojej ulubionej rybie. Na okoniu. Poza wiedzą jaką zdobyłem i zdobywam studiując Rybactwo-Ichtiologię, bardzo dużo czasu spędzam na czytaniu o rybkach i na pewno nie wszystko... ale o okonkach trochę wiem. Nie przedłużając, przechodzę do wyprawy z roku 2011 w której to, padło kilka naprawdę przyjemnych garbusów. Mimo, że do mojego rekordu życiowego, jeszcze im daleko, to myślę, że przyjemnie będzie oglądać te zdjęcia. Ruszyłem na Isąg około 20 września. Pogoda była "ładna". Dużo słońca, niewielki wiatr. Zacząłem od obławiania trzcin. Znam kilka pięknych miejsc gdzie tuż za trzcinami, jest gwałtowny spadek do 2,5-4 metrów i zawsze o tej porze roku czekają tam na mnie, moje ukochane pasiaki. Po około godzinie, miałem już na koncie sporo, fajnych rybek. Żerowały cudownie, mnóstwo brań, wiec mimo kilku okoni pod 30 cm, czułem niedosyt. Zaczął wiać mocniejszy wiatr. Ustawiłem się wiec na wypłyceniu niedaleko jednej z wysp i obławiałem dołki na boczny trok. Brań znów było sporo. Ryby były różne, od 10 cm okonków którym 5cio centymetrowy twister zapychał cały pyszczek, po 25+ cm fajne garbuski. Podczas jednego z holów malutkiego okonka, poczułem gwałtowne uderzenie i mocne przytrzymanie. Szybko jednak ryba puściła. Byłem pewien ze to był po prostu atak szczupaka, ale na małym okonku nie było śladów po zębach Esoxa. Zmieniłem wiec system, zwinąłem delikatną wędeczkę - Shimano Alivio 3000 - z bocznym trokiem i rozłożyłem nieco sztywniejszy i krótszy kijek z cieniutką plecionką i sporą srebrną obrotówką. Kilka rzutów... cisza... Zmiana przynęty na 9 cm białego rippera. Kilka rzutów... Jakieś tam delikatne stuknięcie... Przejrzałem więc moje pudełko z przynętami i znalazłem w nim obrotówkę z czarno-seledynową naklejka na skrzydełku i ręcznie dorabianym przeze mnie zdobieniem na kotwiczce. Dociążyłem ją lekko i zaczęło się eldorado... Przeżyłem już wiele cudownych przygód nad wodą, ale z pewnością tej nie zapomnę nigdy. W sumie w pół godziny złowiłem 14 okoni. Każdy z nich przekraczał 30 cm. Dwa największe 42 i 44 cm. Walka z tymi rybami była niesamowita, przecudowne "murowanie"... Za to właśnie kocham te ryby.
[URL=http://imageshack.us/photo/my-images/15/20110918135104.jpg/] 42 [URL=http://imageshack.us/photo/my-images/542/20110918135053.jpg/] 42-cm okoń, był ostatnią rybą tego dnia, niestety wirówka ugrzęzła tak głęboko, że ryby nie udało się uratować. Poza nim do domu zabrałem jeszcze kilka mniejszych ( wiem że tego nie znosicie, ale czasami zabieram rybki <tylko średnich rozmiarów > do domu, oczywiście ryby małe i te bardzo duże, jeżeli jest to tylko możliwe trafiają do z powrotem do wody).
Jestem chłop z mazur. Jest w Polsce wiele pięknych miejsc i mimo zazdrości wędkarzy mieszkających niedaleko Pilchowic czy Zalewy Zegrzyńskiego, chyba jednak w lepszym miejscu urodzić się nie mogłem. Każdy wie, że stan naszych jezior, nie jest już taki jak sprzed lat i opowiadania, chociażby mojego ojca, to 2-kilowych płociach na kawałek ziemniaka czy metrowych szczupakach na Morsa, wzbudzają coraz częściej niedowierzanie niż pozytywne emocje, to jednak ryb nadal jest sporo na Mazurach i nie tylko.Mieszkam w niewielkiej miejscowości, miedzy Olsztynem i Ostróda. W około mam mnóstwo jezior. Najczęściej łowie na jednym z największych i najgłębszych - J. Isąg ( Żelazne ). Piękne jezioro, bardzo głębokie ( najgłębsze miejsce ma ponad 50 metrów ). Woda czyściutka, mnóstwo raków i ryb. Uwielbiam wszystkie ryby, ale jak chyba każdy mam swoją elitę. Odstawiając chwilowo na bok, większość moich ulubieńców,w tym poście chce skupić się na mojej ulubionej rybie. Na okoniu.
Poza wiedzą jaką zdobyłem i zdobywam studiując Rybactwo-Ichtiologię, bardzo dużo czasu spędzam na czytaniu o rybkach i na pewno nie wszystko... ale o okonkach trochę wiem.
Nie przedłużając, przechodzę do wyprawy z roku 2011 w której to, padło kilka naprawdę przyjemnych garbusów. Mimo, że do mojego rekordu życiowego, jeszcze im daleko, to myślę, że przyjemnie będzie oglądać te zdjęcia.
Ruszyłem na Isąg około 20 września. Pogoda była "ładna". Dużo słońca, niewielki wiatr. Zacząłem od obławiania trzcin. Znam kilka pięknych miejsc gdzie tuż za trzcinami, jest gwałtowny spadek do 2,5-4 metrów i zawsze o tej porze roku czekają tam na mnie, moje ukochane pasiaki. Po około godzinie, miałem już na koncie sporo, fajnych rybek. Żerowały cudownie, mnóstwo brań, wiec mimo kilku okoni pod 30 cm, czułem niedosyt. Zaczął wiać mocniejszy wiatr. Ustawiłem się wiec na wypłyceniu niedaleko jednej z wysp i obławiałem dołki na boczny trok. Brań znów było sporo. Ryby były różne, od 10 cm okonków którym 5cio centymetrowy twister zapychał cały pyszczek, po 25+ cm fajne garbuski. Podczas jednego z holów malutkiego okonka, poczułem gwałtowne uderzenie i mocne przytrzymanie. Szybko jednak ryba puściła. Byłem pewien ze to był po prostu atak szczupaka, ale na małym okonku nie było śladów po zębach Esoxa.
Zmieniłem wiec system, zwinąłem delikatną wędeczkę - Shimano Alivio 3000 - z bocznym trokiem i rozłożyłem nieco sztywniejszy i krótszy kijek z cieniutką plecionką i sporą srebrną obrotówką. Kilka rzutów... cisza... Zmiana przynęty na 9 cm białego rippera. Kilka rzutów... Jakieś tam delikatne stuknięcie... Przejrzałem więc moje pudełko z przynętami i znalazłem w nim obrotówkę z czarno-seledynową naklejka na skrzydełku i ręcznie dorabianym przeze mnie zdobieniem na kotwiczce. Dociążyłem ją lekko i zaczęło się eldorado... Przeżyłem już wiele cudownych przygód nad wodą, ale z pewnością tej nie zapomnę nigdy. W sumie w pół godziny złowiłem 14 okoni. Każdy z nich przekraczał 30 cm. Dwa największe 42 i 44 cm. Walka z tymi rybami była niesamowita, przecudowne "murowanie"... Za to właśnie kocham te ryby.
[URL=http://imageshack.us/photo/my-images/580/okonek.jpg/] 44
[URL=http://imageshack.us/photo/my-images/15/20110918135104.jpg/] 42
[URL=http://imageshack.us/photo/my-images/542/20110918135053.jpg/]
42-cm okoń, był ostatnią rybą tego dnia, niestety wirówka ugrzęzła tak głęboko, że ryby nie udało się uratować. Poza nim do domu zabrałem jeszcze kilka mniejszych ( wiem że tego nie znosicie, ale czasami zabieram rybki <tylko średnich rozmiarów > do domu, oczywiście ryby małe i te bardzo duże, jeżeli jest to tylko możliwe trafiają do z powrotem do wody).