Osobiście zaczynałem wędkowanie od spławika pod okiem ojca.
Ojciec nie nalezy do tych po 3-5 kg zostawiaja w wodzie.Szybko jednak dałem sobie spokój ze spławikiem poniewaz kilka razy byłem obserwatorem na zawodach PZW i widok 7 pełnych wiader zanęty mnie przezazał.
Wracałem na zakończenie takich zawodów i wiadra były puste, więc wszystko w wodzie.Jak dla mnie katastrofa.
Oczywiście ruszyłem podpytywac czy jakies ładne okazy zostały złapane a odpowiedzi zawsze te same ... "na zawadoch nastawiam się na ukleje"
Od tamtego czasu dałe sobie spokój ze spławikiem i tylko walcze z gruntu.
Przeszedłem na grunt poniewaz chciałem ominąć sytuacje kiedy wróce kilkanascie razy o kiju i zacznę sam bombarowac wode takimi ilościami zanęty w poszukiwaniu pomocy.
Zmiana wyszła na dobre ponieważ łapanie z gruntu jest dla mnie bardziej komfortowe niz spławik.
Moim zdaniem szczególnie na zawodach sportowych zanęta powinna być kategorycznie ZABRONIONA Dajmy przykład jak łowić sportowo a nie degradować nasze wody w imię rywalizacji.Jeśli zatrucie wody jest dla was sportem to ja za taki sport i wypoczynek serdecznie dziękuje
według mnie powinno być wprowadzone ograniczenie tzn 0,2kg dziennie na zawodach powinno być nęcone ale tylko przed łowieniem w trakcie już nie.. odważny post zgadzam się i jestem całkowicie za...
sam przyznam się że bez zanęty niema brań ale mam koszyczek 30 i zastawiam grunt i spławik w 4godz 3 razy napełnię koszyk i trzy razy rzucę kulkę wielkości śliwki mandarynki i 30gx6=180g czyli 0,18kg to jest niedużo jak uważam koszyczki 125g i widziałem 150g to jest przesada gruba i to powinien być zakaz wrzucania takiej ilości zanęty do wody no ale polska to jest debilny pod wędkarskim względem kraj. Komentujcie moje przeliczenie zanętowe.
Artykuł ciekawy i porusza bardzo ważną kwestię. Nie dotyczy ona wszystkich wędkarzy, gdyż każdy ma swoją ulubioną metodę. Ja jestem spławikowcem , który powoli przechodzi na gruntowe. Faktem jest, że w wodzie lądują ogromne ilości specyfików, przypraw, ziół, przetworów mącznych. Szczególnie w tym roku, przy upałach i wysokiej temperaturze wody nie jest to korzystne dla wody, która poddana jest presji wędkarskiej. Jednak nie jestem w stanie bezkrytycznie zgodzić się z kolegą autorem postu. Sprawa jest o wiele poważniejsza niż by się nam wydawało. Ma na to wpływ wiele czynników. Powiedzmy, że zakazujemy w RAPR nęcenia. Pozostaje pytanie jaka jest z tym związana reakcja producentów zanęt, które dziesiątkami kilogramów zalegają w sklepach wędkarskich. Jaki wpływ na obroty tych sklepów miałby taki zapis. Ile kupujemy w tygodniu wędek, kołowrotków, haczyków itd ( sami sobie odpowiedzcie) a ile kupuje się wszelkiego rodzaju badziewia o smaku takim, siakim i jeszcze innym. Druga kwestia to zapisy dotyczące ograniczenia w gramach i kilogramach. Nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić jak miałoby to być sprawdzane i przez kogo. Przed wyrzuceniem to jeszcze pojmuję, ale po wyrzuceniu to chyba tylko przez płetwonurka. Nie możemy sobie poradzić z kontrolą limitów, wymiarów i gigantycznym kłusownictwem to możemy sobie stworzyć jeszcze do tego następny problem i martwe prawo. Ograniczenie tylko i wyłącznie nęcenia do koszyka i sprężyny byłoby dyskryminacją osób łowiących tylko na spławik a takich jest wielu.Wracając teraz do celowo wytłuszczonego zdania pragnę zwrócić uwagę na fakt, iż na zawodach wędkarskich powinny być ograniczenia w nęceniu, powinny być ograniczenia w nęceniu na niektórych zbiornikach, ale decyzje pozostawiłbym w gestii okręgów i kół. Prawo zawsze można zaostrzyć podając sensowne uzasadnienie. Wiadomo, że na zbiorniku 10 ha i mniejszym, jeżeli łowi tam stu wędkarzy tygodniowo i każdy sypie niemało to jest problem, ale na zbiorniku 100 ha i więcej, które jest jeziorem przepływowym o średniej presji wędkarskie to nie ma znaczenia. Matka natura poradzi sobie i z tym problemem, radzi sobie z nawozami sztucznymi, ściekami z domków letniskowych to i poradzi sobie z tym. Ostatnia kwestia jaką chciałem poruszyć to praktycznie pytanie retoryczne. Ciekawym jak bez nęcenia karpiarze wyciągną 15, 16 i więcej kilogramowe bydlaki karpie z łowiska, chciałbym zobaczyć te REKORDY złowione bez nęcenia ( galeria zdjęć pustoszeje w ciągu pół roku). Fakt jest taki, że NASZE RYBNE WODY WYMAGAJĄ NĘCENIA. Wskazany jest tylko umiar. Ja mam to z głowy, wolę kupić dobrą żyłkę niż dziesiątki złotych wydawać na zanęty. Byłem ostatnio trzy dni po kolei na rybkach. Zużyłem dwa kilogramy zanęty leszczowej, pół kilo zanęty feeder, pół kilo słonecznika mielonego, trzy puszki kukurydzy, dwa opakowania pinki. Wyniki nie były może imponujące, ale mnie to wystarczy. Pozdrawiam wszystkich.
Ograniczyć ilościowo - tak. Zakazać - nie. Zawody bez zanęt? "Wtedy zobaczymy kto wędkarz"? Bzdura, tu właśnie o dobór mieszanki i sposobu chodzi najbardziej. Natomiast zakazałbym nęcenia tonami pelltów, granulatów, wiadrami zanęty spożywczej itp. Co innego uzupełniacze, które czynią mieszankę zanętową nieco uboższą. Ot gliny, ziemie itp
NASZE RYBNE WODY WYMAGAJĄ NĘCENIA. Dlaczego ????????? bo rybka już nie szuka pokarmu ma podany pod pysk w postaci zanęty !!!!!! To jak przy stole na którym jest dużo żarcia jadło by się oczami.
Ograniczyć ilościowo - tak. Zakazać - nie. Zawody bez zanęt? "Wtedy zobaczymy kto wędkarz"? Bzdura, tu właśnie o dobór mieszanki i sposobu chodzi najbardziej. Natomiast zakazałbym nęcenia tonami pelltów, granulatów, wiadrami zanęty spożywczej itp. Co innego uzupełniacze, które czynią mieszankę zanętową nieco uboższą. Ot gliny, ziemie itp
Tak tylko że na takich zawodach coraz częściej liczy się ilość zapodanej zanęty na drugi plan zeszła technika i przynęta liczą się wiadra tego całego g...... wsypanego do wody na szkodę ryb.
Ograniczyć ilościowo - tak. Zakazać - nie. Zawody bez zanęt? "Wtedy zobaczymy kto wędkarz"? Bzdura, tu właśnie o dobór mieszanki i sposobu chodzi najbardziej. Natomiast zakazałbym nęcenia tonami pelltów, granulatów, wiadrami zanęty spożywczej itp. Co innego uzupełniacze, które czynią mieszankę zanętową nieco uboższą. Ot gliny, ziemie itp
Tak tylko że na takich zawodach coraz częściej liczy się ilość zapodanej zanęty na drugi plan zeszła technika i przynęta liczą się wiadra tego całego g...... wsypanego do wody na szkodę ryb.
O jakich ty kolego zawodach mówisz ? Zawody koła albo puchar sołtysa to może tak ale na "" normalnej "" imprezie są ograniczenia , i nie liczą się wiadra tylko litry które sędziowie skrupulatnie liczą przed startem . Na drugi plan zeszła technika ??????? No stary co ty pleciesz , czy ty widziałeś no zawody gdzie uczestniczą wyczynowcy , gdzie na stojaku mają 5 batów , 5 topów i ze 3-4 odległosciówki- bolonki . Przecież tam głównie zależy na technice i rozsądnym nęceniu bo gdy dasz za dużo to pożegnasz się z rybami i w drugą stronę to samo . Ale zgodzę się co do wielkich ilości nęcenia lecz nie przez zawodników którzy mają wielką wiedzę o wędkarstwie ale również wiedzą zagięliby nie jednego ichtiologa . Nęcą wiadrami ci co nie maja pojęcia o łowieniu ryb , pominę jednak karpiarzy bo przy tej metodzie trzeba sypnąć co nie znaczy , że należy przesadzać .
Zgodzę się z twoją wypowiedzią ale jak sam napisałeś są zawody i zawody zawodnicy i zawodnicy a to jest różnica gdzie mistrzunio wsypuje 7 wiader syfu do wody i do przodu by złowić 5 ukleje GRUBO DASZ GRUBO WEŹMIE
Poruszony został dobry temat. W sumie wiele zostało już wyjaśnione. Uważam że przesadne nęcenie to gdy sypiemy kolejne kule a efektów nie ma. Łatwo po prostu przesadzić ;) Ale myśle też iż zanęta nie aż w takim ogromnym stopniu powoduje kwaśnienie wody itd. przyczyniają sie do tego nawozy przede wszystkim jak i ścieki. Nie wyobrażam sobie łowienia karpi bez wsypania przynajmniej 3kg kukurydzy lub grochu dziennie, i 0.5 kg proteiny. Oczywiście można stopniować sypanie lub czasem warto dosypać jeśli mamy odjazd za odjazdem a pózniej brania sie uspakajają można śmiało dosypać ;) Można było by sie rozpisywać na ten temat. To że ktoś sypie wiadrami zanęte to jest oczywiście bez sens kiedy sypie sypie a oczekiwanych efektów nie ma. I nastawia sie na niewiadomo jakie ryby... Na zawodach nie sypie sie na hama tonami;) Tylko tyle żeby te płocie ukleje lub leszczyki sobie pływały w łowisku, bo jest większa szansa że złowimy ryba za rybą kiedy dobrze zanęcimy, wygruntujemy, pokobinujemy z przynętami pinką, białymi, ochotkami. Niż zażucenie zestawu na "farta". Wszystko zależy od wędkarza i jego doświadczenia ... Ja mimo że łowie nie tak długo bo 3 lata bym powiedział... To jednak mam sporą wiedze, interesuje się tym sportem. I mam już wiele sukcesów ale staram sie rozwijać cały czas do przodu ;) Co jeszcze ... Na zawodach jak widzimy ciągnie sie ryba za rybą... Nie są to jakieś tam rekordowe ryby ale jednak, bo chodzi o iloś ogólną a nie o wielkość no chyba że są to zawody na największą rybę ;) Chodzi też o zdrową rywalizacje miedzy zawodnikami, wtedy sie sprawdzamy, zwycięstwo smakuje inaczej jeśli mamy dobrego rywala.!:)Myśle że doświadczony wędkarz który startuje w zawodach wie doskonale i przewiduje ile powinien wsypać. Żeby ta ryba wpłyneła i brała. To tak po krótce ...;) Pozdrawiam !!
Brawo za ten post - jak widzę tych pseudo-wędkarzy, którzy wpieprzają kilogramy zanęty tylko po to żeby połapać jakieś nędzne płotki, wystarczy tej ryby poszukać i nie potrzeba do tego kilogramów zanęty, ale po co ruszać d... ze stołka jak można sobie posiedzieć, wpier..... 3 kg zanęty do wody i może coś się złapie!!!!!
Grahamx71 zgadam się z Tobą, ale wiesz 3 kg zanęty to jeszcze tragedia nie jest. Karpiarze walą tonami pellety i inne kulki do łowisk to jest przesada. Zgadam się z kolegą który pisał o prawdziwych zawodach rangi krajowej gdzie zawodnicy sypią, ale nie za dużo żeby ryby nie przekarmić, a technika i sprzęt jest na pierwszym miejscu. Ja osobiście lowie zwykle feedrem robie zawsze 1 kg zanęty i zawsze mi zostaje i reszta ląduje w koszu a nie w wodzie
3kg zanęty to wcale nie tak dużo. Zależy jak rozumiemy słowo "zanęta". Moje 3kg to 1kg składników spożywczych dobrej jakości i 2kg ziemi/gliny. Nie słyszałem o zgubnych skutkach używania ziemi :p Co innego 5kg stila "duży karp" czy 50kg pelletu prosto w... moczarkę kanadyjską.
3kg zanęty to wcale nie tak dużo. Zależy jak rozumiemy słowo "zanęta". Moje 3kg to 1kg składników spożywczych dobrej jakości i 2kg ziemi/gliny. Nie słyszałem o zgubnych skutkach używania ziemi :p Co innego 5kg stila "duży karp" czy 50kg pelletu prosto w... moczarkę kanadyjską.
Tu się też zgodzę , zanęta a zanęta to może być wielka różnica ! 3kg zanęty nasączonej chemią przeróżnych atraktorów ! a kupowaną na wagę z mielonych zbóż z dodatkiem tak jak kolega napisał ziemią albo gliną to ogromna różnica !!! Największe chemie to są stosowane w karpiowaniu , rynek tak jest zawalony tymi specyfikami że aż szok !
Ale są karpiarze, którzy nęcą albo punktowo albo... nie wiem, inaczej, ale mądrze, z wyczuciem, z pojęciem. Też łowią karpie. Zatem nie mówcie, że się nie da. Ale i tak wolę gościa, który wrzuci do wody, w jakąś sprawdzoną miejscówkę 10kg kuku, konopi, kulek i pelletu od tego, który sypnie 5kg zanęty sypkiej, zgnojonej... Niewiedza kluczem do tego! Ludzie nie wiedzą jak komponować zanęty, nie wiedzą jaki składnik do czego służy... Zobaczcie, wbija niedzielny wędkarz do sklepu po robaczki, wypadałoby kupić jakiś futer, co widzi? "Duży Karp" albo "Karp XXL" a na opakowaniu wędkarz trzymający 20kg miśka. Wyobraźnia zaczyna działać, gdzieś tam świta w głowie, że trzeba dużo, więc kupuje kilka paczek takich "ściepków", robaki i jedzie nad wodę. Wody nie zna, rybostanu też, ale wierzy, że ów zanęta zapewni mu sukces! Bo skąd by wzięli takiego karpia do zdjęcia na opakowanie? Siada na najwygodniejszym stanowisku, zanętę zalewa wodą, zarzuca "na oko" (bo przecież instynkt niedzielnego łowcy nie może się mylić), rzut powtarza 20 razy (żeby było dobrze zanęcone). Co z tego, że wszystkie rzuty oddał w inne miejsce. Wszystko w pole moczarki albo rdestnicy czy innych chabazi... Teraz czekanie na wielką rybę, czekanie do usranej śmierci... A zanęta? Gnije...
Zazwyczaj łowię na łowiskach bardzo chimerycznych, ale o dużej presji wędkarskiej, zatem nie widzę sensu dorzucać swojego "tonażu". Ostatnio wybrałem się na takie łowisko. Zanęta: - 1kg mieszanki firmowej - 0,5kg dodatków - 3kg ziemi torfowej - robaki białe - kukurydza Zostało mi jeszcze na jutro i może na pojutrze. A z rozmowy z wędkarzem z sąsiedniego stanowiska wynikało, że mój poprzednik nęcił mieszanką... bułki i otrąb, za bardzo nie połowił, a to co zostało wrzucił do wody. No bo co z tym zrobi?
Sami Panowie dochodzicie do wniosku że nasze łowiska są mało powiedziane delikatnie przenęcone
Znikoma grupa wędkarzy zadaje sobie trud zrobienia swojej zanęty.
Spora grupa kupuje to scierwo w workach najlepiej dużo i tanio XXXL 3 kg po 12 zł super zanęta z kupy gołebia.
Paczka to zamało 2-3 jest oky robie zakupy w sklepie widzę co na topie.
Paczuszka robaczków i 3 paczki zanęty zdrowa dysproporcja.
Arsenał spory pellot kulki kukurydza grube te ziarna.
Karpie najedzą sie tego syfu i są rozdęte ponoć molżna je tak zakarmić na śmierć. Ja osobiście nie widziałem tak padłych karpi ale u mnie w stawach PZW ta ryba już powinna być pod całkowitą ochroną to ginący gatunek :)))))).
Ooo widze dobry temat. Możemy go śmiało dedykować tym "wędkarzom" karpiarzom , którzy wpierdzielają na jedną parodniową zasiadkę po 45-50 kilo żarła i jeszcze bezczelnie piszą, że to mało, że karpie to zeźrą, ale już potem nie piszą, że po takim paszeniu się "karpik" musi tą chemię wydalić. O tym "wielcy wędkarze" karpiarze już nie pamiętają, albo specjalnie unikają tego tematu. A woda się truje, zachodzi niekontrolowany rozrost sinic, łowisko się zamula, a potem przychodzi długa, mroźna zima i szlag trafia całe jezioro. A potem zwala się winę na przyrodę, że taka długa zima, itp. A prawda jest taka, iż to sami "grubo nęcący wędkarze" są winni tej sytuacji. I moje słowa nie są puste, bo znam doskonały przykład paru jezior, które ucierpiały tej zimy tylko dlatego, że łowiska te były za bardzo mocno zarybiane karpiami, a co się z tym wiąże GRUBO ZANĘCANE. Jeziora to : Głuchowskie, które teraz jest praktycznie pustynią ( ma 26 ha) , po części Grodno i sprzed bodaj 2, czy 3 lat Mlewiec (aż 110 ha!), gdzie też popadało od groma ryby, wszystkie one są w pobliżu Torunia. I co "wędkarze" karpiarze? Czyż nie mam racji?! Ciekaw jestem waszych opinii.
Ooo widze dobry temat. Możemy go śmiało dedykować tym "wędkarzom" karpiarzom , którzy wpierdzielają na jedną parodniową zasiadkę po 45-50 kilo żarła i jeszcze bezczelnie piszą, że to mało, że karpie to zeźrą, ale już potem nie piszą, że po takim paszeniu się "karpik" musi tą chemię wydalić. O tym "wielcy wędkarze" karpiarze już nie pamiętają, albo specjalnie unikają tego tematu. A woda się truje, zachodzi niekontrolowany rozrost sinic, łowisko się zamula, a potem przychodzi długa, mroźna zima i szlag trafia całe jezioro. A potem zwala się winę na przyrodę, że taka długa zima, itp. A prawda jest taka, iż to sami "grubo nęcący wędkarze" są winni tej sytuacji. I moje słowa nie są puste, bo znam doskonały przykład paru jezior, które ucierpiały tej zimy tylko dlatego, że łowiska te były za bardzo mocno zarybiane karpiami, a co się z tym wiąże GRUBO ZANĘCANE. Jeziora to : Głuchowskie, które teraz jest praktycznie pustynią ( ma 26 ha) , po części Grodno i sprzed bodaj 2, czy 3 lat Mlewiec (aż 110 ha!), gdzie też popadało od groma ryby, wszystkie one są w pobliżu Torunia. I co "wędkarze" karpiarze? Czyż nie mam racji?! Ciekaw jestem waszych opinii.
Święte słowa. Mógłbym opisać tutaj co najmniej dwa przypadki przenęcenia łowiska. odbiło się to niestety na tym łowisku. Kilak ton ryb wywieziono na przyczepie i to w lato. teraz jest problem bakterii i innego syfu, co w konsekwencji spowodowało zamknięcie kąpieliska. Karpie tam pływają nadal ( sztuki po 10 do 16 kg )
witam- mi się wydaje że tutaj zdania będą podzielone ja mieszkam i łowię dużo na łowisku w okolicy Kędzierzyna Kożla -Dębowa łowisko znane z połowów dużego karpia zaznaczam że prawie co roku tutaj właśnie odbywają się MISTRZOSTWA POLSKI KARPIARZY setki kilogramów żarła idzie do wody -jak Ty to nazywasz-ale powiem CI że z wodą nie jest aż tak tragicznie fakt że trochę zarosła ale właściwości chemiczne wody się nie zmieniają co roku są prowadzone badania.MI się wydaje że nie jest z tym karmieniem do końca aż tak tragiczniejak my to przedstawiamy że to wszystko wina karmy dla karpi natura zwalcza to również sama. NA WODACH o których piszesz może była prowadzona zła gospodarka -woda nie widziała wapnia itp.to od tych czynników też dużo zależy a nie tylko karma pozdrowionka.
Ostatnio łaziłem po odrzańskich główkach za drapieżnikiem potem poszedłem zobaczyć co bierze na żwirowniach . Sporo ludzi było na jeziorach , nic nie brało to podszedłem do dwóch wędkarzy i co zobaczyłem a no wiaaaadraaaaaaaaaaa pełne zanęty . Pogadałem chwile i okazało się , że na dwóch to musi być 10 kg zanęty do tego kuku konserwowa robaki i Bóg wie jeden co jeszcze . Pytam czy biorą to odpowiadają , że w tym miejscu zawsze jednakowo , jak się zakarmi to przyjdą "" trocha pobierom i idom w chu.... ale za dwie trzy godziny zaś przidom "" . Więc pytam tych ""super wyczynowców "" ile karmią na pierwszy raz i jak usłyszałem , że dziesięć kul to od razu zaczynam ich edukować o glinie , ziemi , a może żeby ryba szukała jedzenia na łowisku a nie żarła jak opętana bo zje i pójdzie w chu.....? To oni mi na to , że z gliny to cegły się robi a w ziemi to "" kwiotki rosnom "" i mam im takich książkowych głupot nie gadać bo "" nie bydom se cioprac zanęty byle gównem "" !
Drodzy koledzy to już mój ostatni post w temacie nęcących debili , idiotów i innych imbecyli tylko przez pomyłkę nazywanych wędkarzami , szkoda mojego zdrowia , nadmienię jeszcze , że to się chyba nigdy nie zmieni !
Ostatnio łaziłem po odrzańskich główkach za drapieżnikiem potem poszedłem zobaczyć co bierze na żwirowniach . Sporo ludzi było na jeziorach , nic nie brało to podszedłem do dwóch wędkarzy i co zobaczyłem a no wiaaaadraaaaaaaaaaa pełne zanęty . Pogadałem chwile i okazało się , że na dwóch to musi być 10 kg zanęty do tego kuku konserwowa robaki i Bóg wie jeden co jeszcze . Pytam czy biorą to odpowiadają , że w tym miejscu zawsze jednakowo , jak się zakarmi to przyjdą "" trocha pobierom i idom w chu.... ale za dwie trzy godziny zaś przidom "" . Więc pytam tych ""super wyczynowców "" ile karmią na pierwszy raz i jak usłyszałem , że dziesięć kul to od razu zaczynam ich edukować o glinie , ziemi , a może żeby ryba szukała jedzenia na łowisku a nie żarła jak opętana bo zje i pójdzie w chu.....? To oni mi na to , że z gliny to cegły się robi a w ziemi to "" kwiotki rosnom "" i mam im takich książkowych głupot nie gadać bo "" nie bydom se cioprac zanęty byle gównem "" !
Drodzy koledzy to już mój ostatni post w temacie nęcących debili , idiotów i innych imbecyli tylko przez pomyłkę nazywanych wędkarzami , szkoda mojego zdrowia , nadmienię jeszcze , że to się chyba nigdy nie zmieni !
Też w sobote łapałem na koszyk na wisle i naoglądałem się troszke.
Wędka obok wędki od 5 00 rano i nie było ciszy, co chwile którys z sąsiadów bombarował wode myśle że od 5 00 do 16 00 moi sasiedzi razem ponad 40kg zanęty zostawili i co chwilke słyszałem hasła czemu to nie biora.
Zarowno w Polsce jak i za granica badaniem wszelkich zaleznosci biofizycznych jak i biofizycznych w srodowisku wodnym,w tym takze gospodarka wedkarska zajmuja sie instytuty rybactwa,katedry rybactwa Akademii,Wyzszych szkol rolniczych uniwersytetow i innych instytucji naukowych.Nie znam zadnej pracy naukowej traktujacej o ujemnym czy wrecz zgubnym/jak niektorzy koledzy twierdza/wplywie necenia i dokarmiania ryb w wodach otwartych.Moglem przegapic lub w jakis sposob przeoczyc.Niech koledzy podadza takie badania naukowe....Uczelnie,instytut czy zespol naukowy.Jezeli takowych nie ma to twierdzenie o zgubnych efektach necenia na srodowisko wodne,a wiec na stan zdrowotny ryb jest bujaniem w oblokach i zwykla fikcja.Ilosc zanety stosowanej przez karpiarzy jest niewielkim ulamkiem w stosunku do pozostalej rzeszy wedkarzy na danym akwenie.Ja bym bardziej zwrocil uwage na zatrucia chemiczne zarowno przemyslu i rolnictwa.Zle stosowane i magazynowane srodki chemiczne dostaja sie do wod gruntowych i w efekcie do zbiornikow.Zakwit glonow powoduja przedewszystkiem fosforany a nie nadmiar zanety.Nieodpowiednie zarybianie ma bardziej zgubny wplyw na ichtiofaune niz necenie.Reasumujac nie da sie jednoznacznie zrzucic winy na karpiarzy,choc tak by bylo najprosciej.
Kol Kolendowicz nie prowadzil badan i to sa jego rozwazania.Dr Wołos tez prowadzil inne badani/badal ile srodkow biologicznych trafia pod postacia zanety/Nie stwierdzil szkodliwosci.wszystko to jest w formie przypuszczen.Ktorys z kolegow powiedzial ze na zawodach splawikowych kilka wiader zanety na kazdym stanowisku poszlo do wody.Informuje ze w jednej turze mozna uzyc 17litrow gotowej zanety.Gdyby kolega bral udzial w zawodach to wiedzialby,ze na te 17 litrow wchodzi 2kg zanety spozywczej 1litr zywej ochotki zanetowej a reszta to glina,woda i powietrze...Tak! powietrze!Kilkakrotnie przesiewa sie ta mieszanke przez sito zeby ja napowietrzyc bo wtedy pracujac wabi ryby w obreb lowiska.
Odświeżę wątek byłem kilka dni temu na Wiśle zimno nawet tak nie było
więc postanowiłem spróbować szczęścia i poszukać fajnych nowych
miejscówek .Po przejściu około 1km wybrałem kawałek z zatoczkami
spokojnej wody.Po kilku godzinach nad drugim brzegiem pojawił się
wędkarz Z wiadrem zanęty wwalił to wszytko do wody i co rzucił dwa razy urwał znów rzucił i urwał po czym zszedł niżej i łowił w innym miejscu o co tu chodzi?
Na wyjazd biorę 1,5-2 kg (na jedno wędkowanie nawet 10 godzin) .Nigdy nie kupuję zanęty w sklepie tylko używam produktów naturalnych kukurydza ,groch itp.Oczywiście taki nęcenie daje świetne efekty gdy łowi się na jednej miejscówce kilka dni lub dłużej i nauczy ryby do pobierania tego a nie innego pokarmu ale nie mam z tym problemu bo mieszkam blisko łowiska.Dla mnie grubo to nie znaczy dużo ale dobrze dobrać produkt np. do miejscówki na brzanę -groch nie żaden proszek ze sklepu który tylko zabrudzi wodę.Dzięki temu mam ryby w łowisku, wiem bo biorą i mam pewność że wszystko co wrzucę zostanie zjedzone.Co do zawodów to powinno być wprowadzone ostre ograniczenie np. 5 kg na dzień ,to jednak mnie nie dotyczy bo łowię ryby by posiedzieć nad wodą ii złowić dużą rybę niekoniecznie wór płotek i nie potrzebuję się dowartościować biorąc udział w zawodach.
Ooo widze dobry temat. Możemy go śmiało dedykować tym "wędkarzom" karpiarzom , którzy wpierdzielają na jedną parodniową zasiadkę po 45-50 kilo żarła i jeszcze bezczelnie piszą, że to mało, że karpie to zeźrą, ale już potem nie piszą, że po takim paszeniu się "karpik" musi tą chemię wydalić. O tym "wielcy wędkarze" karpiarze już nie pamiętają, albo specjalnie unikają tego tematu. A woda się truje, zachodzi niekontrolowany rozrost sinic, łowisko się zamula, a potem przychodzi długa, mroźna zima i szlag trafia całe jezioro. A potem zwala się winę na przyrodę, że taka długa zima, itp. A prawda jest taka, iż to sami "grubo nęcący wędkarze" są winni tej sytuacji. I moje słowa nie są puste, bo znam doskonały przykład paru jezior, które ucierpiały tej zimy tylko dlatego, że łowiska te były za bardzo mocno zarybiane karpiami, a co się z tym wiąże GRUBO ZANĘCANE. Jeziora to : Głuchowskie, które teraz jest praktycznie pustynią ( ma 26 ha) , po części Grodno i sprzed bodaj 2, czy 3 lat Mlewiec (aż 110 ha!), gdzie też popadało od groma ryby, wszystkie one są w pobliżu Torunia. I co "wędkarze" karpiarze? Czyż nie mam racji?! Ciekaw jestem waszych opinii. Ja jestem karpiarzem i jeszcze nigdy nie widziałem ,,żeby ktoś sypał 40-50kg" ja daje jeden worek pva-(w środku pellet,kulki proteinowe)i kulka na włos, a jeżeli wcześniej nęcę to sypie tak ze 3kg kukurydzy i troche kulek- tak nęcę dwa razy w ciągu tygodnia-(przed łowieniem)
Ooo widze dobry temat. Możemy go śmiało dedykować tym "wędkarzom" karpiarzom , którzy wpierdzielają na jedną parodniową zasiadkę po 45-50 kilo żarła i jeszcze bezczelnie piszą, że to mało, że karpie to zeźrą, ale już potem nie piszą, że po takim paszeniu się "karpik" musi tą chemię wydalić. O tym "wielcy wędkarze" karpiarze już nie pamiętają, albo specjalnie unikają tego tematu. A woda się truje, zachodzi niekontrolowany rozrost sinic, łowisko się zamula, a potem przychodzi długa, mroźna zima i szlag trafia całe jezioro. A potem zwala się winę na przyrodę, że taka długa zima, itp. A prawda jest taka, iż to sami "grubo nęcący wędkarze" są winni tej sytuacji. I moje słowa nie są puste, bo znam doskonały przykład paru jezior, które ucierpiały tej zimy tylko dlatego, że łowiska te były za bardzo mocno zarybiane karpiami, a co się z tym wiąże GRUBO ZANĘCANE. Jeziora to : Głuchowskie, które teraz jest praktycznie pustynią ( ma 26 ha) , po części Grodno i sprzed bodaj 2, czy 3 lat Mlewiec (aż 110 ha!), gdzie też popadało od groma ryby, wszystkie one są w pobliżu Torunia. I co "wędkarze" karpiarze? Czyż nie mam racji?! Ciekaw jestem waszych opinii. Ja jestem karpiarzem i jeszcze nigdy nie widziałem ,,żeby ktoś sypał 40-50kg" ja daje jeden worek pva-(w środku pellet,kulki proteinowe)i kulka na włos, a jeżeli wcześniej nęcę to sypie tak ze 3kg kukurydzy i troche kulek- tak nęcę dwa razy w ciągu tygodnia-(przed łowieniem) Myślę, że ryby najedzą się tą zanętom a jeśli ktoś sypie zanętę sypką-(taką jak na spławik ze sklepu- bez ziaren...)to może i wabi ryby, ale ryby mają mało z tego do zjedzenia.
Grubo dasz grubo weźmie to motto wielu wędkarzy ale czy wędkarzy to już bym się sprzeczał.
Wsypują tony zanęty do wody to czy ryba to zje czy nie jest istotne nic w przyrodzie nie ginie.
Nadmiar tego paskudztwa i tak zmieni skład chemiczny wody na niekorzystny dla ryb i ludzi.
Ryby są przekarmione podtrute nic więc dziwnego że nie biorą.
Tu koło się zamyka nie bierze to nęcimy następna taczka kulek, pellotu, kukurydzy i innych śmieci ląduje w wodzie.
GRUBO DASZ GRUBO WEŹMIE !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Inaczej być nie może bez nęcenia nie biorą po zanęceniu jest szansa.
Sami Panowie zrobiliśmy sobie w wodzie taki śmietnik i teraz my i ryby za to płacimy.
Dlaczego koledzy po kiju wszystkie te środki i zapał do nęcenia nie potrafią skierować np. na zimowe przewietrzanie łowisk.
Tu jest gigantyczne pole do popisu ratowanie zagrożonych ryb w zimie !!!!!!!!
Gdy na wiosne okazuje się że spora ilość ryb się podusiła a następne w lecie zakarmimy na śmierć.
W zimie nie każdy che d....... ruszyć nad wodę lepiej by było wydać tę sporą kase którą przeznaczamy na zanęty na przewietrzanie łowisk.
To by było odemnie na tyle GRUBO DASZ GRUBO WEŹMIE !!!!!!!!!!!!!!!!
DO CZASU PANWIE DO CZASU !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Dodam jeszcze że wielu kolegów przyjmuje wiadomość o zakazie stosowania zanęty z wielkim obużeniem.
Nie potrafią i nie chcą zrozumieć że taki zakaz jest wprowadzony tylko dla ich dobra o rybach nie wspominając.
Ja osobiście byłbym za wprowadzeniem zakazu zanęcania tzn. zanęta tylko w koszyczku w ilości do 50 gram jednorazowo.
Już czekam na słowa krytyki obużenia od społeczności wędkarskiej Grubo dasz grubo weźmie !!!!
Zobaczymy ile osób będzie za a ile przeciw i jakich argumentów użyją.
Dla mnie tocałe zanecanie łowiska w dzisiejszych czasach przerodziło sie poprostu w zaśmiecanie naszych wód.
Z wędkarskim pozdrowieniem GRUBO DASZ GRUBO WEŹMIE :))))))))
Jak u myśliwych DASZ BÓR !!!!!!!!
Piękny post i jestem za tym co napisałes w nim.
Osobiście zaczynałem wędkowanie od spławika pod okiem ojca.
Ojciec nie nalezy do tych po 3-5 kg zostawiaja w wodzie.Szybko jednak dałem sobie spokój ze spławikiem poniewaz kilka razy byłem obserwatorem na zawodach PZW i widok 7 pełnych wiader zanęty mnie przezazał.
Wracałem na zakończenie takich zawodów i wiadra były puste, więc wszystko w wodzie.Jak dla mnie katastrofa.
Oczywiście ruszyłem podpytywac czy jakies ładne okazy zostały złapane a odpowiedzi zawsze te same ... "na zawadoch nastawiam się na ukleje"
Od tamtego czasu dałe sobie spokój ze spławikiem i tylko walcze z gruntu.
Przeszedłem na grunt poniewaz chciałem ominąć sytuacje kiedy wróce kilkanascie razy o kiju i zacznę sam bombarowac wode takimi ilościami zanęty w poszukiwaniu pomocy.
Zmiana wyszła na dobre ponieważ łapanie z gruntu jest dla mnie bardziej komfortowe niz spławik.
Jeszcze raz klepię w bark za tak udany post:))
Pozdrawiam
Moim zdaniem szczególnie na zawodach sportowych zanęta powinna być kategorycznie ZABRONIONA Dajmy przykład jak łowić sportowo a nie degradować nasze wody w imię rywalizacji.Jeśli zatrucie wody jest dla was sportem to ja za taki sport i wypoczynek serdecznie dziękuje
Juz mowilismy o tym na forum, wg mnie powinny byc ograniczenia ilosci w neceniu.
Fajny i odwazny poscik Pozdro :)
według mnie powinno być wprowadzone ograniczenie tzn 0,2kg dziennie na zawodach powinno być nęcone ale tylko przed łowieniem w trakcie już nie.. odważny post zgadzam się i jestem całkowicie za...
sam przyznam się że bez zanęty niema brań ale mam koszyczek 30 i zastawiam grunt i spławik w 4godz 3 razy napełnię koszyk i trzy razy rzucę kulkę wielkości śliwki mandarynki i 30gx6=180g czyli 0,18kg to jest niedużo jak uważam koszyczki 125g i widziałem 150g to jest przesada gruba i to powinien być zakaz wrzucania takiej ilości zanęty do wody no ale polska to jest debilny pod wędkarskim względem kraj.
Komentujcie moje przeliczenie zanętowe.
Dodam jeszcze że wielu kolegów przyjmuje wiadomość o zakazie stosowania zanęty z wielkim obużeniem.
Nie potrafią i nie chcą zrozumieć że taki zakaz jest wprowadzony tylko dla ich dobra o rybach nie wspominając.
Ja osobiście byłbym za wprowadzeniem zakazu zanęcania tzn. zanęta tylko w koszyczku w ilości do 50 gram jednorazowo.
Już czekam na słowa krytyki obużenia od społeczności wędkarskiej Grubo dasz grubo weźmie !!!!
Zobaczymy ile osób będzie za a ile przeciw i jakich argumentów użyją.
Dla mnie tocałe zanecanie łowiska w dzisiejszych czasach przerodziło sie poprostu w zaśmiecanie naszych wód.
Z wędkarskim pozdrowieniem GRUBO DASZ GRUBO WEŹMIE :))))))))
Jak u myśliwych DASZ BÓR !!!!!!!!
50 gram ? BZDURA totalna nie warta mojej wypowiedzi !
Ps. Jak to wyegzekwować od wędkarzy , jak sprawdzić czy ktos nęci 50 gr czy wiecej , nie no nara , idiotyczne pytanie ?
Widzę kolego , że mało wiesz na temat nęcenia i dlatego takie (....... !!??? ) pytania zadajesz .
Polecam przeczytać --- http://forum.wedkuje.pl/post/truja-jemy-nasze-ryby/118553/0 ----
może się czegoś nauczysz !?
Artykuł ciekawy i porusza bardzo ważną kwestię. Nie dotyczy ona wszystkich wędkarzy, gdyż każdy ma swoją ulubioną metodę. Ja jestem spławikowcem , który powoli przechodzi na gruntowe. Faktem jest, że w wodzie lądują ogromne ilości specyfików, przypraw, ziół, przetworów mącznych. Szczególnie w tym roku, przy upałach i wysokiej temperaturze wody nie jest to korzystne dla wody, która poddana jest presji wędkarskiej. Jednak nie jestem w stanie bezkrytycznie zgodzić się z kolegą autorem postu. Sprawa jest o wiele poważniejsza niż by się nam wydawało. Ma na to wpływ wiele czynników. Powiedzmy, że zakazujemy w RAPR nęcenia. Pozostaje pytanie jaka jest z tym związana reakcja producentów zanęt, które dziesiątkami kilogramów zalegają w sklepach wędkarskich. Jaki wpływ na obroty tych sklepów miałby taki zapis. Ile kupujemy w tygodniu wędek, kołowrotków, haczyków itd ( sami sobie odpowiedzcie) a ile kupuje się wszelkiego rodzaju badziewia o smaku takim, siakim i jeszcze innym. Druga kwestia to zapisy dotyczące ograniczenia w gramach i kilogramach. Nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić jak miałoby to być sprawdzane i przez kogo. Przed wyrzuceniem to jeszcze pojmuję, ale po wyrzuceniu to chyba tylko przez płetwonurka. Nie możemy sobie poradzić z kontrolą limitów, wymiarów i gigantycznym kłusownictwem to możemy sobie stworzyć jeszcze do tego następny problem i martwe prawo. Ograniczenie tylko i wyłącznie nęcenia do koszyka i sprężyny byłoby dyskryminacją osób łowiących tylko na spławik a takich jest wielu.Wracając teraz do celowo wytłuszczonego zdania pragnę zwrócić uwagę na fakt, iż na zawodach wędkarskich powinny być ograniczenia w nęceniu, powinny być ograniczenia w nęceniu na niektórych zbiornikach, ale decyzje pozostawiłbym w gestii okręgów i kół. Prawo zawsze można zaostrzyć podając sensowne uzasadnienie. Wiadomo, że na zbiorniku 10 ha i mniejszym, jeżeli łowi tam stu wędkarzy tygodniowo i każdy sypie niemało to jest problem, ale na zbiorniku 100 ha i więcej, które jest jeziorem przepływowym o średniej presji wędkarskie to nie ma znaczenia. Matka natura poradzi sobie i z tym problemem, radzi sobie z nawozami sztucznymi, ściekami z domków letniskowych to i poradzi sobie z tym. Ostatnia kwestia jaką chciałem poruszyć to praktycznie pytanie retoryczne. Ciekawym jak bez nęcenia karpiarze wyciągną 15, 16 i więcej kilogramowe bydlaki karpie z łowiska, chciałbym zobaczyć te REKORDY złowione bez nęcenia ( galeria zdjęć pustoszeje w ciągu pół roku). Fakt jest taki, że NASZE RYBNE WODY WYMAGAJĄ NĘCENIA. Wskazany jest tylko umiar. Ja mam to z głowy, wolę kupić dobrą żyłkę niż dziesiątki złotych wydawać na zanęty. Byłem ostatnio trzy dni po kolei na rybkach. Zużyłem dwa kilogramy zanęty leszczowej, pół kilo zanęty feeder, pół kilo słonecznika mielonego, trzy puszki kukurydzy, dwa opakowania pinki. Wyniki nie były może imponujące, ale mnie to wystarczy. Pozdrawiam wszystkich.
Ograniczyć ilościowo - tak.
Zakazać - nie.
Zawody bez zanęt? "Wtedy zobaczymy kto wędkarz"? Bzdura, tu właśnie o dobór mieszanki i sposobu chodzi najbardziej.
Natomiast zakazałbym nęcenia tonami pelltów, granulatów, wiadrami zanęty spożywczej itp.
Co innego uzupełniacze, które czynią mieszankę zanętową nieco uboższą. Ot gliny, ziemie itp
kiedys jakos mozna było się obejść wystarczylo garstka pszenicy albo pęczaku i jakos szło
NASZE RYBNE WODY WYMAGAJĄ NĘCENIA.
Dlaczego ????????? bo rybka już nie szuka pokarmu ma podany pod pysk w postaci zanęty !!!!!!
To jak przy stole na którym jest dużo żarcia jadło by się oczami.
Ograniczyć ilościowo - tak.
Zakazać - nie.
Zawody bez zanęt? "Wtedy zobaczymy kto wędkarz"? Bzdura, tu właśnie o dobór mieszanki i sposobu chodzi najbardziej.
Natomiast zakazałbym nęcenia tonami pelltów, granulatów, wiadrami zanęty spożywczej itp.
Co innego uzupełniacze, które czynią mieszankę zanętową nieco uboższą. Ot gliny, ziemie itp
Tak tylko że na takich zawodach coraz częściej liczy się ilość zapodanej zanęty na drugi plan zeszła technika i przynęta liczą się wiadra tego całego g...... wsypanego do wody na szkodę ryb.
Ograniczyć ilościowo - tak.
Zakazać - nie.
Zawody bez zanęt? "Wtedy zobaczymy kto wędkarz"? Bzdura, tu właśnie o dobór mieszanki i sposobu chodzi najbardziej.
Natomiast zakazałbym nęcenia tonami pelltów, granulatów, wiadrami zanęty spożywczej itp.
Co innego uzupełniacze, które czynią mieszankę zanętową nieco uboższą. Ot gliny, ziemie itp
Tak tylko że na takich zawodach coraz częściej liczy się ilość zapodanej zanęty na drugi plan zeszła technika i przynęta liczą się wiadra tego całego g...... wsypanego do wody na szkodę ryb.
O jakich ty kolego zawodach mówisz ? Zawody koła albo puchar sołtysa to może tak ale na "" normalnej "" imprezie są ograniczenia , i nie liczą się wiadra tylko litry które sędziowie skrupulatnie liczą przed startem . Na drugi plan zeszła technika ??????? No stary co ty pleciesz , czy ty widziałeś no zawody gdzie uczestniczą wyczynowcy , gdzie na stojaku mają 5 batów , 5 topów i ze 3-4 odległosciówki- bolonki . Przecież tam głównie zależy na technice i rozsądnym nęceniu bo gdy dasz za dużo to pożegnasz się z rybami i w drugą stronę to samo . Ale zgodzę się co do wielkich ilości nęcenia lecz nie przez zawodników którzy mają wielką wiedzę o wędkarstwie ale również wiedzą zagięliby nie jednego ichtiologa . Nęcą wiadrami ci co nie maja pojęcia o łowieniu ryb , pominę jednak karpiarzy bo przy tej metodzie trzeba sypnąć co nie znaczy , że należy przesadzać .
.
Zgodzę się z twoją wypowiedzią ale jak sam napisałeś są zawody i zawody zawodnicy i zawodnicy a to jest różnica gdzie mistrzunio wsypuje 7 wiader syfu do wody i do przodu by złowić 5 ukleje
GRUBO DASZ GRUBO WEŹMIE
Poruszony został dobry temat. W sumie wiele zostało już wyjaśnione. Uważam że przesadne nęcenie to gdy sypiemy kolejne kule a efektów nie ma. Łatwo po prostu przesadzić ;)
Ale myśle też iż zanęta nie aż w takim ogromnym stopniu powoduje kwaśnienie wody itd. przyczyniają sie do tego nawozy przede wszystkim jak i ścieki. Nie wyobrażam sobie łowienia karpi bez wsypania przynajmniej 3kg kukurydzy lub grochu dziennie, i 0.5 kg proteiny. Oczywiście można stopniować sypanie lub czasem warto dosypać jeśli mamy odjazd za odjazdem a pózniej brania sie uspakajają można śmiało dosypać ;) Można było by sie rozpisywać na ten temat. To że ktoś sypie wiadrami zanęte to jest oczywiście bez sens kiedy sypie sypie a oczekiwanych efektów nie ma. I nastawia sie na niewiadomo jakie ryby... Na zawodach nie sypie sie na hama tonami;) Tylko tyle żeby te płocie ukleje lub leszczyki sobie pływały w łowisku, bo jest większa szansa że złowimy ryba za rybą kiedy dobrze zanęcimy, wygruntujemy, pokobinujemy z przynętami pinką, białymi, ochotkami. Niż zażucenie zestawu na "farta". Wszystko zależy od wędkarza i jego doświadczenia ... Ja mimo że łowie nie tak długo bo 3 lata bym powiedział... To jednak mam sporą wiedze, interesuje się tym sportem. I mam już wiele sukcesów ale staram sie rozwijać cały czas do przodu ;) Co jeszcze ... Na zawodach jak widzimy ciągnie sie ryba za rybą... Nie są to jakieś tam rekordowe ryby ale jednak, bo chodzi o iloś ogólną a nie o wielkość no chyba że są to zawody na największą rybę ;) Chodzi też o zdrową rywalizacje miedzy zawodnikami, wtedy sie sprawdzamy, zwycięstwo smakuje inaczej jeśli mamy dobrego rywala.!:)Myśle że doświadczony wędkarz który startuje w zawodach wie doskonale i przewiduje ile powinien wsypać. Żeby ta ryba wpłyneła i brała. To tak po krótce ...;) Pozdrawiam !!
Brawo za ten post - jak widzę tych pseudo-wędkarzy, którzy wpieprzają kilogramy zanęty tylko po to żeby połapać jakieś nędzne płotki, wystarczy tej ryby poszukać i nie potrzeba do tego kilogramów zanęty, ale po co ruszać d... ze stołka jak można sobie posiedzieć, wpier..... 3 kg zanęty do wody i może coś się złapie!!!!!
Grahamx71 zgadam się z Tobą, ale wiesz 3 kg zanęty to jeszcze tragedia nie jest. Karpiarze walą tonami pellety i inne kulki do łowisk to jest przesada. Zgadam się z kolegą który pisał o prawdziwych zawodach rangi krajowej gdzie zawodnicy sypią, ale nie za dużo żeby ryby nie przekarmić, a technika i sprzęt jest na pierwszym miejscu. Ja osobiście lowie zwykle feedrem robie zawsze 1 kg zanęty i zawsze mi zostaje i reszta ląduje w koszu a nie w wodzie
3kg zanęty to wcale nie tak dużo. Zależy jak rozumiemy słowo "zanęta".
Moje 3kg to 1kg składników spożywczych dobrej jakości i 2kg ziemi/gliny.
Nie słyszałem o zgubnych skutkach używania ziemi :p
Co innego 5kg stila "duży karp" czy 50kg pelletu prosto w... moczarkę kanadyjską.
3kg zanęty to wcale nie tak dużo. Zależy jak rozumiemy słowo "zanęta".
Moje 3kg to 1kg składników spożywczych dobrej jakości i 2kg ziemi/gliny.
Nie słyszałem o zgubnych skutkach używania ziemi :p
Co innego 5kg stila "duży karp" czy 50kg pelletu prosto w... moczarkę kanadyjską.
Tu się też zgodzę , zanęta a zanęta to może być wielka różnica ! 3kg zanęty nasączonej chemią przeróżnych atraktorów ! a kupowaną na wagę z mielonych zbóż z dodatkiem tak jak kolega napisał ziemią albo gliną to ogromna różnica !!! Największe chemie to są stosowane w karpiowaniu , rynek tak jest zawalony tymi specyfikami że aż szok !
Ale są karpiarze, którzy nęcą albo punktowo albo... nie wiem, inaczej, ale mądrze, z wyczuciem, z pojęciem. Też łowią karpie. Zatem nie mówcie, że się nie da.
Ale i tak wolę gościa, który wrzuci do wody, w jakąś sprawdzoną miejscówkę 10kg kuku, konopi, kulek i pelletu od tego, który sypnie 5kg zanęty sypkiej, zgnojonej...
Niewiedza kluczem do tego! Ludzie nie wiedzą jak komponować zanęty, nie wiedzą jaki składnik do czego służy...
Zobaczcie, wbija niedzielny wędkarz do sklepu po robaczki, wypadałoby kupić jakiś futer, co widzi? "Duży Karp" albo "Karp XXL" a na opakowaniu wędkarz trzymający 20kg miśka. Wyobraźnia zaczyna działać, gdzieś tam świta w głowie, że trzeba dużo, więc kupuje kilka paczek takich "ściepków", robaki i jedzie nad wodę.
Wody nie zna, rybostanu też, ale wierzy, że ów zanęta zapewni mu sukces! Bo skąd by wzięli takiego karpia do zdjęcia na opakowanie?
Siada na najwygodniejszym stanowisku, zanętę zalewa wodą, zarzuca "na oko" (bo przecież instynkt niedzielnego łowcy nie może się mylić), rzut powtarza 20 razy (żeby było dobrze zanęcone). Co z tego, że wszystkie rzuty oddał w inne miejsce. Wszystko w pole moczarki albo rdestnicy czy innych chabazi... Teraz czekanie na wielką rybę, czekanie do usranej śmierci...
A zanęta? Gnije...
Zazwyczaj łowię na łowiskach bardzo chimerycznych, ale o dużej presji wędkarskiej, zatem nie widzę sensu dorzucać swojego "tonażu".
Ostatnio wybrałem się na takie łowisko. Zanęta:
- 1kg mieszanki firmowej
- 0,5kg dodatków
- 3kg ziemi torfowej
- robaki białe
- kukurydza
Zostało mi jeszcze na jutro i może na pojutrze. A z rozmowy z wędkarzem z sąsiedniego stanowiska wynikało, że mój poprzednik nęcił mieszanką... bułki i otrąb, za bardzo nie połowił, a to co zostało wrzucił do wody. No bo co z tym zrobi?
Sami Panowie dochodzicie do wniosku że nasze łowiska są mało powiedziane delikatnie przenęcone
Znikoma grupa wędkarzy zadaje sobie trud zrobienia swojej zanęty.
Spora grupa kupuje to scierwo w workach najlepiej dużo i tanio XXXL 3 kg po 12 zł super zanęta z kupy gołebia.
Paczka to zamało 2-3 jest oky robie zakupy w sklepie widzę co na topie.
Paczuszka robaczków i 3 paczki zanęty zdrowa dysproporcja.
Arsenał spory pellot kulki kukurydza grube te ziarna.
Karpie najedzą sie tego syfu i są rozdęte ponoć molżna je tak zakarmić na śmierć. Ja osobiście nie widziałem tak padłych karpi ale u mnie w stawach PZW ta ryba już powinna być pod całkowitą ochroną to ginący gatunek :)))))).
GRUBO DASZ GRUBO WEŹMIE ......
Ooo widze dobry temat. Możemy go śmiało dedykować tym "wędkarzom" karpiarzom , którzy wpierdzielają na jedną parodniową zasiadkę po 45-50 kilo żarła i jeszcze bezczelnie piszą, że to mało, że karpie to zeźrą, ale już potem nie piszą, że po takim paszeniu się "karpik" musi tą chemię wydalić. O tym "wielcy wędkarze" karpiarze już nie pamiętają, albo specjalnie unikają tego tematu. A woda się truje, zachodzi niekontrolowany rozrost sinic, łowisko się zamula, a potem przychodzi długa, mroźna zima i szlag trafia całe jezioro. A potem zwala się winę na przyrodę, że taka długa zima, itp. A prawda jest taka, iż to sami "grubo nęcący wędkarze" są winni tej sytuacji. I moje słowa nie są puste, bo znam doskonały przykład paru jezior, które ucierpiały tej zimy tylko dlatego, że łowiska te były za bardzo mocno zarybiane karpiami, a co się z tym wiąże GRUBO ZANĘCANE. Jeziora to : Głuchowskie, które teraz jest praktycznie pustynią ( ma 26 ha) , po części Grodno i sprzed bodaj 2, czy 3 lat Mlewiec (aż 110 ha!), gdzie też popadało od groma ryby, wszystkie one są w pobliżu Torunia. I co "wędkarze" karpiarze? Czyż nie mam racji?! Ciekaw jestem waszych opinii.
Czyżby nikt z karpiarzy nie chciał odpowiedzieć na moje zarzuty? Ciekawe dlaczego.
Ooo widze dobry temat. Możemy go śmiało dedykować tym "wędkarzom" karpiarzom , którzy wpierdzielają na jedną parodniową zasiadkę po 45-50 kilo żarła i jeszcze bezczelnie piszą, że to mało, że karpie to zeźrą, ale już potem nie piszą, że po takim paszeniu się "karpik" musi tą chemię wydalić. O tym "wielcy wędkarze" karpiarze już nie pamiętają, albo specjalnie unikają tego tematu. A woda się truje, zachodzi niekontrolowany rozrost sinic, łowisko się zamula, a potem przychodzi długa, mroźna zima i szlag trafia całe jezioro. A potem zwala się winę na przyrodę, że taka długa zima, itp. A prawda jest taka, iż to sami "grubo nęcący wędkarze" są winni tej sytuacji. I moje słowa nie są puste, bo znam doskonały przykład paru jezior, które ucierpiały tej zimy tylko dlatego, że łowiska te były za bardzo mocno zarybiane karpiami, a co się z tym wiąże GRUBO ZANĘCANE. Jeziora to : Głuchowskie, które teraz jest praktycznie pustynią ( ma 26 ha) , po części Grodno i sprzed bodaj 2, czy 3 lat Mlewiec (aż 110 ha!), gdzie też popadało od groma ryby, wszystkie one są w pobliżu Torunia. I co "wędkarze" karpiarze? Czyż nie mam racji?! Ciekaw jestem waszych opinii.
Święte słowa. Mógłbym opisać tutaj co najmniej dwa przypadki przenęcenia łowiska. odbiło się to niestety na tym łowisku. Kilak ton ryb wywieziono na przyczepie i to w lato. teraz jest problem bakterii i innego syfu, co w konsekwencji spowodowało zamknięcie kąpieliska. Karpie tam pływają nadal ( sztuki po 10 do 16 kg )
witam- mi się wydaje że tutaj zdania będą podzielone ja mieszkam i łowię dużo na łowisku w okolicy Kędzierzyna Kożla -Dębowa łowisko znane z połowów dużego karpia zaznaczam że prawie co roku tutaj właśnie odbywają się MISTRZOSTWA POLSKI KARPIARZY setki kilogramów żarła idzie do wody -jak Ty to nazywasz-ale powiem CI że z wodą nie jest aż tak tragicznie fakt że trochę zarosła ale właściwości chemiczne wody się nie zmieniają co roku są prowadzone badania.MI się wydaje że nie jest z tym karmieniem do końca aż tak tragiczniejak my to przedstawiamy że to wszystko wina karmy dla karpi natura zwalcza to również sama. NA WODACH o których piszesz może była prowadzona zła gospodarka -woda nie widziała wapnia itp.to od tych czynników też dużo zależy a nie tylko karma pozdrowionka.
Jaka alternatywa sypmy dalej tony zanęty a wapno poprawi ewentualnie stan wody.
Ryby i tak najedzone są do zesrania.
GRUBO DASZ GRUBO WEŹMIE
Karpiarze nie odpowiedzą bo godzi to w ich interesy :)
Ostatnio łaziłem po odrzańskich główkach za drapieżnikiem potem poszedłem zobaczyć co bierze na żwirowniach . Sporo ludzi było na jeziorach , nic nie brało to podszedłem do dwóch wędkarzy i co zobaczyłem a no wiaaaadraaaaaaaaaaa pełne zanęty . Pogadałem chwile i okazało się , że na dwóch to musi być 10 kg zanęty do tego kuku konserwowa robaki i Bóg wie jeden co jeszcze . Pytam czy biorą to odpowiadają , że w tym miejscu zawsze jednakowo , jak się zakarmi to przyjdą "" trocha pobierom i idom w chu.... ale za dwie trzy godziny zaś przidom "" . Więc pytam tych ""super wyczynowców "" ile karmią na pierwszy raz i jak usłyszałem , że dziesięć kul to od razu zaczynam ich edukować o glinie , ziemi , a może żeby ryba szukała jedzenia na łowisku a nie żarła jak opętana bo zje i pójdzie w chu.....? To oni mi na to , że z gliny to cegły się robi a w ziemi to "" kwiotki rosnom "" i mam im takich książkowych głupot nie gadać bo "" nie bydom se cioprac zanęty byle gównem "" !
Drodzy koledzy to już mój ostatni post w temacie nęcących debili , idiotów i innych imbecyli tylko przez pomyłkę nazywanych wędkarzami , szkoda mojego zdrowia , nadmienię jeszcze , że to się chyba nigdy nie zmieni !
Ostatnio łaziłem po odrzańskich główkach za drapieżnikiem potem poszedłem zobaczyć co bierze na żwirowniach . Sporo ludzi było na jeziorach , nic nie brało to podszedłem do dwóch wędkarzy i co zobaczyłem a no wiaaaadraaaaaaaaaaa pełne zanęty . Pogadałem chwile i okazało się , że na dwóch to musi być 10 kg zanęty do tego kuku konserwowa robaki i Bóg wie jeden co jeszcze . Pytam czy biorą to odpowiadają , że w tym miejscu zawsze jednakowo , jak się zakarmi to przyjdą "" trocha pobierom i idom w chu.... ale za dwie trzy godziny zaś przidom "" . Więc pytam tych ""super wyczynowców "" ile karmią na pierwszy raz i jak usłyszałem , że dziesięć kul to od razu zaczynam ich edukować o glinie , ziemi , a może żeby ryba szukała jedzenia na łowisku a nie żarła jak opętana bo zje i pójdzie w chu.....? To oni mi na to , że z gliny to cegły się robi a w ziemi to "" kwiotki rosnom "" i mam im takich książkowych głupot nie gadać bo "" nie bydom se cioprac zanęty byle gównem "" !
Drodzy koledzy to już mój ostatni post w temacie nęcących debili , idiotów i innych imbecyli tylko przez pomyłkę nazywanych wędkarzami , szkoda mojego zdrowia , nadmienię jeszcze , że to się chyba nigdy nie zmieni !
Też w sobote łapałem na koszyk na wisle i naoglądałem się troszke.
Wędka obok wędki od 5 00 rano i nie było ciszy, co chwile którys z sąsiadów bombarował wode myśle że od 5 00 do 16 00 moi sasiedzi razem ponad 40kg zanęty zostawili i co chwilke słyszałem hasła czemu to nie biora.
Zarowno w Polsce jak i za granica badaniem wszelkich zaleznosci biofizycznych jak i biofizycznych w srodowisku wodnym,w tym takze gospodarka wedkarska zajmuja sie instytuty rybactwa,katedry rybactwa Akademii,Wyzszych szkol rolniczych uniwersytetow i innych instytucji naukowych.Nie znam zadnej pracy naukowej traktujacej o ujemnym czy wrecz zgubnym/jak niektorzy koledzy twierdza/wplywie necenia i dokarmiania ryb w wodach otwartych.Moglem przegapic lub w jakis sposob przeoczyc.Niech koledzy podadza takie badania naukowe....Uczelnie,instytut czy zespol naukowy.Jezeli takowych nie ma to twierdzenie o zgubnych efektach necenia na srodowisko wodne,a wiec na stan zdrowotny ryb jest bujaniem w oblokach i zwykla fikcja.Ilosc zanety stosowanej przez karpiarzy jest niewielkim ulamkiem w stosunku do pozostalej rzeszy wedkarzy na danym akwenie.Ja bym bardziej zwrocil uwage na zatrucia chemiczne zarowno przemyslu i rolnictwa.Zle stosowane i magazynowane srodki chemiczne dostaja sie do wod gruntowych i w efekcie do zbiornikow.Zakwit glonow powoduja przedewszystkiem fosforany a nie nadmiar zanety.Nieodpowiednie zarybianie ma bardziej zgubny wplyw na ichtiofaune niz necenie.Reasumujac nie da sie jednoznacznie zrzucic winy na karpiarzy,choc tak by bylo najprosciej.
http://pracownia.org.pl/dzikie-zycie-numery-archiwalne,2127,article,2653
Polecam poczytać Kolendowicza min. o zanętach !
DZIEKI.
Kol Kolendowicz nie prowadzil badan i to sa jego rozwazania.Dr Wołos tez prowadzil inne badani/badal ile srodkow biologicznych trafia pod postacia zanety/Nie stwierdzil szkodliwosci.wszystko to jest w formie przypuszczen.Ktorys z kolegow powiedzial ze na zawodach splawikowych kilka wiader zanety na kazdym stanowisku poszlo do wody.Informuje ze w jednej turze mozna uzyc 17litrow gotowej zanety.Gdyby kolega bral udzial w zawodach to wiedzialby,ze na te 17 litrow wchodzi 2kg zanety spozywczej 1litr zywej ochotki zanetowej a reszta to glina,woda i powietrze...Tak! powietrze!Kilkakrotnie przesiewa sie ta mieszanke przez sito zeby ja napowietrzyc bo wtedy pracujac wabi ryby w obreb lowiska.
Odświeżę wątek byłem kilka dni temu na Wiśle zimno nawet tak nie było więc postanowiłem spróbować szczęścia i poszukać fajnych nowych miejscówek .Po przejściu około 1km wybrałem kawałek z zatoczkami spokojnej wody.Po kilku godzinach nad drugim brzegiem pojawił się wędkarz Z wiadrem zanęty wwalił to wszytko do wody i co rzucił dwa razy urwał znów rzucił i urwał po czym zszedł niżej i łowił w innym miejscu o co tu chodzi?
Na wyjazd biorę 1,5-2 kg (na jedno wędkowanie nawet 10 godzin) .Nigdy nie kupuję zanęty w sklepie tylko używam produktów naturalnych kukurydza ,groch itp.Oczywiście taki nęcenie daje świetne efekty gdy łowi się na jednej miejscówce kilka dni lub dłużej i nauczy ryby do pobierania tego a nie innego pokarmu ale nie mam z tym problemu bo mieszkam blisko łowiska.Dla mnie grubo to nie znaczy dużo ale dobrze dobrać produkt np. do miejscówki na brzanę -groch nie żaden proszek ze sklepu który tylko zabrudzi wodę.Dzięki temu mam ryby w łowisku, wiem bo biorą i mam pewność że wszystko co wrzucę zostanie zjedzone.Co do zawodów to powinno być wprowadzone ostre ograniczenie np. 5 kg na dzień ,to jednak mnie nie dotyczy bo łowię ryby by posiedzieć nad wodą ii złowić dużą rybę niekoniecznie wór płotek i nie potrzebuję się dowartościować biorąc udział w zawodach.
Ooo widze dobry temat. Możemy go śmiało dedykować tym "wędkarzom" karpiarzom , którzy wpierdzielają na jedną parodniową zasiadkę po 45-50 kilo żarła i jeszcze bezczelnie piszą, że to mało, że karpie to zeźrą, ale już potem nie piszą, że po takim paszeniu się "karpik" musi tą chemię wydalić. O tym "wielcy wędkarze" karpiarze już nie pamiętają, albo specjalnie unikają tego tematu. A woda się truje, zachodzi niekontrolowany rozrost sinic, łowisko się zamula, a potem przychodzi długa, mroźna zima i szlag trafia całe jezioro. A potem zwala się winę na przyrodę, że taka długa zima, itp. A prawda jest taka, iż to sami "grubo nęcący wędkarze" są winni tej sytuacji. I moje słowa nie są puste, bo znam doskonały przykład paru jezior, które ucierpiały tej zimy tylko dlatego, że łowiska te były za bardzo mocno zarybiane karpiami, a co się z tym wiąże GRUBO ZANĘCANE. Jeziora to : Głuchowskie, które teraz jest praktycznie pustynią ( ma 26 ha) , po części Grodno i sprzed bodaj 2, czy 3 lat Mlewiec (aż 110 ha!), gdzie też popadało od groma ryby, wszystkie one są w pobliżu Torunia. I co "wędkarze" karpiarze? Czyż nie mam racji?! Ciekaw jestem waszych opinii.
Ja jestem karpiarzem i jeszcze nigdy nie widziałem ,,żeby ktoś sypał 40-50kg" ja daje jeden worek pva-(w środku pellet,kulki proteinowe)i kulka na włos, a jeżeli wcześniej nęcę to sypie tak ze 3kg kukurydzy i troche kulek- tak nęcę dwa razy w ciągu tygodnia-(przed łowieniem)
Ooo widze dobry temat. Możemy go śmiało dedykować tym "wędkarzom" karpiarzom , którzy wpierdzielają na jedną parodniową zasiadkę po 45-50 kilo żarła i jeszcze bezczelnie piszą, że to mało, że karpie to zeźrą, ale już potem nie piszą, że po takim paszeniu się "karpik" musi tą chemię wydalić. O tym "wielcy wędkarze" karpiarze już nie pamiętają, albo specjalnie unikają tego tematu. A woda się truje, zachodzi niekontrolowany rozrost sinic, łowisko się zamula, a potem przychodzi długa, mroźna zima i szlag trafia całe jezioro. A potem zwala się winę na przyrodę, że taka długa zima, itp. A prawda jest taka, iż to sami "grubo nęcący wędkarze" są winni tej sytuacji. I moje słowa nie są puste, bo znam doskonały przykład paru jezior, które ucierpiały tej zimy tylko dlatego, że łowiska te były za bardzo mocno zarybiane karpiami, a co się z tym wiąże GRUBO ZANĘCANE. Jeziora to : Głuchowskie, które teraz jest praktycznie pustynią ( ma 26 ha) , po części Grodno i sprzed bodaj 2, czy 3 lat Mlewiec (aż 110 ha!), gdzie też popadało od groma ryby, wszystkie one są w pobliżu Torunia. I co "wędkarze" karpiarze? Czyż nie mam racji?! Ciekaw jestem waszych opinii.
Ja jestem karpiarzem i jeszcze nigdy nie widziałem ,,żeby ktoś sypał 40-50kg" ja daje jeden worek pva-(w środku pellet,kulki proteinowe)i kulka na włos, a jeżeli wcześniej nęcę to sypie tak ze 3kg kukurydzy i troche kulek- tak nęcę dwa razy w ciągu tygodnia-(przed łowieniem)
Myślę, że ryby najedzą się tą zanętom a jeśli ktoś sypie zanętę sypką-(taką jak na spławik ze sklepu- bez ziaren...)to może i wabi ryby, ale ryby mają mało z tego do zjedzenia.
zakaz bez sensu jedyne co mozna wprowadzic to ograniczenie ale jakos inne kraje nie wprowadzaja takich ograniczen i jakos funkcjonuja.