Wiele młodych panienek nie wie jak to wygłąda wędkarstwo. Dopiero po zawarciu związku małżeńskiego oczęta się otwierają i zaczyna się nażekanie ,(lamentowanie) ,że nigdy wcześniej nie wyobrażły sobie ile przykrości mogą spowodować nasze wypady nad wodę,kiedy zostają same imają jeszcze dzieci na utrzymanu. Może ktoś potrafi w swoich wypowiedziach pogodzić te dwa związki.
Nie ma takiej możliwości,jeżeli kobitka nie chętna.Masz dwa wyjścia: zapomnieć o wędlowaniu ,albo chodzić mimo wszystko,licząc się z tzw. cichymi dniami.Po jakiś dwudziestu latach jej przejdzie ,ale i tak nie do końca.Wytrwałości!
mam za sobą 19 lat pożycia.... dopóki dzieci były w pieluchach moje wyjazdy odbywały się baaaardzo sporadycznie... nawet do tego stopnia że nie opłacałem karty bo ilość wyjazdów była skromniutka.dziś kiedy sezon już rozpocząłem na początku marca mam już 7 dni spędzonych nad wodą w tym 2,5 nocki .. do końca sezonu pozostało mi jeszcze około 35 wypadów(średnio raz w tygodniu) i co ? tak jak kolega wyżej napisał alternatywa i zrozumienie drugiego człowieka. my z żoną żyjemy jak małżeństwo - narzeczeństwo - przyjaciele a to jest naszym atutem że nigdy nie mieliśmy tzw. cichych dni... mam wspaniałą żonę!
Jeśli żona się wku.......ja jak mąż jedzie na ryby to znaczy,że w małżeństwie jest dobrze.Ale jak go żona zacznie wysyłać na ryby,to jest bardzo nie dobrze.Pozdrawiam.
Ja jeszcze nie mam żony tylko dziewczynę a już narzeka. Najgorsze jest to że jak chce pogodzić przyjemne z pożytecznym i ją brać ze sobą to odmawia twierdząc że to "męski sport" i nie będzie nam mężczyznom przeszkadzać. A potem narzeka że mało czasu spędzamy razem - i weź tu człowieku z taką wytrzymaj...
Niewiem skąd wytrzasneliście swe żony ;-) ja mam za soba 16 lat i nie mam problemów z wyjazdami na ryby.Jak wyjeżdżam żonka jeszcze smacznie śpi(przeważnie)i słyszę tylko "kocham cię i uważaj na siebie" .Trzeba tylko dawać coś od siebie, czasem kupic coś ładnego, kwiatek tak bez okazji(zawsze działa) ,czasem zabrać ze sobą niech pobędzie na powietrzu,zająć się czasem domem aby mogła odpocząć i oczywiście nie można buntować się przed wyjazdami do "mamusi"bo tego nie znoszą.Dobry związek to zwiazek partnerski ty jesteś dla mnie ja jestem dla ciebie. Pozdrawiam i wytrwałości....
Ja nie muszę godzić, bo Moja Połówka też wędkuje i to z powodzeniem! Jednak wszystko zależy od wzajemnego podejścia, jeśli ludzie nawzajem się szanują (bardzo ładnie ukazał to powyżej Mariusz), to szanują i swoje pasje. Ja na początku uczyłem moją kobitkę wędkowania, bo u niej w rodzinie nikt nie miał o tym pojęcia, a teraz sama podpytuje mnie kiedy jedziemy nad wodę (czasem jeździ beze mnie). Tyle, że z mojej strony ja też wykazuję zainteresowanie jej kobiecymi (i nie tylko ) sprawami, a z tego co wiem nie jesteśmy jedyną parą, która łowi razem, ale i razem robi zakupy,pracuje w domu i dzieli się kłopotami. Także Panowie-dużo zrozumienia i zachęty, a wszystko się ułoży po waszej myśli !
Ja dopiero jestem cztery lata po ślubie i pogodziłem moje hobby z małrzeństwem to było proste ino przekonałem żonę że ten sport jest też dla kobiet nie tylko dla mężczyzn,jak kiedyś pojechałem z rodzinką na ryby i jak żona zaczeła łowić i złowiła parę płoci to pierwsze jej słowa to były kiedy mogę zrobić kartę wędkarską.I do tej pory jeżdzimy razem na ryby i nawet uczestniczy w różnych zawodach.
Pozdrawiam wszystkich wędkarzy :D
po ślubie jestem 6 lat, większych problemów z wyjazdem na ryby nigdy nie było, ale łowię tylko wtedy gdy nie ma lodu , zimą nie ma szans żeby obeszło się bez ,, ogniem i mieczem" ale ja i tak zimą bym nie pojechał , nie czerpię z takiego łowienia żadnych przyjemności, ale robię takie strzyki, że może bym pojechał, kolega był i tak dobrze brało , itd. to działa .
W poniedziałek jadę ze swoją drugą połówką nad wodę. Ciągle trwają negocjacje dotyczące czasu pobutu, a zaczęły się od: ja 6 godzin, ona 0 - godzin. W tym momencie jest wstępny kompromis 2,5 godziny (ale spokojnie, kiełbaska na grillu przy słabym ogniu i średnio zaangażowanym kuchmistrzu tak szybko się nie zgrzeje)
Ja po 25 latach małżenstwa nie mam problemu z wyjazdem mam 7letniego synka który ciagnie nad wode a moja żonka mu nie odmówi,pozatym zona ma tez hobby działke tak ze jest 1-1 pozdrawiam.
Też nie mam jeszcze żony tylko narzeczoną i już są problemy. O tym żeby Ona wędkowała nie ma mowy bo tego bardzo nie lubi a nad wodą też za dlugo nie wysiedzi nawet przy grilu i kielbaskach. Ale i tak ja kocham ;)
No Panowie. Jak są małe dzieci, to nieraz trzeba przybryndzować. Rodzina to nie jest zabawka. Trzeba zrozumieć, że kobieta też ma prawo do odpoczynku. Dzieci są Nasze, a nie Ich. Jedyna metoda to współpraca w wychowaniu aż do czasu, kiedy wszystko się uspokoi. Mniej wyjazdów na ryby, więcej uwagi na rodzinę. Ja miałem dwie córki rok po roku i zostawić żonę samą z taka dwójką, to jest przegięcie. Natomiast teraz, gdy już są prawie dorosłymi pannami, moja żona nie ma nic przeciwko wędkarstwu. Nie mam najmniejszych problemów poza finansowymi, bo pod tym względem zawsze rodzina jest najważniejsza. Proponuję powalczyć o zainteresowanie małżonki wędkarstwem. Mnie się udało. Nieraz sama od siebie proponuje żebym sobie cos dokupił do sprzęciora, a facet w sklepie zawsze powiada, że fajnie mieć babkę z jajami! Pozdro.
cześć faceci!!!
kiedyś dorota39 napisała piękny wpis na blogu pt. co kobiety myślą o wędkarzach? chyba będę musiała go zacytować.( w nawiasie to moje poprzednie wcielenie ).
kiedys też nienawidziałam wedkarzy,bo ich nie rozumiałam.przed trzema laty Rysiek jako wedkarz był dla mnie wariatem.do czasu gdy pojechalismy razem na wakacje. gdy zobaczyłam szczęście w jego oczach po wydobyciu z wody okonia.wtedy zrozumiałam.już mi nie przeszkadzają robale w lodówce ani porozwalany sprzęt. zabierzcie swoje kobitki nad wodę,pokażcie co robicie i jakie to dla was ważne.jesli nie zrozumieją to raczej nie wróży to nic dobrego.zawsze będą myślały,że macie romans.a wy go macie tylko że z rybami.powodzenia
.......GHOSTMIR ....... zgadzam sie z Toba rodzina to nie zabawka, trzeba sie poprostu umiec dogadywac bez kłutni ..znalezc kompromis i beda ryby i zona bedzie zadowolona ..POZDRAWIAM:)
Przeglądając wpisy przypomniała mi się bardzo ciekawa historia. Pewnego razu ze spinningiem pojechałem nad moje ulubione łowisko szczupakowe. Podszedłem do mola, a tam dwaj chłopcy około 15letni, zabawiali się w połów okoni na robala. Nic nie potrafili złowić chyba głównie dlatego, że od hałasu przez siebie wykonanego ryby pouciekały na drugą stronę żwirowni. Nie miałem ochoty zwracać im uwagi ale spostrzegłem, że 20 metrów dalej przy dwóch spławikach siedzi ich tata. Po chwili okazało się, że jest skory do rozmów, toteż nawiązała się między nami pogawędka, na temat "ulubionego miejsca na wakację". Okazało się iż ów pan mieszka na stałe w Niemczech, dużo zarabia, ma "najlepszy" samochód i co najważniejsze jest świetnym wędkarzem. Opowiadał, jak to kiedyś z żoną i dziećmi jeźdźili na wakacje do Grecji, Hiszpani, Włoch... a teraz najbardziej podoba mu się Buków. To już trzecie wakacje, które tutaj spędzają, jest cisza, plaża, domki. To jest dla niego prawdziwy wypoczynek. Popatrzyłem wtedy na niego jak na człowieka przemienionego, który cieszy się otaczającym go pięknem natury. W czasie gdy tak sobie rozmawialiśmy zauważyłem w oddali szybkim krokiem poruszającą się w naszą stronę elegancką kobietę. Jak tylko zbliżyła się do nas na odległość wyraźnego widzenia, zaczęła niemiłosiernie krzyczeć, a powodem jej wrzasku było miejsce wyboru wakacji. Usłyszałem (już po raz drugi) jak to kiedyś jeździli w normalne miejsca, upalne, gdzie nie było żadnych ryb, a ona miała co robić a nie bezczynnie siedzieć w domku, gdy on całymi dniami łowi ryby i co chwile wysyła na zmianę synów, żeby przy niej "czuwali". Owa pani nawrzucała w jednym momencie wszystko to co gromadziło się w niej od pierwszego pobytu w tym ośrodku. Na koniec dodała, że się pakuje, nigdy już nie pojedzie z nim na wakacje i ma go gdzieś. I niech sobie te wędki wsadzi do d_ _ _. Do dziś wiele razy wspominam tamtą sytuację, niemalże zawsze wtedy gdy namawiam moją dziewczynę do dwudniowego wypadu nad jakąś wodę. U mnie sprawa o tyle prostrza, że nigdy w Grecji ani w Hiszpanii nie byliśmy a i moja ukochana nie ma takich potrzeb. Pozdrawiam
ja swoja zonke postraszyłem ze pójdzie na przynete :) , po jakimś czasie straszyłem ze bedzie sama dzieci wychowywac bo o rozwód wystąpie, a teraz przepisałem wszystkie rachunki domowe na siebie i niestety musze je opłacac, ale przynajmniej mam czas i nie słysze wywodów w domu.
Czas zrobi swoje! Na początku żona chce mieć Cię tylko dla siebie, a potem z upływem lat będzie Cię sama wyganiala z domu by mieć świety spokuj. Pozdrawiam.
napisałam na blogu artykul na ten temat jak mnie przekonano.warto zajrzeć.nie jestem wyrozumiala tylko zobaczylam o co w tym chodzi,wiec juz mi to nie przeszkadza.
mam dwoje dzieci,nie jestem mężatką i nawet przy czwórce dzieci można znalezc czas na przyjemnośc obcowania z przyrodą.tylko trzeba chcieć i ułożyć sobie plan dnia.zresztą to nie temat tego portalu.
Wiki jestem z Tobą. Jak sobie pościelisz..., Każdy sobie rzepke skrobie... .(Znam jeszcze: gdzie kucharek sześć... ale nie wiem czy to do końca na temat)
Jestem żonaty 28 lat, tylko jeden raz nie pojechałem na ryby bo małżonka potrzebowała wsparcia. Ale to była poważna sprawa. Przez pozostałe lata ani razu nie zdarzyło się żeby marudziła. A od jakiś pięciu lat coraz chętniej płynie ze mną (i co gorsza ma coraz lepsze wyniki :)
Nie przesadzajmy. Ale nawet gdyby była to jej pasja to bym o tym wiedział i nadal nie miałbym nic przeciwko. Łowi dziadek łowi ojciec łowie ja i moi bracia :) Żona rozumie moją pasję i ani ja jej ani ona mi niczego nie zabrania.
Gdy zadałeś pytanie "czy ona musi to akceptować" odczytałem to jako fakt, że nie ma nic do gadania. Najwyraźniej źle Cię zrozumiałem, a jestem uprzedzony do typków, którzy żonę mają gdzieś bo przecież ona "nie zarabia tylko dzieci bawi". Pozdro
JA JESTEM ŻONATY OD 14-LAT I RACZEJ NIE MIAŁEM PRZEPYCHANEK O WĘDKOWANIE NAWET JAK SZUKAMY WYJAZDU NA WAKACJE , JAK DZWONI ŻONA TO ONA SIĘ WYPYTUJE O WĘDKOWANIE W DANEJ OKOLICY MYŚLĘ ŻE JEST TO KWESTIA DOGADANIA SIĘ ,JAK TO KOLEGA WYŻEJ WSPOMNIAŁ TROCHĘ DYPLOMACJI NIKOMU NIE ZASZKODZI
Wiele młodych panienek nie wie jak to wygłąda wędkarstwo.
Dopiero po zawarciu związku małżeńskiego oczęta się otwierają i zaczyna się nażekanie ,(lamentowanie) ,że nigdy wcześniej nie wyobrażły sobie ile przykrości mogą spowodować nasze wypady nad wodę,kiedy zostają same imają jeszcze dzieci na utrzymanu. Może ktoś potrafi w swoich wypowiedziach pogodzić te dwa związki.
Cześć jestem po 15 latach małżeństwa i raczej zawsze są problemy z wyjazdem na ryby,ale zawsze jadę.Pozdrawiam (może się dotrzecie)
Alternatywą może być budka z piwem, to działa
Nie ma takiej możliwości,jeżeli kobitka nie chętna.Masz dwa wyjścia: zapomnieć o wędlowaniu ,albo chodzić mimo wszystko,licząc się z tzw. cichymi dniami.Po jakiś dwudziestu latach jej przejdzie ,ale i tak nie do końca.Wytrwałości!
mam za sobą 19 lat pożycia.... dopóki dzieci były w pieluchach moje wyjazdy odbywały się baaaardzo sporadycznie... nawet do tego stopnia że nie opłacałem karty bo ilość wyjazdów była skromniutka.dziś kiedy sezon już rozpocząłem na początku marca mam już 7 dni spędzonych nad wodą w tym 2,5 nocki .. do końca sezonu pozostało mi jeszcze około 35 wypadów(średnio raz w tygodniu) i co ?
tak jak kolega wyżej napisał alternatywa i zrozumienie drugiego człowieka. my z żoną żyjemy jak małżeństwo - narzeczeństwo - przyjaciele a to jest naszym atutem że nigdy nie mieliśmy tzw. cichych dni... mam wspaniałą żonę!
Mnie pierwsza żona zrobiła szlaban i faktycznie przez chyba ponad 2 lata nie byłem na rybach.Dlatego została byłą żoną,są w życiu jakieś priorytety.
ja mam za sobą 30 lat pożycia ale jeszcze od czasu do czasu są zgrzyty
Wychodzi z tego,że lepiej może się nie żenić! Albo znależć taką co ma robaki,będzie jak znalazł!
Jeśli żona się wku.......ja jak mąż jedzie na ryby to znaczy,że w małżeństwie jest dobrze.Ale jak go żona zacznie wysyłać na ryby,to jest bardzo nie dobrze.Pozdrawiam.
moim zdaniem kup żonie jakiś ciuszek ,będziesz spokojny o rybki
Ja jeszcze nie mam żony tylko dziewczynę a już narzeka. Najgorsze jest to że jak chce pogodzić przyjemne z pożytecznym i ją brać ze sobą to odmawia twierdząc że to "męski sport" i nie będzie nam mężczyznom przeszkadzać. A potem narzeka że mało czasu spędzamy razem - i weź tu człowieku z taką wytrzymaj...
Niewiem skąd wytrzasneliście swe żony ;-) ja mam za soba 16 lat i nie mam problemów z wyjazdami na ryby.Jak wyjeżdżam żonka jeszcze smacznie śpi(przeważnie)i słyszę tylko "kocham cię i uważaj na siebie" .Trzeba tylko dawać coś od siebie, czasem kupic coś ładnego, kwiatek tak bez okazji(zawsze działa) ,czasem zabrać ze sobą niech pobędzie na powietrzu,zająć się czasem domem aby mogła odpocząć i oczywiście nie można buntować się przed wyjazdami do "mamusi"bo tego nie znoszą.Dobry związek to zwiazek partnerski ty jesteś dla mnie ja jestem dla ciebie.
Pozdrawiam i wytrwałości....
Ja nie muszę godzić, bo Moja Połówka też wędkuje i to z powodzeniem! Jednak wszystko zależy od wzajemnego podejścia, jeśli ludzie nawzajem się szanują (bardzo ładnie ukazał to powyżej Mariusz), to szanują i swoje pasje. Ja na początku uczyłem moją kobitkę wędkowania, bo u niej w rodzinie nikt nie miał o tym pojęcia, a teraz sama podpytuje mnie kiedy jedziemy nad wodę (czasem jeździ beze mnie). Tyle, że z mojej strony ja też wykazuję zainteresowanie jej kobiecymi (i nie tylko ) sprawami, a z tego co wiem nie jesteśmy jedyną parą, która łowi razem, ale i razem robi zakupy,pracuje w domu i dzieli się kłopotami. Także Panowie-dużo zrozumienia i zachęty, a wszystko się ułoży po waszej myśli !
Ja dopiero jestem cztery lata po ślubie i pogodziłem moje hobby z małrzeństwem to było proste ino przekonałem żonę że ten sport jest też dla kobiet nie tylko dla mężczyzn,jak kiedyś pojechałem z rodzinką na ryby i jak żona zaczeła łowić i złowiła parę płoci to pierwsze jej słowa to były kiedy mogę zrobić kartę wędkarską.I do tej pory jeżdzimy razem na ryby i nawet uczestniczy w różnych zawodach. Pozdrawiam wszystkich wędkarzy :D
Ciężko jest pogodzić małżeństwo i wędkarstwo. Ja żony nigdy nie będę miał, będę wiecznym kawalerem i sam będę decydował kiedy jadę na ryby. Pozdrawiam
po ślubie jestem 6 lat, większych problemów z wyjazdem na ryby nigdy nie było, ale łowię tylko wtedy gdy nie ma lodu , zimą nie ma szans żeby obeszło się bez ,, ogniem i mieczem" ale ja i tak zimą bym nie pojechał , nie czerpię z takiego łowienia żadnych przyjemności, ale robię takie strzyki, że może bym pojechał, kolega był i tak dobrze brało , itd. to działa .
hahahaaaaaa to sie nazywa klasyka!
nie mów nigdy nigdy....
ja tez niemam problemu-moja co prawda nie lowi raczej ale lubi nature i dzikie tereny - ja lowie a ona zbiera grzyby i wszystko ok!!!
W poniedziałek jadę ze swoją drugą połówką nad wodę. Ciągle trwają negocjacje dotyczące czasu pobutu, a zaczęły się od: ja 6 godzin, ona 0 - godzin. W tym momencie jest wstępny kompromis 2,5 godziny (ale spokojnie, kiełbaska na grillu przy słabym ogniu i średnio zaangażowanym kuchmistrzu tak szybko się nie zgrzeje)
Ja po 25 latach małżenstwa nie mam problemu z wyjazdem mam 7letniego synka który ciagnie nad wode a moja żonka mu nie odmówi,pozatym zona ma tez hobby działke tak ze jest 1-1 pozdrawiam.
Nie jeździc na noc na ryby
Też nie mam jeszcze żony tylko narzeczoną i już są problemy. O tym żeby Ona wędkowała nie ma mowy bo tego bardzo nie lubi a nad wodą też za dlugo nie wysiedzi nawet przy grilu i kielbaskach. Ale i tak ja kocham ;)
No Panowie. Jak są małe dzieci, to nieraz trzeba przybryndzować. Rodzina to nie jest zabawka. Trzeba zrozumieć, że kobieta też ma prawo do odpoczynku. Dzieci są Nasze, a nie Ich. Jedyna metoda to współpraca w wychowaniu aż do czasu, kiedy wszystko się uspokoi. Mniej wyjazdów na ryby, więcej uwagi na rodzinę. Ja miałem dwie córki rok po roku i zostawić żonę samą z taka dwójką, to jest przegięcie. Natomiast teraz, gdy już są prawie dorosłymi pannami, moja żona nie ma nic przeciwko wędkarstwu. Nie mam najmniejszych problemów poza finansowymi, bo pod tym względem zawsze rodzina jest najważniejsza. Proponuję powalczyć o zainteresowanie małżonki wędkarstwem. Mnie się udało. Nieraz sama od siebie proponuje żebym sobie cos dokupił do sprzęciora, a facet w sklepie zawsze powiada, że fajnie mieć babkę z jajami! Pozdro.
cześć faceci!!! kiedyś dorota39 napisała piękny wpis na blogu pt. co kobiety myślą o wędkarzach? chyba będę musiała go zacytować.( w nawiasie to moje poprzednie wcielenie ). kiedys też nienawidziałam wedkarzy,bo ich nie rozumiałam.przed trzema laty Rysiek jako wedkarz był dla mnie wariatem.do czasu gdy pojechalismy razem na wakacje. gdy zobaczyłam szczęście w jego oczach po wydobyciu z wody okonia.wtedy zrozumiałam.już mi nie przeszkadzają robale w lodówce ani porozwalany sprzęt. zabierzcie swoje kobitki nad wodę,pokażcie co robicie i jakie to dla was ważne.jesli nie zrozumieją to raczej nie wróży to nic dobrego.zawsze będą myślały,że macie romans.a wy go macie tylko że z rybami.powodzenia
proszę zajrzeć na mój blog.tam jest instrukcja obsługi dla waszych pań.
.......GHOSTMIR ....... zgadzam sie z Toba rodzina to nie zabawka, trzeba sie poprostu umiec dogadywac bez kłutni ..znalezc kompromis i beda ryby i zona bedzie zadowolona ..POZDRAWIAM:)
to fakt.jednak proszę zajrzeć na mój blog.
rysiek miał na mysli mój blog.tam jest wpis na ten temat
Przeglądając wpisy przypomniała mi się bardzo ciekawa historia. Pewnego razu ze spinningiem pojechałem nad moje ulubione łowisko szczupakowe. Podszedłem do mola, a tam dwaj chłopcy około 15letni, zabawiali się w połów okoni na robala. Nic nie potrafili złowić chyba głównie dlatego, że od hałasu przez siebie wykonanego ryby pouciekały na drugą stronę żwirowni. Nie miałem ochoty zwracać im uwagi ale spostrzegłem, że 20 metrów dalej przy dwóch spławikach siedzi ich tata. Po chwili okazało się, że jest skory do rozmów, toteż nawiązała się między nami pogawędka, na temat "ulubionego miejsca na wakację". Okazało się iż ów pan mieszka na stałe w Niemczech, dużo zarabia, ma "najlepszy" samochód i co najważniejsze jest świetnym wędkarzem. Opowiadał, jak to kiedyś z żoną i dziećmi jeźdźili na wakacje do Grecji, Hiszpani, Włoch... a teraz najbardziej podoba mu się Buków. To już trzecie wakacje, które tutaj spędzają, jest cisza, plaża, domki. To jest dla niego prawdziwy wypoczynek. Popatrzyłem wtedy na niego jak na człowieka przemienionego, który cieszy się otaczającym go pięknem natury. W czasie gdy tak sobie rozmawialiśmy zauważyłem w oddali szybkim krokiem poruszającą się w naszą stronę elegancką kobietę. Jak tylko zbliżyła się do nas na odległość wyraźnego widzenia, zaczęła niemiłosiernie krzyczeć, a powodem jej wrzasku było miejsce wyboru wakacji. Usłyszałem (już po raz drugi) jak to kiedyś jeździli w normalne miejsca, upalne, gdzie nie było żadnych ryb, a ona miała co robić a nie bezczynnie siedzieć w domku, gdy on całymi dniami łowi ryby i co chwile wysyła na zmianę synów, żeby przy niej "czuwali". Owa pani nawrzucała w jednym momencie wszystko to co gromadziło się w niej od pierwszego pobytu w tym ośrodku. Na koniec dodała, że się pakuje, nigdy już nie pojedzie z nim na wakacje i ma go gdzieś. I niech sobie te wędki wsadzi do d_ _ _. Do dziś wiele razy wspominam tamtą sytuację, niemalże zawsze wtedy gdy namawiam moją dziewczynę do dwudniowego wypadu nad jakąś wodę. U mnie sprawa o tyle prostrza, że nigdy w Grecji ani w Hiszpanii nie byliśmy a i moja ukochana nie ma takich potrzeb. Pozdrawiam
ja swoja zonke postraszyłem ze pójdzie na przynete :) , po jakimś czasie straszyłem ze bedzie sama dzieci wychowywac bo o rozwód wystąpie, a teraz przepisałem wszystkie rachunki domowe na siebie i niestety musze je opłacac, ale przynajmniej mam czas i nie słysze wywodów w domu.
Czas zrobi swoje! Na początku żona chce mieć Cię tylko dla siebie, a potem z upływem lat będzie Cię sama wyganiala z domu by mieć świety spokuj. Pozdrawiam.
mozna malozonke sprobowac zrobic wedkazem ja wtym roku sie oto postaram a dzieci im wczesniej tym lepie pozdro kajtek
DUŻY SZACUN dla GHOSTMIR I wiktoria2003 za wyrozumiałość
napisałam na blogu artykul na ten temat jak mnie przekonano.warto zajrzeć.nie jestem wyrozumiala tylko zobaczylam o co w tym chodzi,wiec juz mi to nie przeszkadza.
Do porzedniczki wyżej, czy jesteś długo mężatką i ile masz dzieci?, bo przy czwórce małych dzieci napewno byś nie miała czsu na rybki.pozdro...
do wpisu wyżej.zajrzyj na mój blog to się dowiesz.nie jestem wędkarką.najpierw zobacz kim jestem potem napisz.
mam dwoje dzieci,nie jestem mężatką i nawet przy czwórce dzieci można znalezc czas na przyjemnośc obcowania z przyrodą.tylko trzeba chcieć i ułożyć sobie plan dnia.zresztą to nie temat tego portalu.
Wiki jestem z Tobą. Jak sobie pościelisz..., Każdy sobie rzepke skrobie... .(Znam jeszcze: gdzie kucharek sześć... ale nie wiem czy to do końca na temat)
dzięki.trzeba umiec pogodzic prace,dom z wlasnym hobby.nawet duza rodzina nie powinna w tym przeszkodzic
RĘCE OPADAJĄ JAK TE POSTY CZYTAM. POZDRAWIAM.
Jestem żonaty 28 lat, tylko jeden raz nie pojechałem na ryby bo małżonka potrzebowała wsparcia. Ale to była poważna sprawa. Przez pozostałe lata ani razu nie zdarzyło się żeby marudziła. A od jakiś pięciu lat coraz chętniej płynie ze mną (i co gorsza ma coraz lepsze wyniki :)
Ja nie pytam lecz tylko informuję że jade. Wiedziała że jestem wędkarzem i że to moja największa pasja. Tak więc czy ona musi to akceptować?
Odwrotnie też Ci się zdarza w rodzinie? To znaczy, że ona informuje a nie pyta, że dajmy na to wychodzi dwa razy w tygodniu z koleżankami do tancbudy?
Oczywiście. A co mam jej zabraniać? Chce iść to idzie chyba jest dorosła to wie co robi. Ale ty tu porównujesz pasje do wyjść z koleżankami?
dla niektórych tancclub to pasja
Nie przesadzajmy. Ale nawet gdyby była to jej pasja to bym o tym wiedział i nadal nie miałbym nic przeciwko. Łowi dziadek łowi ojciec łowie ja i moi bracia :) Żona rozumie moją pasję i ani ja jej ani ona mi niczego nie zabrania.
kolego ja to załatwiłem prosto (nie mam dzieci)podzieliłem PZW miedzy PZSS(polski związek skata sportowego)ja na ryby a żona na karty i wszystko gra
Gdy zadałeś pytanie "czy ona musi to akceptować" odczytałem to jako fakt, że nie ma nic do gadania. Najwyraźniej źle Cię zrozumiałem, a jestem uprzedzony do typków, którzy żonę mają gdzieś bo przecież ona "nie zarabia tylko dzieci bawi". Pozdro
Jeszcze przed ślubem zapowiedziałem przyszłej małżonce, że mam kochanki!
Te kochanki to wędki.
Zaakceptowała taki trójkąt.
Zresztą czasem też łowi.
JA JESTEM ŻONATY OD 14-LAT I RACZEJ NIE MIAŁEM PRZEPYCHANEK O WĘDKOWANIE NAWET JAK SZUKAMY WYJAZDU NA WAKACJE , JAK DZWONI ŻONA TO ONA SIĘ WYPYTUJE O WĘDKOWANIE W DANEJ OKOLICY MYŚLĘ ŻE JEST TO KWESTIA DOGADANIA SIĘ ,JAK TO KOLEGA WYŻEJ WSPOMNIAŁ TROCHĘ DYPLOMACJI NIKOMU NIE ZASZKODZI